czwartek, 31 października 2013

Rozdział 35



 Witajcie kochani. Przepraszam, że dodaję rozdziały w tak dużych odstępach czasu, ale jestem pozbawiona czasu ! Mamy w szkole masę kartkówek i sprawdzianów, a ja oczywiście jestem typem człowieka, który musi się wyuczyć wszystkiego na pamięć, ponieważ nie pamięta z lekcji. W przyszłym tygodniu prawdopodobnie pojawi się kolejny rozdział. Liczę, że ktoś jeszcze odwiedza te stare wypociny… Nowinka jest taka, że małymi kroczkami zbliżamy się do końca ! Epilog mam już od dawna przygotowany ! Zapowiada się ciekawa zmiana planów… Ale więcej nie zdradzam ! Sami dowiecie się już za niedługo. Miłego czytania życzę !
~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥
                Dziś wypada pierwszy września. Właśnie wyszłam z domu i udałam się w kierunku mojej nowej szkoły. Na szczęście budynek znajduje się 20 minut od domu, więc nie spieszy mi się. Zawsze uważałam, że w życiu nie znajdę zalet mieszkania w samym centrum Londynu. Czasami zastanawiam się, jak to możliwe, że nie słyszę w swoim domu tego gwaru dochodzącego z ulic. To zadziwiające, jak cicha jest moja okolica… Ale ja teraz nie o tym. Ach, tak, moja nowa szkoła. Na początku zastanawiałam się nad profilem matematycznym, ponieważ kocham matematykę, jednak sztuka zwyciężyła ! Cyfry zawsze będą towarzyszyć mi w życiu, ale na drugim miejscu. Ustaliłam sama ze sobą, że w przyszłości (która nadchodzi niespodziewanie szybko) zostanę architektem. Wiadome, że aby mieć ten zawód, trzeba perfekcyjnie opanować kreskę. I to będzie moim planem na najbliższe 3 lata. Już w podstawówce nauczyciele chwalili mnie i wróżyli przyszłość związaną z malarstwem. A może zostanę nauczycielką plastyki ? Tej opcji jeszcze nie brałam pod uwagę… Poważnie to przemyślę. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj jedynie chcę zapoznać się choć trochę z moją nową klasą. I nową szkołą. I nowymi nauczycielami. W gimnazjum ludzie z mojej klasy jakoś nie za specjalnie chwalili się, co będą robić po szkole. Dlatego nie wiem, czy spodziewać się znajomej twarzy, czy zawierać jakieś nowe znajomości. Przykro mi trochę było, kiedy się dowiedziałam, że Rose poszła do szkoły na drugim końcu miasta, na polonistykę, a Susan wybrała historię w jeszcze innej szkole. Los nas niesprawiedliwie rozdzielił. Z Chrisem jakoś nie rozmawialiśmy, gdzie idziemy do szkoły. A może on też idzie do University of the Arts London ? Podobno ma talent artystyczny, ale nie chwalił się szkołą plastyczną. Fajnie by było, gdybyśmy chodzili do jednej szkoły. Nie dość, że miłość wyczuwalna na kilometr, to jeszcze te same zainteresowania, a w przyszłości zawody. Ale to zapewne tylko i wyłącznie moje tępe marzenia. Chris nie idzie zapewne do szkoły plastycznej, a ja będę musiała poszukać sobie nowych znajomych. Takie życie, nigdy nie będzie kolorowo.
                Z moimi rozmyślaniami dotarłam aż pod ogromny budynek z wielkim gmachem. Nad wielkimi drzwiami mieściło się logo szkoły. Zastanawiałam się, jak ja się odnajdę sama w tej szkole, która na wielkość przypomina moją ulicę. A nie możemy zapominać, że moja ulica leży w centrum miasta i mała nie jest. Tak więc wolnym krokiem weszłam do środka. Spodobało mi się już na samym początku. Długi, długi korytarz z szafkami dla uczniów po obu stronach, a na końcu sekretariat oraz pokój dyrektora i wicedyrektora. Były jeszcze korytarze prowadzące na kolejne piętra oraz do poszczególnych klas. Nie sądziłam kiedykolwiek, że będę się zachwycać zwyczajną szkołą, do której uczęszczają setki uczniów. W tym momencie moje nerwy przejęły pałeczkę. Ręce zaczęły mi drżeć, nogi zrobiły się miękkie, a serce podskakiwało do gardła. Właściwie czym ja się tak przejmuję ? To tylko szkoła ! Spędzę tu trzy lata mojego życia, to pestka. Muszę jakoś zmienić mój sposób denerwowania się. Za dziwnie to wszystko wygląda. Ale strach i tak jest górą. Zakręciło mi się w głowie, więc podparłam się ściany po lewej stronie. Na korytarzu byłam sama, a tak mi się przynajmniej wydawało. Było jeszcze wcześnie, uczniowie dopiero w wolnym tempie schodzili się do budynku. Ja zawsze byłam jedną z pierwszych, jakie pojawiały się na ważnych uroczystościach. Uważałam, że rozpoczęcie nowej szkoły, nowego etapu życiowego jest ważne, dlatego też przybyłam tu wcześnie. Nadal nie czułam się najlepiej. Nie kręciło mi się już w głowie, ale ból czaszki dawał o sobie znać. Nie ma co, ja to potrafię zrobić ciekawe wejście już pierwszego dnia. Nagle poczułam silną chęć, by usiąść na zimnej posadce i przyłożyć głowę do zimnej szafki stojącej obok mnie. Oczy miałam zamknięte. Już miałam siadać, kiedy jakieś męskie ręce oplotły mnie w talii, przez co uniemożliwiły usadzenie się wygodnie.
- Halo ! Wszystko w porządku ? Słyszysz mnie ? – Dopytywał się jakiś chłopak. Był wyraźnie zmartwiony moją sytuacją. Chyba nie wolno straszyć ludzi, więc postanowiłam otworzyć oczy. Ujrzałam na początku piękne, czekoladowe, głębokie tęczówki. Potem całokształt trzymającej mnie postaci. Chłopak był wysoki, a nawet bardzo. Dałabym mu 1,90 wzrostu. Miał śliczne dołeczki na policzkach, kiedy się uśmiechał. W ogóle był przystojny i to niezmiernie. Uśmiechnęłam się ciepło.
- Spokojnie, ja tylko chciałam usiąść. – Zapewniałam mojego „wybawcę”.
- A wyglądało tak, jakbyś miała zemdleć. – Odparł całkiem poważnie. Jednak w jego oczach dało się zauważyć wesołe iskierki oznaczające rozbawienie.
- Dzięki za pomoc, ale mógłbyś mnie już odstawić ? – Popatrzyłam znacząco na ręce oplatające moją talię, a potem na chłopaka. Mimo ciemniejszej karnacji, zauważyłam na jego twarzy leciutkie rumieńce. To na odwrót powinno być. To ja powinnam się teraz rumienić, a on… Nie ! O czym ja myślę ! Już przestałam, już… niech to ! Na moich policzkach też wystąpiły różowe plamy, poczułam to. Od dzieciństwa mam taki nawyk, że jak pomyślę o rumienieniu się (jaka by sprawa nie była), to zawsze się zarumienię. Dzisiaj było to samo. Ech, głupie nawyki…
- Jestem Lucas. A na ciebie jak mówią ? – Chyba odpowiadała mi taka zmiana tematu. Nie za bardzo spieszyło mi się tłumaczyć z tymi rumieńcami.
- Melanie. – Uśmiechnęłam się i podałam nowo poznanemu chłopakowi rękę.
- W której jesteś klasie ? – Zapytał.
- W pierwszej, a ty ?
- Też ! A jaki kierunek ? – Czyżby przypadek chciał, że będziemy w tej samej klasie ? A może to było uknute ? Zaraz poznam prawdę…
- Malarstwo średniowiecza i renesansu… nie mów, że ty też ? – Wyszczerzył do mnie zęby i przytaknął głową. Oboje zaśmialiśmy się. Jakie to dziwne… Lucas wiedział już od początku, które osoby ratować.
- Dokładnie to samo. A powiesz, jaki był powód twojego zasłabnięcia ? – Spytał już trochę poważnie. Czyli co, najpierw ratuje, zagaduje i wszystko jest okej, a już po 4 minutach bawi się w moją mamę ?
- To nie było zasłabnięcie ! Po prostu potrzebowałam usiąść na czymś zimnym, a w tym przypadku była to podłoga. – Jednak widząc niedowierzenie w jego oczach, wyjaśniałam dalej. – Naprawdę ! Mam bardzo słabe nerwy. Jak się bardzo denerwuję, to kręci mi się w głowie i zaczyna mnie boleć brzuch, a potem ustaje i jedno i drugie, a na miejsce tego pierwszego wchodzi okropny ból głowy.
- Uuu, to chyba albo musisz mieć stalowe nerwy, żeby nie popaść w jakieś choróbsko, albo masz mocne leki. – Popatrzył na mnie z podziwem. Jednak w jego oczach ta scena kompletnie go rozbawiała.
- Komiczne. – Prychnęłam. – Ja chyba muszę już uciekać. To… do zobaczenia na zajęciach. – Powiedziałam, po czym odwróciłam się na pięcie i poszłam w głąb korytarza. Ten typek naprawdę mnie zdenerwował. Ja tu przeżywam okropne katusze, a on się ze mnie naśmiewa. To wprost bezczelność ! A zapowiadała się całkiem ciekawa znajomość… I szlag ją trafił. Głowa rozbolała mnie mocniej. Uch, a ten dzień miał być taki wspaniały.
- Poczekaj ! Przecież tylko żartowałem ! – Usłyszałam krzyk Lucasa. Uśmiechnęłam się pod nosem z satysfakcją, po czym przyspieszyłam kroku. Dogonił mnie w mgnieniu oka i złapał za rękę. Wyrwałam ją w jednej chwili i popatrzyłam na niego mocno wkurzona.
- Jak śmiesz ! Co to w ogóle było ?- Krzyknęłam. Chyba nie zdawałam sobie wcześniej sprawy, że jest w tej szkole aż takie echo.
- Przecież nic ci nie zrobiłem. Złapałem cię tylko za rękę. – Wytłumaczył się Lucas. Łatwo się nie poddawał i walczył do końca. Coś tak jak ja.
- Chyba aż ! – Powiedziałam. Jak taki dupek może rozwścieczyć taką dziewczynę, jak ja ?
- Co ty chora jesteś na coś, że nie da się ciebie dotknąć ? – Teraz i on nie krył zdenerwowania.
- Jakim prawem odzywasz się tak do kobiety ? – Czy ta kłótnia osiągnie kiedyś zamierzony cel, a on wreszcie da mi spokój ?
- To ty zaczęłaś ! Nawet za rękę nie można cię złapać ! – Krzyknął.
- A pomyśl sobie, jak by to wyglądało w oczach mojego chłopaka ?! – Powiedziałam nieco wyższym głosem i odeszłam. Już żadna obca ręka nie powstrzymywała mnie przed odejściem i odizolowaniem się od tego człowieka. Aż strach sobie pomyśleć, że będę musiała z nim wytrzymać całe 3 lata w jednej klasie !
                Nie zamierzam przepraszać pierwsza ! Co to, to nie ! To on zaczął i to on powinien przeprosić. Ale czy na pewno to on zaczął ? A może.. nie, nie będę przepraszała ! To tak, jakbym miała się poddać. Jestem cholernie uparta i nic tego nie zmieni. Z takimi myślami poszłam do auli. Zbierały się już w niej niezłe tłumy. Aż trudno się dziwić, że ta szkoła mieści tylu uczniów… Usiadłam na końcu, w ostatnim rzędzie. Jakoś nie za specjalnie spieszy mi się do powitań z nowymi uczniami i nauczycielami. To jutro. Nagle na środek sceny wyszedł niski, garbaty mężczyzna. Przypuszczam, że to dyrektor tej szkoły.
- Witam wszystkich uczniów ! – Po sali rozległ się niski, potężny głos. – Dzisiejszego dnia rozpoczynamy nowy rok szkolny. Myślę, że nasza szkoła zajmie równie owocne wyniki ogólne, co w zeszłym roku. Pragnę podziękować naszym nauczycielom za trud, jaki wkładają w wychowanie was. To naprawdę niełatwe sprostać temu zadaniu, skoro uczymy tu dorosłych. Chciałbym też powitać wszystkich nowych uczniów. – W pomieszczeniu rozniosły się gromkie brawa. – A teraz, nie przedłużając już, wyczytam wychowawców pierwszoklasistów oraz poszczególne sale, do których udadzą się po apelu. A więc – dyrektor zrobił pauzę dla lepszego efektu – pani Anabell Stone, wychowawczyni klasy 1A, sala 308 – posypały się duże brawa i wiwaty. Można zauważyć, że ta nauczycielka jest raczej lubiana w tym budynku. – Następnie… pani Maria Bane, wychowawczyni klasy 1B, sala 209. Teraz wychowawca klasy 1C, pan Stephan Whitman, sala 34. – Każdemu z tych nauczycieli towarzyszyły ogromne brawa. – Powitajmy teraz wychowawczynię klasy 1D, panią Kaylę Mellark, sala 1. Następnie pan Marcus Claus, wychowawca klasy 1E, sala 103. – czyli wychowawca naszej klasy. Nie powitały go takie brawa, jak resztę nauczycieli. Na środek sceny wyszedł młody, przystojny facet około 30. Właściwie to fajnie, że będziemy mieli jakiegoś młodszego nauczyciela, ponieważ tacy chyba bardziej rozumieją problemy nastolatków, niż sześćdziesięciolatkowie z brodami do pasa (oczywiście mam na myśli pana Stephana). Po ilości braw zrozumiałam, że musi być nowy w tej szkole. – I nasza ostatnia wychowawczyni, czyli nauczycielka klasy 1F, panna Charlotte Dale, sala 234. – Tutaj także towarzyszyły mniejsze brawa. – Klasy 2,3 i 4 zapraszam na boisko, gdzie odbędzie się przywitanie z klasą i wychowawcą, natomiast klasy 1 do swoich nowych klas.
                Na auli zrobił się duży tłok : każdy szukał swoich znajomych, po czym w mniejszych grupkach kierował się do wyjścia. Przy drzwiach powstał korek. Na szczęście mnie on ominął, ponieważ siedziałam w ostatnim rzędzie, co umożliwiało mi szybsze wyjście. Skierowałam się na pierwsze piętro, gdzie powinnam znaleźć salę 103. I udało mi się to bezproblemowo. Przed klasą siedział na ławce ten koleś, którego dzisiaj już poznałam, Lucas. Uśmiechnął się do mnie. Oddałam uśmiech, po czym usiadłam na drugim końcu korytarza. Chyba nie miałam ochoty na pogawędki z tym typem. Właściwie to teraz mnie zastanawia, czemu tak wybuchłam ? Przecież on tylko usiłował mnie zatrzymać i w tym przypadku złapał za rękę. Obiecałam sobie, że nie będę go przepraszać pierwsza, ale teraz to właściwie mi wstyd. Dziwnie się czułam, bo na korytarzu siedzieliśmy tylko we dwoje. Najwyraźniej pozostali nie zdążyli jeszcze wyjść z auli. Wyciągnęłam z torebki komórkę. Chciałam się czymś zająć, bo ta cisza wydawała się być trochę krępująca. Nagle mój telefon zapiszczał. Dostałam smsa od Chrisa. O matko ! Nie wyciszyłam dzwonków ! Ale by był wstyd, jakby na apelu zaczął dzwonić… Ale nie zadzwonił, jest moc ! Uśmiechnęłam się do siebie i odczytałam wiadomość.
Godzina nudy w towarzystwie belfra od matmy od zawsze była moim marzeniem ! J ”.
Tak się zaczęłam śmiać, że Lucas popatrzył na mnie, jak na wariatkę. Ale uśmiechnął się, po czym wstał i podszedł do mnie. Bez pytania usiadł obok mnie. Już miałam go zignorować i odejść, ale chyba głupio by to wyglądało, bo będziemy przecież w klasie 3 lata. Zastanawiało mnie to trochę, po co – jak dyrektor głosił na apelu – istnieją w tej szkole klasy 4. Ja przecież wiem, że będę tu chodziła tylko trzy lata. Czyżby klasa czwarta była dla jakichś lepszych osób, które traktuje się ze specjalną godnością ? A może jakichś bufonów, którzy nie radzą sobie na normalnym poziomie i chodzą do takiej klasy czwartej, żeby powtarzać wszystko od podstaw ? Na pewno to jeszcze zbadam…
- Melanie, chciałbym przeprosić za tą akcję rano. – Odezwał się nagle Lucas. Zdziwiło mnie jego zachowanie, jednak mimo wszystko uśmiechnęłam się. Nie sądziłam, że przeprosi.
- Nie ma za co, to ja powinnam przeprosić. – Uśmiechnęłam się. Taka też była prawda… - Niepotrzebnie tak wybuchłam, ale to może dlatego, że jestem przewrażliwiona. – Udałam zamyślenie.
- Może. Mimo wszystko nie chciałbym się kłócić, a wolał zaprzyjaźnić. Znasz kogoś z naszej klasy ?
- Nikogo… poza tobą oczywiście. – Odpowiedziałam uprzejmie.
- Ja tak samo. Więc… skoro ty nie znasz tu nikogo i ja też nie znam nikogo, a oboje znamy siebie, to… co ty na to, żeby zawrzeć przyjaźń ? – Uśmiechnął się i wyciągnął w moją stronę rękę. Oddałam uśmiech i przyjęłam propozycję. To może być całkiem interesująca przyjaźń… pokłóciliśmy się już pierwszego dnia szkoły i tego samego zostaliśmy oficjalnymi znajomymi. Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale nagle na korytarzu zrobiło się bardzo głośno. To uczniowie, którzy wchodzili na piętro, żeby udać się do poszczególnych klas. Zauważyłam mojego nowego wychowawcę i kilka dziewcząt idących za nim i chichoczących. Popatrzyliśmy się na siebie z Lucasem, po czym poszliśmy do otwartej już klasy.
                Przywitanie z nauczycielem trwało jakieś 40 minut. Pan Marcus opowiedział po krótce swoją drogę do wychowawstwa. Potem każdy z osobna się przedstawiał. Mam bardzo… dziwną klasę. Kilka panków, kujony matematyczne, leserzy, jedna okularnica, gwiazdy szkoły (to takie dziwne, że zdobyły ten tytuł już po jednym dniu w szkole) oraz ci „zwykli”. Ja należę do ostatniej grupy. Nie mam na razie wad ani zalet. Czysta karta. Myślę, że uda mi się wytrzymać jakoś z tą klasą. Lucas został przydzielony do „szalonych Historyków”. Fajnie, że mogę znaleźć bratnią duszę. Tak jak on, kocham plastykę i historię. Oczywiście te wszystkie grupy zostały ustalone przez Tiffany i jej elitę. Zdążyły w te 40 minut obgadać już każdego z klasy. A potem jakoś tak się rozniosło, kto w jakiej jest grupie. Mnie to osobiście nie obchodzi. Nie muszę być przyjaciółką elity, żeby być szczęśliwą. Właściwie, to uważam całkiem odwrotnie… w takiej grupie na pewno czułabym się fatalnie.
                Po szkole wróciłam do domu, zjadłam obiad, przebrałam się i zaraz pobiegłam do „naszej” kafejki. Umówiłam się dzisiaj z Chrisem. Musiałam mu opowiedzieć wszystko ze szczegółami… od opisu wyglądu szkoły, przez wypadek z Lucasem, po rozmowę z Clausem. Nie sądziłam, że Christian może być aż tak zazdrosny o Lucasa. Przecież to tylko znajomy. Ale mimo wszystko cieszę się. Zazdrość mojego chłopaka świadczy tylko i wyłącznie o jego uczuciach do mnie. Do domu przyszłam koło 18:00 (zrobiliśmy sobie długi spacer). Musiałam teraz opowiedzieć rodzicom o szkole. Tata stwierdził, że pan Marcus jest zdecydowanie za młody, żeby brać wychowawstwo. Po części się z nim zgadzałam. Rzeczywiście byliśmy pierwszą klasą, jaką wziął pod opiekę. Ale z drugiej strony… kto zrozumie lepiej nastolatków, jak nie nauczyciel, który sam niedawno był nastolatkiem z własnymi przejściami i doświadczeniami ? Opinię o panu Clausie wystawię dopiero pod koniec roku. Bo przecież nie będę jechać po osobie, której nie znam ! Z tą myślą udałam się do siebie do pokoju. Pokręciłam się trochę, a potem wzięłam piżamę i udałam się do łazienki. Stwierdziłam, że długa, odprężająca kąpiel mi się przyda. Tak więc nalałam do wanny ciepłej wody i dodałam moich ulubionych olejków o zapachu lawendy. Wyszłam dopiero po 25 minutach. Ubrałam piżamę, wyszczotkowałam zęby i wyszłam z łazienki. Na polu było już całkowicie ciemno. Niebo było bezchmurne, widniały na nim tysiące malutkich, białych punkcików. Kocham życie nocą. Wzięłam do ręki szkicownik oraz jeden z moich najlepszych ołówków i wyszłam na taras. Kiedy byłam młodsza, codziennie wychodziłam w nocy na zewnątrz i coś rysowałam. To mogło być wszystko : drzewa, domy, niebo, przejeżdżający samochód, ludzi spacerujących po nocach i wiele innych rzeczy. Dzisiaj  miałam ochotę przywołać wspomnienia z dzieciństwa. Usiadłam więc na krześle i rysowałam. Dzisiaj niebo z gwiazdami. Po kilku godzinach stwierdziłam, że rzeczywiście odbiłam na kartce niebo. Schowałam rysunek do mojej szuflady zamykanej na kluczyk w kształcie serca, który służył mi za wisiorek i udałam się do krainy Morfeusza.

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 34



  
                To już dzisiaj. Już dzisiaj naprawdę poznam mojego brata. Okropnie się boję. Tata powiedział wczoraj mi i mamie, że Mathew wpadnie do nas na obiad. Jak mam się zachowywać ? Być na niego zła, czy może szczęśliwa, że się znalazł ? Jak się z nim przywitać ? Przytulić się do niego, czy podać mu tylko rękę ? Nie miałam pojęcia, co zrobić. Czas wszystko pokaże. Siedziałam właśnie w moim pokoju, przed biurkiem, słuchając muzyki. Ubrana byłam w fioletową sukienkę do kolan, na grubych ramiączkach, z niewielkim dekoltem. Na nogach miałam niewysokie koturny. Zastanawiałam się, po co się tak wystroiłam ? Może chciałam zrobić dobre wrażenie na tym chłopaku ? Ciekawiło mnie też, dlaczego on uciekł. Nie tylko ja chciałam usłyszeć prawdę. Bardzo wyraźnie słyszałam stukanie obcasów mamy po podłodze. Chodziła po domu, co oznaczało, że się denerwowała. Postanowiłam zejść na dół i dodać jej jakoś otuchy. To spotkanie po 16 latach wcale nie będzie łatwe. Schodząc po schodach zauważyłam tatę. Siedział na kanapie, był rozluźniony. Nie denerwował się zapewne tylko dlatego, że wczoraj się widział z Mathew. Albo udawał. Mama wyglądała bardziej naturalnie co do tej sytuacji. Latała po całym domu sprawdzając, czy wszystko jest idealne. I takie było. Dom lśnił czystością, jak nigdy. Wszystko było na sowim miejscu. Talerze były tak czyste, że można się w nich było przejrzeć.
- Mamo, spokojnie. – Powiedziałam podchodząc do mojej rodzicielki. Ubrana była w szaro-czarno-białą sukienkę do kolan, z rękawami ¾. Włosy miała upięte w wysokiego, stabilnego koka. Na nogach nosiła wysokie, czarne szpilki. – Zobaczysz, że wszystko będzie Ok.
- A jeśli mu się coś nie spodoba ? – Zapytała mama. Była bliska płaczu.
- Zobaczysz, że wszystko tutaj mu się spodoba.
- Kochanie, Mel ma rację. Nie musisz się tak denerwować. Uspokój się, usiądź i poczekajmy wszyscy na Mathew. – Odezwał się tata. Czyli nie udawał. Naprawdę był rozluźniony i spokojny.
- A która już godzina ? – Wypaliłam nagle, zanim ugryzłam się w język. To pytanie znów sprawiło, że mama wstała i poszła do kuchni sprawdzić, czy przypadkiem kurczak się nie spalił lub czy upiecze się na czas, którego zostało już niewiele.
- 17:55. Za pięć minut poznasz swojego brata. – Uśmiechnął się do mnie ciepło. Oddałam uśmiech i pogrążyłam się w myślach. Głupia nie jestem. Wiem, że uciekł przeze mnie. Jak się teraz zachowa ? Będzie patrzył na mnie z odrazą ? Zanim się zorientowałam, mama biegła już by otworzyć drzwi, bo właśnie ktoś zadzwonił. Tata też wstał i skierował się do drzwi. A ja… ja się bałam tam iść. Po prostu.
- Mel ! – Krzyknął tata. To oznaczało, że muszę tam pójść. Wstałam więc i powoli skierowałam się w stronę przedpokoju. Stali tam tata, mama i on. Wysoki, kruczoczarny mężczyzna, o stalowych oczach, ubrany w garnitur, trzymający w ręku bukiet róż w kolorze maliny. Skąd wiedział, że to moje  ulubione ?
- Witaj Melanie. – Odpowiedział Mathew i uśmiechnął się. Potem podszedł i wręczył mi kwiaty.
- Cześć Mathew. Dziękuję za kwiaty, nie trzeba było. Oddałam niepewnie uśmiech. Popatrzyłam na mamę. Była cała zapłakana, ale to pewnie łzy szczęścia. W ręku trzymała podobny bukiet, tyle że większy i składający się z czerwonych róż.
- Zapraszamy. – Powiedział nagle tata i gestem zaprosił wszystkich do jadalni, gdzie mama pięknie przygotowała stół.
                Obiad trwał do godziny 20:00. Moim zdaniem było trochę za bardzo oficjalnie. Najpierw gadka o tym, dlaczego Mathew uciekł (oczywiście zbajerował rodziców i nie mówił prawdy w mojej obecności), a potem wspominanie wspólnych lat. Dzisiaj to on był tematem nr. 1. Już wiem, jak się czuł, kiedy się urodziłam i dlaczego uciekł. To całkiem zrozumiałe. Dzisiaj jakoś nie pasowałam do tego towarzystwa. Dlatego też racjonalnie myśląc powiedziałam :
- Przepraszam, ale chyba was opuszczę. Nie czuję się najlepiej. – Uśmiechnęłam się lekko.
- Co się stało kochanie ? – Zapytała łagodnie mama.
- To po prostu zmęczenie. Pójdę już do siebie. – Skłamałam. Wstałam i bez słowa udałam się do swojego pokoju. Tylko o tym marzyłam. Mathew starał się być miły i całkiem mu to wychodziło. Nie należy do najgorszych. Ale mam wrażenie, że jakichś specjalnych kontaktów utrzymywać nie będziemy. Przebrałam się, a następnie poszłam wziąć prysznic. Do pokoju wróciłam po 15 minutach. Usiadłam na łóżku i zaczęłam rozczesywać długie już włosy, które odziedziczyłam po mamie. Usłyszałam pukanie do mojego pokoju.
- Proszę ! – Powiedziałam głośniej, aby mój gość usłyszał. To był Mathew. Jeszcze jego tu brakowało… Nigdy tego nie próbowałam, ale mam obawy, że rozmowa z zaginionym bratem sam na sam nie wróży nic dobrego…
- Nie przeszkadzam ? – Zapytał Mat, wchodząc do pokoju i rozglądając się po nim.
- Nie. – Wymusiłam na sobie uśmiech. – Siadaj. – Wskazałam na fotel od biurka.
- Ładny pokój. Masz ciekawy gust. – Uśmiechnął się.
- Dzięki. Nie zmieniałam tu nic od jakichś 5 lat.
- To szmat czasu. Może mógłbym ci pomóc jakoś go odnowić ? – Zapytał z nutą nadziei w głosie. Po prostu chciał się zbliżyć. To naturalne.
- Nie myślałam jeszcze nad odnową, ale jeśli już, to na pewno dam ci znać. – Uśmiechnęłam się blado.
- Okej. – Zaśmiał się. – Czemu tak szybko poszłaś z jadalni ? Chyba nie za bardzo przypadłem ci do gustu, co ? – Zapytał całkiem poważnie. To był sarkazm, czy oburzenie ?
- Nie, skądże. Mówiłam już, że po prostu źle się poczułam. – Ta rozmowa nie podobała mi się ani trochę, ale przecież nie mogę go stąd wygonić.
- Mel, nie okłamujmy się, dobrze ? Powiedz mi szczerze, proszę. – Był całkiem spokojny. Chyba nadchodzi godzina szczerości.
- No dobrze. Po prostu nie miałam ochoty tam siedzieć. – Powiedziałam, a na moje policzki wpłynęły rumieńce wstydu. 
- Znam to uczucie, kiedy się jest omijanym. – Odparł i zamyślił się. – Oczywiście o nic takiego mi nie chodziło, broń Boże ! Po prostu… stęskniłem się za rodzicami, a oni za mną i chcieliśmy pogadać. Zauważ, że chciałem jakoś wspomnieć o tobie, ale rodzice zaraz cię odcinali od tematu, zmieniając go. – Rzeczywiście, mówi prawdę, pomyślałam. – Porozmawiajmy szczerze, proszę.
- Czemu uciekłeś z domu ? Ja byłam powodem ? – Wypaliłam prosto z mostu. Nie chciał, żebym owijała w bawełnę, to teraz ma.
- Po części ty. Jak mama była w ciąży, to w ogóle razem z tatą nie mieli dla mnie czasu. A jak się urodziłaś, to byłem powietrzem. Teraz wiem, że głupio postąpiłem i że mogłem zrobić całkiem inaczej. Przykro mi… - Spuścił głowę. Był ze mną taki szczery… Bez zastanowienia wstałam, podeszłam do niego i przytuliłam. Z oczu popłynęły mi łzy. Ale nie były to łzy smutku, a raczej szczęścia. Szczęścia, że wrócił, że go mam.
- Czemu nigdy się nie ujawniłeś ? Czemu nigdy nie napisałeś listu ? – Zapytałam. Chciałam wiedzieć wszystko.
- Kiedy odchodziłem, to zostawiłem małą karteczkę z tekstem, żeby rodzice mnie nie szukali. Nie pisałem, bo bałem się, że mnie znajdą  i ukarzą.
- Więc czemu postanowiłeś wrócić ? – Zapytałam. Siedziałam teraz na podłodze „po turecku”. Mat zszedł z fotela i usiadł koło mnie.
- Tęskniłem. Byłem ciekaw, jak przyjmą mnie rodzice, jak ty mnie przyjmiesz, jaka jesteś i czy będzie, jak dawniej.
- I co wyszło z tej twojej ciekawości ? Odpowiedziałeś sobie już na te pytania ?
- Po części. – Uśmiechnął się.
- To znaczy ? – Nie za bardzo zrozumiałam.
- Rodzice przyjęli mnie z miłością. Byli szczęśliwi, że wróciłem. Po części było dzisiaj tak, jak dawniej. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, byliśmy RAZEM. Jaka jesteś, to nie trudno powiedzieć. Śliczna, – tu się zarumieniłam – inteligentna, mądra, uśmiechnięta. Mógłbym gadać tak cały wieczór. Ale zostało mi jeszcze jedno pytanie. Zaakceptowałaś mnie ? – Popatrzył na mnie z nadzieją w oczach.
- A jak ci się wydaje ? – Zaśmiałam się. On naprawdę wydawał się być przestraszony. – No raczej, że tak ! – W tej chwili Mathew ze szczęścia wstał i wziął mnie na ręce, po czym zakręcił wokół własnej osi. Chyba bardzo zależało mu na moim zdaniu i akceptacji.
- Gratuluję, uczyniłaś mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi ! – Oboje tak się śmialiśmy, że aż rozbolały nas brzuchy.
- Jak na 26-latka to bardzo dziecinny jesteś braciszku ! – Odparłam i zaśmiałam się znowu.
- Ty też siostrzyczko, jak na szesnastkę ! – Naprawdę uczyniłam go szczęśliwszym człowiekiem. Zachowuje się teraz całkiem inaczej. Myślę, że będziemy się świetnie dogadywać i na pewno utworzymy jeszcze szczęśliwą rodzinkę.
- A co tu tak głośno ? – Nagle do pokoju wpadli rodzice, równie uśmiechnięci.
- Ach, tak tylko nadrabiamy 16 lat. – Zaśmiał się Mathew. Po tej uwadze wszyscy zaczęli się śmiać.
- Mat, może zostaniesz u nas dzisiaj ? – Zapytała mama.
- Mógłbym ? – Zapytał całkiem poważnie.
- Przecież to także twój dom, synu. – Odparł tata.
- Melanie, co ty na to ? – Zapytał mnie Mathew. Czy to nie aby przypadkiem przeze mnie uciekł z domu, a teraz pyta mnie, czy może w nim zostać ?
- Byłoby fajnie. – Uśmiechnęłam się. 
- W takim razie… zostaję. A gdzie mogę spać ? – Spojrzał na mamę.
- Twój pokój cały czas na ciebie czeka. – Powiedziała nasza rodzicielka.
- Jej.. jak ja dawno tam nie byłem… - Zamyślił się Mathew.
- No to idziemy odwiedzić twoje stare kąty ! – Zaśmiałam się.
- A ty widziałaś kiedykolwiek mój pokój ? – Zapytał Mat i uśmiechnął się.
- Tak właściwie, to nie. Nie wiem nawet, gdzie się znajduje .. zaraz, zaraz… to nie jest przypadkiem ten pokój na końcu korytarza ? – Popatrzyłam najpierw na rodziców, a potem na brata. Brat… jakie to dziwne słowo. Jeszcze nigdy go nie używałam. Chyba trzeba będzie się przyzwyczaić.
- Właśnie ten. No to idziemy ! – Odparł Mathew. Wyszliśmy wszyscy z mojego pokoju i skierowaliśmy się na koniec korytarza, do pokoju, w którym nie miałam okazji jeszcze nigdy być.
- Kochanie, a gdzie jest kluczyk ? – Zapytał tata mamę. Ta popatrzyła jak osłupiała.
- Ja go nie mam…
 - Ale ja tak. – Odezwał się Mathew, po czym wyciągnął z prawej kieszeni spodni mały kluczyk i otworzył nim drzwi. Weszliśmy wszyscy do przestronnego pokoju. Ściany miał koloru brązowego. Był urządzony dziecinnie. Pod oknem stał otwarty kufer z zakurzonymi zabawkami. Po lewej od wejścia stało jednoosobowe łóżko z niebieską pościelą w samochody. Po prawej wisiało lusterko, a nieopodal znajdowało się biurko. W rogu, po lewej od łóżka stała szafa trzydrzwiowa, natomiast po prawej artykuły malarskie – paleta, płótno i mnóstwo farb.
- Minęło 16 lat, a czuję się, jakbym się pakował do tej wielkiej ucieczki wczoraj… - Odparł Mati.
- Nie powiem, masz gust. – Uśmiechnęłam się do brata.
- Teraz to trzeba tu porządnie posprzątać. Mat, jeśli możesz, to posiedź teraz u Mel lub w salonie. Ja tutaj ogarnę i za niedługo możesz tu przyjść. Dobrze ? – Zapytała mama Mata, ale zanim odpowiedział, odezwałam się ja :
- Zapraszam do siebie. Musisz mi w końcu opowiedzieć o 16 latach swojego życia ! Podobno byłeś we Francji ? – Zapytałam. Szczerze mówiąc, uwielbiałam Paryż, mimo, że nigdy tam nie byłam. To miasto z opowieści w szkole lub Internecie wydawało się tętnić życiem. A mnie takie miasta inspirują.
- Tak, uczę się tam. Chodzę do szkoły malarskiej… -  Przeszliśmy do mojego pokoju. Mathew opowiadał mi o szkole malarskiej. Z tego, co mówił, to naprawdę jest uzdolniony. Podziwiam go za to. - … i postanowiłem rzucić tą szkołę.
- Ale nie rozumiem, czemu ? Przecież naprawdę masz talent. Jak chcesz sobie zapewnić przyszłość ? – Zapytałam.
- Nie zapominajmy, że ukończyłem już studia malarskie. Pracę znajdę bez jakichś większych trudności.
- A gdzie chcesz pracować ?
- Podpisałem kontrakt.
- Nie rozumiem…
- We Francji poznałem taką dziewczynę. Też jest z Anglii. Spotykaliśmy się trochę i mówiła mi, że poszukuje młodych artystów, którzy zapełniliby swoimi obrazami lub rzeźbami jej galerię sztuki. Zgłosiłem się do niej, podałem jej SV. Była bardzo zaciekawiona moim życiorysem. Pokazywałem jej swoje dzieła, które namalowałem we Francji i była zachwycona. Stwierdziła, że koniecznie muszą znaleźć się w jej galerii w najbliższym czasie. Spisaliśmy umowę i tak gdzieś w Styczniu wylatuję na kilka tygodni do Francji na otwarcie galerii i to wszystko związane z moim autorstwem i wystawą.
- Gratuluję. – Uśmiechnęłam się. Nie sądziłam, że mój brat może mieć taki talent.
- A ty ? Czym się interesujesz ?
- Myślałam nad przyszłością z matematyką. Chciałabym uczyć w szkole.  
- I gdzie wybrałaś się do szkoły ?
- Do liceum. Jakieś 15 minut drogi stąd. A co do tej twojej koleżanki, z którą się spotykałeś we Francji… - Zaczęłam i zaśmiałam się. Chyba nie było trudno się domyśleć, o co mi chodzi. 
- To nie to, o czym myślisz ! – Powiedział ale też zaczął się śmiać.
- Masz dziewczynę ? – Zapytałam całkiem poważnie.
- Mało powiedziane. – Odparł i wyszczerzył zęby.
- Jak to ? – Spytałam zdziwiona.
- Ja mam narzeczoną, a ty najprawdopodobniej zostaniesz ciocią. – Byłam tak zaskoczona i zarazem szczęśliwa. Rzuciłam mu się na szyję.
- Gratuluję Mat ! – Powiedziałam i uściskałam go.
- Dzięki młoda. Haha, ja też się cieszę. – Po tym oboje zaczęliśmy się śmiać. – A jak u ciebie ? Masz już swojego narzeczonego ? – Uśmiechnął się.
- Moooże. – Oddałam uśmiech.
- No, tylko żebym to ja nie został wujkiem ! – Ten wieczór był niemal idealny. Na początku się bałam i to cholernie. A Mathew wydaje się być najlepszym bratem pod słońce, jakiego można sobie tylko wymarzyć. To wspaniałe. Oboje się rozumiemy.
- Spokojnie. – I znów kolejny napad śmiechu.
- Opowiedz mi o sobie ! – Wpadł na pomysł Mat.
                Gadaliśmy tak do późnej nocy. O 1:00 Mathew wyszedł z mojego pokoju i udał się do siebie. Ja natomiast położyłam się. Zasnąć nie mogłam, bo myśli zakrzątał mi mój nowy braciszek. Nie sądziłam, że już po pierwszym spotkaniu staniemy się dla siebie tacy bliscy. To mało prawdopodobne, a jednak prawdziwe. Musiałam wszystko Matowi opowiedzieć : o Shanie, o Chrisie, o Rose, o Susan, o Patricku, o dzieciństwie, o mojej podstawówce oraz gimnazjum, o wakacjach. Było tyle tematów do obgadania… Na kolacji Mati powiedział rodzicom, że zostaną dziadkami. Nawet tata wzruszył się ze szczęścia. O mamie chyba nie muszę za dużo mówić : to oczywiste, że łzy jej poleciały z oczu. Ten dzień był wyjątkowy.