Mijały dni, tygodnie. Czas płynął tak niespodziewanie
szybko. Wszystko układało się świetnie. Melanie wydawała się być najszczęśliwszą
osobą na świecie. Prawie codziennie spotykała się z Rose i Susan. Na brak
spotkań z Chrisem także nie mogła narzekać. Układało im się coraz lepiej. Mieli
za sobą nawet swój pierwszy raz. Tego dnia brunetka była bardzo przygnębiona. Na
dworze było dosyć chłodno, jak na sierpniową pogodę. Właśnie dowiedziała się,
że zmarła jej ukochana ciocia. Nic nie mogło poprawić już tego dnia, a tu nagle…
ktoś zapukał do drzwi jej pokoju. Zdziwiona Mel wstała i otworzyła drzwi. To, co
zobaczyła, wyrwało ją ze smutku. Za drzwiami stała jakaś osoba z bukietem
pięknych kwiatów, które zasłaniały twarz gościa. Dziewczyna wytrzeszczyła oczy,
jednak po chwili kąciki jej ust uniosły się wysoko w górę, tworząc piękny,
szczery uśmiech. Właścicielem tego bukietu był nie kto inny, jak Chris. Pocałował
ją namiętnie w usta, po czym wręczył podarunek. A był to prezent z okazji ich
miesięcznicy. Jejku – pomyślała – jak ten czas szybko leci. Chris rozsiadł się
wygodnie na jej łóżku. Dziewczyna dosiadła się do niego i po prostu zaczęli rozmawiać.
Coraz bardziej intymne tematy nie sprawiały im żadnego zakłopotania, czy
skrępowania… I w ten oto sposób ukochany Mel został u niej na noc.
♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~
♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥
Ale ten czas szybko leci. – Myślałam. - To już ostatni tydzień wakacji. Za
te siedem dni pójdę do nowej szkoły, poznam nowych ludzi. A każda chwila
sprawia, że młodsza się nie robię. Szczerze mówiąc… boję się trochę dorosłości.
Nigdy nie wiadomo, co się może stać. Jeśli zrobię coś, o czym myślę, że jest
zgodne z prawem, a wcale tak nie jest, to dostaję za to karę i ponoszę konsekwencję.
Zapewne wyprowadzę się z domu, zdobędę pracę, a wtedy nawet nie będę miała
czasu, by myśleć o dzieciństwie i wszystkich rzeczach z nim związanych. Zostało
mi trzy lata, zanim stanę się pełnoletnia. Chyba dobrze muszę wykorzystać ten
czas na różne głupstwa i zabawy, bo potem tak kolorowo to już chyba nie będzie.
Ale dzisiaj nie będę o tym myśleć. Trzeba żyć chwilą, a w końcu w życiu piękne
są tylko chwile. Wzięłam dżinsową kurtkę i zeszłam na dół. Miałam na sobie dzisiaj
czarne trampki do kostki, krótkie, różowe spodenki i białą bokserkę. Na dworze
świeciło słońce, ale wiał nieprzyjemnie zimny wiatr. W przedpokoju spał mój
ukochany piesek Toffik. Dawno nie
wychodziłam z nim na spacer.
- Mamo ! Wychodzę z Toffim na spacer ! Wrócę za godzinkę ! – Krzyknęłam, ponieważ nie wiedziałam, gdzie znajdowała się moja rodzicielka.
- Dobrze, tylko weź ze sobą kurtkę ! – Głos ten dobiegał z kuchni. Mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie.
- Już ją na sobie mam ! – Krzyknęłam znów i wyszłam z domu, zapinając smycz na obroży mojego psiaka. Uwielbiam Toffika. Jest rasy shih tzu, co oznacza, że ma długie futerko. Jednak nie takie, jak u dorosłych psów, czyli do ziemi. Jego jest jeszcze dosyć krótkie, ponieważ ma tylko rok. Rozmyślałam o tym, jak to znalazł się w moim posiadaniu. W schronisku było naprawdę dużo psów i wszystkie były równie śliczne, co on. Już nawet wybrałam sobie Beaglea, gdy nagle w oczy rzucił mi się śliczniutki, czarny szczeniaczek, siedzący w ostatniej klatce. Wiedziałam, że będzie mój.
Szłam sobie chodnikiem, kierując się w stronę lasku z rzeczką, gdzie zawsze chodzę na spacery. Byłam pogrążona w myślach, gdy nagle na kogoś wpadłam i upadłam na ziemię. Odchyliłam głowę, aby nie uderzyć nią o zimny beton, lecz nagle czyjeś ręce złapały mnie w ostatnim momencie, amortyzując upadek. Otworzyłam oczy. Siedziałam na betonie, a mój pies wyrwał mi się z uścisku i w strachu uciekł. Popatrzyłam się w górę. Zauważyłam przed sobą ciemnoskórego chłopaka, o stalowoszarych oczach. Na pierwszy rzut oka miał bardzo groźną minę, ale jak mu się lepiej przyjrzało, to prezentował się wiele lepiej.
- Uważaj, jak łazisz. – Powiedział mocny głosy wydobywający się z jego ust. Zmierzył mnie wzrokiem i odszedł. Obejrzałam się za nim, ale zaraz znikł za zakrętem. Ten typ był wyraźnie przybity. Wcale nie wyglądał na szczęśliwego człowieka. Wzruszyłam sama do siebie ramionami i wstałam. Skierowałam się w stronę, gdzie jeszcze tak niedawno uciekał Toffik. Zawołałam kilka razy jego imię, ale nic się nie wydarzyło. No to pięknie ! Ciekawe jeszcze, dlaczego uciekł. Przecież nic takiego się nie stało, co by go mogło wystraszyć. Poszłam do lasku. Tam zawołałam jeszcze kilka razy jego imię. Po trzech minutach odpowiedziało mi szczekanie. Odetchnęłam z ulgą. Jednak nic mu nie jest, pomyślałam. I rzeczywiście, jak znalazłam Toffika, był cały i zdrowy. Czaił się pod jednym z drzew i trząsł niesamowicie.
- Ej, piesku, co ci jest ? – Spytałam go, ale Toffi, zamiast odszczekać mi radośnie, odsunął się do tyłu i pisnął cichutko. Aż wytrzeszczyłam oczy ce zdziwienia. Nigdy się tak nie zachowywał ! Podeszłam do niego, tym razem się nie odsunął. – Spokojnie Toffik, nic ci przecież nie zrobię. – Pogłaskałam go po główce i wzięłam na ręce. Na szczęście już nie drżał. Zastanawiało mnie, co mogło wywołać u niego taką panikę. A może to miało jakiś związek z tym chłopakiem ? Może to on był poprzednim właścicielem Toffika ? A może on coś zrobił temu bezbronnemu psiakowi ? Te myśli kłębiły się w mojej głowie aż do powrotu do domu. P ostawiłam pupila na ziemi i skierowałam się do kuchni, w celu napicie się czegoś. Mama siedziała przy stole i czytała gazetę.
- Hej, co tak wcześnie ? Mówiłaś, że wrócicie za godzinę ? – Zapytała zdziwiona mama, kiedy mnie zobaczyła.
- Tak, ale kiedy… - I opowiedziałam mamie całą historię z naszego spacerku. Kiedy byłam w trakcie opisywania tego chłopaka, mama wypuściła swój kubek z ręki. – Mamo ? Co ci jest ? – Zapytałam zmartwiona.
- N- nie, nie. Opowiadaj dalej. – Uśmiechnęła się blado, jednak dało się dostrzec, że uśmiech jest fałszywy. Zgodnie z prośbą, powiedziałam dalszą część historii. Mama cały czas była zdenerwowana.
- Mamo, czy ty znasz tego chłopaka ? – Zapytałam po dłuższej chwili milczenia.
- Ee.. oczywiście, że go nie znam. – Odpowiedziała szybko. Trochę za szybko. – Czemu przyszło ci to do głowy ?
- Bo jak o nim wspomniałam, to się zdenerwowałaś i dalej taka jesteś. – Powiedziałam i z niepokojem spojrzałam na mamę.
- Wydaje ci się córciu. – W jej głosie dało się usłyszeć panikę.
- A czemu ukrywasz przede mną prawdę ?
- Bo jest ona straszna. – Powiedziała i schowała twarz w ręce. Podeszłam szybko i przytuliłam ją, próbując dodać jej otuchy. Po jej policzkach spływały łzy.
- Proszę, powiedz mi prawdę. – Odparłam spokojnie. Na zewnątrz wyglądałam niewinnie, ale w środku czułam się tak, jakby jakaś niewidzialna ręka ściskała moje wnętrzności. Byłam równie zdenerwowana, co mama.
- No bo ch-chodzi o t-to, że… ten chłopak, którego opisywałaś, to m-mógł być twój b-brat. – Wyszlochała.
- Mamo ! Wychodzę z Toffim na spacer ! Wrócę za godzinkę ! – Krzyknęłam, ponieważ nie wiedziałam, gdzie znajdowała się moja rodzicielka.
- Dobrze, tylko weź ze sobą kurtkę ! – Głos ten dobiegał z kuchni. Mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie.
- Już ją na sobie mam ! – Krzyknęłam znów i wyszłam z domu, zapinając smycz na obroży mojego psiaka. Uwielbiam Toffika. Jest rasy shih tzu, co oznacza, że ma długie futerko. Jednak nie takie, jak u dorosłych psów, czyli do ziemi. Jego jest jeszcze dosyć krótkie, ponieważ ma tylko rok. Rozmyślałam o tym, jak to znalazł się w moim posiadaniu. W schronisku było naprawdę dużo psów i wszystkie były równie śliczne, co on. Już nawet wybrałam sobie Beaglea, gdy nagle w oczy rzucił mi się śliczniutki, czarny szczeniaczek, siedzący w ostatniej klatce. Wiedziałam, że będzie mój.
Szłam sobie chodnikiem, kierując się w stronę lasku z rzeczką, gdzie zawsze chodzę na spacery. Byłam pogrążona w myślach, gdy nagle na kogoś wpadłam i upadłam na ziemię. Odchyliłam głowę, aby nie uderzyć nią o zimny beton, lecz nagle czyjeś ręce złapały mnie w ostatnim momencie, amortyzując upadek. Otworzyłam oczy. Siedziałam na betonie, a mój pies wyrwał mi się z uścisku i w strachu uciekł. Popatrzyłam się w górę. Zauważyłam przed sobą ciemnoskórego chłopaka, o stalowoszarych oczach. Na pierwszy rzut oka miał bardzo groźną minę, ale jak mu się lepiej przyjrzało, to prezentował się wiele lepiej.
- Uważaj, jak łazisz. – Powiedział mocny głosy wydobywający się z jego ust. Zmierzył mnie wzrokiem i odszedł. Obejrzałam się za nim, ale zaraz znikł za zakrętem. Ten typ był wyraźnie przybity. Wcale nie wyglądał na szczęśliwego człowieka. Wzruszyłam sama do siebie ramionami i wstałam. Skierowałam się w stronę, gdzie jeszcze tak niedawno uciekał Toffik. Zawołałam kilka razy jego imię, ale nic się nie wydarzyło. No to pięknie ! Ciekawe jeszcze, dlaczego uciekł. Przecież nic takiego się nie stało, co by go mogło wystraszyć. Poszłam do lasku. Tam zawołałam jeszcze kilka razy jego imię. Po trzech minutach odpowiedziało mi szczekanie. Odetchnęłam z ulgą. Jednak nic mu nie jest, pomyślałam. I rzeczywiście, jak znalazłam Toffika, był cały i zdrowy. Czaił się pod jednym z drzew i trząsł niesamowicie.
- Ej, piesku, co ci jest ? – Spytałam go, ale Toffi, zamiast odszczekać mi radośnie, odsunął się do tyłu i pisnął cichutko. Aż wytrzeszczyłam oczy ce zdziwienia. Nigdy się tak nie zachowywał ! Podeszłam do niego, tym razem się nie odsunął. – Spokojnie Toffik, nic ci przecież nie zrobię. – Pogłaskałam go po główce i wzięłam na ręce. Na szczęście już nie drżał. Zastanawiało mnie, co mogło wywołać u niego taką panikę. A może to miało jakiś związek z tym chłopakiem ? Może to on był poprzednim właścicielem Toffika ? A może on coś zrobił temu bezbronnemu psiakowi ? Te myśli kłębiły się w mojej głowie aż do powrotu do domu. P ostawiłam pupila na ziemi i skierowałam się do kuchni, w celu napicie się czegoś. Mama siedziała przy stole i czytała gazetę.
- Hej, co tak wcześnie ? Mówiłaś, że wrócicie za godzinę ? – Zapytała zdziwiona mama, kiedy mnie zobaczyła.
- Tak, ale kiedy… - I opowiedziałam mamie całą historię z naszego spacerku. Kiedy byłam w trakcie opisywania tego chłopaka, mama wypuściła swój kubek z ręki. – Mamo ? Co ci jest ? – Zapytałam zmartwiona.
- N- nie, nie. Opowiadaj dalej. – Uśmiechnęła się blado, jednak dało się dostrzec, że uśmiech jest fałszywy. Zgodnie z prośbą, powiedziałam dalszą część historii. Mama cały czas była zdenerwowana.
- Mamo, czy ty znasz tego chłopaka ? – Zapytałam po dłuższej chwili milczenia.
- Ee.. oczywiście, że go nie znam. – Odpowiedziała szybko. Trochę za szybko. – Czemu przyszło ci to do głowy ?
- Bo jak o nim wspomniałam, to się zdenerwowałaś i dalej taka jesteś. – Powiedziałam i z niepokojem spojrzałam na mamę.
- Wydaje ci się córciu. – W jej głosie dało się usłyszeć panikę.
- A czemu ukrywasz przede mną prawdę ?
- Bo jest ona straszna. – Powiedziała i schowała twarz w ręce. Podeszłam szybko i przytuliłam ją, próbując dodać jej otuchy. Po jej policzkach spływały łzy.
- Proszę, powiedz mi prawdę. – Odparłam spokojnie. Na zewnątrz wyglądałam niewinnie, ale w środku czułam się tak, jakby jakaś niewidzialna ręka ściskała moje wnętrzności. Byłam równie zdenerwowana, co mama.
- No bo ch-chodzi o t-to, że… ten chłopak, którego opisywałaś, to m-mógł być twój b-brat. – Wyszlochała.
♥
~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥
(w tym samym czasie, przed budynkiem pracy pana Williamsa)
Pan Williams właśnie skończył pracę. Był poniedziałek, świeciło słońce,
jednak wiał wiatr. Dzisiejszego dnia 40-latek postanowił wybrać się do pracy
spacerem, by korzystać z ostatnich ciepłych dni tego miesiąca. Teraz wracał
sobie beztrosko do domu, w wyśmienitym humorze, ponieważ udało mu się dokonać dzisiaj
wiele transakcji. Jego praca wcale nie była łatwa. Miał za zadanie zachęcać klientów
do kupna domów. Musiał też z nimi jeździć w miejsca, gdzie znajdowały się owe
budynki, ale od tego miał auto służbowe. Teraz spacerował sobie spokojnie. Był
kilka ulic od domu, kiedy nagle go ujrzał. Zamarł. Stanął w miejscu i zamarł.
Nie wiedział, jak się zachowywać: podejść do niego i zacząć rozmowę, czy może udać
się w przeciwnym kierunku i zapomnieć o tym, że go spotkał ? Tak. Jakieś 50
metrów od niego, stał jego syn, Mathew Williams. Nie zmienił się za bardzo,
poza tym, że bardzo urósł. Czarna karnacja po dziadku, stalowe oczy i
kruczoczarne włosy po ojcu, ale za to usta i nos po matce. Był naprawdę przystojny.
Do wargi i do lewego ucha przyczepione miał kolczyki. Akurat był w koszulce na
ramiączkach, więc dobrze było widać jego mięśnie i wytatuowane ręce. Grzywka
opadała mu na czoło. Miał około 26 lat. Gdy był dziesięciolatkiem, uciekł z
domu. Przepadł, jak kamień w wodę. Szukała go policja chyba z całego kraju. I
nikt go nie znalazł. Aż do dzisiaj. Tego dnia stał sobie spokojnie na chodniku,
50 metrów od własnego ojca, rozmawiając spokojnie ze swoją sąsiadką. Sprowadził
się do Anglii dzisiaj rano. Był gotów w końcu ujawnić się przed rodzicami i
szczerze z nimi porozmawiać. Ten dom wynajmował, ponieważ w głębi ducha liczył,
że rodzice przyjmą go z powrotem. Nagle chłopak poczuł, że jest obserwowany.
Odwrócił głowę od koleżanki i spojrzał za nią. On także zamarł. Jego ojciec.
Sądził, że po pewnym czasie w końcu gdzieś się spotkają, ale nie wiedział, że
nastąpi to tak szybko ! Przeprosił sąsiadkę, mówiąc, że musi porozmawiać z tym
panem i wyminął ją, kierując się w stronę Oscara.
Pan Williams, widząc, że Mathew kieruje się w jego stronę, czuł, jak serce bije mu tak mocno, że zaraz wyskoczy. Nie widział go 16 lat i myślał, że nigdy już nie zobaczy. A tu taka niespodzianka…
Pan Williams, widząc, że Mathew kieruje się w jego stronę, czuł, jak serce bije mu tak mocno, że zaraz wyskoczy. Nie widział go 16 lat i myślał, że nigdy już nie zobaczy. A tu taka niespodzianka…
♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~
♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥
- Kto mógł być ? – Zapytam zdezorientowana.
- Twój brat. – Odpowiedziała trochę już spokojniejsza mama.
- Ale jak to mój brat ? Przecież ja nie mam brata ! – Byłam na skraju wytrzymałości. Ja mam BRATA ! Czemu nigdy nic o tym nie wiedziałam ? Jak oni mogli to przede mną ukrywać ? I dlaczego ja go nie pamiętam ? Czemu wyprowadził się z domu ? W tej chwili okropnie się wściekłam.
- Mel, uspokój się… - Zaczęła mama, jednak wpadłam jej w słowo.
- Uspokój się ? Uspokój się ?! Jak mam się uspokoić ?! Jak ty byś zareagowała, gdyby twoja mama ukrywała przed tobą przez całe życie, że masz BRATA ?! – Wykrzyczałam. Czułam, jak pieką mnie policzki. Pewnie byłam już cała czerwona ze złości. – Nienawidzę cię za to, że mi tego nie powiedziałaś ! – Odparłam już nieco ciszej i wybiegłam z domu.
- Mel, na miłość boską ! Wracaj, wyjaśnię ci wszystko ! – Krzyczała za mną mama, jednak nie słuchałam jej. Pobiegłam nad rzeczkę, na mostek, gdzie zawsze przesiadywałyśmy z dziewczynami. Tam usiadłam i dałam upust moim łzom.
- Twój brat. – Odpowiedziała trochę już spokojniejsza mama.
- Ale jak to mój brat ? Przecież ja nie mam brata ! – Byłam na skraju wytrzymałości. Ja mam BRATA ! Czemu nigdy nic o tym nie wiedziałam ? Jak oni mogli to przede mną ukrywać ? I dlaczego ja go nie pamiętam ? Czemu wyprowadził się z domu ? W tej chwili okropnie się wściekłam.
- Mel, uspokój się… - Zaczęła mama, jednak wpadłam jej w słowo.
- Uspokój się ? Uspokój się ?! Jak mam się uspokoić ?! Jak ty byś zareagowała, gdyby twoja mama ukrywała przed tobą przez całe życie, że masz BRATA ?! – Wykrzyczałam. Czułam, jak pieką mnie policzki. Pewnie byłam już cała czerwona ze złości. – Nienawidzę cię za to, że mi tego nie powiedziałaś ! – Odparłam już nieco ciszej i wybiegłam z domu.
- Mel, na miłość boską ! Wracaj, wyjaśnię ci wszystko ! – Krzyczała za mną mama, jednak nie słuchałam jej. Pobiegłam nad rzeczkę, na mostek, gdzie zawsze przesiadywałyśmy z dziewczynami. Tam usiadłam i dałam upust moim łzom.
♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~
♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥
- Witaj, ojcze. – Powiedział niepewnie Mathew, kiedy podszedł do ojca. Nie
wyciągał ręki.
- Nie wierzę własnym oczom. – Powiedział pan Williams. Jego oczy świeciły się już od słonych łez. Nie panując za bardzo nad sobą, przytulił do siebie chłopaka. Ten oddał uścisk z największą chęcią. Tylko na to czekał od 16 lat. Przytulić się do ojca. – Mat, tak się stęskniłem. – Wydukał, kiedy oderwał się od chłopaka.
- Ja też tato. Ja też… - Z oczu obu mężczyzn płynęły już strumienie łez.
- Co się stało ? Dlaczego wtedy uciekłeś z domu ? Wiesz, jak się z matką o ciebie martwiliśmy ? Myśleliśmy, że już nigdy cię nie zobaczymy ! – Powiedział pan Williams.
- Chodź do mnie do domu, opowiem ci wszystko. – Odparł Mathew i odwrócił się, pokazując ręką na jednorodzinny domek.
- Dobrze.
Panowie skierowali się do domu w ciszy. Obaj byli bardzo szczęśliwi. Mat przepuścił ojca w drzwiach. Pan Oscar uśmiechnął się ciepło i przeszedł przez próg. Znajdował się teraz w raczej mało obszernym, długim korytarzu, na końcu którego znajdował się jakiś pokój. Zarówno po lewej, jak i po prawej stronie korytarza mieściły się dwie pary drzwi. Mat pokazał gestem, żeby ojciec szedł prosto, do – jak myślał pan Williams – salonu. Starszy z mężczyzn poszedł w wyznaczonym kierunku i jego oczom ukazał się mały salonik. Ściany miały kolor kremowy, natomiast kanapa i fotele stojące po lewej stronie – brązowy. Telewizor stał po prawej. Naprzeciw wejścia znajdowały się drzwi, zapewne do ogrodu. Oskar spojrzał na syna, a ten zaprosił go na kanapę. Oboje usiedli.
- Napijesz się czegoś ? Kawy, herbaty ? – Zapytał Mat.
- Woda mi starczy. – Odparł dalej zszokowany tata. – To twój dom ? – Spytał, gdy jego syn wrócił już z dwoma szklankami wody.
- Nie. Wynajmuję go. Dzisiaj rano wróciłem do Anglii. – Powiedział całkiem spokojnie chłopak.
- Wróciłeś… A skąd wróciłeś ?
- Z Francji. Mieszkałem tam od 4 lat.
- Synu… ja cię proszę, wytłumacz mi to wszystko. – Powiedział zrozpaczonym głosem pan Williams.
- Dobrze. Od czego zacząć ? – Spytał Mat.
- Może najlepiej od początku. Dlaczego uciekłeś z domu ?
- Nie mogłem tego wszystkiego znieść. Wszyscy byli tacy ważni, tylko nie ja. Ty, ponieważ cały czas się opiekowałeś mamą. Mama, ponieważ była w ciąży i potrzebowała tej opieki. Potem, kiedy urodziła się moja siostra, to nawet mnie nie zauważaliście. Byłem powietrzem. Wszędzie tylko dzidziuś i dzidziuś. Ja się czułem niepotrzebny i nieważny, więc uciekłem z domu. Jak w ogóle nazywa się moja siostra ? – Spytał Mathew.
- Ma na imię Melanie. – Mat zamyślił się w tym momencie. Po dłuższej chwili ciszy pan Williams znów się odezwał. – Ale dlaczego nie przyszedłeś do mnie, czy do mamy i nie porozmawiałeś z nami ? Czemu nam tego nie powiedziałeś ?
- Uwierz, że próbowałem nie raz, ale zawsze rozmowa schodziła na inne tematy. A kiedy urodziło się dziecko, to już w ogóle nie było czasu, żeby rozmawiać.- Młodszy z mężczyzn spuścił wzrok.
- A gdzie wtedy uciekłeś ?
- Nie miałem żadnego pomysłu, gdzie by się znaleźć. Nie wiem, czy sprawdzaliście, ale z portfela zniknęło trochę pieniędzy. Otóż, kiedy się spakowałem, zabrałem 200 $ i wyszedłem z domu. Poszedłem na najbliższy przystanek autobusowy i sprawdziłem rozkład jazdy. Autobus, który miał przyjechać dosłownie za kilka minut, jechał do Croydon. To było naprawdę bardzo daleko, ale nie miałem innego wyjścia. Wiedziałem, że znaleźlibyście mnie, gdybym czekał na jakiś autobus, który jedzie w miejsce bliżej domu. Dlatego też kupiłem sobie bilet i pojechałem właśnie do tej miejscowości. Po godzinie jazdy wysiadłem z przystanku i z tą walizką zacząłem tułać się po mieście. Zobaczyła mnie jakaś staruszka, przechadzająca się do sklepu. Spytała, czy wszystko w porządku i czy nie zgubiłem się przypadkiem. Powiedziałem jej prawdę o ucieczce. Była wstrząśnięta moją historią, dlatego przygarnęła mnie do siebie. Chciałem się jej odwdzięczyć, więc podarowałem te 200 $, ale ona nie chciała. Powiedziała, że jeszcze mi się przydadzą. Pomagałem jej, kiedy chodziła do sklepu, sprzątałem jej dom i pomagałem jej w pracach, których ona nie mogła zrobić. Opowiadała mi o sobie. Nazywa się Natalie Dowell. Jej mąż umarł na raka, a córka chorowała 16 lat temu na to samo. Zmarła po roku walki. Byłem dla pani Dowell, jak wnuczek. Tak mnie też nazywała, a ja mówiłem do niej „babciu”. We wrześniu ta prze miła staruszka załatwiła mi szkołę, dlatego też mogłem dalej się kształcić. Poszedłem potem do liceum i na studia. Cały czas mieszkałem właśnie z nią. Były takie chwile, że chciałem wrócić do domu, do was, ale bałem się. Bałem się, że nie przyjmiecie mnie znowu. W wieku 22 lat, kiedy ukończyłem już 3-letnie studia malarskie w Croydon, dostałem się do Francuskiej szkoły malarskiej. Podobno to jedna z najlepszych placówek na terenie całej Francji. Za tydzień powinienem wrócić i uczęszczać na 5 rok, ale tęsknota mi na to nie pozwoliła. Dyrektor jeszcze nie wie, ale rzuciłem tą szkołę. Wróciłem do Anglii. – Mathew zakończył swoją opowieść.
- To było bardzo nieodpowiedzialne z twojej strony, Mat. Miałeś po prostu dużo szczęścia, że trafiłeś na tą staruszkę. – Powiedział zgodnie z prawdą pan Williams.
- Teraz to wiem. To było głupie. – Przyznał rację.
- Jednak… mimo wszystko, cieszę się, że sobie poradziłeś i że jesteś cały i zdrowy. – Pan Williams wstał i podszedł do syna, po czym go przytulił. – Słuchaj, już pół godziny temu powinienem być w domu. Mama będzie się martwić, więc… chyba powinienem już uciekać.
- Nie możesz zostać dłużej ? – Spytał z nadzieją Mat.
- Niestety. Ale może ty przyszedłbyś do nas ? Jutro wpadnij koło 18:00 na obiad. Mama na pewno bardzo się ucieszy. – Uśmiechnął się pan Oscar.
- Dzięki za zaproszenie. Myślę, że mam czas. – Oddał uśmiech Mathew. Odprowadził starszego mężczyznę do drzwi, po czym uścisnął mu dłoń i zamknął drzwi. Pan Williams skierował się natomiast w stronę domu. Był niemal uradowany, że po 16 latach znalazł swojego synka. Ukochanego synka.
- Nie wierzę własnym oczom. – Powiedział pan Williams. Jego oczy świeciły się już od słonych łez. Nie panując za bardzo nad sobą, przytulił do siebie chłopaka. Ten oddał uścisk z największą chęcią. Tylko na to czekał od 16 lat. Przytulić się do ojca. – Mat, tak się stęskniłem. – Wydukał, kiedy oderwał się od chłopaka.
- Ja też tato. Ja też… - Z oczu obu mężczyzn płynęły już strumienie łez.
- Co się stało ? Dlaczego wtedy uciekłeś z domu ? Wiesz, jak się z matką o ciebie martwiliśmy ? Myśleliśmy, że już nigdy cię nie zobaczymy ! – Powiedział pan Williams.
- Chodź do mnie do domu, opowiem ci wszystko. – Odparł Mathew i odwrócił się, pokazując ręką na jednorodzinny domek.
- Dobrze.
Panowie skierowali się do domu w ciszy. Obaj byli bardzo szczęśliwi. Mat przepuścił ojca w drzwiach. Pan Oscar uśmiechnął się ciepło i przeszedł przez próg. Znajdował się teraz w raczej mało obszernym, długim korytarzu, na końcu którego znajdował się jakiś pokój. Zarówno po lewej, jak i po prawej stronie korytarza mieściły się dwie pary drzwi. Mat pokazał gestem, żeby ojciec szedł prosto, do – jak myślał pan Williams – salonu. Starszy z mężczyzn poszedł w wyznaczonym kierunku i jego oczom ukazał się mały salonik. Ściany miały kolor kremowy, natomiast kanapa i fotele stojące po lewej stronie – brązowy. Telewizor stał po prawej. Naprzeciw wejścia znajdowały się drzwi, zapewne do ogrodu. Oskar spojrzał na syna, a ten zaprosił go na kanapę. Oboje usiedli.
- Napijesz się czegoś ? Kawy, herbaty ? – Zapytał Mat.
- Woda mi starczy. – Odparł dalej zszokowany tata. – To twój dom ? – Spytał, gdy jego syn wrócił już z dwoma szklankami wody.
- Nie. Wynajmuję go. Dzisiaj rano wróciłem do Anglii. – Powiedział całkiem spokojnie chłopak.
- Wróciłeś… A skąd wróciłeś ?
- Z Francji. Mieszkałem tam od 4 lat.
- Synu… ja cię proszę, wytłumacz mi to wszystko. – Powiedział zrozpaczonym głosem pan Williams.
- Dobrze. Od czego zacząć ? – Spytał Mat.
- Może najlepiej od początku. Dlaczego uciekłeś z domu ?
- Nie mogłem tego wszystkiego znieść. Wszyscy byli tacy ważni, tylko nie ja. Ty, ponieważ cały czas się opiekowałeś mamą. Mama, ponieważ była w ciąży i potrzebowała tej opieki. Potem, kiedy urodziła się moja siostra, to nawet mnie nie zauważaliście. Byłem powietrzem. Wszędzie tylko dzidziuś i dzidziuś. Ja się czułem niepotrzebny i nieważny, więc uciekłem z domu. Jak w ogóle nazywa się moja siostra ? – Spytał Mathew.
- Ma na imię Melanie. – Mat zamyślił się w tym momencie. Po dłuższej chwili ciszy pan Williams znów się odezwał. – Ale dlaczego nie przyszedłeś do mnie, czy do mamy i nie porozmawiałeś z nami ? Czemu nam tego nie powiedziałeś ?
- Uwierz, że próbowałem nie raz, ale zawsze rozmowa schodziła na inne tematy. A kiedy urodziło się dziecko, to już w ogóle nie było czasu, żeby rozmawiać.- Młodszy z mężczyzn spuścił wzrok.
- A gdzie wtedy uciekłeś ?
- Nie miałem żadnego pomysłu, gdzie by się znaleźć. Nie wiem, czy sprawdzaliście, ale z portfela zniknęło trochę pieniędzy. Otóż, kiedy się spakowałem, zabrałem 200 $ i wyszedłem z domu. Poszedłem na najbliższy przystanek autobusowy i sprawdziłem rozkład jazdy. Autobus, który miał przyjechać dosłownie za kilka minut, jechał do Croydon. To było naprawdę bardzo daleko, ale nie miałem innego wyjścia. Wiedziałem, że znaleźlibyście mnie, gdybym czekał na jakiś autobus, który jedzie w miejsce bliżej domu. Dlatego też kupiłem sobie bilet i pojechałem właśnie do tej miejscowości. Po godzinie jazdy wysiadłem z przystanku i z tą walizką zacząłem tułać się po mieście. Zobaczyła mnie jakaś staruszka, przechadzająca się do sklepu. Spytała, czy wszystko w porządku i czy nie zgubiłem się przypadkiem. Powiedziałem jej prawdę o ucieczce. Była wstrząśnięta moją historią, dlatego przygarnęła mnie do siebie. Chciałem się jej odwdzięczyć, więc podarowałem te 200 $, ale ona nie chciała. Powiedziała, że jeszcze mi się przydadzą. Pomagałem jej, kiedy chodziła do sklepu, sprzątałem jej dom i pomagałem jej w pracach, których ona nie mogła zrobić. Opowiadała mi o sobie. Nazywa się Natalie Dowell. Jej mąż umarł na raka, a córka chorowała 16 lat temu na to samo. Zmarła po roku walki. Byłem dla pani Dowell, jak wnuczek. Tak mnie też nazywała, a ja mówiłem do niej „babciu”. We wrześniu ta prze miła staruszka załatwiła mi szkołę, dlatego też mogłem dalej się kształcić. Poszedłem potem do liceum i na studia. Cały czas mieszkałem właśnie z nią. Były takie chwile, że chciałem wrócić do domu, do was, ale bałem się. Bałem się, że nie przyjmiecie mnie znowu. W wieku 22 lat, kiedy ukończyłem już 3-letnie studia malarskie w Croydon, dostałem się do Francuskiej szkoły malarskiej. Podobno to jedna z najlepszych placówek na terenie całej Francji. Za tydzień powinienem wrócić i uczęszczać na 5 rok, ale tęsknota mi na to nie pozwoliła. Dyrektor jeszcze nie wie, ale rzuciłem tą szkołę. Wróciłem do Anglii. – Mathew zakończył swoją opowieść.
- To było bardzo nieodpowiedzialne z twojej strony, Mat. Miałeś po prostu dużo szczęścia, że trafiłeś na tą staruszkę. – Powiedział zgodnie z prawdą pan Williams.
- Teraz to wiem. To było głupie. – Przyznał rację.
- Jednak… mimo wszystko, cieszę się, że sobie poradziłeś i że jesteś cały i zdrowy. – Pan Williams wstał i podszedł do syna, po czym go przytulił. – Słuchaj, już pół godziny temu powinienem być w domu. Mama będzie się martwić, więc… chyba powinienem już uciekać.
- Nie możesz zostać dłużej ? – Spytał z nadzieją Mat.
- Niestety. Ale może ty przyszedłbyś do nas ? Jutro wpadnij koło 18:00 na obiad. Mama na pewno bardzo się ucieszy. – Uśmiechnął się pan Oscar.
- Dzięki za zaproszenie. Myślę, że mam czas. – Oddał uśmiech Mathew. Odprowadził starszego mężczyznę do drzwi, po czym uścisnął mu dłoń i zamknął drzwi. Pan Williams skierował się natomiast w stronę domu. Był niemal uradowany, że po 16 latach znalazł swojego synka. Ukochanego synka.
♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~
♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥
Siedziałam na mostku nad rzeczką. Byłam jednocześnie zła, zawiedziona, ale
też zaskoczona i w pewnym sensie szczęśliwa. Zawsze marzyłam o rodzeństwie, a
zwłaszcza o starszym. W głowie układały mi się różne scenariusze na temat, co
by było, gdybym miała starszego brata. A teraz… naprawdę mam starszego brata.
Wbrew pozorom, jest całkiem przystojny. Ciekawe, ile ma lat ? Wyglądał gdzieś
tak na 25. Skoro go nie znam, to musiał być naprawdę mały, kiedy uciekał z
domu. To dziwne, bo nie widziałam też żadnych zdjęć, na których by był. Czyżby
rodzice próbowali zataić przede mną fakt, że mam jakiekolwiek rodzeństwo ? Ciekawiło
mnie też, dlaczego uciekł ? Czy to ja byłam tego powodem ? Ciekawe, jaki ma
charakter ? Kurczę, tyle myśli, a tu żadnej odpowiedzi ! Mimo wszystko, trzeba
będzie wrócić do domu i porozmawiać z rodzicami na ten temat.
Rozmyślałam tak, kiedy nagle coś po mojej lewej stronie zaszeleściło. Odwróciłam się szybko, ale nikogo nie zauważyłam. Po chwili znów coś zaszeleściło. Okropnie się przestraszyłam. Wstałam i już miałam schodzić z mostku, kiedy nagle zza jednego z drzew wyszła ostatnia osoba na świecie, z którą mam teraz ochotę rozmawiać. Był to Shane, mój były chłopak.
- Spokojnie, to tylko ja. – Powiedział i uśmiechnął się. Skierował się w moją stronę. Usiadłam z powrotem na mostku, jednak nie myślałam już o moim „bracie”. Zastanawiała mnie reakcja blondyna. Ten, podszedł i usiadł obok mnie. Nie sprzeciwiałam się. Nie chciałam wracać teraz do domu i wyglądało na to, że on też nie ma zamiaru odchodzić.
- Dlaczego płakałaś ? To przez Chrisa ? – Spytał po chwili ciszy. Wyglądało na to, że się o mnie troszczył.
- Nie, z Chrisem świetnie mi się układa. – Odparłam niby od niechcenia. Tak naprawdę miałam ochotę się komuś wyżalić i teraz już nie zwracałam najmniejszej uwagi na to, kto to będzie.
- Więc co się stało ?
- Jakby cię to interesowało… - Prychnęłam pod nosem.
- A skąd wiesz, że nie interesuje ? – Zapytał całkiem szczerze i puścił mi oczko.
- A niby dlaczego miałoby cię to interesować ?
- Bo nadal cię kocham ? – Ze zdziwienia otworzyłam usta. Takiej reakcji się nie spodziewałam.
- To dlaczego o mnie nie walczyłeś, kiedy zrywaliśmy ? – Spytałam trochę oburzona.
- Bo jak się kogoś kocha, to pozwala mu się odejść. Powiesz mi teraz, dlaczego płakałaś ?
- Jakieś pół godziny temu się dowiedziałam, że mam starszego brata. – Odparłam spokojnie. Moje oczy zaszkliły się, ale nie pozwoliłam łzom wypłynąć. Przymknęłam powieki.
- Ee… chyba dalej nie rozumiem. Co w tym złego ?
- A może to, że przez całe życie byłam okłamywana ? – Odpowiedziałam lekko poirytowana.
- No tak… A nie powinnaś się cieszyć, że masz rodzeństwo ? Kiedy byliśmy razem, czasami mi opowiadałaś o tym, że chcesz mieć brata albo siostrę.
- Nie powiedziałam przecież, że się nie cieszę. Powiedziałam tylko, że przez całe życie byłam okłamywana.
- A rozmawiałaś już z rodzicami na ten temat ? – Spytał z troską.
- Nie. Byłam dzisiaj na spacerze i wpadłam na takiego chłopaka. Wtedy miałam na smyczy Toffika, a ten się wystraszył i gdzieś uciekł. Jak go znalazłam, to wróciłam do domu i opowiedziałam mamie o tym spotkaniu z nieznajomym. Kiedy go opisywałam, mama była bardzo zdenerwowana i potem powiedziała mi, że to mógł być mój brat. Wkurzyłam się i uciekłam. Przybiegłam tutaj i siedzę tak od pół godziny no i myślę.
- Więc teraz włącz swój móżdżek na pełne obroty i lec do domu wyjaśnić tą całą akcję z rodzicami ! – Uśmiechnął się szeroko. Wstaliśmy oboje.
- Wiesz… dzięki Shane. Nie spodziewałam się takiej rozmowy z tobą. Myślałam też, że…
- Już cię nie kocham ? To niemożliwe. – Wyszczerzył zęby. Przytuliłam się do niego.
- Do zobaczenia gdzieś przy okazji. – Uśmiechnęłam się słabo.
- Powodzenia mała. – Zaśmiał się cicho i przepuścił. Szybko poszłam do domu.
Rozmyślałam tak, kiedy nagle coś po mojej lewej stronie zaszeleściło. Odwróciłam się szybko, ale nikogo nie zauważyłam. Po chwili znów coś zaszeleściło. Okropnie się przestraszyłam. Wstałam i już miałam schodzić z mostku, kiedy nagle zza jednego z drzew wyszła ostatnia osoba na świecie, z którą mam teraz ochotę rozmawiać. Był to Shane, mój były chłopak.
- Spokojnie, to tylko ja. – Powiedział i uśmiechnął się. Skierował się w moją stronę. Usiadłam z powrotem na mostku, jednak nie myślałam już o moim „bracie”. Zastanawiała mnie reakcja blondyna. Ten, podszedł i usiadł obok mnie. Nie sprzeciwiałam się. Nie chciałam wracać teraz do domu i wyglądało na to, że on też nie ma zamiaru odchodzić.
- Dlaczego płakałaś ? To przez Chrisa ? – Spytał po chwili ciszy. Wyglądało na to, że się o mnie troszczył.
- Nie, z Chrisem świetnie mi się układa. – Odparłam niby od niechcenia. Tak naprawdę miałam ochotę się komuś wyżalić i teraz już nie zwracałam najmniejszej uwagi na to, kto to będzie.
- Więc co się stało ?
- Jakby cię to interesowało… - Prychnęłam pod nosem.
- A skąd wiesz, że nie interesuje ? – Zapytał całkiem szczerze i puścił mi oczko.
- A niby dlaczego miałoby cię to interesować ?
- Bo nadal cię kocham ? – Ze zdziwienia otworzyłam usta. Takiej reakcji się nie spodziewałam.
- To dlaczego o mnie nie walczyłeś, kiedy zrywaliśmy ? – Spytałam trochę oburzona.
- Bo jak się kogoś kocha, to pozwala mu się odejść. Powiesz mi teraz, dlaczego płakałaś ?
- Jakieś pół godziny temu się dowiedziałam, że mam starszego brata. – Odparłam spokojnie. Moje oczy zaszkliły się, ale nie pozwoliłam łzom wypłynąć. Przymknęłam powieki.
- Ee… chyba dalej nie rozumiem. Co w tym złego ?
- A może to, że przez całe życie byłam okłamywana ? – Odpowiedziałam lekko poirytowana.
- No tak… A nie powinnaś się cieszyć, że masz rodzeństwo ? Kiedy byliśmy razem, czasami mi opowiadałaś o tym, że chcesz mieć brata albo siostrę.
- Nie powiedziałam przecież, że się nie cieszę. Powiedziałam tylko, że przez całe życie byłam okłamywana.
- A rozmawiałaś już z rodzicami na ten temat ? – Spytał z troską.
- Nie. Byłam dzisiaj na spacerze i wpadłam na takiego chłopaka. Wtedy miałam na smyczy Toffika, a ten się wystraszył i gdzieś uciekł. Jak go znalazłam, to wróciłam do domu i opowiedziałam mamie o tym spotkaniu z nieznajomym. Kiedy go opisywałam, mama była bardzo zdenerwowana i potem powiedziała mi, że to mógł być mój brat. Wkurzyłam się i uciekłam. Przybiegłam tutaj i siedzę tak od pół godziny no i myślę.
- Więc teraz włącz swój móżdżek na pełne obroty i lec do domu wyjaśnić tą całą akcję z rodzicami ! – Uśmiechnął się szeroko. Wstaliśmy oboje.
- Wiesz… dzięki Shane. Nie spodziewałam się takiej rozmowy z tobą. Myślałam też, że…
- Już cię nie kocham ? To niemożliwe. – Wyszczerzył zęby. Przytuliłam się do niego.
- Do zobaczenia gdzieś przy okazji. – Uśmiechnęłam się słabo.
- Powodzenia mała. – Zaśmiał się cicho i przepuścił. Szybko poszłam do domu.
♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~
♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥
Wesoły pan Williams właśnie przyszedł do domu. Miał wyśmienity humor.
- Kochanie, już wróciłem ! – Krzyknął i skierował się w stronę, kuchni,
gdzie zazwyczaj czekała na niego żona. Kiedy wszedł do pomieszczenia, zastał
żonę bardzo smutną.
- Muszę ci coś powiedzieć ! – Powiedzieli w tym samym momencie. Pan Williams zaśmiał się.
- Ty pierwsza kochanie. – Oznajmił Oskar.
- Mel uciekła z domu ! – Powiedziała zrozpaczonym głosem.
- Co ?! – Uśmiech z twarzy pana Williamsa znikł i nagle pojawiło się zmartwienie.
- Nie uciekłam. Już jestem. – Stanęłam w progu drzwi do kuchni. Mama odetchnęła z ulgą i przytuliła mnie do siebie.
- Kochanie, chyba musimy porozmawiać… - Powiedziała mama.
- O tak. Musimy. – Powiedziałam dobitnie i całą trójką usiedliśmy przy stole.
- Muszę ci coś powiedzieć ! – Powiedzieli w tym samym momencie. Pan Williams zaśmiał się.
- Ty pierwsza kochanie. – Oznajmił Oskar.
- Mel uciekła z domu ! – Powiedziała zrozpaczonym głosem.
- Co ?! – Uśmiech z twarzy pana Williamsa znikł i nagle pojawiło się zmartwienie.
- Nie uciekłam. Już jestem. – Stanęłam w progu drzwi do kuchni. Mama odetchnęła z ulgą i przytuliła mnie do siebie.
- Kochanie, chyba musimy porozmawiać… - Powiedziała mama.
- O tak. Musimy. – Powiedziałam dobitnie i całą trójką usiedliśmy przy stole.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz