Ten dzień był pełen zamieszania. Mama i tata sprawdzali, czy
wszystko wzięli, przez co łazili po całym domu. Ja natomiast w południ e
poszłam do sklepu i kupiłam trochę ozdóbek oraz jedzenia na wieczorne party. Z
każdą chwilą byłam coraz bardziej nakręcona na ten pomysł. Okropnie jestem
wdzięczna rodzicom, że mi tak zaufali. Kupiłam więc chipsy, picie, trochę
słodkości, owoce i jakieś produkty na przekąski. Po powrocie do domu
skierowałam się w stronę kuchni, aby wszystko przyrządzić. Po godzinie jedzenie
było gotowe. Koło 13:30 rodzice wyszli z domu. Dali mi jeszcze ostatnie
wskazówki, jaki mają zastać dom po powrocie, jak mam się zachowywać, itd.
Uściskali mnie i wyszli. Ja natomiast rozłożyłam kupione wstążki i inne kupione
błyskotki po całym salonie. Tak, moja
wielka impreza odbywać się będzie w salonie i tylko tu. Nie chciałam sprzątać
całego domu.
Około 15:00 przyszła do mnie
Rose, tak, jak się umówiłyśmy.
- Hej Rosi. – Powiedziałam, kiedy weszła do domu.
- Cześć Mel – Odpowiedziała z uśmiechem. – Gotowa na imprezę ? – Spytała i dziwacznie poruszała brwiami, na co się tylko uśmiechnęłam.
- Jasne. – Odparłam tylko i pobiegłyśmy do mojego pokoju. Tam włączyłyśmy głośno muzykę i zaczęłyśmy świrować tańcząc i przymierzając różne ubrania. Potem jednak trzeba było się ogarnąć. Szybko pobiegłam do łazienki, wzięłam prysznic i po 10 minutach wróciłam. Usiadłam na łóżku, a Rose zrobiła mi makijaż. Postawiła na dwa kolory : niebieski i fioletowy. Wyglądałam bajecznie. Potem ruda zajęła się moimi włosami. Upięła je w wysokiego, dużego, stabilnego koka i wpięła w niego trzy białe spinki. <link>. Wszystko świetnie się kontrastowało. Potem ja zajęłam się nią. Oczy pomalowałam jej na brzoskwiniowo, a rzęsy na niebiesko.Następnie końcówki jej włosów lekko pofalowałam. Zostawiłam rozpuszczone. Kiedy ubrałyśmy się, wybiła 18:00. Do imprezy jeszcze godzina, pomyślałam. W tym czasie Rosi opowiedziała mi o jej spotkaniu z Davidem. Szczęśliwie się pogodzili.
Martwiła mnie trochę Susan. Pisała przecież, że jest chora. Nie wiadomo, czy przyjdzie. Nie informowała nikogo z nas.
♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥
Powoli zaczęli schodzić się goście. Przyszli już David i Patrick z Alice. Potem doszli jeszcze Eva ze swoim chłopakiem, Marco z dwoma koleżankami i kumplem i Marta z Alexem, znajomi ze szkoły. Następnie przyszedł Chris. Jednak nigdzie nie było Susi ani Mike 'a , którego zaprosiła. Zaczynałam się martwić. Napisałam do niej SMSa. Spytałam, czy pojawi się na imprezie. Odpowiedź była znacząca : „Przepraszam, nie przyjdę, nie dam rady wstać z łóżka.” Było mi przykro, że moja najlepsza przyjaciółka - a raczej jedna z nich - nie pojawi się na moich urodzinach. Ale trudno. Spytałam ją jeszcze, co z Mike 'm, a ona odpisała, że bez niej nie idzie. Czyli wszyscy już przyszli. Każdy złożył mi życzenia i podarował jakiś drobiazg. Nie obyło się również bez alkoholu. Miał go załatwić Chris, ponieważ znał świetne miejscówki do przemytu piwa czy wódki. Jego przyszły zawód ma także plusy, pomyślałam i sama się do siebie uśmiechnęłam. Po wzniesionym toaście i zjedzeniu tortu impreza zaczęła się na dobre. Może i nie było dużo osób, ale wystarczająco, żeby ożywić atmosferę. Każdy się świetnie bawił. Chyba już każdy chłopak poprosił mnie do tańca i niektórzy kilkakrotnie. Z dziewczynami plotkowałam, jak to należy do mojego zwyczaju. Śmiech, zabawa, alkohol. Idealne określenia tego wieczoru. Potem były pamiątkowe fotki i każdy znów śpiewał mi "sto lat".
Koło północy wszyscy wyszli już z domu. Każdy był zmęczony i troszkę "nietrzeźwy". Gdy wyłączyłam muzykę i zapaliłam światło, stwierdziłam, że nie jest nieźle. Stoły zawalone były puszkami po piwie oraz szklankami po drinkach. W kuchni zostało trochę butelek po różnokolorowych wódkach i sokach. Poza tym puste miski po chipsach i talerze po kanapkach. Ok, damy radę. Dom był naprawdę w dobrym stanie. Goście dosyć szybko się ulotnili, więc właściwie jeszcze dzisiaj mogłam posprzątać. Wzięłam kilka worków na śmieci i zebrałam puszki i butelki . Zastanawiałam się jeszcze, gdzie te worki schować. Przecież rodzice nie mogą się dowiedzieć, że ich ukochana, jedyna córeczka w wieku szesnastu lat zrobiła imprezę, na której był alkohol. Tak, to chyba był jedyny problem. Około 00:30 zadzwonili do mnie i spytali, czy wszystko w porządku. Pff, jasne, kontrola rodziców musi być. Byli trochę zaskoczeni, że już skończyłam imprezę i szczerze mówiąc nie dowierzali, że już jest trochę ogarnięte. Spławiłam ich jakoś mówiąc, że jestem zmęczona i że idę już spać. W rzeczywistości kompletnie nie byłam zmęczona. Z chęcią potańczyłabym jeszcze, ale w tym problem, że nie ma z kim. Kiedy włączyłam zmywarkę, poszłam na górę i przebrałam się w trochę swobodniejsze rzeczy. Na przyszłość będę pamiętać, że szpilki trzeba rozchodzić przed jakąś imprezą. Mam niemałe odciski. Ale i tak warto było. Niejedna osoba mówiła mi, że wyglądam olśniewająco.
Ubrałam moje ukochane spodnie dresowe, bokserkę, bluzę i białe trampki. W tym stroju zawsze czułam się swobodnie. Tak właściwie to spokojnie mogłabym już ubrać piżamę i wygodne papcie po domu, ale postanowiłam wynieść te dwa worki ze śmieciami do większego kontenera. Droga do niego zajmuje mi przeważnie jakieś 10 minut. Zapięłam bluzę, wzięłam worki i wyszłam. Dzisiejszej nocy latarnie przyuliczne w ogóle się nie świeciły, dlatego też panujący mrok wydawał się straszny. Mimo, że mieszkam raczej w centrum Londynu, to nie panował tu ruch uliczny. Od czasu do czasu przejechał tylko jakiś samochód. Szczerze mówiąc to trochę się bałam iść tak sama.
Doszłam do kontenera, wyrzuciłam śmieci i skierowałam się w stronę domu. Idę sobie spokojnie, wszędzie cicho, aż tu nagle...
- Buu ! - Ktoś zadarł mi się do ucha. A ja aż podskoczyłam ze strachu i pisnęłam głośno. Okazał się to być Bruno, pewien piętnastolatek z mojej ulicy, który mieszka kilka domów dalej.
- Bruno !! Możesz mnie tak nie straszyć ! - Wysyczałam na niego wściekła za ten, jego zdaniem "komiczny kawał". Bruno może był ode mnie młodszy o 1,5 roku, ale na pewno tak nie wyglądał. Był to silny, wysoki brunet o zielonych oczach. Bardziej przypominał mi siedemnastolatka. Pozory mylą, jak to zawsze powiadała moja mama, kiedy opowiedziałam jej, że ktoś mnie zwiódł. Teraz to powiedzenie nabrało sensu.
- Sorka Mel, nie mogłem się powstrzymać - Odpowiedział spokojnie i wystawił na wierzch szereg swoich pięknych, bielutkich zębów.
- Taa, jasne. Co tu robisz o tej porze ?
- Dokładnie o to samo mogę pytać ciebie.
- Byłam wyrzucić śmieci po imprezce. - Odparłam i uśmiechnęłam się do niego. O dziwo bardzo dobrze mi się gadało z tym chłopakiem.
- Imprezka ? I beze mnie ? No to foch ! - Prychnął, założył ręce na piersi i udał, że się obraża. Zaśmiałam się tylko.
- To określenie na obrażanie się bardziej pasuje do dziewczyny, Bruno. Z tego, co wiem, to nią nie jesteś, więc określaj się trochę szczególniej. - Wyszczerzyłam w jego stronę zęby. - Imprezka była z okazji moich urodzin, a nie zaprosiłam cię, ponieważ ostatnimi czasy w ogóle nie mogę cię nigdzie złapać !
- Urodziny ? Chwila... Dzisiaj przecież 27 lipca ! A raczej wczoraj był... Och, Mel, zapomniałem ! Wszystkiego najlepszego ! - Stanął i przytulił mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk, ale byłam troszkę skrępowana. Nie przytulaliśmy się tak jeszcze. Nigdy. Mimo to, uśmiechnęłam się.
- A dziękuję.
- Impreza udana ?
- Nawet udana, ale i tak brakowało ciebie. - Posłałam mu ciepły, szczery uśmiech. Bruno zawsze był duszą towarzystwa.
- No trudno, odbiję sobie w przyszłym roku. Ale... czemu akurat dzisiaj wyrzucałaś śmieci ? - Spytał "lekko" zdziwiony.
- W tych workach było trochę puszek po piwie i butelek po piwie. Gdyby zobaczyli to rodzice, nie byliby szczególnie zadowoleni. Rozumiesz...
- Tak, jasne. - Uśmiechnął się. - A jak twoi rodzice nie zauważyli tych puszek i butelek w domu ?
- Wyjechali na cały weekend. Chcieli uczcić kolejną rocznicę ślubu.
- Urodziłaś się równo rok po ślubie rodziców ? O.o
- Prawie rok. Bez jednego dnia. - Uśmiechnęłam się.
Rozmawialiśmy tak jeszcze, aż Bruno doszedł do swojego domu. Uśmiechnął się do mnie i w przyjacielskim geście pocałował w policzek. Oddałam uśmiech i skierowałam się w stronę domu. Akurat skończyło się mycie naczyń. Pochowałam wszystko do szafek i udałam się w stronę pokoju. Wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Wykonałam wieczorną toaletę i zaraz znalazłam się w swoim łóżku. Trochę już zmęczona, zasnęłam.
- Hej Rosi. – Powiedziałam, kiedy weszła do domu.
- Cześć Mel – Odpowiedziała z uśmiechem. – Gotowa na imprezę ? – Spytała i dziwacznie poruszała brwiami, na co się tylko uśmiechnęłam.
- Jasne. – Odparłam tylko i pobiegłyśmy do mojego pokoju. Tam włączyłyśmy głośno muzykę i zaczęłyśmy świrować tańcząc i przymierzając różne ubrania. Potem jednak trzeba było się ogarnąć. Szybko pobiegłam do łazienki, wzięłam prysznic i po 10 minutach wróciłam. Usiadłam na łóżku, a Rose zrobiła mi makijaż. Postawiła na dwa kolory : niebieski i fioletowy. Wyglądałam bajecznie. Potem ruda zajęła się moimi włosami. Upięła je w wysokiego, dużego, stabilnego koka i wpięła w niego trzy białe spinki. <link>. Wszystko świetnie się kontrastowało. Potem ja zajęłam się nią. Oczy pomalowałam jej na brzoskwiniowo, a rzęsy na niebiesko.Następnie końcówki jej włosów lekko pofalowałam. Zostawiłam rozpuszczone. Kiedy ubrałyśmy się, wybiła 18:00. Do imprezy jeszcze godzina, pomyślałam. W tym czasie Rosi opowiedziała mi o jej spotkaniu z Davidem. Szczęśliwie się pogodzili.
Martwiła mnie trochę Susan. Pisała przecież, że jest chora. Nie wiadomo, czy przyjdzie. Nie informowała nikogo z nas.
♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥
Powoli zaczęli schodzić się goście. Przyszli już David i Patrick z Alice. Potem doszli jeszcze Eva ze swoim chłopakiem, Marco z dwoma koleżankami i kumplem i Marta z Alexem, znajomi ze szkoły. Następnie przyszedł Chris. Jednak nigdzie nie było Susi ani Mike 'a , którego zaprosiła. Zaczynałam się martwić. Napisałam do niej SMSa. Spytałam, czy pojawi się na imprezie. Odpowiedź była znacząca : „Przepraszam, nie przyjdę, nie dam rady wstać z łóżka.” Było mi przykro, że moja najlepsza przyjaciółka - a raczej jedna z nich - nie pojawi się na moich urodzinach. Ale trudno. Spytałam ją jeszcze, co z Mike 'm, a ona odpisała, że bez niej nie idzie. Czyli wszyscy już przyszli. Każdy złożył mi życzenia i podarował jakiś drobiazg. Nie obyło się również bez alkoholu. Miał go załatwić Chris, ponieważ znał świetne miejscówki do przemytu piwa czy wódki. Jego przyszły zawód ma także plusy, pomyślałam i sama się do siebie uśmiechnęłam. Po wzniesionym toaście i zjedzeniu tortu impreza zaczęła się na dobre. Może i nie było dużo osób, ale wystarczająco, żeby ożywić atmosferę. Każdy się świetnie bawił. Chyba już każdy chłopak poprosił mnie do tańca i niektórzy kilkakrotnie. Z dziewczynami plotkowałam, jak to należy do mojego zwyczaju. Śmiech, zabawa, alkohol. Idealne określenia tego wieczoru. Potem były pamiątkowe fotki i każdy znów śpiewał mi "sto lat".
Koło północy wszyscy wyszli już z domu. Każdy był zmęczony i troszkę "nietrzeźwy". Gdy wyłączyłam muzykę i zapaliłam światło, stwierdziłam, że nie jest nieźle. Stoły zawalone były puszkami po piwie oraz szklankami po drinkach. W kuchni zostało trochę butelek po różnokolorowych wódkach i sokach. Poza tym puste miski po chipsach i talerze po kanapkach. Ok, damy radę. Dom był naprawdę w dobrym stanie. Goście dosyć szybko się ulotnili, więc właściwie jeszcze dzisiaj mogłam posprzątać. Wzięłam kilka worków na śmieci i zebrałam puszki i butelki . Zastanawiałam się jeszcze, gdzie te worki schować. Przecież rodzice nie mogą się dowiedzieć, że ich ukochana, jedyna córeczka w wieku szesnastu lat zrobiła imprezę, na której był alkohol. Tak, to chyba był jedyny problem. Około 00:30 zadzwonili do mnie i spytali, czy wszystko w porządku. Pff, jasne, kontrola rodziców musi być. Byli trochę zaskoczeni, że już skończyłam imprezę i szczerze mówiąc nie dowierzali, że już jest trochę ogarnięte. Spławiłam ich jakoś mówiąc, że jestem zmęczona i że idę już spać. W rzeczywistości kompletnie nie byłam zmęczona. Z chęcią potańczyłabym jeszcze, ale w tym problem, że nie ma z kim. Kiedy włączyłam zmywarkę, poszłam na górę i przebrałam się w trochę swobodniejsze rzeczy. Na przyszłość będę pamiętać, że szpilki trzeba rozchodzić przed jakąś imprezą. Mam niemałe odciski. Ale i tak warto było. Niejedna osoba mówiła mi, że wyglądam olśniewająco.
Ubrałam moje ukochane spodnie dresowe, bokserkę, bluzę i białe trampki. W tym stroju zawsze czułam się swobodnie. Tak właściwie to spokojnie mogłabym już ubrać piżamę i wygodne papcie po domu, ale postanowiłam wynieść te dwa worki ze śmieciami do większego kontenera. Droga do niego zajmuje mi przeważnie jakieś 10 minut. Zapięłam bluzę, wzięłam worki i wyszłam. Dzisiejszej nocy latarnie przyuliczne w ogóle się nie świeciły, dlatego też panujący mrok wydawał się straszny. Mimo, że mieszkam raczej w centrum Londynu, to nie panował tu ruch uliczny. Od czasu do czasu przejechał tylko jakiś samochód. Szczerze mówiąc to trochę się bałam iść tak sama.
Doszłam do kontenera, wyrzuciłam śmieci i skierowałam się w stronę domu. Idę sobie spokojnie, wszędzie cicho, aż tu nagle...
- Buu ! - Ktoś zadarł mi się do ucha. A ja aż podskoczyłam ze strachu i pisnęłam głośno. Okazał się to być Bruno, pewien piętnastolatek z mojej ulicy, który mieszka kilka domów dalej.
- Bruno !! Możesz mnie tak nie straszyć ! - Wysyczałam na niego wściekła za ten, jego zdaniem "komiczny kawał". Bruno może był ode mnie młodszy o 1,5 roku, ale na pewno tak nie wyglądał. Był to silny, wysoki brunet o zielonych oczach. Bardziej przypominał mi siedemnastolatka. Pozory mylą, jak to zawsze powiadała moja mama, kiedy opowiedziałam jej, że ktoś mnie zwiódł. Teraz to powiedzenie nabrało sensu.
- Sorka Mel, nie mogłem się powstrzymać - Odpowiedział spokojnie i wystawił na wierzch szereg swoich pięknych, bielutkich zębów.
- Taa, jasne. Co tu robisz o tej porze ?
- Dokładnie o to samo mogę pytać ciebie.
- Byłam wyrzucić śmieci po imprezce. - Odparłam i uśmiechnęłam się do niego. O dziwo bardzo dobrze mi się gadało z tym chłopakiem.
- Imprezka ? I beze mnie ? No to foch ! - Prychnął, założył ręce na piersi i udał, że się obraża. Zaśmiałam się tylko.
- To określenie na obrażanie się bardziej pasuje do dziewczyny, Bruno. Z tego, co wiem, to nią nie jesteś, więc określaj się trochę szczególniej. - Wyszczerzyłam w jego stronę zęby. - Imprezka była z okazji moich urodzin, a nie zaprosiłam cię, ponieważ ostatnimi czasy w ogóle nie mogę cię nigdzie złapać !
- Urodziny ? Chwila... Dzisiaj przecież 27 lipca ! A raczej wczoraj był... Och, Mel, zapomniałem ! Wszystkiego najlepszego ! - Stanął i przytulił mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk, ale byłam troszkę skrępowana. Nie przytulaliśmy się tak jeszcze. Nigdy. Mimo to, uśmiechnęłam się.
- A dziękuję.
- Impreza udana ?
- Nawet udana, ale i tak brakowało ciebie. - Posłałam mu ciepły, szczery uśmiech. Bruno zawsze był duszą towarzystwa.
- No trudno, odbiję sobie w przyszłym roku. Ale... czemu akurat dzisiaj wyrzucałaś śmieci ? - Spytał "lekko" zdziwiony.
- W tych workach było trochę puszek po piwie i butelek po piwie. Gdyby zobaczyli to rodzice, nie byliby szczególnie zadowoleni. Rozumiesz...
- Tak, jasne. - Uśmiechnął się. - A jak twoi rodzice nie zauważyli tych puszek i butelek w domu ?
- Wyjechali na cały weekend. Chcieli uczcić kolejną rocznicę ślubu.
- Urodziłaś się równo rok po ślubie rodziców ? O.o
- Prawie rok. Bez jednego dnia. - Uśmiechnęłam się.
Rozmawialiśmy tak jeszcze, aż Bruno doszedł do swojego domu. Uśmiechnął się do mnie i w przyjacielskim geście pocałował w policzek. Oddałam uśmiech i skierowałam się w stronę domu. Akurat skończyło się mycie naczyń. Pochowałam wszystko do szafek i udałam się w stronę pokoju. Wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Wykonałam wieczorną toaletę i zaraz znalazłam się w swoim łóżku. Trochę już zmęczona, zasnęłam.