piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 31



          Ten dzień był pełen zamieszania. Mama i tata sprawdzali, czy wszystko wzięli, przez co łazili po całym domu. Ja natomiast w południ e poszłam do sklepu i kupiłam trochę ozdóbek oraz jedzenia na wieczorne party. Z każdą chwilą byłam coraz bardziej nakręcona na ten pomysł. Okropnie jestem wdzięczna rodzicom, że mi tak zaufali. Kupiłam więc chipsy, picie, trochę słodkości, owoce i jakieś produkty na przekąski. Po powrocie do domu skierowałam się w stronę kuchni, aby wszystko przyrządzić. Po godzinie jedzenie było gotowe. Koło 13:30 rodzice wyszli z domu. Dali mi jeszcze ostatnie wskazówki, jaki mają zastać dom po powrocie, jak mam się zachowywać, itd. Uściskali mnie i wyszli. Ja natomiast rozłożyłam kupione wstążki i inne kupione błyskotki po całym salonie.  Tak, moja wielka impreza odbywać się będzie w salonie i tylko tu. Nie chciałam sprzątać całego domu.

Około 15:00 przyszła do mnie Rose, tak, jak się umówiłyśmy. 
- Hej Rosi. – Powiedziałam, kiedy weszła do domu.
- Cześć Mel – Odpowiedziała z uśmiechem.  – Gotowa na imprezę ? – Spytała i dziwacznie poruszała brwiami, na co się tylko uśmiechnęłam.
- Jasne. – Odparłam tylko i pobiegłyśmy do mojego pokoju. Tam włączyłyśmy głośno muzykę i zaczęłyśmy świrować tańcząc i przymierzając różne ubrania. Potem jednak trzeba było się ogarnąć. Szybko pobiegłam do łazienki, wzięłam prysznic i po 10 minutach wróciłam. Usiadłam na łóżku, a Rose zrobiła mi makijaż. Postawiła na dwa kolory : niebieski i fioletowy. Wyglądałam bajecznie.  Potem ruda zajęła się moimi włosami. Upięła je w wysokiego, dużego, stabilnego koka i wpięła w niego trzy białe spinki. <link>. Wszystko świetnie się kontrastowało. Potem ja zajęłam się nią. Oczy pomalowałam jej na brzoskwiniowo, a rzęsy na niebiesko.Następnie końcówki jej włosów lekko pofalowałam. Zostawiłam rozpuszczone. Kiedy ubrałyśmy się, wybiła 18:00. Do imprezy jeszcze godzina, pomyślałam. W tym czasie Rosi opowiedziała mi o jej spotkaniu z Davidem. Szczęśliwie się pogodzili.
Martwiła mnie trochę Susan. Pisała przecież, że jest chora. Nie wiadomo, czy przyjdzie. Nie informowała nikogo z nas.
                  
                                 ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥

Powoli zaczęli schodzić się goście. Przyszli już David i Patrick z Alice. Potem doszli jeszcze Eva ze swoim chłopakiem, Marco z dwoma koleżankami i kumplem i Marta z Alexem, znajomi ze szkoły. Następnie przyszedł Chris. Jednak nigdzie nie było Susi ani Mike 'a , którego zaprosiła. Zaczynałam się martwić. Napisałam do niej SMSa. Spytałam, czy pojawi się na imprezie. Odpowiedź była znacząca : „Przepraszam, nie przyjdę, nie dam rady wstać z łóżka.” Było mi przykro, że moja najlepsza przyjaciółka - a raczej jedna z nich - nie pojawi się na moich urodzinach. Ale trudno. Spytałam ją jeszcze, co z Mike 'm, a ona odpisała, że bez niej nie idzie. Czyli wszyscy już przyszli. Każdy złożył mi życzenia i podarował jakiś drobiazg. Nie obyło się również bez alkoholu. Miał go załatwić Chris, ponieważ znał świetne miejscówki do przemytu piwa czy wódki. Jego przyszły zawód ma także plusy, pomyślałam i sama się do siebie uśmiechnęłam. Po wzniesionym toaście i zjedzeniu tortu impreza zaczęła się na dobre. Może i nie było dużo osób, ale wystarczająco, żeby ożywić atmosferę. Każdy się świetnie bawił. Chyba już każdy chłopak poprosił mnie do tańca i niektórzy kilkakrotnie. Z dziewczynami plotkowałam, jak to należy do mojego zwyczaju. Śmiech, zabawa, alkohol. Idealne określenia tego wieczoru. Potem były pamiątkowe fotki i każdy znów śpiewał mi "sto lat". 
Koło północy wszyscy wyszli już z domu. Każdy był zmęczony i troszkę "nietrzeźwy". Gdy wyłączyłam muzykę i zapaliłam światło, stwierdziłam, że nie jest nieźle. Stoły zawalone były puszkami po piwie oraz szklankami po drinkach. W kuchni zostało trochę butelek po różnokolorowych wódkach i sokach. Poza tym puste miski po chipsach i talerze po kanapkach. Ok, damy radę. Dom był naprawdę w dobrym stanie. Goście dosyć szybko się ulotnili, więc właściwie jeszcze dzisiaj mogłam posprzątać. Wzięłam kilka worków na śmieci i zebrałam puszki i butelki . Zastanawiałam się jeszcze, gdzie te worki schować. Przecież rodzice nie mogą się dowiedzieć, że ich ukochana, jedyna córeczka w wieku szesnastu lat zrobiła imprezę, na której był alkohol. Tak, to chyba był jedyny problem. Około 00:30 zadzwonili do mnie i spytali, czy wszystko w porządku. Pff, jasne, kontrola rodziców musi być. Byli trochę zaskoczeni, że już skończyłam imprezę i szczerze mówiąc nie dowierzali, że już jest trochę ogarnięte. Spławiłam ich jakoś mówiąc, że jestem zmęczona i że idę już spać. W rzeczywistości kompletnie nie byłam zmęczona. Z chęcią potańczyłabym jeszcze, ale w tym problem, że nie ma z kim. Kiedy włączyłam zmywarkę, poszłam na górę i przebrałam się w trochę swobodniejsze rzeczy. Na przyszłość będę pamiętać, że szpilki trzeba rozchodzić przed jakąś imprezą. Mam niemałe odciski. Ale i tak warto było. Niejedna osoba mówiła mi, że wyglądam olśniewająco. 
Ubrałam moje ukochane spodnie dresowe, bokserkę, bluzę i białe trampki.  W tym stroju zawsze czułam się swobodnie. Tak właściwie to spokojnie mogłabym już ubrać piżamę i wygodne papcie po domu, ale postanowiłam wynieść te dwa worki ze śmieciami do większego kontenera. Droga do niego zajmuje mi przeważnie jakieś 10 minut. Zapięłam bluzę, wzięłam worki i wyszłam. Dzisiejszej nocy latarnie przyuliczne w ogóle się nie świeciły, dlatego też panujący mrok wydawał się straszny. Mimo, że mieszkam raczej w centrum Londynu, to nie panował tu ruch uliczny. Od czasu do czasu przejechał tylko jakiś samochód. Szczerze mówiąc to trochę się bałam iść tak sama. 
Doszłam do kontenera, wyrzuciłam śmieci i skierowałam się w stronę domu. Idę sobie spokojnie, wszędzie cicho, aż tu nagle... 
- Buu ! - Ktoś zadarł mi się do ucha. A ja aż podskoczyłam ze strachu i pisnęłam głośno. Okazał się to być  Bruno, pewien piętnastolatek z mojej ulicy, który mieszka kilka domów dalej. 
- Bruno !! Możesz mnie tak nie straszyć ! - Wysyczałam na niego wściekła za ten, jego zdaniem "komiczny kawał". Bruno może był ode mnie młodszy o 1,5 roku, ale na pewno tak nie wyglądał. Był to silny, wysoki brunet o zielonych oczach. Bardziej przypominał mi siedemnastolatka. Pozory mylą, jak to zawsze powiadała moja mama, kiedy opowiedziałam jej, że ktoś mnie zwiódł. Teraz to powiedzenie nabrało sensu. 
- Sorka Mel, nie mogłem się powstrzymać - Odpowiedział spokojnie i wystawił na wierzch szereg swoich pięknych, bielutkich zębów. 
- Taa, jasne. Co tu robisz o tej porze ?
 - Dokładnie o to samo mogę pytać ciebie.
 - Byłam wyrzucić śmieci po imprezce. - Odparłam i uśmiechnęłam się do niego. O dziwo bardzo dobrze mi się gadało z tym chłopakiem. 
- Imprezka ? I beze mnie ? No to foch ! - Prychnął, założył ręce na piersi i udał, że się obraża.  Zaśmiałam się tylko. 
- To określenie na obrażanie się bardziej pasuje do dziewczyny, Bruno. Z tego, co wiem, to nią nie jesteś, więc określaj się trochę szczególniej. - Wyszczerzyłam w jego stronę zęby. - Imprezka była z okazji moich urodzin, a nie zaprosiłam cię, ponieważ ostatnimi czasy w ogóle nie mogę cię nigdzie złapać !
- Urodziny ? Chwila... Dzisiaj przecież 27 lipca ! A raczej wczoraj był... Och, Mel, zapomniałem  ! Wszystkiego najlepszego ! - Stanął i przytulił mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk, ale byłam troszkę skrępowana. Nie przytulaliśmy się tak jeszcze. Nigdy. Mimo to, uśmiechnęłam się. 
- A dziękuję. 
- Impreza udana ? 
- Nawet udana, ale i tak brakowało ciebie. - Posłałam mu ciepły, szczery uśmiech. Bruno zawsze był duszą towarzystwa. 
- No trudno, odbiję sobie w przyszłym roku. Ale... czemu akurat dzisiaj wyrzucałaś śmieci ? - Spytał "lekko" zdziwiony.
- W tych workach było trochę puszek po piwie i butelek po piwie. Gdyby zobaczyli to rodzice, nie byliby szczególnie zadowoleni. Rozumiesz...
- Tak, jasne. - Uśmiechnął się. - A jak twoi rodzice nie zauważyli tych puszek i butelek w domu ?
- Wyjechali na cały weekend. Chcieli uczcić kolejną rocznicę ślubu.  
- Urodziłaś się równo rok po ślubie rodziców ? O.o
- Prawie rok. Bez jednego dnia. - Uśmiechnęłam się.
Rozmawialiśmy tak jeszcze, aż Bruno doszedł do swojego domu. Uśmiechnął się do mnie i w przyjacielskim geście pocałował w policzek. Oddałam uśmiech i skierowałam się w stronę domu. Akurat skończyło się mycie naczyń. Pochowałam wszystko do szafek i udałam się w stronę pokoju. Wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Wykonałam wieczorną toaletę i zaraz znalazłam się w swoim łóżku. Trochę już zmęczona, zasnęłam.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 30, cz. 2.



  

     Z oszołomienia wyrwał mnie głos Rose.
- Jakie chcesz chipsy ? Cebulowe, czy…. Oo widzę, że podoba ci się mój ogród 
- Podoba ? To mało powiedziane !! Jest… jest… nieziemski !! – Nie wiedziałam, jakiego określenia użyć.  Nigdy jeszcze nie widziałam takiego ogrodu. Wielki, urządzony z gustem… Po prostu marzenie każdej kobiety. Na pustej polanie pomiędzy środkową, a boczną „ścieżką” z lampek po prawej stronie stał niewielki namiot. W milczeniu skierowałyśmy się w jego stronę.  W środku rozłożony był materac i dwa koce. Bardzo się cieszyłam na tą noc.
- Więc… na jakie chipsy w końcu masz ochotę ?
- Co ? – nie kryłam zdziwienia.
- Przecież kiedy stałaś na tarasie to pytałam cię, jaki smak wolisz, cebula czy ser i szynka ?
- Obojętne mi to. Byłam otumaniona widokiem ogrodu i nawet się nie zorientowałam, że coś do mnie mówisz.
- A więc to tak się słucha przyjaciółki ? – Spytała ruda próbując zrobić obrażoną minę, jednak nie wychodziło jej to za bardzo i po chwili zaczęła się głośno razem ze mną śmiać.
- Chwila słabości :D
- No dobra c: To ty poczekaj, a ja wrócę po te chipsy bo przez ciebie zapomniałam wziąć z kuchni !!
- Ok. – Powiedziałam, po czym Rosi wyszła z namiotu. Wróciła po chwili z wielką michą smakołyków. Zaczęłyśmy pałaszować i opowiadać sobie różne historie. Całkiem odbiegałyśmy od tematu moich urodzin, to znaczy…. Rose odbiegała. Kiedy opowiedziałam jej, jak Patrick  i David prosili mnie o zaproszenie jeszcze paru znajomych, nagle spuściła głowę i bardzo szybko zmieniła temat. Widać było, że się czymś denerwowała. Nie dało się tego nie zauważyć .
- Rosi… wszystko w porządku ? Zrobiłaś się taka nerwowa. – Powiedziałam z troską w głosie.
- T-tak, to znaczy nie, to znaczy… nie wiem. – Odpowiedziała mi, po czym z na jej twarzy popłynęła łza. Chciała ją przede mną ukryć, więc szybko otarła policzek. Jednak ja zauważyłam.
- Ej, co jest ? Czemu płaczesz ? – spytałam, jednak ruda nie siliła się na odpowiedź. – Powiesz mi ? Jak zaczęłyśmy mówić o moich urodzinach, to nagle posmutniałaś…
- Chodzi o Davida. Ja, to znaczy on… - nagle urwała. Pozwoliła, by po jej policzkach spływały słone łzy. Nie kryła w sobie smutku. Zareagowałam szybko i przytuliłam ją do siebie. Próbowałam uciszyć, uspokoić. Po chwili ciszy kontynuowała – Mam wrażenie, że Dave mnie zdradza.
- Co ?! Ale czemu tak uważasz ?
- Od paru dni wysyłam mu SMSy i nie odpisuje, próbuję się z nim umówić, to mi mówi, że jest zajęty, dzwonię to nie odbiera… Czym można się zajmować w czasie wakacji ? Co może aż tak bardzo pochłaniać, że nawet nie ma się czasu odpisać na głupiego SMSa ?
- No tak, ale to nie znaczy jeszcze, że on cię zdradza…
- Jeśli nie umawia się ze mną, to na pewno ma kogoś innego. – Rose już trochę ochłonęła. Dało się zauważyć, że każde słowo przychodziło jej z niemałą trudnością.
- Przykro mi. Mogę ci jakoś pomóc ? – Spytałam, licząc, że może jakoś mogę pocieszyć przyjaciółkę.
- Nie wiem, nie zastanawiałam się nad tym…
- A może ja się z nim spotkam ? Najpierw zobaczymy, czy się zgodzi, a jeśli tak, to pójdę na spotkanie z nim i wypytam go dyskretnie, co się dzieje. Co ty na to ?
- Zrobiłabyś to dla mnie ? – Spytała. Kąciki jej ust lekko uniosły się w górę tworząc niepewny uśmiech.
- A pamiętasz naszą zasadę „ Dla przyjaciółek wszystko ”  ? – Skinęła głową - Więc teraz się dostosujemy do tej zasady. – Przytuliłyśmy się jeszcze raz. – Słuchaj, zastanawia mnie tylko jeszcze jedna rzecz… Czemu się tak peszyłaś, kiedy wspominałam o urodzinach ?
- Od początku było ustalone, że idę z Davidem. Teraz nie jestem pewna, bo nie wiem, co z nami dalej będzie… Wolałam o tym nie wspominać, rozumiesz chyba ?
- Tak. Z naszego dzisiejszego dnia da się wywnioskować, że bardzo dobrze umiesz się maskować. W ogóle nie było po tobie widać, że się martwisz !
- Ach tak, to już mój wrodzony talent :D. – Obie się zaśmiałyśmy.
   Atmosfera na szczęście się rozluźniła. Rozmawiałyśmy już zwyczajnie. Każda znalazła ciekawy temat : ubrania, imprezy, ulubione dania, przyszłe wakacje. Gadałyśmy tak, jakbyśmy się dopiero poznawały. Rosi poczuła już zmęczenie. Popatrzyłam na zegarek w komórce – 00:34. Jejku ! Już nowy dzień. Ruda od razu zasnęła. Mi jednak nie chciało się spać. Postanowiłam sobie trochę pospacerować. Wyszłam z namiotu i po „ścieżce” poszłam w część ogródkową. Mnóstwo kwiatów, krzewów, drzewek. Uwielbiałam takie klimaty. Po 5 minutach spacerowania ujrzałam niewielkie oczko wodne i mostek. Podeszłam do barierki, oparłam się i zaczęłam myśleć, co zrobić w sprawie Rose i Davida. Obiecałam rudej, że pomogę, więc teraz trzeba było coś wykombinować. Po dłuższej chwili rozmyślań nie wymyśliłam nic skutecznego, dlatego też została mi tylko rozmowa. Od razu napisałam do Davida SMSa. W duchu liczyłam na to, że jeszcze nie śpi i odpisze.
Cześć David. Dawno się nie odzywałeś… Mam prośbę, możemy się spotkać ?”
„Hej Mel. Nie odzywałem się, bo kompletnie nie mam czasu. Nie kryję, że twoja wiadomość lekko mnie zaskoczyła. Mimo to, z chęcią się z tobą spotkam. Podaj miejsce i godzinę.”
Jutro w naszej kawiarni, o 15:00. Pasuje ci ?”
„ Pasuje, będę”
    Uff… udało się. Na szczęście Dave nie spał i dał się zaprosić na spotkanie. Z chęcią pobiegłabym  do namiotu i pokazała Rosi moją konwersację, jednak nie chcę jej budzić. Rano jej o tym opowiem. Stałam jeszcze chwilkę na tym mostku, aż w końcu sama postanowiłam udać się do namiotu. W ogóle nie czułam zmęczenia. Jednak spróbuję usnąć. Jutrzejszy dzień zadecyduje o losie związku dwójki moich najlepszych przyjaciół.
                                          ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥

Obudziłam się o 8:00 rano. Rose już nie było. Zapewne poszła przygotować śniadanie. Wstałam i pobiegłam do domu. W kuchni zastałam jedynie Erica.
- Cześć Eric. Nie widziałeś może Rose ? – Spytałam.
- Tak, poszła do sklepu bo świeże pieczywo. A stało się coś ?
- Nie, tylko… mam do niej pewną sprawę. Nie wiesz może, jak dawno wyszła ?
- Jakieś 10 minut temu. Zaraz powinna wrócić.
- Hmm… więc ja może pójdę do łazienki się trochę odświeżyć i za niedługo wracam J. – Poszłam do pokoju Rose, gdzie zostawiłam moje rzeczy. Na biurku znalazłam liścik zaadresowany do mnie.

Mel, poszłam do sklepu. Gdybyś się obudziła, a ja jeszcze nie wróciła, proszę, zabierz z namiotu koce i zanieś do mojego pokoju. Byłabym wdzięczna.”

Wzięłam torbę z ubraniami i skierowałam się do łazienki. Po 10 minutach zeszłam na dół. Eric przygotowywał śniadanie.
- Rosi już wróciła ? – Spytałam.
- Nie, jeszcze nie.
- Jejku, ile można kupować bułki i chleb ?
- O to musisz pytać już samej Rose.
- Jasne. – Uśmiechnęłam się głupio i skierowałam w stronę namiotu. Szybko Złożyłam koce, a z materaca spuściłam powietrze. Złożone rzeczy zaniosłam do pokoju rudej. Kiedy zeszłam na dół, Rose stała przed kuchennym blatem i rozpakowywała kupione produkty.
- Dzień dobry
- Powiedziała, kiedy mnie ujrzała.
- Hej. Gdzie tak długo byłaś ?
- No.. w sklepie przecież.
- Jesteś pierwszą osobą, jaką znam i jaka kupuje pieczywo 25 minut.
- Aa. Spotkałam w sklepie Alice, tą dziewczynę Patricka i zagadałyśmy się trochę. Czytałaś moją wiadomość ?
- Tak, koce i materac położyłam na łóżku w twoim pokoju.
- Och, dzięki. Er, złożysz później namiot, ok. ? – Spytała brata Rose. Jednak nie było mu dane odpowiedzieć, ponieważ ja się odezwałam.
- Ale.. nie trzeba. My możemy teraz złożyć ten namiot, a Eric w tym czasie przygotuje pełne śniadanie – Powiedziałam. Popatrzyłam w stronę Rosi błagająco. Ona wyczuła, że mam jej coś do powiedzenia.
- No niech będzie. – Wyszłyśmy do ogrodu. Rosi nie była byt zadowolona tym, że musi składać namiot. – Czemu nas tak wyrwałaś z kuchni ?
- Musimy pogadać.
- Stało się coś ? – W jej oczach dało się dostrzec strach i przerażenie.
-  W nocy, kiedy zasnęłaś, ja poszłam się przejść po ogrodzie. Myślałam o tobie i o Davidzie. Postanowiłam do niego napisać. Ku mojemu szczęściu odpisał :D – Nagle w oczach rudej pojawił się błysk nadziei. – Umówiłam się z nim dzisiaj na spotkanie o 15:00 w kawiarni.
- Naprawdę ? Dziękuję ci – Rose mocno mnie przytuliła i pocałowała w policzek. Szybko uwinęłyśmy się z namiotem i wróciłyśmy do kuchni.
                                      
   ~~  ~~   ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥
- Hej David ! – Powiedziałam, kiedy weszłam do kawiarni i ujrzałam chłopaka przy jednym ze stolików.
- Hej Melanie . – Przytulił mnie, a potem wskazał na miejsce naprzeciw siebie. – Więc… co cię tu sprowadza ? O czym chcesz ze mną pogadać ?
- Chodzi o ciebie i Rose.
- Co ? Coś się z nią stało ? – W oczach chłopaka czaiła się panika.
- Nie, wszystko w porządku, tylko… ona uważa, że ją zdradzasz. Twierdzi, że nie masz dla niej czasu, bo spotykasz się z kimś innym.
- Co ?! Przecież to nieprawda ! Ja naprawdę nie mam czasu w te wakacje. Mój ojciec prowadzi nowy biznes, warsztat samochodowy. Poprosił mnie, żebym przygotowywał garaże, gdzie będą samochody.
- Okej, wierzę ci, ale jak wyjaśnisz fakt, że nie odpisywałeś jej na SMSy i nie odbierałeś telefonów ?
- Mój tata jest bardzo surowy. Pracę podjąłem sam, ale nie wiedziałem, jakie będą tego konsekwencje.
- Em… chyba cię nie rozumiem.
- Chodzi o to, że sam się zgłosiłem do tej roboty. Wiedziałem, że będę pracował 12 godzin dziennie. Nie jest to jakaś wielka harówka, ale łatwo także nie jest. Tata czasami zabiera mi telefon na czas pracy, żeby mnie nie rozpraszał. Rose pewnie pisze wtedy, kiedy nie mam przy sobie tego telefonu.
- A jak to jest, że dzisiaj ze mną się spotkałeś i to bez najmniejszego problemu, a dla Rose nie masz ani chwili ?
- Tata wyjechał na dwa dni. Planowałem je spędzić z Rose, ale ty napisałaś w nocy, więc… nic jej nie napisałem.
- Rose zaprosiła mnie wczoraj do siebie na noc i o wszystkim opowiedziała. Bardzo płakała. Postanowiłam więc jakoś jej pomóc i napisałam do ciebie.
- Jasne, rozumiem.
- Em.. ty mówiłeś, że twój tata wyjeżdża na dwa dni, tak ?
- Tak, a co ?
- A kiedy wyjechał ?
- Dzisiaj rano, ale…
- Więc co ty tu jeszcze robisz ?! Leć do Rose !
- Nie jestem pewien, czy po tym, co jej zrobiłem, będzie się chciała ze mną widzieć.
- Co ty wygadujesz ?! Ona tylko czeka, aż do niej przyjdziesz. Idź do niej, z jakimiś ładnymi kwiatami najlepiej i jeszcze zobaczysz : wszystko ci przebaczy.
- Dziękuję ci Mel! Cudowna jesteś – Podszedł i pocałował mnie w policzek. – Sorka, ale ja już będę leciał. Muszę uratować mój związek !
- Jasne. Tylko się nie zabij ! – Krzyknęłam, kiedy otwierał drzwi z kawiarni. Odwrócił się tylko i uśmiechnął do mnie. Szczerze mówiąc, to nie spodziewałam się takiego „happy and ‘u”. Ale cieszę się, że mogą być szczęśliwi.
Wyszłam z kawiarni. Była dzisiaj piękna pogoda, a mi się nie chciało wracać do domu, więc postanowiłam wybrać się jeszcze na rynek. Jak zawsze, pałętało się tam dużo ludzi. Po godzinie jednak wróciłam. W salonie siedzieli rodzice i o czymś rozmawiali. Uśmiechnęli się na mój widok. Usiadłam obok nich i dołączyłam się do rozmowy. Tematem był wspólny wyjazd rodziców i moja jutrzejsza impreza.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Notka od autorki.

Witam :) Dzisiaj mija miesiąc, od kiedy istnieje ten blog. Sama nie wierzę, że w tak krótkim czasie dodałam aż 30 rozdziałów ! To dzieło bardzo pochłonęło mnie na początku, bo nawet dodawałam dwa rozdziały dziennie. Może to dla niektórych mało, ale się tam cieszę, że zdobyłam w miesiąc prawie 1000 wejść. To jest mój pierwszy blog w życiu. Uświadamiam sobie, że nie umiem za bardzo pisać, ale wakacyjna nuda mnie do tego zmusiła :). Ostatnio na zakładce do "ciekawe blogi - polecam" pojawił się nowy link. To jest taki rejestr blogów, gdzie znajdują się najróżniejsze blogi o tematyce, jaką sobie tylko można wymarzyć. Niestety ta zakładka to jeden wielki niewypał, bo myślałam, że będziecie komentować i podawać swoje propozycje. Nie będę dodawała tam linków, ale postanowiłam to zostawić. Może akurat zainteresuje was któryś z podanych blogów. Poza tym... zastanawiam się, co dalej z  "Melanie adventures ". Tracę wenę, pomysły i zastanawiam się, czy ktoś poza moją przyjaciółką to czyta. Nie wiem, co dalej będzie...