Następnego dnia obudziłam się nietypowo wcześnie, bo o 4:58. Nie miałam kompletnego pomysłu, co mogę robić o tej porze, skoro lekcje zaczynam o 8:55. Tak więc ułożyłam się wygodnie i po prostu patrzyłam w okno. Na polu było jeszcze ciemno, a na niebie widniały gwiazdy. Zastanawiałam się, jak teraz będzie to wszystko wyglądać. Będę miała ewidentnie mało czasu na spotkania z Chrisem, a o rozmowach z Matem to już w ogóle mogę zapomnieć. Na szczęście namówiłam go, żeby nie rezygnował ze studiów. Jego narzeczona, Pansy rodzi za 5 miesięcy. W tym czasie będzie podbijał Francję swoim talentem. Właściwie, to się cieszę, że mam brata, że będę ciocią. Zawsze wyobrażałam sobie, jakby to było, gdybym miała starszego brata. Zabierałby mnie na spacery, chodzilibyśmy do wesołego miasteczka, broniłby mnie przed moimi chłopakami, martwiłby się o mnie. Z resztą teraz nie mam na co narzekać. No, może poza tym wesołym miasteczkiem i lodami. Na tą myśl uśmiechnęłam się sama do siebie. A jeśli chodzi o to, że będę ciocią… najwyższa pora. Zapewne ja także będę się opiekowała synkiem Matthew i przygotuję się jakoś do tej roli, w której będę kiedyś niańczyć własnego bobaska. Właściwie to rola matki jest całkiem ciekawa. Zajmując się swoim dzieckiem, dorasta i dojrzewa, a poza tym może mieć niezły ubaw i towarzystwo. Jej, kompletnie odbiegłam od moich początkowych myśli. O czym ja to… ? Ach, już wiem, przyszłość. Zdecydowałam, że po liceum wybiorę się na studia pedagogiczne, a potem będę pracować jako nauczycielka w gimnazjum. Oczywiście na dwa etaty. Będę uczyć plastyki i matematyki. A dlaczego akurat gimnazjum ? Tam młodzież jest najtrudniejsza, a młody młodego zrozumie najlepiej. Właściwie to coś w stylu mojego wychowawcy, pana Marcusa. Człowiek uczy psychologii i podobno pracuje doskonale z młodzieżą, a sam nie tak dawno temu był uczniem. Podoba mi się takie nastawienie. Jeśli chce się mieć doświadczenie w danym zawodzie, to najlepiej zaczynać od początku, od młodych lat. I tak zrobię ja. Tyle tylko, że dla mnie młodzież licealna, to chyba trochę za dużo. Ale gimnazjum jest odpowiednie.
Rozmyślałam tak około godziny. Do szkoły zostało mi jeszcze 3 godziny, a ja nie mam już o czym myśleć. Tak więc wstałam. Pomyślałam, że odprężająca kąpiel może przydać mi się przed pierwszym dniem nauki w nowej szkole. Tak więc nalałam do wanny niemal gorącej wody, dolałam olejek lawendowy i wskoczyłam. Już po wejściu poczułam gęsią skórkę. Och, jak ja to kocham ! Ułożyłam się wygodnie i zamknęłam oczy. Z dołu dochodziła rozmowa rodziców, którzy zapewne już wstali, bo wybierają się do pracy. A raczej tylko tata wybiera się do pracy. Mama pracuje od 16 w tej samej pracy. Czyli jako mama. Ma najfajniejszy zawód pod słońcem. Nagle pomyślałam o tych wakacjach. Były jednymi z najlepszych w moim życiu. Tyle się wydarzyło… najpierw ta zdrada Shane’a z Rose, a potem spotkanie z Chrisem na imprezie. Wakacje w Irlandii i poznanie Tommy’ego i Filipa. A potem zapoznanie z Patrickiem. Jeszcze ten chłopak z targu, Toby. Co było bardzo dziwne, każdy z wymienionych wyżej panów ze mną flirtował. Jeszcze nigdy nie poznałam tylu napaleńców. Dosłownie. Jak przypomnę sobie tą akcję z Filipem, to robi mi się niedobrze. Ale było, minęło. Teraz liczy się tylko Chris, moje kochanie. I chcę, żeby tak zostało. Gdy otworzyłam oczy, na dworze było już zupełnie jasno. Woda w wannie była nieprzyjemnie chłodna, co oznaczało, że leżałam tu dobre 20 minut. Tak więc dokładnie wyszorowałam ciało gąbką, a potem wyszłam z wanny i wysuszyłam się ręcznikiem. Umyłam zęby, ubrałam bieliznę oraz mój ulubiony żółty szlafrok i wyszłam z łazienki. Udałam się do pokoju. Tam ubrałam mój strój
szkolny, po czym wzięłam do ręki torbę i wyszłam z pokoju.
Zegarek wskazywał 7:05. Miałam jeszcze mnóstwo czasu wolnego, dlatego też
postanowiłam wyjść troszkę wcześniej i zrobić niespodziankę Chrisowi, który
szkołę zaczyna od 8:00.
- Cześć mamo. – Uśmiechnęłam się promiennie, kiedy zobaczyłam w kuchni mamę. Zawsze tak reaguję, kiedy mam wyśmienity humor.
- Dzień dobry Mel. Widzę, że ktoś tu się dzisiaj wyspał ? – Mama także się uśmiechnęła.
- Właściwie to nie za bardzo, bo obudziłam się koło 5:00 rano.
- A czemu ? Źle spałaś ? – Zapytała mama. Instynkt macierzyński dawał o sobie znać.
- Spałam dobrze. Po prostu obudziłam się wcześniej. Postanowiłam trochę poleżeć, a potem zrobić sobie ciepłą kąpiel…
- I stąd ten świetny humor. – Dokończyła za mnie mama, na co obie zaśmiałyśmy się. Przygotowałam sobie moje ulubione płatki czekoladowo-waniliowe z mlekiem, po czym usiadłam naprzeciw mamy i zaczęłam pałaszować.
Rozmowa zleciała nam w przyjemnej atmosferze. Dawno tak nie rozmawiałyśmy, jak dzisiaj. Właściwie to w ogóle utrzymuję z mamą świetne stosunki. Czasami z przyjaciółmi kłócę się częściej, niż właśnie z moją rodzicielką. Odpuściłam sobie zajście do Chrisa. Pójdę do niego popołudniu. Około 8:25 wyszłam z domu. Wiem, że to wcześnie, a zwłaszcza, że do szkoły mam 15 minut drogi, ale może będzie już Lucas. Zaproponował mi wczoraj przyjaźń, więc chciałabym go trochę lepiej poznać. Może być całkiem spoko. Wczoraj przy naszej gadce trochę dziwnie się poczułam. Jak dziecko. Bo on wprost zadał mi to pytanie… „Co ty na to, żeby zawrzeć przyjaźń ? ”. To było bynajmniej krępujące. Ale może to dobrze ? Może Lucas nie okaże się takim bufonem i będzie całkiem spoko ? Bo lepiej zacząć przyjaźń takim głupim pytaniem, jak w ogóle jej nie zacząć. Chyba.
Jak się spodziewałam, Lucas siedział przed klasą.
- Hej – przywitałam się i usiadłam koło niego.
- Czeeeeść. – Ziewnął, przeciągając przy tym sylabę „e”. – Eee… jak masz na imię ? – Zapytał całkiem poważnie. Był na wpół przytomny. Musiał chyba uczcić nową szkołę wczoraj, bo dzisiaj raczej ma kaca.
- Ty sobie żartujesz, tak ? – Zapytałam. Ta sytuacja nieźle mnie bawiła. A jednak Luka jest bufonem. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Eee.. chyba nie za bardzo rozumiem. – Odparł zdezorientowany.
- Ile wczoraj wypiłeś ? – Spytałam, dalej nie odpowiadając na jego pytanie. Trochę się chłopaczyna pomęczy.
- O wiele za dużo, skoro cię nie pamiętam. – Teatralnie złapał się za głowę w geście bólu.
- I słusznie Lucas. Przynajmniej tyle, że się przyznałeś. – Teraz już nie wytrzymałam i zaśmiałam się głośno. Popatrzył na mnie jak na niedorozwiniętą idiotkę, ale olałam to. Ta sytuacja była bardzo zabawna.
- Skąd znasz moje imię ? – Teraz przybrał na twarz cień strachu. Czy on naprawdę się boi, bo ktoś zna jego imię ?
- Bo sam mi się wczoraj przedstawiłeś. A teraz poproszę o relację z imprezki. – Wyszczerzyłam do niego zęby, psując mu jeszcze bardziej humor.
- Kolega Tom robił imprezę z okazji nowego roku szkolnego. Było duuużo alkoholu. – Specjalnie przeciągnął sylabę. – A teraz powiesz mi, skąd my się znamy ? – Zapytał już trochę poważniej.
- Oj Luka, Luka… już wiem, że imprezy ci nie służą. – Uśmiechnęłam się, ukazując rząd moich bielutkich ząbków. – No to tak: ja jestem Melanie. Wpadłeś wczoraj na mnie i zacząłeś flirtować, ja się wkurzyłam i odpowiedziałam, że mam chłopaka, a potem jakoś się spotkaliśmy przed klasą i oboje przeprosiliśmy i zaczęliśmy przyjaźń.
- Aaaa teraz cię pamiętam ! Zrobiłaś mi awanturę, bo złapałem cię za nadgarstki. – Pokiwał głową z satysfakcją i uśmiechnął się. – Jesteś Mel.
- Tak, to ja. Ale skoro po opowieści przypomniałeś sobie mnie, to pamiętasz w ogóle cokolwiek innego ze szkoły ?
- Tyle, że nasz wychowawca to Marcus Claus i że mamy w klasie dziwki najpopularniejsze w tej szkole już pierwszego dnia. – Odparł Lucas.
- Ciekawe określenie. – Zachichotałam. – Tak, to prawda. Tak tylko jeszcze przypomnę, że poznałeś wczoraj Joshuę, Blaise’a i Teodora.
- To też pamiętam. Najlepsi przyjaciele od zerówki. – Teatralnie wywrócił oczami po czym się do mnie uśmiechnął.
- Gdyby ci tak po kolei przypominać niektóre wydarzenia, to można by to skleić w całość i wiedziałbyś, co wczoraj robiłeś. – Udałam zamyślenie.
- Chyba nie chcę. Głowa tak mnie boli, że mam wielką ochotę odczepić ją na jakiś czas. – Złapał się za głowę. Przypomniałam sobie, że zawsze noszę w torebce tabletki przeciwbólowe, w razie, gdyby coś mi się stało. Nie jestem zwolenniczką odwiedzania pielęgniarki szkolnej i wolę własne leki. Tak więc wyciągnęłam z torebki małą, białą tabletkę.
- Masz, to na ból głowy. Nie zaszkodzi ci. – Dodałam widząc niepewność w jego oczach. W końcu Lucas przełamał się i wziął do ust lekarstwo. Popił wodą. A ja w tym czasie wyciągnęłam z torebki naturalny sok pomidorowy, który uwielbiam i podałam mu. Popatrzył na mnie jak na wariatkę. – Wypij. Zobaczysz, jakie zdziała cuda. – Uśmiechnęłam się. Wziął butelkę i upił dwa łyki. Widać było, że już mu ulżyło.
- Jesteś bogiem ! – Powiedział resztką tchu i przyssał się do mojej butelki. Zaśmiałam się na tą uwagę.
- Och, nieraz to słyszałam. – Wyszczerzyłam zęby. W tym momencie zadzwonił dzwonek na przerwę.
Z klasy 212, pod którą siedzieliśmy, wychodziła klasa 1C. Lucas właśnie oddał mi pustą już butelkę. Pokręciłam tylko głową i uśmiechnęłam się. Poszłam do kosza, który znajdował się na drugim końcu korytarza. Wypiłeś mi picie, to sam powinieneś wyrzucać butelki, pomyślałam. Kiedy stałam już koło kosza, popatrzyłam na Lucasa. Moja ręka zamarła w połowie drogi do śmietnika, a oczy niemal wyszły z orbity. Dlaczego ja to zobaczyłam ?! Na ławce, gdzie przed chwilą siedziałam ja, miejsce zajmuje teraz Alice, dziewczyna Patricka, która na dodatek obściskuje się z Lucasem ! Czyżby ta dwójka zakochanych ze sobą zerwała ? Susi nic mi nie wspominała. Ona w końcu coś by wiedziała, bo przecież jest siostrą Pata. A może osobiście spytam Alice ? W tym momencie dziewczyna popatrzyła się na mnie. Kiedy mnie ujrzała, wystraszyła się. Do jej oczu napłynęły łzy. Powiedziała coś szybko Lucasowi i odbiegła w przeciwnym kierunku. Luka kompletnie nie wiedział, co się dzieje. Rozłożył ręce w geście zdziwienia, a potem schował twarz w dłoniach. Podeszłam do niego i usiadłam. Jak przystało na dobrą koleżankę, musiałam wybadać sprawę i spróbować go pocieszyć.
- Luka, kto to był ? – Zapytałam, udając, że nie znam Alice.
- Alice. – Odpowiedział krótko.
- To twoja dziewczyna ? – Pytałam dalej. Próbowałam wybadać sprawę jak najbardziej.
- Tak. Spotykamy się od jakiegoś miesiąca. – Odpowiedział i popatrzył na mnie zdziwiony. – A czemu pytasz ?
- A tak jakoś… - Powiedziałam. No pięknie ! Alice zdradza Patricka. Ale czy powiedzieć prawdę Lucasowi ? Chyba nie chcę go zranić. Myśl, myśl ! Co by tu powiedzieć ?!
- Melanie, ja widzę, że coś cię gryzie. Powiedz … - Zrobił minę proszącego szczeniaczka.
- Eee… nie, to nieważne. – Uśmiechnęłam się. Trzeba było szybko zmienić temat. – Już ci lepiej po tym soku ?
- Taa, dzięki. Nie wiedziałem, że sok pomidorowy jest dobry na kaca. – Odparł, po czym ziewnął. Zachciało mi się śmiać, bo potem mlasnął jak mały dzieciaczek.
- Nie tylko na lekcjach możesz pogłębiać wiedzę. – Wyszczerzyłam zęby. Oddał uśmiech.
Do końca przerwy atmosfera była o wiele bardziej luźniejsza. Ludzie z naszej klasy powoli się schodzili, aż do dzwonka przyszli wszyscy. Dwie dziewczyny się do mnie uśmiechnęły. Oddałam tym samym. Mam wrażenie, że będą chciały się zaprzyjaźnić. Ale to nawet dobrze. Zadzwonił dzwonek na lekcję. Weszliśmy wszyscy do klasy. Pierwszą mieliśmy historię malarstwa. Akurat bardzo lubię historię. Tego przedmiotu nauczała pani Bennett. Kobieta wydawała się być już dobrze po 50, bo włosy zaczynały jej już siwieć. Ale mimo wszystko miała przyjemny wyraz twarzy.
Historia zleciała nam w tempie błyskawicznym. Na początku nauczycielka się przedstawiła, a potem zrobiliśmy powtórkę z najważniejszych dat i pojęć. Mnóstwo osób pamiętało wszystkie rzeczy bardzo dobrze. Pani była pod wrażeniem. To dobrze, że pokazaliśmy nasze możliwości już na pierwszej lekcji w tej szkole. Przerwę spędziłam oczywiście z Lucasem. Ten typ jest mega głupi, ale przy tym też mega śmieszny. To będzie ciekawa przyjaźń. Ale podobno w życiu trzeba spróbować wszystkiego. Więc dlaczego by nie zaprzyjaźnić się z psycholem ? To oczywiście taki żarcik z tym psycholem. Luka jest spoko. I przy tym zdaniu o nim skończę. Drugą lekcją, jaką dzisiaj mieliśmy, był angielski. Uczył go pan Marcus, nasz wychowawca. Moim zdaniem uczy bardzo dobrze. Daleko mu niestety do perfekcji, ale to pewnie przez młody wiek. Stosował tą samą technikę, co pani Bennett. Tyle, że przedstawił się nam już wczoraj, więc dzisiaj na początku lekcji żartowaliśmy trochę. Potem powtórka. Tu nie było tylu geniuszy, co na lekcji historii, ale i tak dawaliśmy radę. To może się wydawać trochę dziwne, bo niby który człowiek nie umiałby angielskiego w Anglii ? To jest jak niemiecki w Niemczech, albo polski w Polsce. Jest gramatyka, czasy i mnóstwo, mnóstwo innych rzeczy. A kto normalny pamiętałby takie rzeczy po wakacjach pełnych imprez ? Ale myślę, że z czasem przypomnimy sobie wszystkie rzeczy.
Po lekcji angielskiego czekał na nas w-f, moja znienawidzona lekcja. Zawsze, kiedy graliśmy w gry zbiorowe, wybierano mnie na końcu. Ale chyba znam tego powód. Gry zbiorowe zazwyczaj wiązały się z piłką, a ja nie umiem łapać piłki ! Od dzieciństwa mam taki nawyk, żeby nie bawić się piłką, którą ktoś w ciebie rzuca, a przed nią uciekać. Może być to wina moich okularów. Wcześniej miałam wadę wzroku i musiałam nosić okulary, na których punkcie byłam przewrażliwiona. Bałam się, że na wuefie ktoś je stłucze, a na mnie wydrze się mama. Dlatego tak bardzo nie lubiłam piłek, co się wiązało z odpornością na lekcje wychowania fizycznego. Dzisiaj na szczęście nie było żadnych piłek. Nasz wuefista, pan Wood przywitał się z nami, opowiedział o sobie, a potem zapraszał każdą dziewczynę na rozmowę indywidualną. Na pierwszą myśl o tej rozmowie zrobiło mi się niedobrze. Bo czego mógłby chcieć od nas nauczyciel wychowania fizycznego już na pierwszej lekcji, kiedy nawet nie zna naszych umiejętności sportowych ? Moje obawy poszły sobie tak szybko, jak przyszły. Pan wyczytywał dziewczyny od końca, a ja byłam ostatnią dziewczyną w naszej klasie. Okazało się, że pan Wood chciał poznać nasze możliwości w opisie. Opowiedziałam mu, że zawsze byłam najgorszą dziewczyną na wuefie, bo nigdy nie umiałam złapać piłki. Z gimnastyką nie jest tak źle, ale gry zbiorowe, to dla mnie czarna magia. Nauczyciel uśmiechnął się do mnie i powiedział mi, że zostałam przydzielona do grupy mniej zaawansowanych. Tylko na razie mam nikomu nie mówić o tych grupach. Po przepytaniu wszystkich dziewcząt ogłosi, kto w jakiej jest grupie. Kiedy wyszłam z jego malutkiego gabinetu i doszłam na salę, zalała mnie masa pytań.
- Co on chciał ?
- O co pytał ?
- Będziesz miała jakieś ulgi, czy coś ?
- Czemu każdy wzywany jest osobno.
Dziewczyny nie dały mi dojść do słowa, a co jest najdziwniejsze w tym wszystkim, było ich dwa razy więcej. Poważnie. Doszła do nas klasa 1F. Opowiedziałam im pokrótce to, o czym rozmawiałam z panem Woodem, pomijając oczywiście informację o grupie mniej zaawansowanej. Poinformowałam je też mniej więcej o moich możliwościach na tym przedmiocie. Uśmiechnęła się do mnie dziewczyna w okularach, która stała z jakąś drugą koleżanką przed pierwszą lekcją, kiedy siedziałam z Lucasem, a one się do nas uśmiechnęły.
- Nareszcie znalazłam bratnią duszę na tym przedmiocie. – Uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę w moją stronę. – Jestem Julie.
- Melanie, miło mi. – Podałam jej rękę i oddałam uśmiech. W tym momencie doszła do nas przyjaciółka Julie, która spędzała z nią czas rano.
- Co tam dziewczyny ? Ooo, ktoś nowy. – Także się uśmiechnęła i powtórzyła gest. – A ja to Clara.
- A ja Melanie. Ale mówicie mi Mel. – Posłałam im delikatny uśmiech. – Więc… ty też nie za bardzo lubisz w-f Julie ? – Zapytałam.
- Nienawidzę ! To wszystko przez te okulary ! Każdy się ze mnie naśmiewał na wuefie, że jestem ślepa kura a i tak mam już okulary. – Odparła szatynka.
- W dzieciństwie miałam podobny problem z okularami. – Uśmiechnęłam się.
- Naprawdę ? Nosiłaś kiedyś okulary ? – Spytała Clara.
- Niestety. Znam twój ból Julie. – Wszystkie trzy zaśmiałyśmy się. Julie mimo problemu z okularami była śliczną dziewczyną. Miła bardzo długie włosy sięgające jej do pasa (akurat miała je zaplecione w warkocza, co bardziej je wydłużało), czekoladowe oczy i mały nosek. Jej twarz była bardzo czysta, czego jej trochę zazdrościłam, bo u mnie od czasu do czasu pokazuje się trądzik i zostają po nim ślady. Wracając do Julie… wyglądała bardzo słodko, a okulary dodawały jej uroku. Clara natomiast była blondynką z mega grzywką. Włosy sięgały jej do barków. Nie były za długie, ale mimo wszystko śliczne. Miała zielone, kocie oczy. Z nas wszystkich była chyba najszczuplejsza. Kiedy wciągała brzuch, widać było jej żebra. Teraz już wiem, że nie chcę się nigdy w życiu odchudzać.
- Julie Smith ! – krzyknął nagle nasz wuefista, więc Julie wstała z ławki i poszła do gabineciku pana Wooda. Zostałyśmy z Clarą we dwie. Rozmowa kleiła się nam całkiem nieźle. Fajnie się z nią gada i myślę, że to będzie ciekawa znajomość. Clara bowiem jest bardzo energiczną osobą, która w-f kocha. Różni się trochę ode mnie, czy Julki, ale w końcu przeciwieństwa się przyciągają. Nagle zagaił do nas jakiś chłopak. Nie wspomniałam jeszcze, że chłopcy mają własnego wuefistę, a ich lekcje odbywają się na drugiej połowie Sali.
- Witam drogie panie. Można się dosiąść ? – Spytał blondyn.
- Nie błaźnij się już Charlie, tylko siadaj. – Zaśmiała się Clara.
- Charlie, droga panienko. A pani jak na imię ? – Zapytał niskim głosem, co tylko mnie rozbawiło.
- Melanie. – Uścisnęłam jego dłoń i uśmiechnęłam się.
- Czemu nie ćwiczysz Szerloku ? – Spytała żartobliwie Clara.
- Indywidualne z wuefistą. To co wy. – Odparł luzacko. W tym momencie przyszła do nas Julie. Minę miała pogodną.
- I co ci powiedział ? – Zapytałam, kiedy dziewczyna usiadła koło mnie.
- Rozumie, że nie każdy ma powołanie do jego lekcji i że nie muszę dawać z siebie 100% na jego lekcjach. A reszty dowiem się, jak wszystkich już przepyta. – Uśmiechnęła się Julie.
- A kto następny ? – To pytanie padło ust z Charliego.
- Aaa, teraz Clara. Powodzenia. – Uśmiechnęła się tylko.
- Dzięki.
- CHARLIEE !!!! – Krzyknął ktoś z drugiego końca Sali.
- Ocho, to chyba oznacza, że teraz moja kolej. Przepraszam drogie panie. – Znów zaczął mówić tym głosem, a potem odszedł.
Reszta wuefu minęła nam tak, jak wcześniej, czyli na siedzeniu i poznawaniu się z nowymi osobami. Przedstawiłam się każdej dziewczynie z naszej klasy oraz 1F i wice versa. Pod koniec lekcji pan ogłosił, kto w jakiej jest grupie, a potem poszliśmy do szatni. Myślę, że te lekcje wychowania fizycznego nie będą należały do najgorszych.
Potem była przerwa na obiad. Mieliśmy godzinę wolnego czasu. Przy stoliku usiadłam z dziewczynami i Lucasem. Zapoznałam ich ze sobą. Wychodzi na to, że teraz będziemy przyjaźnić się całą czwórką. Nagle zabrzęczał mi telefon. To Chris pisał:
- Cześć mamo. – Uśmiechnęłam się promiennie, kiedy zobaczyłam w kuchni mamę. Zawsze tak reaguję, kiedy mam wyśmienity humor.
- Dzień dobry Mel. Widzę, że ktoś tu się dzisiaj wyspał ? – Mama także się uśmiechnęła.
- Właściwie to nie za bardzo, bo obudziłam się koło 5:00 rano.
- A czemu ? Źle spałaś ? – Zapytała mama. Instynkt macierzyński dawał o sobie znać.
- Spałam dobrze. Po prostu obudziłam się wcześniej. Postanowiłam trochę poleżeć, a potem zrobić sobie ciepłą kąpiel…
- I stąd ten świetny humor. – Dokończyła za mnie mama, na co obie zaśmiałyśmy się. Przygotowałam sobie moje ulubione płatki czekoladowo-waniliowe z mlekiem, po czym usiadłam naprzeciw mamy i zaczęłam pałaszować.
Rozmowa zleciała nam w przyjemnej atmosferze. Dawno tak nie rozmawiałyśmy, jak dzisiaj. Właściwie to w ogóle utrzymuję z mamą świetne stosunki. Czasami z przyjaciółmi kłócę się częściej, niż właśnie z moją rodzicielką. Odpuściłam sobie zajście do Chrisa. Pójdę do niego popołudniu. Około 8:25 wyszłam z domu. Wiem, że to wcześnie, a zwłaszcza, że do szkoły mam 15 minut drogi, ale może będzie już Lucas. Zaproponował mi wczoraj przyjaźń, więc chciałabym go trochę lepiej poznać. Może być całkiem spoko. Wczoraj przy naszej gadce trochę dziwnie się poczułam. Jak dziecko. Bo on wprost zadał mi to pytanie… „Co ty na to, żeby zawrzeć przyjaźń ? ”. To było bynajmniej krępujące. Ale może to dobrze ? Może Lucas nie okaże się takim bufonem i będzie całkiem spoko ? Bo lepiej zacząć przyjaźń takim głupim pytaniem, jak w ogóle jej nie zacząć. Chyba.
Jak się spodziewałam, Lucas siedział przed klasą.
- Hej – przywitałam się i usiadłam koło niego.
- Czeeeeść. – Ziewnął, przeciągając przy tym sylabę „e”. – Eee… jak masz na imię ? – Zapytał całkiem poważnie. Był na wpół przytomny. Musiał chyba uczcić nową szkołę wczoraj, bo dzisiaj raczej ma kaca.
- Ty sobie żartujesz, tak ? – Zapytałam. Ta sytuacja nieźle mnie bawiła. A jednak Luka jest bufonem. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Eee.. chyba nie za bardzo rozumiem. – Odparł zdezorientowany.
- Ile wczoraj wypiłeś ? – Spytałam, dalej nie odpowiadając na jego pytanie. Trochę się chłopaczyna pomęczy.
- O wiele za dużo, skoro cię nie pamiętam. – Teatralnie złapał się za głowę w geście bólu.
- I słusznie Lucas. Przynajmniej tyle, że się przyznałeś. – Teraz już nie wytrzymałam i zaśmiałam się głośno. Popatrzył na mnie jak na niedorozwiniętą idiotkę, ale olałam to. Ta sytuacja była bardzo zabawna.
- Skąd znasz moje imię ? – Teraz przybrał na twarz cień strachu. Czy on naprawdę się boi, bo ktoś zna jego imię ?
- Bo sam mi się wczoraj przedstawiłeś. A teraz poproszę o relację z imprezki. – Wyszczerzyłam do niego zęby, psując mu jeszcze bardziej humor.
- Kolega Tom robił imprezę z okazji nowego roku szkolnego. Było duuużo alkoholu. – Specjalnie przeciągnął sylabę. – A teraz powiesz mi, skąd my się znamy ? – Zapytał już trochę poważniej.
- Oj Luka, Luka… już wiem, że imprezy ci nie służą. – Uśmiechnęłam się, ukazując rząd moich bielutkich ząbków. – No to tak: ja jestem Melanie. Wpadłeś wczoraj na mnie i zacząłeś flirtować, ja się wkurzyłam i odpowiedziałam, że mam chłopaka, a potem jakoś się spotkaliśmy przed klasą i oboje przeprosiliśmy i zaczęliśmy przyjaźń.
- Aaaa teraz cię pamiętam ! Zrobiłaś mi awanturę, bo złapałem cię za nadgarstki. – Pokiwał głową z satysfakcją i uśmiechnął się. – Jesteś Mel.
- Tak, to ja. Ale skoro po opowieści przypomniałeś sobie mnie, to pamiętasz w ogóle cokolwiek innego ze szkoły ?
- Tyle, że nasz wychowawca to Marcus Claus i że mamy w klasie dziwki najpopularniejsze w tej szkole już pierwszego dnia. – Odparł Lucas.
- Ciekawe określenie. – Zachichotałam. – Tak, to prawda. Tak tylko jeszcze przypomnę, że poznałeś wczoraj Joshuę, Blaise’a i Teodora.
- To też pamiętam. Najlepsi przyjaciele od zerówki. – Teatralnie wywrócił oczami po czym się do mnie uśmiechnął.
- Gdyby ci tak po kolei przypominać niektóre wydarzenia, to można by to skleić w całość i wiedziałbyś, co wczoraj robiłeś. – Udałam zamyślenie.
- Chyba nie chcę. Głowa tak mnie boli, że mam wielką ochotę odczepić ją na jakiś czas. – Złapał się za głowę. Przypomniałam sobie, że zawsze noszę w torebce tabletki przeciwbólowe, w razie, gdyby coś mi się stało. Nie jestem zwolenniczką odwiedzania pielęgniarki szkolnej i wolę własne leki. Tak więc wyciągnęłam z torebki małą, białą tabletkę.
- Masz, to na ból głowy. Nie zaszkodzi ci. – Dodałam widząc niepewność w jego oczach. W końcu Lucas przełamał się i wziął do ust lekarstwo. Popił wodą. A ja w tym czasie wyciągnęłam z torebki naturalny sok pomidorowy, który uwielbiam i podałam mu. Popatrzył na mnie jak na wariatkę. – Wypij. Zobaczysz, jakie zdziała cuda. – Uśmiechnęłam się. Wziął butelkę i upił dwa łyki. Widać było, że już mu ulżyło.
- Jesteś bogiem ! – Powiedział resztką tchu i przyssał się do mojej butelki. Zaśmiałam się na tą uwagę.
- Och, nieraz to słyszałam. – Wyszczerzyłam zęby. W tym momencie zadzwonił dzwonek na przerwę.
Z klasy 212, pod którą siedzieliśmy, wychodziła klasa 1C. Lucas właśnie oddał mi pustą już butelkę. Pokręciłam tylko głową i uśmiechnęłam się. Poszłam do kosza, który znajdował się na drugim końcu korytarza. Wypiłeś mi picie, to sam powinieneś wyrzucać butelki, pomyślałam. Kiedy stałam już koło kosza, popatrzyłam na Lucasa. Moja ręka zamarła w połowie drogi do śmietnika, a oczy niemal wyszły z orbity. Dlaczego ja to zobaczyłam ?! Na ławce, gdzie przed chwilą siedziałam ja, miejsce zajmuje teraz Alice, dziewczyna Patricka, która na dodatek obściskuje się z Lucasem ! Czyżby ta dwójka zakochanych ze sobą zerwała ? Susi nic mi nie wspominała. Ona w końcu coś by wiedziała, bo przecież jest siostrą Pata. A może osobiście spytam Alice ? W tym momencie dziewczyna popatrzyła się na mnie. Kiedy mnie ujrzała, wystraszyła się. Do jej oczu napłynęły łzy. Powiedziała coś szybko Lucasowi i odbiegła w przeciwnym kierunku. Luka kompletnie nie wiedział, co się dzieje. Rozłożył ręce w geście zdziwienia, a potem schował twarz w dłoniach. Podeszłam do niego i usiadłam. Jak przystało na dobrą koleżankę, musiałam wybadać sprawę i spróbować go pocieszyć.
- Luka, kto to był ? – Zapytałam, udając, że nie znam Alice.
- Alice. – Odpowiedział krótko.
- To twoja dziewczyna ? – Pytałam dalej. Próbowałam wybadać sprawę jak najbardziej.
- Tak. Spotykamy się od jakiegoś miesiąca. – Odpowiedział i popatrzył na mnie zdziwiony. – A czemu pytasz ?
- A tak jakoś… - Powiedziałam. No pięknie ! Alice zdradza Patricka. Ale czy powiedzieć prawdę Lucasowi ? Chyba nie chcę go zranić. Myśl, myśl ! Co by tu powiedzieć ?!
- Melanie, ja widzę, że coś cię gryzie. Powiedz … - Zrobił minę proszącego szczeniaczka.
- Eee… nie, to nieważne. – Uśmiechnęłam się. Trzeba było szybko zmienić temat. – Już ci lepiej po tym soku ?
- Taa, dzięki. Nie wiedziałem, że sok pomidorowy jest dobry na kaca. – Odparł, po czym ziewnął. Zachciało mi się śmiać, bo potem mlasnął jak mały dzieciaczek.
- Nie tylko na lekcjach możesz pogłębiać wiedzę. – Wyszczerzyłam zęby. Oddał uśmiech.
Do końca przerwy atmosfera była o wiele bardziej luźniejsza. Ludzie z naszej klasy powoli się schodzili, aż do dzwonka przyszli wszyscy. Dwie dziewczyny się do mnie uśmiechnęły. Oddałam tym samym. Mam wrażenie, że będą chciały się zaprzyjaźnić. Ale to nawet dobrze. Zadzwonił dzwonek na lekcję. Weszliśmy wszyscy do klasy. Pierwszą mieliśmy historię malarstwa. Akurat bardzo lubię historię. Tego przedmiotu nauczała pani Bennett. Kobieta wydawała się być już dobrze po 50, bo włosy zaczynały jej już siwieć. Ale mimo wszystko miała przyjemny wyraz twarzy.
Historia zleciała nam w tempie błyskawicznym. Na początku nauczycielka się przedstawiła, a potem zrobiliśmy powtórkę z najważniejszych dat i pojęć. Mnóstwo osób pamiętało wszystkie rzeczy bardzo dobrze. Pani była pod wrażeniem. To dobrze, że pokazaliśmy nasze możliwości już na pierwszej lekcji w tej szkole. Przerwę spędziłam oczywiście z Lucasem. Ten typ jest mega głupi, ale przy tym też mega śmieszny. To będzie ciekawa przyjaźń. Ale podobno w życiu trzeba spróbować wszystkiego. Więc dlaczego by nie zaprzyjaźnić się z psycholem ? To oczywiście taki żarcik z tym psycholem. Luka jest spoko. I przy tym zdaniu o nim skończę. Drugą lekcją, jaką dzisiaj mieliśmy, był angielski. Uczył go pan Marcus, nasz wychowawca. Moim zdaniem uczy bardzo dobrze. Daleko mu niestety do perfekcji, ale to pewnie przez młody wiek. Stosował tą samą technikę, co pani Bennett. Tyle, że przedstawił się nam już wczoraj, więc dzisiaj na początku lekcji żartowaliśmy trochę. Potem powtórka. Tu nie było tylu geniuszy, co na lekcji historii, ale i tak dawaliśmy radę. To może się wydawać trochę dziwne, bo niby który człowiek nie umiałby angielskiego w Anglii ? To jest jak niemiecki w Niemczech, albo polski w Polsce. Jest gramatyka, czasy i mnóstwo, mnóstwo innych rzeczy. A kto normalny pamiętałby takie rzeczy po wakacjach pełnych imprez ? Ale myślę, że z czasem przypomnimy sobie wszystkie rzeczy.
Po lekcji angielskiego czekał na nas w-f, moja znienawidzona lekcja. Zawsze, kiedy graliśmy w gry zbiorowe, wybierano mnie na końcu. Ale chyba znam tego powód. Gry zbiorowe zazwyczaj wiązały się z piłką, a ja nie umiem łapać piłki ! Od dzieciństwa mam taki nawyk, żeby nie bawić się piłką, którą ktoś w ciebie rzuca, a przed nią uciekać. Może być to wina moich okularów. Wcześniej miałam wadę wzroku i musiałam nosić okulary, na których punkcie byłam przewrażliwiona. Bałam się, że na wuefie ktoś je stłucze, a na mnie wydrze się mama. Dlatego tak bardzo nie lubiłam piłek, co się wiązało z odpornością na lekcje wychowania fizycznego. Dzisiaj na szczęście nie było żadnych piłek. Nasz wuefista, pan Wood przywitał się z nami, opowiedział o sobie, a potem zapraszał każdą dziewczynę na rozmowę indywidualną. Na pierwszą myśl o tej rozmowie zrobiło mi się niedobrze. Bo czego mógłby chcieć od nas nauczyciel wychowania fizycznego już na pierwszej lekcji, kiedy nawet nie zna naszych umiejętności sportowych ? Moje obawy poszły sobie tak szybko, jak przyszły. Pan wyczytywał dziewczyny od końca, a ja byłam ostatnią dziewczyną w naszej klasie. Okazało się, że pan Wood chciał poznać nasze możliwości w opisie. Opowiedziałam mu, że zawsze byłam najgorszą dziewczyną na wuefie, bo nigdy nie umiałam złapać piłki. Z gimnastyką nie jest tak źle, ale gry zbiorowe, to dla mnie czarna magia. Nauczyciel uśmiechnął się do mnie i powiedział mi, że zostałam przydzielona do grupy mniej zaawansowanych. Tylko na razie mam nikomu nie mówić o tych grupach. Po przepytaniu wszystkich dziewcząt ogłosi, kto w jakiej jest grupie. Kiedy wyszłam z jego malutkiego gabinetu i doszłam na salę, zalała mnie masa pytań.
- Co on chciał ?
- O co pytał ?
- Będziesz miała jakieś ulgi, czy coś ?
- Czemu każdy wzywany jest osobno.
Dziewczyny nie dały mi dojść do słowa, a co jest najdziwniejsze w tym wszystkim, było ich dwa razy więcej. Poważnie. Doszła do nas klasa 1F. Opowiedziałam im pokrótce to, o czym rozmawiałam z panem Woodem, pomijając oczywiście informację o grupie mniej zaawansowanej. Poinformowałam je też mniej więcej o moich możliwościach na tym przedmiocie. Uśmiechnęła się do mnie dziewczyna w okularach, która stała z jakąś drugą koleżanką przed pierwszą lekcją, kiedy siedziałam z Lucasem, a one się do nas uśmiechnęły.
- Nareszcie znalazłam bratnią duszę na tym przedmiocie. – Uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę w moją stronę. – Jestem Julie.
- Melanie, miło mi. – Podałam jej rękę i oddałam uśmiech. W tym momencie doszła do nas przyjaciółka Julie, która spędzała z nią czas rano.
- Co tam dziewczyny ? Ooo, ktoś nowy. – Także się uśmiechnęła i powtórzyła gest. – A ja to Clara.
- A ja Melanie. Ale mówicie mi Mel. – Posłałam im delikatny uśmiech. – Więc… ty też nie za bardzo lubisz w-f Julie ? – Zapytałam.
- Nienawidzę ! To wszystko przez te okulary ! Każdy się ze mnie naśmiewał na wuefie, że jestem ślepa kura a i tak mam już okulary. – Odparła szatynka.
- W dzieciństwie miałam podobny problem z okularami. – Uśmiechnęłam się.
- Naprawdę ? Nosiłaś kiedyś okulary ? – Spytała Clara.
- Niestety. Znam twój ból Julie. – Wszystkie trzy zaśmiałyśmy się. Julie mimo problemu z okularami była śliczną dziewczyną. Miła bardzo długie włosy sięgające jej do pasa (akurat miała je zaplecione w warkocza, co bardziej je wydłużało), czekoladowe oczy i mały nosek. Jej twarz była bardzo czysta, czego jej trochę zazdrościłam, bo u mnie od czasu do czasu pokazuje się trądzik i zostają po nim ślady. Wracając do Julie… wyglądała bardzo słodko, a okulary dodawały jej uroku. Clara natomiast była blondynką z mega grzywką. Włosy sięgały jej do barków. Nie były za długie, ale mimo wszystko śliczne. Miała zielone, kocie oczy. Z nas wszystkich była chyba najszczuplejsza. Kiedy wciągała brzuch, widać było jej żebra. Teraz już wiem, że nie chcę się nigdy w życiu odchudzać.
- Julie Smith ! – krzyknął nagle nasz wuefista, więc Julie wstała z ławki i poszła do gabineciku pana Wooda. Zostałyśmy z Clarą we dwie. Rozmowa kleiła się nam całkiem nieźle. Fajnie się z nią gada i myślę, że to będzie ciekawa znajomość. Clara bowiem jest bardzo energiczną osobą, która w-f kocha. Różni się trochę ode mnie, czy Julki, ale w końcu przeciwieństwa się przyciągają. Nagle zagaił do nas jakiś chłopak. Nie wspomniałam jeszcze, że chłopcy mają własnego wuefistę, a ich lekcje odbywają się na drugiej połowie Sali.
- Witam drogie panie. Można się dosiąść ? – Spytał blondyn.
- Nie błaźnij się już Charlie, tylko siadaj. – Zaśmiała się Clara.
- Charlie, droga panienko. A pani jak na imię ? – Zapytał niskim głosem, co tylko mnie rozbawiło.
- Melanie. – Uścisnęłam jego dłoń i uśmiechnęłam się.
- Czemu nie ćwiczysz Szerloku ? – Spytała żartobliwie Clara.
- Indywidualne z wuefistą. To co wy. – Odparł luzacko. W tym momencie przyszła do nas Julie. Minę miała pogodną.
- I co ci powiedział ? – Zapytałam, kiedy dziewczyna usiadła koło mnie.
- Rozumie, że nie każdy ma powołanie do jego lekcji i że nie muszę dawać z siebie 100% na jego lekcjach. A reszty dowiem się, jak wszystkich już przepyta. – Uśmiechnęła się Julie.
- A kto następny ? – To pytanie padło ust z Charliego.
- Aaa, teraz Clara. Powodzenia. – Uśmiechnęła się tylko.
- Dzięki.
- CHARLIEE !!!! – Krzyknął ktoś z drugiego końca Sali.
- Ocho, to chyba oznacza, że teraz moja kolej. Przepraszam drogie panie. – Znów zaczął mówić tym głosem, a potem odszedł.
Reszta wuefu minęła nam tak, jak wcześniej, czyli na siedzeniu i poznawaniu się z nowymi osobami. Przedstawiłam się każdej dziewczynie z naszej klasy oraz 1F i wice versa. Pod koniec lekcji pan ogłosił, kto w jakiej jest grupie, a potem poszliśmy do szatni. Myślę, że te lekcje wychowania fizycznego nie będą należały do najgorszych.
Potem była przerwa na obiad. Mieliśmy godzinę wolnego czasu. Przy stoliku usiadłam z dziewczynami i Lucasem. Zapoznałam ich ze sobą. Wychodzi na to, że teraz będziemy przyjaźnić się całą czwórką. Nagle zabrzęczał mi telefon. To Chris pisał:
„Hej kochanie, jak tam w szkole ? Przyszedłbym popołudniu, ale nie mogę.
Mam spotkanie z naszym wuefistą w sprawie dalszej edukacji w tym przedmiocie.
Może spotkamy się jutro ? Całuję i kocham.”
Ooo, urocze. Miła końcówka. Ale nie jestem zła, że dzisiaj się nie spotkamy. Rozumiem Chrisa w stu procentach. Ja zrobiłabym to samo, gdyby chodziło o plastykę, historię, czy matematykę. Odpisałam mu, że u mnie okej, że pasuje mi jutro i że też go kocham. Obiad zjedliśmy w miłej atmosferze. Lucas jak zwykle wszystkich rozśmieszał.
Po objedzie mieliśmy jeszcze trzy lekcje: matematykę, wykłady z psychologii i wykłady o średniowieczu. Te ostatnie były zdecydowanie najgorsze. Każdy usypiał. Ale jakoś wytrzymaliśmy do końca. Do domu wracałam sama. A raczej prawie sama. Na mojej ulicy mieszka taki chłopak z 1C. Jest mega przystojny. Właściwie… a nie. Nie będę z nim rozmawiać. Gdyby chciał, to sam by podszedł. A ja nawet nie znam jego imienia. Szybko wyperswadowałam sobie ten pomysł z głowy i czym prędzej poszłam do domu. Tam przywitałam się z rodzicami. Opowiedziałam im o moim dniu w szkole i o nowych znajomościach. Potem poszłam do siebie do pokoju. Tam przepakowałam do torby potrzebne mi na jutro książki, a potem wzięłam bieliznę, piżamę i poszłam wziąć kąpiel. Było raczej wcześnie, jak na wieczorną toaletę, bo piętnaście po osiemnastej, ale mi to nie przeszkadzało. Będę miała więcej czasu, żeby posiedzieć przed laptopem i pooglądać jakieś filmy, albo pogadać na czacie z Rose i Susan. Tak więc po 30 minutach wyszłam z łazienki. Włączyłam laptopa. Używałam go do około 23:30, a potem położyłam się spać. O dziwo, byłam zmęczona. Ale to pewnie wina pory, o której wstałam. Ułożyłam się wygodnie w łóżku, a po chwili Morfeusz zabrał mnie do swojej krainy.
♥~~♥~~♥~~♥~~♥~~♥
Ten rozdział jest dla Angeliki, mojej best friends od zawsze i na zawsze. Gdybyś mnie tak nie motywowała, to już dawno bym zawiesiła te wypociny. ♥
Dziękuję.! <3 I Już nie przesadzaj..:)
OdpowiedzUsuń