wtorek, 3 września 2013

Rozdział 32




Witajcie kochani :). Jak wam minęły wakacje ? U mnie nie było najgorzej. Przepraszam was, że nie dodałam niczego przez dwa tygodnie, ale nie mam motywacji do dalszego pisania. Wielkim krokiem zbliżamy się do końca bloga ! Nie zostawię tego tak. Oczywiście dokończę historię Melanie. Posty mogą pojawiać się teraz właśnie w większych odstępach czasu. Życzę wszystkim udanego roku szkolnego i samych dobrych ocen !






Drogi pamiętniku… w moim życiu ostatnio wiele się zmieniło. Choćby to, że teraz jestem niemal najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Było w te wakacje kilka niemiłych wpadek. Mój chłopak całował się z najlepszą przyjaciółką. Oczywiście zerwałam z Shane’m, po tym, jak mnie potraktował. Rose postanowiłam wybaczyć. Opowiedziała mi wszystko i wiem, że to nie ona była winna. W ramach zgody udałyśmy się na odlotową domówkę do przyjaciela jej chłopaka, Davida. Właściciel ma na imię Chris i jest ode mnie o rok starszy. Bardzo mi się spodobał. Zostaliśmy parą i teraz jesteśmy razem szczęśliwi. Moi rodzice także świata poza sobą nie widzą. Nie widziałam jeszcze takiego małżeństwa po 40. Zazwyczaj pary w tym wieku obdarzają się miłością, ale nie pokazują tego na każdym kroku. Rodzice są inni. Tata bardzo się stara i zachowuje, jak młody. Zabiera mamę na randki, kupuje czasami kwiaty, cały czas mówi milutkie słówka. Wczoraj wyjechali na romantyczny weekend we dwoje z okazji rocznicy ich ślubu. Mama i tata bardzo mi ufają. Zostawili dom pod moją opieką i w dodatku pozwolili urządzić imprezę urodzinową. Haha, całkiem śmieszna sprawa… jestem tak jakby ich prezentem z okazji drugiej rocznicy ślubu! Urodziłam się równiuśkie dwa lata po ślubie. Nawet się z tego cieszę. Że mogłam sprawić rodzicom tyle radości, szczęścia… wracając do tematu, pozwolili mi zrobić imprezę urodzinową i muszę przyznać, było genialnie ! Zaprosiłam trochę osób i ich znajomych. Było nas 16. Może to niedużo, ale wystarczająco, żeby pogadać, pośmiać się, potańczyć. Wolny dom mam jeszcze dzisiaj i jutro do południa. Calutki dzisiejszy dzień zamierzam spędzić z Chrisem. Chyba jeszcze tego nie wie, dlatego zrobię mu małą niespodziankę. Mój chłopak jest cudowny. Piękne, blond włosy i czekoladowe oczy… mam jakoś słabość do czekoladowych oczu. Shane też takie miał… i nasz związek skończył się źle. Z Christianem na pewno tak nie będzie. Raczej, na pewno. Ale nie martwię się tym, ufam mu i wiem, że mnie nie zdradzi.
Miesiąc ten był wspaniały też pod innymi względami. Tata zorganizował cudowną wycieczkę do Irlandii ! Razem ze swoim kolegą z pracy, panem Jonesem, postanowili, że zabiorą swoje rodziny na jakieś wakacje. Umówili się, że to będzie niespodzianka. Oni mieli wyjechać na weekend, a my aż na cały tydzień. Wszystko było nawet w porządku. Promem płynęliśmy prawie dwa dni. W swojej kajucie poznałam Kate i Tommy’ego. W hotelu w Irlandii okazało się, że rodzeństwo z promu, to dzieci państwa Jones, czyli znajomym rodziców. Miałam z nimi pokój. Wszystko było okej, oboje byli mili, sympatyczni. Co do Tommy’ego, to trochę się myliłam. A czemu ? Już na statku powiedział mi, że mu się podobam. Wytłumaczyłam, że mam już chłopaka. Na kolacji, w restauracji nieopodal hotelu w Irlandii, dał mi do zrozumienia, że zostawi mnie w spokoju. A potem… poszliśmy wszyscy na imprezę z nowo poznanymi chłopakami z plaży i taki Filip się do mnie dobierał, to udawaliśmy z Tommy’m, że jesteśmy razem. No i, jak tańczyłam z Filipem, to dziwnie się poczułam. Coś w stylu „zdradziłam mojego prawdziwego chłopaka”. Wybiegłam z płaczem na plażę, a Tom za poszedł za mną. Potem mnie pocałował ! To było okropne z jego strony ! Najpierw daje do zrozumienia, że mam być spokojna, a potem takie coś ! Jako, że mieszkałam z rodzeństwem Jones w jednym pokoju, musiałam być skazana na towarzystwo Tommy’ego. Postanowiłam trochę inaczej. Noc spędziłam na leżaku hotelowym, koło basenu. Rano obudziłam się, cała zziębnięta i poważnie przeziębiona. Pojechaliśmy z rodzicami do lekarza, a tam, powiedziano mi, że mam się nigdzie nie ruszać z pokoju. Tata zarządził, że wracamy do domu. Może i zniszczyłam rodzicom wakacje, ale nie protestowałam, co do powrotu. Wolałam siedzieć w swoim przytulnym pokoju, niż tam, w hotelowym i patrzeć w dodatku na bawiących się turystów. Mimo to, nie żałuję tych pięciu dni. Poznałam nowych ludzi, zaprzyjaźniłam się z innymi…
W te wakacje do kraju wróciła moja druga, najlepsza przyjaciółka, Susan. Wyjechała razem z mamą i bratem za granicę, do Szwecji po śmierci jej ojca. Wiele przeżyła, a mimo to, doskonale się trzymała. Zawsze była dopełnieniem naszej trójki. Śmiałyśmy się, że byłyśmy nierozłączną trójcą : czarna, biała i ruda. Po powrocie, Susi przeżyła coś naprawdę dziwnego. Okazało się, że nasz przyjaciel, Patrick, to jej przyrodni brat ! Była zszokowana tą informacją, ale wszystko sobie wyjaśniła ze swoją mamą i Patem i teraz są szczęśliwi. Jaki ten świat jest mały… przez szesnaście lat nie wiedzieć nic o istnieniu przyrodniego brata. Zawsze myślała, że jest jedynaczką, a tu taka niespodzianka. Dobrze przynajmniej, że była ucieszona.
Kilka dni temu Rose zaprosiła mnie do siebie na noc, na babskie pogaduchy. Nigdy nie wiedziałam, że ma taki fantastyczny ogród. Właśnie tam spałyśmy. Haha, noc pod gwiazdami. No, prawie gwiazdami. W końcu spałyśmy pod namiotem. Okazało się, że Rosi ma starszego brata ! Nigdy mi o nim nie wspominała, ponieważ nie mieszkał z nimi. Eric to nawet przystojny facet. I miły, jak siego bliżej pozna. Jednak… nie jestem do końca do niego przekonana. Jak na pierwsze spotkanie, to trochę dziwnie się zachowywał. Taki milusi wobec mnie. I patrzył na mnie takim wzrokiem, że obca szesnastolatka normalnie przeraziłaby się. Wyglądał, jakby rozbierał mnie wzrokiem. I cały czas się na mnie lampił ! To krępujące.. Na chwilę obecną będę trzymała się od niego z dala. Co będzie potem, tego nikt nie wie. W końcu to los wyznacza nam różne ścieżki… ”.
Kiedy skończyłam pisać w swoim pamiętniku, wstałam i ruszyłam w stronę łazienki. Wykonałam poranną toaletę i wróciłam do pokoju. Podeszłam do szafy  i wyciągnęłam z niej krótkie, dżinsowe spodenki, oraz różową bokserkę. Ubrałam na siebie rzeczy. Na nogi wsunęłam wygodne trampki, na rękę założyłam duży, biały zegarek, a na głowę kapelusz i wyszłam z pokoju. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie szybkie śniadanie. Trochę dziwnie czułam się w dużym, pustym domu. Wzięłam torbę i wyszłam. Po drugiej stornie ulicy stał Bruno i rozmawiał z jakąś dziewczyną. Zauważył mnie i pomachał. Odmachałam mu, uśmiechnęłam się i poszłam w przeciwnym do nich kierunku.
                Kiedy byłam już nieopodal domu Chrisa, zamarłam. Przed domem państwa Mason stała karetka. Łzy napłynęły mi do oczu, nie wiedziałam, co robić. A co, jeśli to coś z Chrisem ? Pobiegłam do środka, jednak nie było mi dane wejść, ponieważ lekarz zatrzymał mnie gestem ręki. Właśnie wynoszono kogoś na noszach. Próbowałam się przyglądnąć, jednak na marne. Pan doktor cofnął mnie jeszcze bardziej, żeby zrobić miejsca. W głowie układały mi się już najczarniejsze scenariusze. Czy … czy to możliwe, że… czy osobą na noszach był Chris ? Bardzo się bałam. Jaka była moja mina, kiedy po chwili wyszedł z domu ? Rzuciłam mu się na szyję, ściskając go najmocniej, jak tylko mogłam.
- Och… Chris, tak się bałam… - Wychlipałam.
- Wiem… ja też. – Objął mnie i oddał uścisk.
- Co się stało ? – Spytałam, kiedy już się trochę uspokoiłam i puściłam go z uścisku.
- Sam nie wiem, jak to się stało… to było tak nagle…. – Jąkał się cały czas.
- Spokojnie, już po wszystkim. Opowiedz po kolei, co się dzisiaj zdarzyło.
- Była 8:00 rano, spałem jeszcze. Nagle przyśniło mi się, że się duszę, wokół jest dym… otworzyłem oczy i było tak naprawdę. Zerwałem się z łóżka… pobiegłem do pokoju rodziców, ale ich tam nie było. Szukałem ich po całym domu. Okazało się, że byli w kuchni, mama próbowała ugasić ogień z ubrania taty... chciałem się do nich dostać, ale ogień otaczał ich dookoła.  Tata upadł na ziemię, chyba brakło mu tlenu… Ja też okropnie zacząłem kaszleć, więc wyszedłem na taras i zadzwoniłem po straż i pogotowie. Wszyscy bardzo szybko przyjechali… Strażacy skończyli zaraz przed twoim przyjściem, wkroczyło pogotowie… tata jest cały poparzony i nieprzytomny, ale mówili, że z tego wyjdzie.  Och, Mel… żebyś ty widziała, to co ja… - Z zaciśniętych powiek Chrisa spływały słone łzy. Chyba pierwszy raz przy mnie płakał. Ale w tym momencie mu się nie dziwiłam. Przytuliłam go do siebie.
- Zniszczenia są bardzo duże ? – Spytałam po chwili.
- Pół parteru… Remont potrwa prawdopodobnie parę tygodni. Póki nie ma jeszcze szkoły, będę musiał chodzić do pracy.
- A gdzie będziecie mieszkać ?
- Tego jeszcze nie wiem… - Odparł zrezygnowany.
- Mogę poprosić rodziców, żebyście zamieszkali na ten czas u nas. – Uśmiechnęłam się do niego.
- Doceniam to Mel, ale nie mogę o to prosić. To zbyt wielki kłopot…
- Och, jaki kłopot ! Rodzice zgodzą się na 100 % ! – Powiedziałam radośnie. Mam rzadką tendencję do dobrych pomysłów, ale ten wydawał mi się naprawdę świetny. Jeśli rodzice by się zgodzili, to nie byłoby żadnych problemów. Pani Mason zamieszkałaby w pokoju gościnnym, a Chris u mnie w pokoju. Jak pan Mason wyjdzie ze szpitala, to zamieszka razem z żoną. Mama zawsze narzekała, że nie ma z kim usiąść i pogadać. Teraz mogłaby każdą wolną chwilę spędzać z mamą Chrisa !
- Melanie, doceniam twoje starania i pomysły. Ten jest akurat bardzo dobry, jednak… to za dużo. Nie mogę cię o coś takiego prosić. – Również się uśmiechnął.
- Jesteś pewien ?
- Jak nigdy. Właściwie, to jest chyba jeszcze jedna rzecz, co do której jestem w tym momencie pewny. – Wyszczerzył zęby. Uniosłam brwi w geście zdziwienia.
- Jaka ?
- Kocham Cię. – Do oczu znów napłynęły mi łzy. Tym razem łzy szczęścia. Chris pierwszy raz w życiu powiedział mi, że mnie kocha. Może nie były to najcudowniejsze okoliczności, ani miejsce, ale liczy się przesłanie. Ujęłam jego twarz w ręce, a na ustach złożyłam czuły pocałunek. Oboje staraliśmy się włożyć w tą chwilę jak najwięcej miłości.
- Ja też Cię kocham. – Powiedziałam w końcu i przytuliłam się do niego. Spostrzegłam, że ludzie obserwujący to całe zamieszanie z pożarem, przysłuchiwali się nam i w tej chwili zaczęli bić brawa. Moje policzki przybrały niemal bordowy kolor. Mimo to, byłam szczęśliwa.
- Jedno pytanie nie daje mi spokoju… jak się dowiedziałaś o pożarze ? – Spytał mnie Chris.
- Nijak. To znaczy… szłam do ciebie, bo chciałam cię zaprosić na spacer, i w ogóle spędzić z tobą cały dzień. No i jak… - i w ten sposób opowiedziałam mu całą historię. Na koniec uśmiechnął się do mnie.
- Przepraszam, ale nie spędzimy dzisiaj dnia. Chyba muszę zająć się mamą. Bardzo to wszystko przeżywa… - Odparł i nagle posmutniał. Spuścił głowę.
- Jasne, rozumiem. Ale chociaż wieczorem daj znać, jak się trzymasz i jak się ma twoja mama. Koniecznie ją ode mnie pozdrów. – Uśmiechnęłam się.
- Jasne, przekażę. – Kąciki jego ust lekko uniosły się w górę, tworząc słaby, delikatny uśmiech.
- Do zobaczenia przy najbliższej okazji.
- Do zobaczenia. – Odparł i pocałował mnie na odchodne. Odwróciłam się i odeszłam. Ten dzień – pomimo nieprzyjemnej sytuacji Chrisa – był zbyt piękny, żeby przesiedzieć go w domu. Skierowałam się w stronę rynku. Doszłam w pół godziny. Droga z domu Chrisa tutaj wcale nie była krótka. Jednak to mnie nie zniechęcało. Mogłam sobie pospacerować. Doszłam do budki z jedzeniem i lodami i zamówiłam sobie granitę. Odwróciłam się, kiedy nagle ktoś we mnie wszedł i upaćkał mi całą koszulkę keczupem ! Czerwony sos bryznął mi w dodatku w twarz. No pięknie ! Zapowiada się dzień pełen nieszczęść !
- O Matko ! Sorry, nie… - tu nagle się zaciął. Jednak zaraz wrócił do rzeczywistości i dokończył. – chciałem. Nic ci nie jest ? – Popatrzył na mnie ze współczuciem. Keczup trafił mi w prawe oko, więc nie za bardzo widziałam sprawcę. Podał mi chusteczkę i przetarłam twarz. Tak naprawdę teraz zorientowałam się, że… że … że wpadłam na Shane’a.
- Nagle się mną zamartwiasz ?! – Wysyczałam wściekle przez zaciśnięte zęby. Nadal czułam do niego głęboką urazę za to, co mi zrobił. Nie spotkałam go od czasu naszego zerwania. Szybko wyciągnęłam dolara z kieszeni spodenek, rzuciłam na blat, wzięłam granitę do ręki i odeszłam, zanim Shane cokolwiek jeszcze powiedział. Widocznie był mocno zdziwiony moją reakcją, ale ja nie miałam ochoty ucinać sobie pogawędki z byłym chłopakiem. Naprawdę go kochałam, a on tak po prostu mnie zdradził. NIE ! Dosyć ! Nie będę się dzisiaj zamartwiać tym dupkiem. Popatrzyłam w lustro przy jednym stoisku z kapeluszami. Wyglądałam okropnie ! Na prawym policzku nadal miałam mnóstwo keczupu. Natomiast na bluzce pozostała jedna, wielka, czerwona plama. Nawet się zaśmiałam na swój widok. Wyglądałam bynajmniej dziwnie. Spytałam sprzedawcy owego stoiska, czy nie ma przypadkiem chusteczek. Ku mojemu szczęściu miły pan miał przy sobie kilka i oddał mi je. Podziękowałam i stanęłam prosto przed lustrem, by usunąć z twarzy resztki sosu. A co z koszulką ? Nie chce mi się wracać do domu, ale przecież nie będę chodziła taką plamą przez pół dnia ! W kieszeni miałam jeszcze trochę pieniędzy, więc postanowiłam kupić sobie nową bluzkę. Chodziłam tak pomiędzy stoiskami i szukałam odpowiedniego ubrania dla siebie. Jednak niewiele rzeczy podpadało mojemu gustowi, a jeśli już takie były, to dużo kosztowały. Zrezygnowana podeszłam do stoiska, przy którym nikogo nie było i wybrałam zieloną
bokserkę która na plecach przybierała kształt motylka. Rozglądnęłam się, jednak nigdzie nie zauważyłam sprzedawcy. Zawołałam nawet dwa razy, ale nikt się nie pojawił. Już miałam odchodzić, kiedy nagle…
- Hej piękna ! – Usłyszałam i gwałtownie się odwróciłam. Za stoiskiem stał uśmiechnięty chłopak, wyglądający na kogoś w moim wieku. Szatyn miał piękne, głęboko niebieskie oczy, wyglądające niemal, jak ocean. Był także posiadaczem niezwykłej urody i pięknego głosu. – Padłaś ofiarą keczupowej zasadzki ? – Zaśmiał się i puścił w moją stronę oczko. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wpatruję się w niego, jak jakaś dziwaczka i w dodatku z tą wielką plamą na bluzce. Na mojej twarzy pojawił się niespodziewany rumieniec.
- To był nieplanowany zamach. – Po chwili oboje śmialiśmy się z tych słów. Kurczę, co mi przyszło do głowy z takimi tekstami ? – Ile ta koszulka ? – Pokazałam na wcześniej już upatrzoną bokserkę.
- Dla takich ślicznych panienek i w dodatku ofiar keczupowej wojny… - Wyszczerzył zęby. – Za darmo.
Moja mina mówiła wszystko. Byłam jednocześnie zmieszana, wesoła, zdziwiona i zmęczona tą jakże dziwaczną konwersacją.
- No dobra… a tak na serio ? – Uśmiechnęłam się.
- Ja mówię na poważnie ! Jest twoja. – Podał mi koszulkę do ręki i oddał uśmiechem.
- Ale ja przecież mogę zapłacić ! Ile się należy ? – Minę miał teraz poważną, co oznaczało, że nie żartował z tą koszulką.
- Już powiedziałem. Dla takich ładnych pań za darmo.
- Uwierz mi, lub nie, ale nie jestem jedyną, jak to ty twierdzisz „panienką” w Londynie. Gdybyś ładnym dziewczynom oddawał koszulki za darmo, to prawdopodobnie zbankrutowałbyś po… najwyżej pół godzinie. – Wyszczerzyłam zęby. Och, ta moja skromność…
- Może i masz rację, ale nie każda ładna panienka jest ofiarą keczupowej zasadzki. – Zażartował. Szczerze mówiąc… trochę już mnie irytowała ta rozmowa. Miałam na sobie brudną bluzkę i źle się czułam w tym miejscu i tym ubraniu. Chciałam jak najszybciej się przebrać, a ten typ nie chciał mi sprzedać tej bokserki !
- Słuchaj.. ja nie mama dzisiaj ochoty na żarty. Mógłbyś łaskawie powiedzieć, ile kosztuje ta cholerna bokserka ? – Spytałam w końcu.
- Pod jednym warunkiem… - Uśmiechnął się szeroko.
- Jakim znowu ?
- Dasz się zaprosić na spacer ? – W jego oczach można było dostrzec błysk triumfu. Miałam największą ochotę pójść sobie z tego miejsca i od tego dziwaka, a tu jeszcze ten spacer…  Co prawda, mogłam odejść i kupić bluzkę na innym stoisku, ale dzisiaj nie było zbyt dużego problemu. A zresztą… co mi szkodzi. Jeden spacer, to nie koniec świata. Po chwili namysłu w końcu odpowiedziałam.
- No dobrze... – Wyszczerzył zęby. Ja natomiast uśmiechnęłam się.
- 7 dolarów się należy. – Odparł. Wyciągnęłam z kieszeni pieniądze i podałam mu. Bluzkę natomiast wzięłam do ręki.
- Poczekaj na mnie, za chwilę wrócę. Pójdę się przebrać do łazienki. – Już miałam pójść w stronę toalety, kiedy nagle usłyszałam głos sprzedawcy.
- Jak dla mnie, to spokojnie mogłabyś przebrać się tutaj. – I znów wyszczerzył zęby.
- A każdą klientkę tak namawiasz do kupna ubrań ? – Zapytałam się i zaśmiałam.
- Tylko te wyjątkowe. – Na tę odpowiedź wywróciłam oczami i poszłam do łazienki. Szybko ubrałam nowy nabytek, a ubrudzoną bluzkę wytarłam jeszcze chusteczką, żeby nie zabrudziła mi torby i schowałam. Potem wyszłam i skierowałam się w stronę stoiska, gdzie przed chwilą stał ten chłopak. Znów go nie było. Czy on naprawdę nie boi się, że ktoś podejdzie do stoiska i po prostu zakosi jakieś ubranie ?
- Heej, już jestem ! – Krzyknęłam , ale odpowiedziała mi głucha cisza. Stałam tak jeszcze jakieś 3 minuty i rozglądałam się za sprzedawcą, jednak nikt nie przychodził. Zrezygnowana odeszłam od stoiska i poszłam dalej. Z jednej strony czułam lekkie wyrzuty, bo obiecałam temu przystojniakowi spacer, ale z drugiej… to w końcu on się nie pojawił ! Nie powinnam się tym martwic.
- Nie ładnie to tak uciekać ! – Ktoś złapał mnie za nadgarstki i szepnął mi te słowa do ucha. Podskoczyłam aż ze strachu i cicho pisnęłam. Odwróciłam się i ujrzałam rozbawionego chłopaka, z którym miałam iść na spacer.
- Nie ładnie to tak straszyć ludzi ! – Powiedziałam trochę rozzłoszczonym głosem, ale po chwili uśmiechnęłam się. – Nie ładnie też nie stawiać się o umówionej prze ! – Odparłam i wystawiłam język. Ruszyłam przed siebie. Szatyn dorównał mi kroku.
- I tu cię mam, kotku. Nie ustalaliśmy dokładnie, kiedy mamy się spotkać. – Wyszczerzył zęby.
- Mam na imię Melanie, a nie kotek ! Och, gdyby mój chłopak cię usłyszał, to zapewne miałbyś w tym momencie ładne limo pod okiem. – Zaśmiałam się na swoje słowa. Specjalnie wypowiedziałam to drugie zdanie, żeby zrozumiał, że nie ma po co ze mną flirtować.
- Zrozumiałem przekaz, kotku. – Specjalnie powiedział to ostatnie słowo. – Nie mam zamiaru psuć wam związku przez głupie flirty. Zrozumiałem także, że nie masz na imię kotek. Tak w ogóle, to jestem Toby. – Uśmiechnął się i podał mi rękę. – Masz może jakieś zdrobnienie imienia, czy nadal mam mówić do ciebie „kotku” ? – W jego głosie dało się usłyszeć nonszalancję.
- Znajomi mówią mi Mel. – Odparłam i uśmiechnęłam się na wspomnienie o tym skrócie.
- Mel… - Powtórzył krótko i zamyślił się.
- Stało się coś ?  - Popatrzyłam na niego poważnie. Mina mu nagle zrzedła.
- Nie, nie. – Nagle odzyskał dawny humor, jednak jego oczy mówiły co innego.  Znajdował się w nich ból, nieszczęście…
                Toby okazał się być całkiem spoko. Zabawny, uroczy, miły, przyjacielski, pomocny. Czułam, że pomimo krótkiego okresu naszej znajomości mogę powiedzieć mu wiele rzeczy, których jakoś do tej pory nie miałam okazji nikomu opowiedzieć. Poszliśmy do przyjemnej kawiarenki, a potem na plażę na spacer. Świetnie się bawiłam. Spędziłam z tych chłopakiem niemal cały dzień. Wieczorem, kiedy wróciłam do swojego domu, zadzwoniłam do Chrisa. Powiedział mi, że jego ojciec jest w śpiączce, ale „wyliże się”. Ulżyło mi trochę po tych słowach, bowiem naprawdę bałam się o pan Masona, jak o własnego tatę. Potem poszłam do łazienki, wzięłam długą kąpiel, ubrałam piżamę, wyszorowałam zęby, po czym wróciłam do pokoju. Była dosyć wczesna pora, 21:00. Włączyłam laptopa. Zanim się obejrzałam, była już 0:55. Jeju, nie wiedziałam, że filmy tak wciągają ! Z resztą byłam już zmęczona, więc przymknęłam klapę komputera i ułożyłam się do snu. Myślałam o wielu rzeczach. Jednak jedna nie dawała mi spokoju… Jakim cudem w domu Chrisa wybuchł pożar ? To chyba była nieodgadniona zagadka. Zanim się obejrzałam, oddałam się w objęcia Morfeusza.
 

Obudził mnie poranny gwar i rozmowy… zaraz, zaraz ! Gwar ? Rozmowy ? Przecież jestem w domu sama… Rodzice ! Zerwałam się na nogi, zarzuciłam i pobiegłam na dół. To niby były tylko dwa dni, ale mimo wszystko stęskniłam się za moimi staruszkami…
- Cześć wam ! – Krzyknęłam uradowana, po czym uścisnęłam oboje.
- Dzień dobry, córciu. A co ty, już nie śpisz ? – Spytała mama ?
- Ach, pewnie cię obudziliśmy ? – Speszył się tata. Widząc jego minę, mimowolnie uśmiechnęłam się. To była po prostu mina niewinnego szczeniaczka.
- Nie szkodzi – Wyszczerzyłam w ich stronę zęby.
- Opowiadaj, jak tam na urodzinach ! – Zaproponował tata, a w jego oczach dało się zauważyć radosne iskierki.
- Pierw wy ! Wyjazd udany ?
- Siadaj, opowiemy ci wszystko… - I w ten właśnie sposób spędziłam przyjemnie poranek w towarzystwie rodziców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz