czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 30, cz. 2.



  

     Z oszołomienia wyrwał mnie głos Rose.
- Jakie chcesz chipsy ? Cebulowe, czy…. Oo widzę, że podoba ci się mój ogród 
- Podoba ? To mało powiedziane !! Jest… jest… nieziemski !! – Nie wiedziałam, jakiego określenia użyć.  Nigdy jeszcze nie widziałam takiego ogrodu. Wielki, urządzony z gustem… Po prostu marzenie każdej kobiety. Na pustej polanie pomiędzy środkową, a boczną „ścieżką” z lampek po prawej stronie stał niewielki namiot. W milczeniu skierowałyśmy się w jego stronę.  W środku rozłożony był materac i dwa koce. Bardzo się cieszyłam na tą noc.
- Więc… na jakie chipsy w końcu masz ochotę ?
- Co ? – nie kryłam zdziwienia.
- Przecież kiedy stałaś na tarasie to pytałam cię, jaki smak wolisz, cebula czy ser i szynka ?
- Obojętne mi to. Byłam otumaniona widokiem ogrodu i nawet się nie zorientowałam, że coś do mnie mówisz.
- A więc to tak się słucha przyjaciółki ? – Spytała ruda próbując zrobić obrażoną minę, jednak nie wychodziło jej to za bardzo i po chwili zaczęła się głośno razem ze mną śmiać.
- Chwila słabości :D
- No dobra c: To ty poczekaj, a ja wrócę po te chipsy bo przez ciebie zapomniałam wziąć z kuchni !!
- Ok. – Powiedziałam, po czym Rosi wyszła z namiotu. Wróciła po chwili z wielką michą smakołyków. Zaczęłyśmy pałaszować i opowiadać sobie różne historie. Całkiem odbiegałyśmy od tematu moich urodzin, to znaczy…. Rose odbiegała. Kiedy opowiedziałam jej, jak Patrick  i David prosili mnie o zaproszenie jeszcze paru znajomych, nagle spuściła głowę i bardzo szybko zmieniła temat. Widać było, że się czymś denerwowała. Nie dało się tego nie zauważyć .
- Rosi… wszystko w porządku ? Zrobiłaś się taka nerwowa. – Powiedziałam z troską w głosie.
- T-tak, to znaczy nie, to znaczy… nie wiem. – Odpowiedziała mi, po czym z na jej twarzy popłynęła łza. Chciała ją przede mną ukryć, więc szybko otarła policzek. Jednak ja zauważyłam.
- Ej, co jest ? Czemu płaczesz ? – spytałam, jednak ruda nie siliła się na odpowiedź. – Powiesz mi ? Jak zaczęłyśmy mówić o moich urodzinach, to nagle posmutniałaś…
- Chodzi o Davida. Ja, to znaczy on… - nagle urwała. Pozwoliła, by po jej policzkach spływały słone łzy. Nie kryła w sobie smutku. Zareagowałam szybko i przytuliłam ją do siebie. Próbowałam uciszyć, uspokoić. Po chwili ciszy kontynuowała – Mam wrażenie, że Dave mnie zdradza.
- Co ?! Ale czemu tak uważasz ?
- Od paru dni wysyłam mu SMSy i nie odpisuje, próbuję się z nim umówić, to mi mówi, że jest zajęty, dzwonię to nie odbiera… Czym można się zajmować w czasie wakacji ? Co może aż tak bardzo pochłaniać, że nawet nie ma się czasu odpisać na głupiego SMSa ?
- No tak, ale to nie znaczy jeszcze, że on cię zdradza…
- Jeśli nie umawia się ze mną, to na pewno ma kogoś innego. – Rose już trochę ochłonęła. Dało się zauważyć, że każde słowo przychodziło jej z niemałą trudnością.
- Przykro mi. Mogę ci jakoś pomóc ? – Spytałam, licząc, że może jakoś mogę pocieszyć przyjaciółkę.
- Nie wiem, nie zastanawiałam się nad tym…
- A może ja się z nim spotkam ? Najpierw zobaczymy, czy się zgodzi, a jeśli tak, to pójdę na spotkanie z nim i wypytam go dyskretnie, co się dzieje. Co ty na to ?
- Zrobiłabyś to dla mnie ? – Spytała. Kąciki jej ust lekko uniosły się w górę tworząc niepewny uśmiech.
- A pamiętasz naszą zasadę „ Dla przyjaciółek wszystko ”  ? – Skinęła głową - Więc teraz się dostosujemy do tej zasady. – Przytuliłyśmy się jeszcze raz. – Słuchaj, zastanawia mnie tylko jeszcze jedna rzecz… Czemu się tak peszyłaś, kiedy wspominałam o urodzinach ?
- Od początku było ustalone, że idę z Davidem. Teraz nie jestem pewna, bo nie wiem, co z nami dalej będzie… Wolałam o tym nie wspominać, rozumiesz chyba ?
- Tak. Z naszego dzisiejszego dnia da się wywnioskować, że bardzo dobrze umiesz się maskować. W ogóle nie było po tobie widać, że się martwisz !
- Ach tak, to już mój wrodzony talent :D. – Obie się zaśmiałyśmy.
   Atmosfera na szczęście się rozluźniła. Rozmawiałyśmy już zwyczajnie. Każda znalazła ciekawy temat : ubrania, imprezy, ulubione dania, przyszłe wakacje. Gadałyśmy tak, jakbyśmy się dopiero poznawały. Rosi poczuła już zmęczenie. Popatrzyłam na zegarek w komórce – 00:34. Jejku ! Już nowy dzień. Ruda od razu zasnęła. Mi jednak nie chciało się spać. Postanowiłam sobie trochę pospacerować. Wyszłam z namiotu i po „ścieżce” poszłam w część ogródkową. Mnóstwo kwiatów, krzewów, drzewek. Uwielbiałam takie klimaty. Po 5 minutach spacerowania ujrzałam niewielkie oczko wodne i mostek. Podeszłam do barierki, oparłam się i zaczęłam myśleć, co zrobić w sprawie Rose i Davida. Obiecałam rudej, że pomogę, więc teraz trzeba było coś wykombinować. Po dłuższej chwili rozmyślań nie wymyśliłam nic skutecznego, dlatego też została mi tylko rozmowa. Od razu napisałam do Davida SMSa. W duchu liczyłam na to, że jeszcze nie śpi i odpisze.
Cześć David. Dawno się nie odzywałeś… Mam prośbę, możemy się spotkać ?”
„Hej Mel. Nie odzywałem się, bo kompletnie nie mam czasu. Nie kryję, że twoja wiadomość lekko mnie zaskoczyła. Mimo to, z chęcią się z tobą spotkam. Podaj miejsce i godzinę.”
Jutro w naszej kawiarni, o 15:00. Pasuje ci ?”
„ Pasuje, będę”
    Uff… udało się. Na szczęście Dave nie spał i dał się zaprosić na spotkanie. Z chęcią pobiegłabym  do namiotu i pokazała Rosi moją konwersację, jednak nie chcę jej budzić. Rano jej o tym opowiem. Stałam jeszcze chwilkę na tym mostku, aż w końcu sama postanowiłam udać się do namiotu. W ogóle nie czułam zmęczenia. Jednak spróbuję usnąć. Jutrzejszy dzień zadecyduje o losie związku dwójki moich najlepszych przyjaciół.
                                          ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥

Obudziłam się o 8:00 rano. Rose już nie było. Zapewne poszła przygotować śniadanie. Wstałam i pobiegłam do domu. W kuchni zastałam jedynie Erica.
- Cześć Eric. Nie widziałeś może Rose ? – Spytałam.
- Tak, poszła do sklepu bo świeże pieczywo. A stało się coś ?
- Nie, tylko… mam do niej pewną sprawę. Nie wiesz może, jak dawno wyszła ?
- Jakieś 10 minut temu. Zaraz powinna wrócić.
- Hmm… więc ja może pójdę do łazienki się trochę odświeżyć i za niedługo wracam J. – Poszłam do pokoju Rose, gdzie zostawiłam moje rzeczy. Na biurku znalazłam liścik zaadresowany do mnie.

Mel, poszłam do sklepu. Gdybyś się obudziła, a ja jeszcze nie wróciła, proszę, zabierz z namiotu koce i zanieś do mojego pokoju. Byłabym wdzięczna.”

Wzięłam torbę z ubraniami i skierowałam się do łazienki. Po 10 minutach zeszłam na dół. Eric przygotowywał śniadanie.
- Rosi już wróciła ? – Spytałam.
- Nie, jeszcze nie.
- Jejku, ile można kupować bułki i chleb ?
- O to musisz pytać już samej Rose.
- Jasne. – Uśmiechnęłam się głupio i skierowałam w stronę namiotu. Szybko Złożyłam koce, a z materaca spuściłam powietrze. Złożone rzeczy zaniosłam do pokoju rudej. Kiedy zeszłam na dół, Rose stała przed kuchennym blatem i rozpakowywała kupione produkty.
- Dzień dobry
- Powiedziała, kiedy mnie ujrzała.
- Hej. Gdzie tak długo byłaś ?
- No.. w sklepie przecież.
- Jesteś pierwszą osobą, jaką znam i jaka kupuje pieczywo 25 minut.
- Aa. Spotkałam w sklepie Alice, tą dziewczynę Patricka i zagadałyśmy się trochę. Czytałaś moją wiadomość ?
- Tak, koce i materac położyłam na łóżku w twoim pokoju.
- Och, dzięki. Er, złożysz później namiot, ok. ? – Spytała brata Rose. Jednak nie było mu dane odpowiedzieć, ponieważ ja się odezwałam.
- Ale.. nie trzeba. My możemy teraz złożyć ten namiot, a Eric w tym czasie przygotuje pełne śniadanie – Powiedziałam. Popatrzyłam w stronę Rosi błagająco. Ona wyczuła, że mam jej coś do powiedzenia.
- No niech będzie. – Wyszłyśmy do ogrodu. Rosi nie była byt zadowolona tym, że musi składać namiot. – Czemu nas tak wyrwałaś z kuchni ?
- Musimy pogadać.
- Stało się coś ? – W jej oczach dało się dostrzec strach i przerażenie.
-  W nocy, kiedy zasnęłaś, ja poszłam się przejść po ogrodzie. Myślałam o tobie i o Davidzie. Postanowiłam do niego napisać. Ku mojemu szczęściu odpisał :D – Nagle w oczach rudej pojawił się błysk nadziei. – Umówiłam się z nim dzisiaj na spotkanie o 15:00 w kawiarni.
- Naprawdę ? Dziękuję ci – Rose mocno mnie przytuliła i pocałowała w policzek. Szybko uwinęłyśmy się z namiotem i wróciłyśmy do kuchni.
                                      
   ~~  ~~   ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥
- Hej David ! – Powiedziałam, kiedy weszłam do kawiarni i ujrzałam chłopaka przy jednym ze stolików.
- Hej Melanie . – Przytulił mnie, a potem wskazał na miejsce naprzeciw siebie. – Więc… co cię tu sprowadza ? O czym chcesz ze mną pogadać ?
- Chodzi o ciebie i Rose.
- Co ? Coś się z nią stało ? – W oczach chłopaka czaiła się panika.
- Nie, wszystko w porządku, tylko… ona uważa, że ją zdradzasz. Twierdzi, że nie masz dla niej czasu, bo spotykasz się z kimś innym.
- Co ?! Przecież to nieprawda ! Ja naprawdę nie mam czasu w te wakacje. Mój ojciec prowadzi nowy biznes, warsztat samochodowy. Poprosił mnie, żebym przygotowywał garaże, gdzie będą samochody.
- Okej, wierzę ci, ale jak wyjaśnisz fakt, że nie odpisywałeś jej na SMSy i nie odbierałeś telefonów ?
- Mój tata jest bardzo surowy. Pracę podjąłem sam, ale nie wiedziałem, jakie będą tego konsekwencje.
- Em… chyba cię nie rozumiem.
- Chodzi o to, że sam się zgłosiłem do tej roboty. Wiedziałem, że będę pracował 12 godzin dziennie. Nie jest to jakaś wielka harówka, ale łatwo także nie jest. Tata czasami zabiera mi telefon na czas pracy, żeby mnie nie rozpraszał. Rose pewnie pisze wtedy, kiedy nie mam przy sobie tego telefonu.
- A jak to jest, że dzisiaj ze mną się spotkałeś i to bez najmniejszego problemu, a dla Rose nie masz ani chwili ?
- Tata wyjechał na dwa dni. Planowałem je spędzić z Rose, ale ty napisałaś w nocy, więc… nic jej nie napisałem.
- Rose zaprosiła mnie wczoraj do siebie na noc i o wszystkim opowiedziała. Bardzo płakała. Postanowiłam więc jakoś jej pomóc i napisałam do ciebie.
- Jasne, rozumiem.
- Em.. ty mówiłeś, że twój tata wyjeżdża na dwa dni, tak ?
- Tak, a co ?
- A kiedy wyjechał ?
- Dzisiaj rano, ale…
- Więc co ty tu jeszcze robisz ?! Leć do Rose !
- Nie jestem pewien, czy po tym, co jej zrobiłem, będzie się chciała ze mną widzieć.
- Co ty wygadujesz ?! Ona tylko czeka, aż do niej przyjdziesz. Idź do niej, z jakimiś ładnymi kwiatami najlepiej i jeszcze zobaczysz : wszystko ci przebaczy.
- Dziękuję ci Mel! Cudowna jesteś – Podszedł i pocałował mnie w policzek. – Sorka, ale ja już będę leciał. Muszę uratować mój związek !
- Jasne. Tylko się nie zabij ! – Krzyknęłam, kiedy otwierał drzwi z kawiarni. Odwrócił się tylko i uśmiechnął do mnie. Szczerze mówiąc, to nie spodziewałam się takiego „happy and ‘u”. Ale cieszę się, że mogą być szczęśliwi.
Wyszłam z kawiarni. Była dzisiaj piękna pogoda, a mi się nie chciało wracać do domu, więc postanowiłam wybrać się jeszcze na rynek. Jak zawsze, pałętało się tam dużo ludzi. Po godzinie jednak wróciłam. W salonie siedzieli rodzice i o czymś rozmawiali. Uśmiechnęli się na mój widok. Usiadłam obok nich i dołączyłam się do rozmowy. Tematem był wspólny wyjazd rodziców i moja jutrzejsza impreza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz