sobota, 14 września 2013

Rozdział 33




Mijały dni, tygodnie. Czas płynął tak niespodziewanie szybko. Wszystko układało się świetnie. Melanie wydawała się być najszczęśliwszą osobą na świecie. Prawie codziennie spotykała się z Rose i Susan. Na brak spotkań z Chrisem także nie mogła narzekać. Układało im się coraz lepiej. Mieli za sobą nawet swój pierwszy raz. Tego dnia brunetka była bardzo przygnębiona. Na dworze było dosyć chłodno, jak na sierpniową pogodę. Właśnie dowiedziała się, że zmarła jej ukochana ciocia. Nic nie mogło poprawić już tego dnia, a tu nagle… ktoś zapukał do drzwi jej pokoju. Zdziwiona Mel wstała i otworzyła drzwi. To, co zobaczyła, wyrwało ją ze smutku. Za drzwiami stała jakaś osoba z bukietem pięknych kwiatów, które zasłaniały twarz gościa. Dziewczyna wytrzeszczyła oczy, jednak po chwili kąciki jej ust uniosły się wysoko w górę, tworząc piękny, szczery uśmiech. Właścicielem tego bukietu był nie kto inny, jak Chris. Pocałował ją namiętnie w usta, po czym wręczył podarunek. A był to prezent z okazji ich miesięcznicy. Jejku – pomyślała – jak ten czas szybko leci. Chris rozsiadł się wygodnie na jej łóżku. Dziewczyna dosiadła się do niego i po prostu zaczęli rozmawiać. Coraz bardziej intymne tematy nie sprawiały im żadnego zakłopotania, czy skrępowania… I w ten oto sposób ukochany Mel został u niej na noc.
                                          

   ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥

Ale ten czas szybko leci. – Myślałam. - To już ostatni tydzień wakacji. Za te siedem dni pójdę do nowej szkoły, poznam nowych ludzi. A każda chwila sprawia, że młodsza się nie robię. Szczerze mówiąc… boję się trochę dorosłości. Nigdy nie wiadomo, co się może stać. Jeśli zrobię coś, o czym myślę, że jest zgodne z prawem, a wcale tak nie jest, to dostaję za to karę i ponoszę konsekwencję. Zapewne wyprowadzę się z domu, zdobędę pracę, a wtedy nawet nie będę miała czasu, by myśleć o dzieciństwie i wszystkich rzeczach z nim związanych. Zostało mi trzy lata, zanim stanę się pełnoletnia. Chyba dobrze muszę wykorzystać ten czas na różne głupstwa i zabawy, bo potem tak kolorowo to już chyba nie będzie. Ale dzisiaj nie będę o tym myśleć. Trzeba żyć chwilą, a w końcu w życiu piękne są tylko chwile. Wzięłam dżinsową kurtkę i zeszłam na dół. Miałam na sobie dzisiaj czarne trampki do kostki, krótkie, różowe spodenki i białą bokserkę. Na dworze świeciło słońce, ale wiał nieprzyjemnie zimny wiatr. W przedpokoju spał mój ukochany piesek Toffik. Dawno nie wychodziłam z nim na spacer.
- Mamo ! Wychodzę z Toffim na spacer ! Wrócę za godzinkę ! – Krzyknęłam, ponieważ nie wiedziałam, gdzie znajdowała się moja rodzicielka.
- Dobrze, tylko weź ze sobą kurtkę ! – Głos ten dobiegał z kuchni. Mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie.
- Już ją na sobie mam ! – Krzyknęłam znów i wyszłam z domu, zapinając smycz na obroży mojego psiaka. Uwielbiam Toffika. Jest rasy shih tzu, co oznacza, że ma długie futerko. Jednak nie takie, jak u dorosłych psów, czyli do ziemi. Jego jest jeszcze dosyć krótkie, ponieważ ma tylko rok. Rozmyślałam o tym, jak to znalazł się w moim posiadaniu. W schronisku było naprawdę dużo psów i wszystkie były równie śliczne, co on. Już nawet wybrałam sobie Beaglea, gdy nagle w oczy rzucił mi się śliczniutki, czarny szczeniaczek, siedzący w ostatniej klatce. Wiedziałam, że będzie mój.
Szłam sobie chodnikiem, kierując się w stronę lasku z rzeczką, gdzie zawsze chodzę na spacery. Byłam pogrążona w myślach, gdy nagle na kogoś wpadłam i upadłam na ziemię. Odchyliłam głowę, aby nie uderzyć nią o zimny beton, lecz nagle czyjeś ręce złapały mnie w ostatnim momencie, amortyzując upadek. Otworzyłam oczy. Siedziałam na betonie, a mój pies wyrwał mi się z uścisku i w strachu uciekł. Popatrzyłam się w górę. Zauważyłam przed sobą ciemnoskórego chłopaka, o stalowoszarych oczach. Na pierwszy rzut oka miał bardzo groźną minę, ale jak mu się lepiej przyjrzało, to prezentował się wiele lepiej.
- Uważaj, jak łazisz. – Powiedział mocny głosy wydobywający się z jego ust. Zmierzył mnie wzrokiem i odszedł. Obejrzałam się za nim, ale zaraz znikł za zakrętem. Ten typ był wyraźnie przybity. Wcale nie wyglądał na szczęśliwego człowieka. Wzruszyłam sama do siebie ramionami i wstałam. Skierowałam się w stronę, gdzie jeszcze tak niedawno uciekał Toffik. Zawołałam kilka razy jego imię, ale nic się nie wydarzyło. No to pięknie ! Ciekawe jeszcze, dlaczego uciekł. Przecież nic takiego się nie stało, co by go mogło wystraszyć. Poszłam do lasku. Tam zawołałam jeszcze kilka razy jego imię. Po trzech minutach odpowiedziało mi szczekanie. Odetchnęłam z ulgą. Jednak nic mu nie jest, pomyślałam. I rzeczywiście, jak znalazłam Toffika, był cały i zdrowy. Czaił się pod jednym z drzew i trząsł niesamowicie.
- Ej, piesku, co ci jest ? – Spytałam go, ale Toffi, zamiast odszczekać mi radośnie, odsunął się do tyłu i pisnął cichutko. Aż wytrzeszczyłam oczy ce zdziwienia. Nigdy się tak nie zachowywał ! Podeszłam do niego, tym razem się nie odsunął. – Spokojnie Toffik, nic ci przecież nie zrobię. – Pogłaskałam go po główce i wzięłam na ręce. Na szczęście już nie drżał. Zastanawiało mnie, co mogło wywołać u niego taką panikę. A może to miało jakiś związek z tym chłopakiem ? Może to on był poprzednim właścicielem Toffika ? A może on coś zrobił temu bezbronnemu psiakowi ? Te myśli kłębiły się w mojej głowie aż do powrotu do domu. P        ostawiłam pupila na ziemi i skierowałam się do kuchni, w celu napicie się czegoś. Mama siedziała przy stole i czytała gazetę.
- Hej, co tak wcześnie ? Mówiłaś, że wrócicie za godzinę ? – Zapytała zdziwiona mama, kiedy mnie zobaczyła.
- Tak, ale kiedy… - I opowiedziałam mamie całą historię z naszego spacerku. Kiedy byłam w trakcie opisywania tego chłopaka, mama wypuściła swój kubek z ręki. – Mamo ? Co ci jest ? – Zapytałam zmartwiona.
- N- nie, nie. Opowiadaj dalej. – Uśmiechnęła się blado, jednak dało się dostrzec, że uśmiech jest fałszywy. Zgodnie z prośbą, powiedziałam dalszą część historii. Mama cały czas była zdenerwowana.
- Mamo, czy ty znasz tego chłopaka ? – Zapytałam po dłuższej chwili milczenia.
- Ee.. oczywiście, że go nie znam. – Odpowiedziała szybko. Trochę za szybko. – Czemu przyszło ci to do głowy ?
- Bo jak o nim wspomniałam, to się zdenerwowałaś i dalej taka jesteś. – Powiedziałam i z niepokojem spojrzałam na mamę.
- Wydaje ci się córciu. – W jej głosie dało się usłyszeć panikę.
- A czemu ukrywasz przede mną prawdę ?
- Bo jest ona straszna. – Powiedziała i schowała twarz w ręce. Podeszłam szybko i przytuliłam ją, próbując dodać jej otuchy. Po jej policzkach spływały łzy.
- Proszę, powiedz mi prawdę. – Odparłam spokojnie. Na zewnątrz wyglądałam niewinnie, ale w środku czułam się tak, jakby jakaś niewidzialna ręka ściskała moje wnętrzności. Byłam równie zdenerwowana, co mama.
- No bo ch-chodzi o t-to, że… ten chłopak, którego opisywałaś, to m-mógł być twój b-brat. – Wyszlochała.

                                     ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥

(w tym samym czasie, przed budynkiem pracy pana Williamsa)
Pan Williams właśnie skończył pracę. Był poniedziałek, świeciło słońce, jednak wiał wiatr. Dzisiejszego dnia 40-latek postanowił wybrać się do pracy spacerem, by korzystać z ostatnich ciepłych dni tego miesiąca. Teraz wracał sobie beztrosko do domu, w wyśmienitym humorze, ponieważ udało mu się dokonać dzisiaj wiele transakcji. Jego praca wcale nie była łatwa. Miał za zadanie zachęcać klientów do kupna domów. Musiał też z nimi jeździć w miejsca, gdzie znajdowały się owe budynki, ale od tego miał auto służbowe. Teraz spacerował sobie spokojnie. Był kilka ulic od domu, kiedy nagle go ujrzał. Zamarł. Stanął w miejscu i zamarł. Nie wiedział, jak się zachowywać: podejść do niego i zacząć rozmowę, czy może udać się w przeciwnym kierunku i zapomnieć o tym, że go spotkał ? Tak. Jakieś 50 metrów od niego, stał jego syn, Mathew Williams. Nie zmienił się za bardzo, poza tym, że bardzo urósł. Czarna karnacja po dziadku, stalowe oczy i kruczoczarne włosy po ojcu, ale za to usta i nos po matce. Był naprawdę przystojny. Do wargi i do lewego ucha przyczepione miał kolczyki. Akurat był w koszulce na ramiączkach, więc dobrze było widać jego mięśnie i wytatuowane ręce. Grzywka opadała mu na czoło. Miał około 26 lat. Gdy był dziesięciolatkiem, uciekł z domu. Przepadł, jak kamień w wodę. Szukała go policja chyba z całego kraju. I nikt go nie znalazł. Aż do dzisiaj. Tego dnia stał sobie spokojnie na chodniku, 50 metrów od własnego ojca, rozmawiając spokojnie ze swoją sąsiadką. Sprowadził się do Anglii dzisiaj rano. Był gotów w końcu ujawnić się przed rodzicami i szczerze z nimi porozmawiać. Ten dom wynajmował, ponieważ w głębi ducha liczył, że rodzice przyjmą go z powrotem. Nagle chłopak poczuł, że jest obserwowany. Odwrócił głowę od koleżanki i spojrzał za nią. On także zamarł. Jego ojciec. Sądził, że po pewnym czasie w końcu gdzieś się spotkają, ale nie wiedział, że nastąpi to tak szybko ! Przeprosił sąsiadkę, mówiąc, że musi porozmawiać z tym panem i wyminął ją, kierując się w stronę Oscara.
Pan Williams, widząc, że Mathew kieruje się w jego stronę, czuł, jak serce bije mu tak mocno, że zaraz wyskoczy. Nie widział go 16 lat i myślał, że nigdy już nie zobaczy. A tu taka niespodzianka…

♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥

- Kto mógł być ? – Zapytam zdezorientowana.
- Twój brat. – Odpowiedziała trochę już spokojniejsza mama.
- Ale jak to mój brat ? Przecież ja nie mam brata ! – Byłam na skraju wytrzymałości. Ja mam BRATA ! Czemu nigdy nic o tym nie wiedziałam ? Jak oni mogli to przede mną ukrywać ? I dlaczego ja go nie pamiętam ? Czemu wyprowadził się z domu ? W tej chwili okropnie się wściekłam.
- Mel, uspokój się… - Zaczęła mama, jednak wpadłam jej w słowo.
- Uspokój się ? Uspokój się ?! Jak mam się uspokoić ?! Jak ty byś zareagowała, gdyby twoja mama ukrywała przed tobą przez całe życie, że masz BRATA ?! – Wykrzyczałam. Czułam, jak pieką mnie policzki. Pewnie byłam już cała czerwona ze złości. – Nienawidzę cię za to, że mi tego nie powiedziałaś ! – Odparłam już nieco ciszej i wybiegłam z domu.
- Mel, na miłość boską ! Wracaj, wyjaśnię ci wszystko ! – Krzyczała za mną mama, jednak nie słuchałam jej. Pobiegłam nad rzeczkę, na mostek, gdzie zawsze przesiadywałyśmy z dziewczynami. Tam usiadłam i dałam upust moim łzom.

♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥

- Witaj, ojcze. – Powiedział niepewnie Mathew, kiedy podszedł do ojca. Nie wyciągał ręki.
- Nie wierzę własnym oczom. – Powiedział pan Williams. Jego oczy świeciły się już od słonych łez. Nie panując za bardzo nad sobą, przytulił do siebie chłopaka. Ten oddał uścisk z największą chęcią. Tylko na to czekał od 16 lat. Przytulić się do ojca.  – Mat, tak się stęskniłem. – Wydukał, kiedy oderwał się od chłopaka.
- Ja też tato. Ja też… - Z oczu obu mężczyzn płynęły już strumienie łez.
- Co się stało ? Dlaczego wtedy uciekłeś z domu ? Wiesz, jak się z matką o ciebie martwiliśmy ? Myśleliśmy, że już nigdy cię nie zobaczymy ! – Powiedział pan Williams.
- Chodź do mnie do domu, opowiem ci wszystko. – Odparł Mathew i odwrócił się, pokazując ręką na jednorodzinny domek.
- Dobrze.
Panowie skierowali się do domu w ciszy. Obaj byli bardzo szczęśliwi. Mat przepuścił ojca w drzwiach. Pan Oscar uśmiechnął się ciepło i przeszedł przez próg. Znajdował się teraz w raczej mało obszernym, długim korytarzu, na końcu którego znajdował się jakiś pokój. Zarówno po lewej, jak i po prawej stronie korytarza mieściły się dwie pary drzwi. Mat pokazał gestem, żeby ojciec szedł prosto, do – jak myślał pan Williams – salonu. Starszy z mężczyzn poszedł w wyznaczonym kierunku i jego oczom ukazał się mały salonik. Ściany miały kolor kremowy, natomiast kanapa i fotele stojące po lewej stronie – brązowy. Telewizor stał po prawej. Naprzeciw wejścia znajdowały się drzwi, zapewne do ogrodu. Oskar spojrzał na syna, a ten zaprosił go na kanapę. Oboje usiedli.
- Napijesz się czegoś ? Kawy, herbaty ? – Zapytał Mat.
- Woda mi starczy. – Odparł dalej zszokowany tata. – To twój dom ? – Spytał, gdy jego syn wrócił już z dwoma szklankami wody.
- Nie. Wynajmuję go. Dzisiaj rano wróciłem do Anglii. – Powiedział całkiem spokojnie chłopak.
- Wróciłeś… A skąd wróciłeś ?
- Z Francji. Mieszkałem tam od 4 lat.
- Synu… ja cię proszę, wytłumacz mi to wszystko. – Powiedział zrozpaczonym głosem pan Williams.
- Dobrze. Od czego zacząć ? – Spytał Mat.
- Może najlepiej od początku. Dlaczego uciekłeś z domu ?
- Nie mogłem tego wszystkiego znieść. Wszyscy byli tacy ważni, tylko nie ja. Ty, ponieważ cały czas się opiekowałeś mamą. Mama, ponieważ była w ciąży i potrzebowała tej opieki. Potem, kiedy urodziła się moja siostra, to nawet mnie nie zauważaliście. Byłem powietrzem. Wszędzie tylko dzidziuś i dzidziuś. Ja się czułem niepotrzebny i nieważny, więc uciekłem z domu. Jak w ogóle nazywa się moja siostra ? – Spytał Mathew.
- Ma na imię Melanie. – Mat zamyślił się w tym momencie. Po dłuższej chwili ciszy pan Williams znów się odezwał. – Ale dlaczego nie przyszedłeś do mnie, czy do mamy i nie porozmawiałeś z nami ? Czemu nam tego nie powiedziałeś ?
- Uwierz, że próbowałem nie raz, ale zawsze rozmowa schodziła na inne tematy. A kiedy urodziło się dziecko, to już w ogóle nie było czasu, żeby rozmawiać.- Młodszy z mężczyzn spuścił wzrok.
- A gdzie wtedy uciekłeś ?
- Nie miałem żadnego pomysłu, gdzie by się znaleźć. Nie wiem, czy sprawdzaliście, ale z portfela zniknęło trochę pieniędzy. Otóż, kiedy się spakowałem, zabrałem 200 $ i wyszedłem z domu. Poszedłem na najbliższy przystanek autobusowy i sprawdziłem rozkład jazdy. Autobus, który miał przyjechać dosłownie za kilka minut, jechał do Croydon. To było naprawdę bardzo daleko, ale nie miałem innego wyjścia. Wiedziałem, że znaleźlibyście mnie, gdybym czekał na jakiś autobus, który jedzie w miejsce bliżej domu. Dlatego też kupiłem sobie bilet i pojechałem właśnie do tej miejscowości. Po godzinie jazdy wysiadłem z przystanku i z tą walizką zacząłem tułać się po mieście. Zobaczyła mnie jakaś staruszka, przechadzająca się do sklepu. Spytała, czy wszystko w porządku i czy nie zgubiłem się przypadkiem. Powiedziałem jej prawdę o ucieczce. Była wstrząśnięta moją historią, dlatego przygarnęła mnie do siebie. Chciałem się jej odwdzięczyć, więc podarowałem te 200 $, ale ona nie chciała. Powiedziała, że jeszcze mi się przydadzą. Pomagałem jej, kiedy chodziła do sklepu, sprzątałem jej dom i pomagałem jej w pracach, których ona nie mogła zrobić. Opowiadała mi o sobie. Nazywa się Natalie Dowell. Jej mąż umarł na raka, a córka chorowała 16 lat temu na to samo. Zmarła po roku walki. Byłem dla pani Dowell, jak wnuczek. Tak mnie też nazywała, a ja mówiłem do niej „babciu”. We wrześniu ta prze miła staruszka załatwiła mi szkołę, dlatego też mogłem dalej się kształcić. Poszedłem potem do liceum i na studia. Cały czas mieszkałem właśnie z nią. Były takie chwile, że chciałem wrócić do domu, do was, ale bałem się. Bałem się, że nie przyjmiecie mnie znowu. W wieku 22 lat, kiedy ukończyłem już 3-letnie studia malarskie w Croydon, dostałem się do Francuskiej szkoły malarskiej. Podobno to jedna z najlepszych placówek na terenie całej Francji. Za tydzień powinienem wrócić i uczęszczać na 5 rok, ale tęsknota mi na to nie pozwoliła. Dyrektor jeszcze nie wie, ale rzuciłem tą szkołę. Wróciłem do Anglii. – Mathew zakończył swoją opowieść.
- To było bardzo nieodpowiedzialne z twojej strony, Mat. Miałeś po prostu dużo szczęścia, że trafiłeś na tą staruszkę. – Powiedział zgodnie z prawdą pan Williams.
- Teraz to wiem. To było głupie. – Przyznał rację.
- Jednak… mimo wszystko, cieszę się, że sobie poradziłeś i że jesteś cały i zdrowy. – Pan Williams wstał i podszedł do syna, po czym go przytulił. – Słuchaj, już pół godziny temu powinienem być w domu. Mama będzie się martwić, więc… chyba powinienem już uciekać.
- Nie możesz zostać dłużej ? – Spytał z nadzieją Mat.
- Niestety. Ale może ty przyszedłbyś do nas ? Jutro wpadnij koło 18:00 na obiad. Mama na pewno bardzo się ucieszy. – Uśmiechnął się pan Oscar.
- Dzięki za zaproszenie. Myślę, że mam czas. – Oddał uśmiech Mathew. Odprowadził starszego mężczyznę do drzwi, po czym uścisnął mu dłoń i zamknął drzwi. Pan Williams skierował się natomiast w stronę domu. Był niemal uradowany, że po 16 latach znalazł swojego synka. Ukochanego synka.

♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥

Siedziałam na mostku nad rzeczką. Byłam jednocześnie zła, zawiedziona, ale też zaskoczona i w pewnym sensie szczęśliwa. Zawsze marzyłam o rodzeństwie, a zwłaszcza o starszym. W głowie układały mi się różne scenariusze na temat, co by było, gdybym miała starszego brata. A teraz… naprawdę mam starszego brata. Wbrew pozorom, jest całkiem przystojny. Ciekawe, ile ma lat ? Wyglądał gdzieś tak na 25. Skoro go nie znam, to musiał być naprawdę mały, kiedy uciekał z domu. To dziwne, bo nie widziałam też żadnych zdjęć, na których by był. Czyżby rodzice próbowali zataić przede mną fakt, że mam jakiekolwiek rodzeństwo ? Ciekawiło mnie też, dlaczego uciekł ? Czy to ja byłam tego powodem ? Ciekawe, jaki ma charakter ? Kurczę, tyle myśli, a tu żadnej odpowiedzi ! Mimo wszystko, trzeba będzie wrócić do domu i porozmawiać z rodzicami na ten temat.
            Rozmyślałam tak, kiedy nagle coś po mojej lewej stronie zaszeleściło. Odwróciłam się szybko, ale nikogo nie zauważyłam. Po chwili znów coś zaszeleściło. Okropnie się przestraszyłam. Wstałam i już miałam schodzić z mostku, kiedy nagle zza jednego z drzew wyszła ostatnia osoba na świecie, z którą mam teraz ochotę rozmawiać. Był to Shane, mój były chłopak.
- Spokojnie, to tylko ja. – Powiedział i uśmiechnął się. Skierował się w moją stronę. Usiadłam z powrotem na mostku, jednak nie myślałam już o moim „bracie”. Zastanawiała mnie reakcja blondyna. Ten, podszedł i usiadł obok mnie. Nie sprzeciwiałam się. Nie chciałam wracać teraz do domu i wyglądało na to, że on też nie ma zamiaru odchodzić.
- Dlaczego płakałaś ? To przez Chrisa ? – Spytał po chwili ciszy. Wyglądało na to, że się o mnie troszczył.
- Nie, z Chrisem świetnie mi się układa. – Odparłam niby od niechcenia. Tak naprawdę miałam ochotę się komuś wyżalić i teraz już nie zwracałam najmniejszej uwagi na to, kto to będzie.
- Więc co się stało ?
- Jakby cię to interesowało… - Prychnęłam pod nosem.
- A skąd wiesz, że nie interesuje ? – Zapytał całkiem szczerze i puścił mi oczko.
- A niby dlaczego miałoby cię to interesować ?
- Bo nadal cię kocham ? – Ze zdziwienia otworzyłam usta. Takiej reakcji się nie spodziewałam.
- To dlaczego o mnie nie walczyłeś, kiedy zrywaliśmy ? – Spytałam trochę oburzona.
- Bo jak się kogoś kocha, to pozwala mu się odejść. Powiesz mi teraz, dlaczego płakałaś ?
- Jakieś pół godziny temu się dowiedziałam, że mam starszego brata. – Odparłam spokojnie. Moje oczy zaszkliły się, ale nie pozwoliłam łzom wypłynąć. Przymknęłam powieki.
- Ee… chyba dalej nie rozumiem. Co w tym złego ?
- A może to, że przez całe życie byłam okłamywana ? – Odpowiedziałam lekko poirytowana.
- No tak… A nie powinnaś się cieszyć, że masz rodzeństwo ? Kiedy byliśmy razem, czasami mi opowiadałaś o tym, że chcesz mieć brata albo siostrę.
- Nie powiedziałam przecież, że się nie cieszę. Powiedziałam tylko, że przez całe życie byłam okłamywana.
- A rozmawiałaś już z rodzicami na ten temat ? – Spytał z troską.
- Nie. Byłam dzisiaj na spacerze i wpadłam na takiego chłopaka. Wtedy miałam na smyczy Toffika, a ten się wystraszył i gdzieś uciekł. Jak go znalazłam, to wróciłam do domu i opowiedziałam mamie o tym spotkaniu z nieznajomym. Kiedy go opisywałam, mama była bardzo zdenerwowana i potem powiedziała mi, że to mógł być mój brat. Wkurzyłam się i uciekłam. Przybiegłam tutaj i siedzę tak od pół godziny no i myślę.
- Więc teraz włącz swój móżdżek na pełne obroty i lec do domu wyjaśnić tą całą akcję z rodzicami ! – Uśmiechnął się szeroko. Wstaliśmy oboje.
- Wiesz… dzięki Shane. Nie spodziewałam się takiej rozmowy z tobą. Myślałam też, że…
- Już cię nie kocham ? To niemożliwe. – Wyszczerzył zęby. Przytuliłam się do niego.
- Do zobaczenia gdzieś przy okazji. – Uśmiechnęłam się słabo.
- Powodzenia mała. – Zaśmiał się cicho i przepuścił. Szybko poszłam do domu.

♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥

Wesoły pan Williams właśnie przyszedł do domu. Miał wyśmienity humor.
- Kochanie, już wróciłem ! – Krzyknął i skierował się w stronę, kuchni, gdzie zazwyczaj czekała na niego żona. Kiedy wszedł do pomieszczenia, zastał żonę bardzo smutną.
- Muszę ci coś powiedzieć ! – Powiedzieli w tym samym momencie. Pan Williams zaśmiał się.
- Ty pierwsza kochanie. – Oznajmił Oskar.
- Mel uciekła z domu ! – Powiedziała zrozpaczonym głosem.
- Co ?! – Uśmiech z twarzy pana Williamsa znikł i nagle pojawiło się zmartwienie.
- Nie uciekłam. Już jestem. – Stanęłam w progu drzwi do kuchni. Mama odetchnęła z ulgą i przytuliła mnie do siebie.
- Kochanie, chyba musimy porozmawiać… - Powiedziała mama.
- O tak. Musimy. – Powiedziałam dobitnie i całą trójką usiedliśmy przy stole.

wtorek, 3 września 2013

Rozdział 32




Witajcie kochani :). Jak wam minęły wakacje ? U mnie nie było najgorzej. Przepraszam was, że nie dodałam niczego przez dwa tygodnie, ale nie mam motywacji do dalszego pisania. Wielkim krokiem zbliżamy się do końca bloga ! Nie zostawię tego tak. Oczywiście dokończę historię Melanie. Posty mogą pojawiać się teraz właśnie w większych odstępach czasu. Życzę wszystkim udanego roku szkolnego i samych dobrych ocen !






Drogi pamiętniku… w moim życiu ostatnio wiele się zmieniło. Choćby to, że teraz jestem niemal najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Było w te wakacje kilka niemiłych wpadek. Mój chłopak całował się z najlepszą przyjaciółką. Oczywiście zerwałam z Shane’m, po tym, jak mnie potraktował. Rose postanowiłam wybaczyć. Opowiedziała mi wszystko i wiem, że to nie ona była winna. W ramach zgody udałyśmy się na odlotową domówkę do przyjaciela jej chłopaka, Davida. Właściciel ma na imię Chris i jest ode mnie o rok starszy. Bardzo mi się spodobał. Zostaliśmy parą i teraz jesteśmy razem szczęśliwi. Moi rodzice także świata poza sobą nie widzą. Nie widziałam jeszcze takiego małżeństwa po 40. Zazwyczaj pary w tym wieku obdarzają się miłością, ale nie pokazują tego na każdym kroku. Rodzice są inni. Tata bardzo się stara i zachowuje, jak młody. Zabiera mamę na randki, kupuje czasami kwiaty, cały czas mówi milutkie słówka. Wczoraj wyjechali na romantyczny weekend we dwoje z okazji rocznicy ich ślubu. Mama i tata bardzo mi ufają. Zostawili dom pod moją opieką i w dodatku pozwolili urządzić imprezę urodzinową. Haha, całkiem śmieszna sprawa… jestem tak jakby ich prezentem z okazji drugiej rocznicy ślubu! Urodziłam się równiuśkie dwa lata po ślubie. Nawet się z tego cieszę. Że mogłam sprawić rodzicom tyle radości, szczęścia… wracając do tematu, pozwolili mi zrobić imprezę urodzinową i muszę przyznać, było genialnie ! Zaprosiłam trochę osób i ich znajomych. Było nas 16. Może to niedużo, ale wystarczająco, żeby pogadać, pośmiać się, potańczyć. Wolny dom mam jeszcze dzisiaj i jutro do południa. Calutki dzisiejszy dzień zamierzam spędzić z Chrisem. Chyba jeszcze tego nie wie, dlatego zrobię mu małą niespodziankę. Mój chłopak jest cudowny. Piękne, blond włosy i czekoladowe oczy… mam jakoś słabość do czekoladowych oczu. Shane też takie miał… i nasz związek skończył się źle. Z Christianem na pewno tak nie będzie. Raczej, na pewno. Ale nie martwię się tym, ufam mu i wiem, że mnie nie zdradzi.
Miesiąc ten był wspaniały też pod innymi względami. Tata zorganizował cudowną wycieczkę do Irlandii ! Razem ze swoim kolegą z pracy, panem Jonesem, postanowili, że zabiorą swoje rodziny na jakieś wakacje. Umówili się, że to będzie niespodzianka. Oni mieli wyjechać na weekend, a my aż na cały tydzień. Wszystko było nawet w porządku. Promem płynęliśmy prawie dwa dni. W swojej kajucie poznałam Kate i Tommy’ego. W hotelu w Irlandii okazało się, że rodzeństwo z promu, to dzieci państwa Jones, czyli znajomym rodziców. Miałam z nimi pokój. Wszystko było okej, oboje byli mili, sympatyczni. Co do Tommy’ego, to trochę się myliłam. A czemu ? Już na statku powiedział mi, że mu się podobam. Wytłumaczyłam, że mam już chłopaka. Na kolacji, w restauracji nieopodal hotelu w Irlandii, dał mi do zrozumienia, że zostawi mnie w spokoju. A potem… poszliśmy wszyscy na imprezę z nowo poznanymi chłopakami z plaży i taki Filip się do mnie dobierał, to udawaliśmy z Tommy’m, że jesteśmy razem. No i, jak tańczyłam z Filipem, to dziwnie się poczułam. Coś w stylu „zdradziłam mojego prawdziwego chłopaka”. Wybiegłam z płaczem na plażę, a Tom za poszedł za mną. Potem mnie pocałował ! To było okropne z jego strony ! Najpierw daje do zrozumienia, że mam być spokojna, a potem takie coś ! Jako, że mieszkałam z rodzeństwem Jones w jednym pokoju, musiałam być skazana na towarzystwo Tommy’ego. Postanowiłam trochę inaczej. Noc spędziłam na leżaku hotelowym, koło basenu. Rano obudziłam się, cała zziębnięta i poważnie przeziębiona. Pojechaliśmy z rodzicami do lekarza, a tam, powiedziano mi, że mam się nigdzie nie ruszać z pokoju. Tata zarządził, że wracamy do domu. Może i zniszczyłam rodzicom wakacje, ale nie protestowałam, co do powrotu. Wolałam siedzieć w swoim przytulnym pokoju, niż tam, w hotelowym i patrzeć w dodatku na bawiących się turystów. Mimo to, nie żałuję tych pięciu dni. Poznałam nowych ludzi, zaprzyjaźniłam się z innymi…
W te wakacje do kraju wróciła moja druga, najlepsza przyjaciółka, Susan. Wyjechała razem z mamą i bratem za granicę, do Szwecji po śmierci jej ojca. Wiele przeżyła, a mimo to, doskonale się trzymała. Zawsze była dopełnieniem naszej trójki. Śmiałyśmy się, że byłyśmy nierozłączną trójcą : czarna, biała i ruda. Po powrocie, Susi przeżyła coś naprawdę dziwnego. Okazało się, że nasz przyjaciel, Patrick, to jej przyrodni brat ! Była zszokowana tą informacją, ale wszystko sobie wyjaśniła ze swoją mamą i Patem i teraz są szczęśliwi. Jaki ten świat jest mały… przez szesnaście lat nie wiedzieć nic o istnieniu przyrodniego brata. Zawsze myślała, że jest jedynaczką, a tu taka niespodzianka. Dobrze przynajmniej, że była ucieszona.
Kilka dni temu Rose zaprosiła mnie do siebie na noc, na babskie pogaduchy. Nigdy nie wiedziałam, że ma taki fantastyczny ogród. Właśnie tam spałyśmy. Haha, noc pod gwiazdami. No, prawie gwiazdami. W końcu spałyśmy pod namiotem. Okazało się, że Rosi ma starszego brata ! Nigdy mi o nim nie wspominała, ponieważ nie mieszkał z nimi. Eric to nawet przystojny facet. I miły, jak siego bliżej pozna. Jednak… nie jestem do końca do niego przekonana. Jak na pierwsze spotkanie, to trochę dziwnie się zachowywał. Taki milusi wobec mnie. I patrzył na mnie takim wzrokiem, że obca szesnastolatka normalnie przeraziłaby się. Wyglądał, jakby rozbierał mnie wzrokiem. I cały czas się na mnie lampił ! To krępujące.. Na chwilę obecną będę trzymała się od niego z dala. Co będzie potem, tego nikt nie wie. W końcu to los wyznacza nam różne ścieżki… ”.
Kiedy skończyłam pisać w swoim pamiętniku, wstałam i ruszyłam w stronę łazienki. Wykonałam poranną toaletę i wróciłam do pokoju. Podeszłam do szafy  i wyciągnęłam z niej krótkie, dżinsowe spodenki, oraz różową bokserkę. Ubrałam na siebie rzeczy. Na nogi wsunęłam wygodne trampki, na rękę założyłam duży, biały zegarek, a na głowę kapelusz i wyszłam z pokoju. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie szybkie śniadanie. Trochę dziwnie czułam się w dużym, pustym domu. Wzięłam torbę i wyszłam. Po drugiej stornie ulicy stał Bruno i rozmawiał z jakąś dziewczyną. Zauważył mnie i pomachał. Odmachałam mu, uśmiechnęłam się i poszłam w przeciwnym do nich kierunku.
                Kiedy byłam już nieopodal domu Chrisa, zamarłam. Przed domem państwa Mason stała karetka. Łzy napłynęły mi do oczu, nie wiedziałam, co robić. A co, jeśli to coś z Chrisem ? Pobiegłam do środka, jednak nie było mi dane wejść, ponieważ lekarz zatrzymał mnie gestem ręki. Właśnie wynoszono kogoś na noszach. Próbowałam się przyglądnąć, jednak na marne. Pan doktor cofnął mnie jeszcze bardziej, żeby zrobić miejsca. W głowie układały mi się już najczarniejsze scenariusze. Czy … czy to możliwe, że… czy osobą na noszach był Chris ? Bardzo się bałam. Jaka była moja mina, kiedy po chwili wyszedł z domu ? Rzuciłam mu się na szyję, ściskając go najmocniej, jak tylko mogłam.
- Och… Chris, tak się bałam… - Wychlipałam.
- Wiem… ja też. – Objął mnie i oddał uścisk.
- Co się stało ? – Spytałam, kiedy już się trochę uspokoiłam i puściłam go z uścisku.
- Sam nie wiem, jak to się stało… to było tak nagle…. – Jąkał się cały czas.
- Spokojnie, już po wszystkim. Opowiedz po kolei, co się dzisiaj zdarzyło.
- Była 8:00 rano, spałem jeszcze. Nagle przyśniło mi się, że się duszę, wokół jest dym… otworzyłem oczy i było tak naprawdę. Zerwałem się z łóżka… pobiegłem do pokoju rodziców, ale ich tam nie było. Szukałem ich po całym domu. Okazało się, że byli w kuchni, mama próbowała ugasić ogień z ubrania taty... chciałem się do nich dostać, ale ogień otaczał ich dookoła.  Tata upadł na ziemię, chyba brakło mu tlenu… Ja też okropnie zacząłem kaszleć, więc wyszedłem na taras i zadzwoniłem po straż i pogotowie. Wszyscy bardzo szybko przyjechali… Strażacy skończyli zaraz przed twoim przyjściem, wkroczyło pogotowie… tata jest cały poparzony i nieprzytomny, ale mówili, że z tego wyjdzie.  Och, Mel… żebyś ty widziała, to co ja… - Z zaciśniętych powiek Chrisa spływały słone łzy. Chyba pierwszy raz przy mnie płakał. Ale w tym momencie mu się nie dziwiłam. Przytuliłam go do siebie.
- Zniszczenia są bardzo duże ? – Spytałam po chwili.
- Pół parteru… Remont potrwa prawdopodobnie parę tygodni. Póki nie ma jeszcze szkoły, będę musiał chodzić do pracy.
- A gdzie będziecie mieszkać ?
- Tego jeszcze nie wiem… - Odparł zrezygnowany.
- Mogę poprosić rodziców, żebyście zamieszkali na ten czas u nas. – Uśmiechnęłam się do niego.
- Doceniam to Mel, ale nie mogę o to prosić. To zbyt wielki kłopot…
- Och, jaki kłopot ! Rodzice zgodzą się na 100 % ! – Powiedziałam radośnie. Mam rzadką tendencję do dobrych pomysłów, ale ten wydawał mi się naprawdę świetny. Jeśli rodzice by się zgodzili, to nie byłoby żadnych problemów. Pani Mason zamieszkałaby w pokoju gościnnym, a Chris u mnie w pokoju. Jak pan Mason wyjdzie ze szpitala, to zamieszka razem z żoną. Mama zawsze narzekała, że nie ma z kim usiąść i pogadać. Teraz mogłaby każdą wolną chwilę spędzać z mamą Chrisa !
- Melanie, doceniam twoje starania i pomysły. Ten jest akurat bardzo dobry, jednak… to za dużo. Nie mogę cię o coś takiego prosić. – Również się uśmiechnął.
- Jesteś pewien ?
- Jak nigdy. Właściwie, to jest chyba jeszcze jedna rzecz, co do której jestem w tym momencie pewny. – Wyszczerzył zęby. Uniosłam brwi w geście zdziwienia.
- Jaka ?
- Kocham Cię. – Do oczu znów napłynęły mi łzy. Tym razem łzy szczęścia. Chris pierwszy raz w życiu powiedział mi, że mnie kocha. Może nie były to najcudowniejsze okoliczności, ani miejsce, ale liczy się przesłanie. Ujęłam jego twarz w ręce, a na ustach złożyłam czuły pocałunek. Oboje staraliśmy się włożyć w tą chwilę jak najwięcej miłości.
- Ja też Cię kocham. – Powiedziałam w końcu i przytuliłam się do niego. Spostrzegłam, że ludzie obserwujący to całe zamieszanie z pożarem, przysłuchiwali się nam i w tej chwili zaczęli bić brawa. Moje policzki przybrały niemal bordowy kolor. Mimo to, byłam szczęśliwa.
- Jedno pytanie nie daje mi spokoju… jak się dowiedziałaś o pożarze ? – Spytał mnie Chris.
- Nijak. To znaczy… szłam do ciebie, bo chciałam cię zaprosić na spacer, i w ogóle spędzić z tobą cały dzień. No i jak… - i w ten sposób opowiedziałam mu całą historię. Na koniec uśmiechnął się do mnie.
- Przepraszam, ale nie spędzimy dzisiaj dnia. Chyba muszę zająć się mamą. Bardzo to wszystko przeżywa… - Odparł i nagle posmutniał. Spuścił głowę.
- Jasne, rozumiem. Ale chociaż wieczorem daj znać, jak się trzymasz i jak się ma twoja mama. Koniecznie ją ode mnie pozdrów. – Uśmiechnęłam się.
- Jasne, przekażę. – Kąciki jego ust lekko uniosły się w górę, tworząc słaby, delikatny uśmiech.
- Do zobaczenia przy najbliższej okazji.
- Do zobaczenia. – Odparł i pocałował mnie na odchodne. Odwróciłam się i odeszłam. Ten dzień – pomimo nieprzyjemnej sytuacji Chrisa – był zbyt piękny, żeby przesiedzieć go w domu. Skierowałam się w stronę rynku. Doszłam w pół godziny. Droga z domu Chrisa tutaj wcale nie była krótka. Jednak to mnie nie zniechęcało. Mogłam sobie pospacerować. Doszłam do budki z jedzeniem i lodami i zamówiłam sobie granitę. Odwróciłam się, kiedy nagle ktoś we mnie wszedł i upaćkał mi całą koszulkę keczupem ! Czerwony sos bryznął mi w dodatku w twarz. No pięknie ! Zapowiada się dzień pełen nieszczęść !
- O Matko ! Sorry, nie… - tu nagle się zaciął. Jednak zaraz wrócił do rzeczywistości i dokończył. – chciałem. Nic ci nie jest ? – Popatrzył na mnie ze współczuciem. Keczup trafił mi w prawe oko, więc nie za bardzo widziałam sprawcę. Podał mi chusteczkę i przetarłam twarz. Tak naprawdę teraz zorientowałam się, że… że … że wpadłam na Shane’a.
- Nagle się mną zamartwiasz ?! – Wysyczałam wściekle przez zaciśnięte zęby. Nadal czułam do niego głęboką urazę za to, co mi zrobił. Nie spotkałam go od czasu naszego zerwania. Szybko wyciągnęłam dolara z kieszeni spodenek, rzuciłam na blat, wzięłam granitę do ręki i odeszłam, zanim Shane cokolwiek jeszcze powiedział. Widocznie był mocno zdziwiony moją reakcją, ale ja nie miałam ochoty ucinać sobie pogawędki z byłym chłopakiem. Naprawdę go kochałam, a on tak po prostu mnie zdradził. NIE ! Dosyć ! Nie będę się dzisiaj zamartwiać tym dupkiem. Popatrzyłam w lustro przy jednym stoisku z kapeluszami. Wyglądałam okropnie ! Na prawym policzku nadal miałam mnóstwo keczupu. Natomiast na bluzce pozostała jedna, wielka, czerwona plama. Nawet się zaśmiałam na swój widok. Wyglądałam bynajmniej dziwnie. Spytałam sprzedawcy owego stoiska, czy nie ma przypadkiem chusteczek. Ku mojemu szczęściu miły pan miał przy sobie kilka i oddał mi je. Podziękowałam i stanęłam prosto przed lustrem, by usunąć z twarzy resztki sosu. A co z koszulką ? Nie chce mi się wracać do domu, ale przecież nie będę chodziła taką plamą przez pół dnia ! W kieszeni miałam jeszcze trochę pieniędzy, więc postanowiłam kupić sobie nową bluzkę. Chodziłam tak pomiędzy stoiskami i szukałam odpowiedniego ubrania dla siebie. Jednak niewiele rzeczy podpadało mojemu gustowi, a jeśli już takie były, to dużo kosztowały. Zrezygnowana podeszłam do stoiska, przy którym nikogo nie było i wybrałam zieloną
bokserkę która na plecach przybierała kształt motylka. Rozglądnęłam się, jednak nigdzie nie zauważyłam sprzedawcy. Zawołałam nawet dwa razy, ale nikt się nie pojawił. Już miałam odchodzić, kiedy nagle…
- Hej piękna ! – Usłyszałam i gwałtownie się odwróciłam. Za stoiskiem stał uśmiechnięty chłopak, wyglądający na kogoś w moim wieku. Szatyn miał piękne, głęboko niebieskie oczy, wyglądające niemal, jak ocean. Był także posiadaczem niezwykłej urody i pięknego głosu. – Padłaś ofiarą keczupowej zasadzki ? – Zaśmiał się i puścił w moją stronę oczko. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wpatruję się w niego, jak jakaś dziwaczka i w dodatku z tą wielką plamą na bluzce. Na mojej twarzy pojawił się niespodziewany rumieniec.
- To był nieplanowany zamach. – Po chwili oboje śmialiśmy się z tych słów. Kurczę, co mi przyszło do głowy z takimi tekstami ? – Ile ta koszulka ? – Pokazałam na wcześniej już upatrzoną bokserkę.
- Dla takich ślicznych panienek i w dodatku ofiar keczupowej wojny… - Wyszczerzył zęby. – Za darmo.
Moja mina mówiła wszystko. Byłam jednocześnie zmieszana, wesoła, zdziwiona i zmęczona tą jakże dziwaczną konwersacją.
- No dobra… a tak na serio ? – Uśmiechnęłam się.
- Ja mówię na poważnie ! Jest twoja. – Podał mi koszulkę do ręki i oddał uśmiechem.
- Ale ja przecież mogę zapłacić ! Ile się należy ? – Minę miał teraz poważną, co oznaczało, że nie żartował z tą koszulką.
- Już powiedziałem. Dla takich ładnych pań za darmo.
- Uwierz mi, lub nie, ale nie jestem jedyną, jak to ty twierdzisz „panienką” w Londynie. Gdybyś ładnym dziewczynom oddawał koszulki za darmo, to prawdopodobnie zbankrutowałbyś po… najwyżej pół godzinie. – Wyszczerzyłam zęby. Och, ta moja skromność…
- Może i masz rację, ale nie każda ładna panienka jest ofiarą keczupowej zasadzki. – Zażartował. Szczerze mówiąc… trochę już mnie irytowała ta rozmowa. Miałam na sobie brudną bluzkę i źle się czułam w tym miejscu i tym ubraniu. Chciałam jak najszybciej się przebrać, a ten typ nie chciał mi sprzedać tej bokserki !
- Słuchaj.. ja nie mama dzisiaj ochoty na żarty. Mógłbyś łaskawie powiedzieć, ile kosztuje ta cholerna bokserka ? – Spytałam w końcu.
- Pod jednym warunkiem… - Uśmiechnął się szeroko.
- Jakim znowu ?
- Dasz się zaprosić na spacer ? – W jego oczach można było dostrzec błysk triumfu. Miałam największą ochotę pójść sobie z tego miejsca i od tego dziwaka, a tu jeszcze ten spacer…  Co prawda, mogłam odejść i kupić bluzkę na innym stoisku, ale dzisiaj nie było zbyt dużego problemu. A zresztą… co mi szkodzi. Jeden spacer, to nie koniec świata. Po chwili namysłu w końcu odpowiedziałam.
- No dobrze... – Wyszczerzył zęby. Ja natomiast uśmiechnęłam się.
- 7 dolarów się należy. – Odparł. Wyciągnęłam z kieszeni pieniądze i podałam mu. Bluzkę natomiast wzięłam do ręki.
- Poczekaj na mnie, za chwilę wrócę. Pójdę się przebrać do łazienki. – Już miałam pójść w stronę toalety, kiedy nagle usłyszałam głos sprzedawcy.
- Jak dla mnie, to spokojnie mogłabyś przebrać się tutaj. – I znów wyszczerzył zęby.
- A każdą klientkę tak namawiasz do kupna ubrań ? – Zapytałam się i zaśmiałam.
- Tylko te wyjątkowe. – Na tę odpowiedź wywróciłam oczami i poszłam do łazienki. Szybko ubrałam nowy nabytek, a ubrudzoną bluzkę wytarłam jeszcze chusteczką, żeby nie zabrudziła mi torby i schowałam. Potem wyszłam i skierowałam się w stronę stoiska, gdzie przed chwilą stał ten chłopak. Znów go nie było. Czy on naprawdę nie boi się, że ktoś podejdzie do stoiska i po prostu zakosi jakieś ubranie ?
- Heej, już jestem ! – Krzyknęłam , ale odpowiedziała mi głucha cisza. Stałam tak jeszcze jakieś 3 minuty i rozglądałam się za sprzedawcą, jednak nikt nie przychodził. Zrezygnowana odeszłam od stoiska i poszłam dalej. Z jednej strony czułam lekkie wyrzuty, bo obiecałam temu przystojniakowi spacer, ale z drugiej… to w końcu on się nie pojawił ! Nie powinnam się tym martwic.
- Nie ładnie to tak uciekać ! – Ktoś złapał mnie za nadgarstki i szepnął mi te słowa do ucha. Podskoczyłam aż ze strachu i cicho pisnęłam. Odwróciłam się i ujrzałam rozbawionego chłopaka, z którym miałam iść na spacer.
- Nie ładnie to tak straszyć ludzi ! – Powiedziałam trochę rozzłoszczonym głosem, ale po chwili uśmiechnęłam się. – Nie ładnie też nie stawiać się o umówionej prze ! – Odparłam i wystawiłam język. Ruszyłam przed siebie. Szatyn dorównał mi kroku.
- I tu cię mam, kotku. Nie ustalaliśmy dokładnie, kiedy mamy się spotkać. – Wyszczerzył zęby.
- Mam na imię Melanie, a nie kotek ! Och, gdyby mój chłopak cię usłyszał, to zapewne miałbyś w tym momencie ładne limo pod okiem. – Zaśmiałam się na swoje słowa. Specjalnie wypowiedziałam to drugie zdanie, żeby zrozumiał, że nie ma po co ze mną flirtować.
- Zrozumiałem przekaz, kotku. – Specjalnie powiedział to ostatnie słowo. – Nie mam zamiaru psuć wam związku przez głupie flirty. Zrozumiałem także, że nie masz na imię kotek. Tak w ogóle, to jestem Toby. – Uśmiechnął się i podał mi rękę. – Masz może jakieś zdrobnienie imienia, czy nadal mam mówić do ciebie „kotku” ? – W jego głosie dało się usłyszeć nonszalancję.
- Znajomi mówią mi Mel. – Odparłam i uśmiechnęłam się na wspomnienie o tym skrócie.
- Mel… - Powtórzył krótko i zamyślił się.
- Stało się coś ?  - Popatrzyłam na niego poważnie. Mina mu nagle zrzedła.
- Nie, nie. – Nagle odzyskał dawny humor, jednak jego oczy mówiły co innego.  Znajdował się w nich ból, nieszczęście…
                Toby okazał się być całkiem spoko. Zabawny, uroczy, miły, przyjacielski, pomocny. Czułam, że pomimo krótkiego okresu naszej znajomości mogę powiedzieć mu wiele rzeczy, których jakoś do tej pory nie miałam okazji nikomu opowiedzieć. Poszliśmy do przyjemnej kawiarenki, a potem na plażę na spacer. Świetnie się bawiłam. Spędziłam z tych chłopakiem niemal cały dzień. Wieczorem, kiedy wróciłam do swojego domu, zadzwoniłam do Chrisa. Powiedział mi, że jego ojciec jest w śpiączce, ale „wyliże się”. Ulżyło mi trochę po tych słowach, bowiem naprawdę bałam się o pan Masona, jak o własnego tatę. Potem poszłam do łazienki, wzięłam długą kąpiel, ubrałam piżamę, wyszorowałam zęby, po czym wróciłam do pokoju. Była dosyć wczesna pora, 21:00. Włączyłam laptopa. Zanim się obejrzałam, była już 0:55. Jeju, nie wiedziałam, że filmy tak wciągają ! Z resztą byłam już zmęczona, więc przymknęłam klapę komputera i ułożyłam się do snu. Myślałam o wielu rzeczach. Jednak jedna nie dawała mi spokoju… Jakim cudem w domu Chrisa wybuchł pożar ? To chyba była nieodgadniona zagadka. Zanim się obejrzałam, oddałam się w objęcia Morfeusza.
 

Obudził mnie poranny gwar i rozmowy… zaraz, zaraz ! Gwar ? Rozmowy ? Przecież jestem w domu sama… Rodzice ! Zerwałam się na nogi, zarzuciłam i pobiegłam na dół. To niby były tylko dwa dni, ale mimo wszystko stęskniłam się za moimi staruszkami…
- Cześć wam ! – Krzyknęłam uradowana, po czym uścisnęłam oboje.
- Dzień dobry, córciu. A co ty, już nie śpisz ? – Spytała mama ?
- Ach, pewnie cię obudziliśmy ? – Speszył się tata. Widząc jego minę, mimowolnie uśmiechnęłam się. To była po prostu mina niewinnego szczeniaczka.
- Nie szkodzi – Wyszczerzyłam w ich stronę zęby.
- Opowiadaj, jak tam na urodzinach ! – Zaproponował tata, a w jego oczach dało się zauważyć radosne iskierki.
- Pierw wy ! Wyjazd udany ?
- Siadaj, opowiemy ci wszystko… - I w ten właśnie sposób spędziłam przyjemnie poranek w towarzystwie rodziców.