niedziela, 6 października 2013

Rozdział 34



  
                To już dzisiaj. Już dzisiaj naprawdę poznam mojego brata. Okropnie się boję. Tata powiedział wczoraj mi i mamie, że Mathew wpadnie do nas na obiad. Jak mam się zachowywać ? Być na niego zła, czy może szczęśliwa, że się znalazł ? Jak się z nim przywitać ? Przytulić się do niego, czy podać mu tylko rękę ? Nie miałam pojęcia, co zrobić. Czas wszystko pokaże. Siedziałam właśnie w moim pokoju, przed biurkiem, słuchając muzyki. Ubrana byłam w fioletową sukienkę do kolan, na grubych ramiączkach, z niewielkim dekoltem. Na nogach miałam niewysokie koturny. Zastanawiałam się, po co się tak wystroiłam ? Może chciałam zrobić dobre wrażenie na tym chłopaku ? Ciekawiło mnie też, dlaczego on uciekł. Nie tylko ja chciałam usłyszeć prawdę. Bardzo wyraźnie słyszałam stukanie obcasów mamy po podłodze. Chodziła po domu, co oznaczało, że się denerwowała. Postanowiłam zejść na dół i dodać jej jakoś otuchy. To spotkanie po 16 latach wcale nie będzie łatwe. Schodząc po schodach zauważyłam tatę. Siedział na kanapie, był rozluźniony. Nie denerwował się zapewne tylko dlatego, że wczoraj się widział z Mathew. Albo udawał. Mama wyglądała bardziej naturalnie co do tej sytuacji. Latała po całym domu sprawdzając, czy wszystko jest idealne. I takie było. Dom lśnił czystością, jak nigdy. Wszystko było na sowim miejscu. Talerze były tak czyste, że można się w nich było przejrzeć.
- Mamo, spokojnie. – Powiedziałam podchodząc do mojej rodzicielki. Ubrana była w szaro-czarno-białą sukienkę do kolan, z rękawami ¾. Włosy miała upięte w wysokiego, stabilnego koka. Na nogach nosiła wysokie, czarne szpilki. – Zobaczysz, że wszystko będzie Ok.
- A jeśli mu się coś nie spodoba ? – Zapytała mama. Była bliska płaczu.
- Zobaczysz, że wszystko tutaj mu się spodoba.
- Kochanie, Mel ma rację. Nie musisz się tak denerwować. Uspokój się, usiądź i poczekajmy wszyscy na Mathew. – Odezwał się tata. Czyli nie udawał. Naprawdę był rozluźniony i spokojny.
- A która już godzina ? – Wypaliłam nagle, zanim ugryzłam się w język. To pytanie znów sprawiło, że mama wstała i poszła do kuchni sprawdzić, czy przypadkiem kurczak się nie spalił lub czy upiecze się na czas, którego zostało już niewiele.
- 17:55. Za pięć minut poznasz swojego brata. – Uśmiechnął się do mnie ciepło. Oddałam uśmiech i pogrążyłam się w myślach. Głupia nie jestem. Wiem, że uciekł przeze mnie. Jak się teraz zachowa ? Będzie patrzył na mnie z odrazą ? Zanim się zorientowałam, mama biegła już by otworzyć drzwi, bo właśnie ktoś zadzwonił. Tata też wstał i skierował się do drzwi. A ja… ja się bałam tam iść. Po prostu.
- Mel ! – Krzyknął tata. To oznaczało, że muszę tam pójść. Wstałam więc i powoli skierowałam się w stronę przedpokoju. Stali tam tata, mama i on. Wysoki, kruczoczarny mężczyzna, o stalowych oczach, ubrany w garnitur, trzymający w ręku bukiet róż w kolorze maliny. Skąd wiedział, że to moje  ulubione ?
- Witaj Melanie. – Odpowiedział Mathew i uśmiechnął się. Potem podszedł i wręczył mi kwiaty.
- Cześć Mathew. Dziękuję za kwiaty, nie trzeba było. Oddałam niepewnie uśmiech. Popatrzyłam na mamę. Była cała zapłakana, ale to pewnie łzy szczęścia. W ręku trzymała podobny bukiet, tyle że większy i składający się z czerwonych róż.
- Zapraszamy. – Powiedział nagle tata i gestem zaprosił wszystkich do jadalni, gdzie mama pięknie przygotowała stół.
                Obiad trwał do godziny 20:00. Moim zdaniem było trochę za bardzo oficjalnie. Najpierw gadka o tym, dlaczego Mathew uciekł (oczywiście zbajerował rodziców i nie mówił prawdy w mojej obecności), a potem wspominanie wspólnych lat. Dzisiaj to on był tematem nr. 1. Już wiem, jak się czuł, kiedy się urodziłam i dlaczego uciekł. To całkiem zrozumiałe. Dzisiaj jakoś nie pasowałam do tego towarzystwa. Dlatego też racjonalnie myśląc powiedziałam :
- Przepraszam, ale chyba was opuszczę. Nie czuję się najlepiej. – Uśmiechnęłam się lekko.
- Co się stało kochanie ? – Zapytała łagodnie mama.
- To po prostu zmęczenie. Pójdę już do siebie. – Skłamałam. Wstałam i bez słowa udałam się do swojego pokoju. Tylko o tym marzyłam. Mathew starał się być miły i całkiem mu to wychodziło. Nie należy do najgorszych. Ale mam wrażenie, że jakichś specjalnych kontaktów utrzymywać nie będziemy. Przebrałam się, a następnie poszłam wziąć prysznic. Do pokoju wróciłam po 15 minutach. Usiadłam na łóżku i zaczęłam rozczesywać długie już włosy, które odziedziczyłam po mamie. Usłyszałam pukanie do mojego pokoju.
- Proszę ! – Powiedziałam głośniej, aby mój gość usłyszał. To był Mathew. Jeszcze jego tu brakowało… Nigdy tego nie próbowałam, ale mam obawy, że rozmowa z zaginionym bratem sam na sam nie wróży nic dobrego…
- Nie przeszkadzam ? – Zapytał Mat, wchodząc do pokoju i rozglądając się po nim.
- Nie. – Wymusiłam na sobie uśmiech. – Siadaj. – Wskazałam na fotel od biurka.
- Ładny pokój. Masz ciekawy gust. – Uśmiechnął się.
- Dzięki. Nie zmieniałam tu nic od jakichś 5 lat.
- To szmat czasu. Może mógłbym ci pomóc jakoś go odnowić ? – Zapytał z nutą nadziei w głosie. Po prostu chciał się zbliżyć. To naturalne.
- Nie myślałam jeszcze nad odnową, ale jeśli już, to na pewno dam ci znać. – Uśmiechnęłam się blado.
- Okej. – Zaśmiał się. – Czemu tak szybko poszłaś z jadalni ? Chyba nie za bardzo przypadłem ci do gustu, co ? – Zapytał całkiem poważnie. To był sarkazm, czy oburzenie ?
- Nie, skądże. Mówiłam już, że po prostu źle się poczułam. – Ta rozmowa nie podobała mi się ani trochę, ale przecież nie mogę go stąd wygonić.
- Mel, nie okłamujmy się, dobrze ? Powiedz mi szczerze, proszę. – Był całkiem spokojny. Chyba nadchodzi godzina szczerości.
- No dobrze. Po prostu nie miałam ochoty tam siedzieć. – Powiedziałam, a na moje policzki wpłynęły rumieńce wstydu. 
- Znam to uczucie, kiedy się jest omijanym. – Odparł i zamyślił się. – Oczywiście o nic takiego mi nie chodziło, broń Boże ! Po prostu… stęskniłem się za rodzicami, a oni za mną i chcieliśmy pogadać. Zauważ, że chciałem jakoś wspomnieć o tobie, ale rodzice zaraz cię odcinali od tematu, zmieniając go. – Rzeczywiście, mówi prawdę, pomyślałam. – Porozmawiajmy szczerze, proszę.
- Czemu uciekłeś z domu ? Ja byłam powodem ? – Wypaliłam prosto z mostu. Nie chciał, żebym owijała w bawełnę, to teraz ma.
- Po części ty. Jak mama była w ciąży, to w ogóle razem z tatą nie mieli dla mnie czasu. A jak się urodziłaś, to byłem powietrzem. Teraz wiem, że głupio postąpiłem i że mogłem zrobić całkiem inaczej. Przykro mi… - Spuścił głowę. Był ze mną taki szczery… Bez zastanowienia wstałam, podeszłam do niego i przytuliłam. Z oczu popłynęły mi łzy. Ale nie były to łzy smutku, a raczej szczęścia. Szczęścia, że wrócił, że go mam.
- Czemu nigdy się nie ujawniłeś ? Czemu nigdy nie napisałeś listu ? – Zapytałam. Chciałam wiedzieć wszystko.
- Kiedy odchodziłem, to zostawiłem małą karteczkę z tekstem, żeby rodzice mnie nie szukali. Nie pisałem, bo bałem się, że mnie znajdą  i ukarzą.
- Więc czemu postanowiłeś wrócić ? – Zapytałam. Siedziałam teraz na podłodze „po turecku”. Mat zszedł z fotela i usiadł koło mnie.
- Tęskniłem. Byłem ciekaw, jak przyjmą mnie rodzice, jak ty mnie przyjmiesz, jaka jesteś i czy będzie, jak dawniej.
- I co wyszło z tej twojej ciekawości ? Odpowiedziałeś sobie już na te pytania ?
- Po części. – Uśmiechnął się.
- To znaczy ? – Nie za bardzo zrozumiałam.
- Rodzice przyjęli mnie z miłością. Byli szczęśliwi, że wróciłem. Po części było dzisiaj tak, jak dawniej. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, byliśmy RAZEM. Jaka jesteś, to nie trudno powiedzieć. Śliczna, – tu się zarumieniłam – inteligentna, mądra, uśmiechnięta. Mógłbym gadać tak cały wieczór. Ale zostało mi jeszcze jedno pytanie. Zaakceptowałaś mnie ? – Popatrzył na mnie z nadzieją w oczach.
- A jak ci się wydaje ? – Zaśmiałam się. On naprawdę wydawał się być przestraszony. – No raczej, że tak ! – W tej chwili Mathew ze szczęścia wstał i wziął mnie na ręce, po czym zakręcił wokół własnej osi. Chyba bardzo zależało mu na moim zdaniu i akceptacji.
- Gratuluję, uczyniłaś mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi ! – Oboje tak się śmialiśmy, że aż rozbolały nas brzuchy.
- Jak na 26-latka to bardzo dziecinny jesteś braciszku ! – Odparłam i zaśmiałam się znowu.
- Ty też siostrzyczko, jak na szesnastkę ! – Naprawdę uczyniłam go szczęśliwszym człowiekiem. Zachowuje się teraz całkiem inaczej. Myślę, że będziemy się świetnie dogadywać i na pewno utworzymy jeszcze szczęśliwą rodzinkę.
- A co tu tak głośno ? – Nagle do pokoju wpadli rodzice, równie uśmiechnięci.
- Ach, tak tylko nadrabiamy 16 lat. – Zaśmiał się Mathew. Po tej uwadze wszyscy zaczęli się śmiać.
- Mat, może zostaniesz u nas dzisiaj ? – Zapytała mama.
- Mógłbym ? – Zapytał całkiem poważnie.
- Przecież to także twój dom, synu. – Odparł tata.
- Melanie, co ty na to ? – Zapytał mnie Mathew. Czy to nie aby przypadkiem przeze mnie uciekł z domu, a teraz pyta mnie, czy może w nim zostać ?
- Byłoby fajnie. – Uśmiechnęłam się. 
- W takim razie… zostaję. A gdzie mogę spać ? – Spojrzał na mamę.
- Twój pokój cały czas na ciebie czeka. – Powiedziała nasza rodzicielka.
- Jej.. jak ja dawno tam nie byłem… - Zamyślił się Mathew.
- No to idziemy odwiedzić twoje stare kąty ! – Zaśmiałam się.
- A ty widziałaś kiedykolwiek mój pokój ? – Zapytał Mat i uśmiechnął się.
- Tak właściwie, to nie. Nie wiem nawet, gdzie się znajduje .. zaraz, zaraz… to nie jest przypadkiem ten pokój na końcu korytarza ? – Popatrzyłam najpierw na rodziców, a potem na brata. Brat… jakie to dziwne słowo. Jeszcze nigdy go nie używałam. Chyba trzeba będzie się przyzwyczaić.
- Właśnie ten. No to idziemy ! – Odparł Mathew. Wyszliśmy wszyscy z mojego pokoju i skierowaliśmy się na koniec korytarza, do pokoju, w którym nie miałam okazji jeszcze nigdy być.
- Kochanie, a gdzie jest kluczyk ? – Zapytał tata mamę. Ta popatrzyła jak osłupiała.
- Ja go nie mam…
 - Ale ja tak. – Odezwał się Mathew, po czym wyciągnął z prawej kieszeni spodni mały kluczyk i otworzył nim drzwi. Weszliśmy wszyscy do przestronnego pokoju. Ściany miał koloru brązowego. Był urządzony dziecinnie. Pod oknem stał otwarty kufer z zakurzonymi zabawkami. Po lewej od wejścia stało jednoosobowe łóżko z niebieską pościelą w samochody. Po prawej wisiało lusterko, a nieopodal znajdowało się biurko. W rogu, po lewej od łóżka stała szafa trzydrzwiowa, natomiast po prawej artykuły malarskie – paleta, płótno i mnóstwo farb.
- Minęło 16 lat, a czuję się, jakbym się pakował do tej wielkiej ucieczki wczoraj… - Odparł Mati.
- Nie powiem, masz gust. – Uśmiechnęłam się do brata.
- Teraz to trzeba tu porządnie posprzątać. Mat, jeśli możesz, to posiedź teraz u Mel lub w salonie. Ja tutaj ogarnę i za niedługo możesz tu przyjść. Dobrze ? – Zapytała mama Mata, ale zanim odpowiedział, odezwałam się ja :
- Zapraszam do siebie. Musisz mi w końcu opowiedzieć o 16 latach swojego życia ! Podobno byłeś we Francji ? – Zapytałam. Szczerze mówiąc, uwielbiałam Paryż, mimo, że nigdy tam nie byłam. To miasto z opowieści w szkole lub Internecie wydawało się tętnić życiem. A mnie takie miasta inspirują.
- Tak, uczę się tam. Chodzę do szkoły malarskiej… -  Przeszliśmy do mojego pokoju. Mathew opowiadał mi o szkole malarskiej. Z tego, co mówił, to naprawdę jest uzdolniony. Podziwiam go za to. - … i postanowiłem rzucić tą szkołę.
- Ale nie rozumiem, czemu ? Przecież naprawdę masz talent. Jak chcesz sobie zapewnić przyszłość ? – Zapytałam.
- Nie zapominajmy, że ukończyłem już studia malarskie. Pracę znajdę bez jakichś większych trudności.
- A gdzie chcesz pracować ?
- Podpisałem kontrakt.
- Nie rozumiem…
- We Francji poznałem taką dziewczynę. Też jest z Anglii. Spotykaliśmy się trochę i mówiła mi, że poszukuje młodych artystów, którzy zapełniliby swoimi obrazami lub rzeźbami jej galerię sztuki. Zgłosiłem się do niej, podałem jej SV. Była bardzo zaciekawiona moim życiorysem. Pokazywałem jej swoje dzieła, które namalowałem we Francji i była zachwycona. Stwierdziła, że koniecznie muszą znaleźć się w jej galerii w najbliższym czasie. Spisaliśmy umowę i tak gdzieś w Styczniu wylatuję na kilka tygodni do Francji na otwarcie galerii i to wszystko związane z moim autorstwem i wystawą.
- Gratuluję. – Uśmiechnęłam się. Nie sądziłam, że mój brat może mieć taki talent.
- A ty ? Czym się interesujesz ?
- Myślałam nad przyszłością z matematyką. Chciałabym uczyć w szkole.  
- I gdzie wybrałaś się do szkoły ?
- Do liceum. Jakieś 15 minut drogi stąd. A co do tej twojej koleżanki, z którą się spotykałeś we Francji… - Zaczęłam i zaśmiałam się. Chyba nie było trudno się domyśleć, o co mi chodzi. 
- To nie to, o czym myślisz ! – Powiedział ale też zaczął się śmiać.
- Masz dziewczynę ? – Zapytałam całkiem poważnie.
- Mało powiedziane. – Odparł i wyszczerzył zęby.
- Jak to ? – Spytałam zdziwiona.
- Ja mam narzeczoną, a ty najprawdopodobniej zostaniesz ciocią. – Byłam tak zaskoczona i zarazem szczęśliwa. Rzuciłam mu się na szyję.
- Gratuluję Mat ! – Powiedziałam i uściskałam go.
- Dzięki młoda. Haha, ja też się cieszę. – Po tym oboje zaczęliśmy się śmiać. – A jak u ciebie ? Masz już swojego narzeczonego ? – Uśmiechnął się.
- Moooże. – Oddałam uśmiech.
- No, tylko żebym to ja nie został wujkiem ! – Ten wieczór był niemal idealny. Na początku się bałam i to cholernie. A Mathew wydaje się być najlepszym bratem pod słońce, jakiego można sobie tylko wymarzyć. To wspaniałe. Oboje się rozumiemy.
- Spokojnie. – I znów kolejny napad śmiechu.
- Opowiedz mi o sobie ! – Wpadł na pomysł Mat.
                Gadaliśmy tak do późnej nocy. O 1:00 Mathew wyszedł z mojego pokoju i udał się do siebie. Ja natomiast położyłam się. Zasnąć nie mogłam, bo myśli zakrzątał mi mój nowy braciszek. Nie sądziłam, że już po pierwszym spotkaniu staniemy się dla siebie tacy bliscy. To mało prawdopodobne, a jednak prawdziwe. Musiałam wszystko Matowi opowiedzieć : o Shanie, o Chrisie, o Rose, o Susan, o Patricku, o dzieciństwie, o mojej podstawówce oraz gimnazjum, o wakacjach. Było tyle tematów do obgadania… Na kolacji Mati powiedział rodzicom, że zostaną dziadkami. Nawet tata wzruszył się ze szczęścia. O mamie chyba nie muszę za dużo mówić : to oczywiste, że łzy jej poleciały z oczu. Ten dzień był wyjątkowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz