niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 37




Jak ja się cieszę, że w naszej szkole nie ma mundurków !! Naprawdę. Nie znoszę przylizanych kucyków i idealnie dopasowanych spódniczek do kolana. Moim zdaniem każdy zasługuje na własny styl i powinien go pokazywać, puki jest w młodym wieku. No bo przecież w wieku 40 lat nie ubiorę się w wygodne rurki i bluzkę z króliczkiem, bo ludzie uznają mnie za nienormalną lub niedorozwiniętą psychicznie. Taka prawda. Ale teraz się tym nie przejmuję. Nie przejmuję się przyszłością ani trochę. Bo moim zdaniem trzeba iść na przód, a co będzie, to będzie. I nikt ani nic tego nie zmieni. Nie mam bladego pojęcia, czym się będę w przyszłości zajmować, ani z kim będę. Mam tylko nadzieję, że los przypisał mi Chrisa na zawsze. Ten chłopak jest cudowny. Czuły, kochany, uroczy, uwodzicielski, przystojny, nieugięty, zawsze uśmiechnięty, miły, opiekuńczy, wrażliwy, zabawny, nieśmiały, inteligentny. Mogłabym wymieniać tak godzinami wspaniałe cechy Christiana, ale czas leci. Za 2 minuty zaczyna się pierwsza lekcja, a ja siedzę na tym korytarzu sama, samiutka. Zupełnie, jakby odwołali dzisiaj lekcje, a ja o tym nic nie wiem. To trochę podejrzane. Nie mam pojęcia, co robić. No bo niby dlaczego dyrektor miałby odwołać lekcje w połowie października ? Swoją drogą, ten czas zleciał mi okropnie szybko. Mam wrażenie, że te półtora miesiąca minęło, jak dwa tygodnie. A może naprawdę minęły dwa tygodnie od rozpoczęcia roku szkolnego, a ja tylko śnię, że jest 14 października i siedzę tu sama na korytarzu, czekając na lekcje ? Tylko jak się obudzić ? Spróbuję zadzwonić do Lucasa. Jeśli on odbierze, a ja potem będę miała w komórce zapisane, że do niego dzwoniłam, to nie będzie sen. Tak więc szybko znalazłam w spisie treści Lukę i zadzwoniłam.
- Halo .? – Powiedział do słuchawki zaspany głos. Zaraz, zaraz… zaspany ? Jakim cudem ? Przecież cztery minuty temu miał zadzwonić dzwonek na lekcje. Chwila… dzwonka też nie było ! Co się dzieje ? – HALO ! – Krzyknął Lucas.
- Hej Lucas. Gdzie ty jesteś ? – Spytałam mocno zdziwiona.
- Ach, to ty Mel. Sorry za to krzyknięcie do słuchawki, ale mnie obudziłaś. – Powiedział i ziewnął.
- Obudziłam ? Chłopie, przecież 5 minut temu zaczęły się lekcje ! – Odparłam lekko zdenerwowana.
- Melanie, czy ty myślisz ? Przecież dzisiaj 14 października ! – Powiedział Luka. W jego głosie słyszałam zdziwienie.
- No i co w związku z tym ? – Prosiłam, by wytłumaczył. Głos miałam całkiem spokojny, chociaż w środku aż cała buzowałam. Czy ja o czymś przypadkiem nie wiem ?!
- Dzisiaj jest dzień nauczyciela, szkoła ma wolne od nauki. Nie mów tylko, że siedzisz teraz pod klasą ?! – Teraz usłyszałam wyraźną kpinę w jego głosie.
- Tak o to właśnie. Siedzę pod klasą, bo pewien nadęty dupek, który dawał mi spisywać notatki, bo nie było mnie cały zeszły tydzień w szkole, nie poinformował mnie, że mamy wolne ! – Syknęłam rozwścieczona i rozłączyłam się.
                Byłam mocno wkurzona, że Lucas nie poinformował mnie o dniu wolnym. Jak można zapomnieć o takiej sprawie ?! Człowiek leży w łóżku i wypoczywa, bo ma zapalenie płuc, a ten nawet nie raczy go poinformować, że jest wolne. Gdyby nie Luka, teraz na pewno słodko bym spała. Potem obudziłabym się w wyśmienitym humorze, jako że poniedziałek (z zasady nie znoszę poniedziałków) jest wolny. Następnie zeszłabym na dół i uświadomiła sobie, że jestem na chacie sama, bo mama jest na zakupach, tata w pracy, a Matt z nami nie mieszka. Włączyłabym głośną muzykę i wzięłabym się za robienie góry naleśników z syropem czekoladowym, albo klonowym. Ale nie ! Oczywiście muszę teraz wychodzić ze szkoły, wkurzona na cały świat i ze zrytym humorem do końca dnia ! Lucas to świnia. Nie daruję mu tego, na pewno się jeszcze odegram. Tymczasem już miałam przechodzić przez bramę szkolną, kiedy nagle stanął przede mną Teodor, kolega z klasy. Jakoś tak wyszło, że nie polubiliśmy się i tak już zostanie na zawsze.
- Jak zawsze pilna. Nawet kiedy jest wolne, to przychodzi do szkoły ! – Powiedział szyderczym tonem i uśmiechnął się do mnie drwiąco.
- Mogę powiedzieć to samo o tobie. – Syknęłam i już chciałam odejść, kiedy Theo zagrodził mi drogę.
- Zapamiętaj sobie laleczko, że tylko ja mam prawo zakończyć rozmowę z osobami twojego pokroju. – Warknął, jednak po chwili przybrał już drwiący wyraz twarzy.
- To znaczy jakimi ? – Nie dawałam za wygraną.
- Mniej więcej każdy jest w tej szkole tylko z powodu kasy. Jednak istnieje taka wyspa wyrzutków, którzy mają „zdolności ”. Ty i twoja zacna elita znajdujecie się na tej wyspie, co oznacza, że jesteście biedni. – Wyrzucił z siebie . Minę miał usatysfakcjonowaną. Udałam zdziwione spojrzenie. Ale w prawdzie to wiedziałam o tym, że 1/10 osób w tej szkole ma prawdziwe talenty do malarstwa, czy muzyki. Jest nas naprawdę bardzo mało. Bo University of the Arts to ogromna szkoła posiadająca masę uczniów. Ale i tak mi się tu podoba, a to ważne. Mamy wiele ciekawych przedmiotów. Jest plastyka, muzyka, filozofia, psychologia, krawiectwo, geometria. Co dwa tygodnie mamy też garncarstwo. Robimy tam różne misy i dzbany, które potem wypalamy w piecach. Ale poza tymi przedmiotami mamy także matematykę, angielski, historię, WOS. Szkoła jak każda inna, tyle że większa i materiał jest trochę bardziej rozszerzony. – Łouu, ziemia do Williams ! – Nagle Teodor pomachał mi ręką przed oczami. – Coś ty tak odjechała ?
- Po nazwisku, to po pysku, Scott! – Warknęłam. Specjalnie zaakcentowałam jego nazwisko. Przynajmniej teraz udało mi się odejść, bez jakiegokolwiek komentarza ze strony Teodora.  Nie wiedziałam tylko, gdzie iść. Jestem prawie pewna, że Chris i dziewczyny mają normalne lekcje. Postanowiłam więc przejść się na rynek. Tam nieopodal jest taki barek, gdzie można usiąść i wypić przepyszną gorącą czekoladę.
                Swoje nogi skierowałam więc na rynek. Kręciło się tam mnóstwo ludzi. Jak zawsze zresztą. Przyuważyłam Toby’ego. Rozmawiał z jakąś klientką i posyłał jej właśnie jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów, a ona zdenerwowana odwróciła się na pięcie i poszła. Czy ja nie mam przypadkiem deja vu ? Ze mną było identycznie. Tylko że ja miałam powód, żeby się wykurzyć i poza tym nadal utrzymuję kontakty z tych chłopakiem. Na pozór wydaje się być miły, ale lepiej z nim nie zadzierać. To coś tak, jak ze mną. Nie ma co, dobraliśmy się. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Hejka Toby ! – Zawołałam.
- Ooo, hej Melanie. Miło cię tu widzieć. – Odparł i posłał mi szelmowski uśmiech. Mimo, że nieraz uśmiechano się tak do mnie, to ja i tak zawsze miałam rumieńce. Teraz historia nie zawodziła. – A ty dalej się rumienisz na ten uśmiech ? – Zapytał, co speszyło mnie jeszcze bardziej. Zaśmiał się. – Co tu robisz ? Nie w szkole ?
- Dzisiaj mamy wolne. Wiesz, dzień nauczyciela. – Uśmiechnęłam się.
- Aach, no tak ! Przecież dzisiaj 14 ! – Odparł, jakby to była najciekawsza rzecz na świecie. – Więc co dzisiaj porabiasz ? – Zapytał Toby.
- Idę na gorącą czekoladę do baru, a potem…. gdzie mnie nogi poniosą. – Puściłam mu oczko.
- Ooo, mogę iść z tobą ? – Prosił brunet. Pomyślałam, że fajnie mogę spędzić południe w jego towarzystwie, więc już miałam się godzić, kiedy nagle…
- Dzień dobry. – Usłyszałam za sobą. Razem z Tobym popatrzyliśmy się w tamtą stronę. Toby’emu aż oczy zaświeciły na widok młodej brunetki z pięknymi, falistymi lokami i czekoladowymi oczami. Ja na swoje nie narzekałam, ale jej były jeszcze piękniejsze. Uśmiechnęła się do Toby’ego uwodzicielsko.
- Witam droga pani. Czy… - Toby cały czas gadał, ale już go nie słuchałam. Widać, że ta dwójka flirtuje, więc nie chcąc im przeszkadzać, odeszłam od stoiska.
                Swoją drogą współczuję trochę tej dziewczynie. Flirtowała z Tobym, a Toby z nią. To znaczy, że w bliżej nieokreślonym czasie będą ze sobą chodzić. A Toby to przecież łamacz serc. Nie szuka dziewczyny na stałe. Bawi się przedstawicielkami płci pięknej. Rozkochuje w sobie, wykorzystuje i rzuca mówiąc, że nie szuka stałego związku. Prawdę mówiąc, nie chciałabym być na miejscu tych wszystkich ślicznotek. No ale cóż, to przecież nie mój wybór, a ja nie mogę ostrzegać każdej przed urokiem Toby’ego.
                Weszłam do baru. Właściwie to, to jest taka mała kawiarenka, ale z tego względu, że podają tu pyszne ciasta, lody, gorącą czekoladę, herbatę i jakieś mniejsze dania główne, to nazywam to miejsce barem. Podeszłam do lady i zamówiłam czekoladę. Potem zajęłam moje stałe miejsce, czyli czwarty stolik po lewej stronie, z wygodną sofą do siedzenia. Wystrój tej Sali w ogóle był nietypowy: po lewej i prawej stronie stały boksy, a na środku zwyczajne stoliki z krzesełkami. Ale mimo wszystko uwielbiałam tu przebywać z paru względów. Po pierwsze: siedząc w boksach, mogę liczyć na prywatność, kiedy chcę odbyć jakąś rozmowę, albo pobyć sam na sam z Chrisem. Po drugie: mam świetną okazję, by pomyśleć nad jakimiś przytłaczającymi rzeczami, a zwłaszcza z czekoladą do picia w ręku, kiedy na polu leje deszcz. Po trzecie: mają tu świetną czekoladę ! Po czwarte: w radiu leci zawsze muzyka, jakiej mi trzeba , kiedy mam doła. Po piąte: wybierają tu świetne piosenki świąteczne, których mogę słuchać godzinami. No i wreszcie chyba najważniejszy podpunkt, czyli szósty: to tutaj odbyła się moja druga randka z Chrisem. To tutaj całowaliśmy się kolejny raz, tyle że trzeźwi. I dlatego właśnie kocham to miejsce. Tak zapadłam we własnych myślach, że nawet nie zorientowałam się, gdy wypiłam już pół kubka czekolady. Mimo, że jest pyszna, to uważam, że trochę zbyt słodka.
                Właśnie miałam wstać i podejść do baru, by zapłacić za czekoladę, kiedy nagle do baru wleciało dwóch facetów. Byli ubrani na czarno, a na głowie nosili czarne kominiarki. Jeden miał w ręku pistolet, a drugi karabin i worek.
- To jest napad !!! Wszyscy na ziemię i nie ruszać się ! – Krzyczał ciągle jeden. Strasznie się bałam. Ze świeczkami w oczach położyłam się łaskawie na ziemi i zamknęłam oczy, z myślą, że to tylko głupi sen, z którego zaraz  się obudzę. Nagle jakiś dzieciak zaczął piszczeć i to niemiłosiernie.
- Zamknij się bachorze! – Krzyknął drugi. Obiecałam sobie, że jeśli do jutra przeżyję, to pomodlę się do Boga za pomoc. Samotna łza spłynęła mi po policzku. A wiecie, co było najgorsze ? Miałam wrażenie, że już gdzieś słyszałam te głosy. Oba. Miałam takie okropne wrażenie, że skądś znam tych włamywaczy. Kątem oka zauważyłam, że ten drugi odpycha kasjerkę i podchodzi do kasy, by wybrać pieniądze. Łzy lały się strumieniami z moich oczu i płynęły po policzkach, by dojść do szyi i spaść za kołnierzyk bluzki. Nagle temu pierwszemu spod kominiarki wyszły włosy. Były długie, brązowe. Ja znam tych ludzi. Pierwszy włamywacz poczuł na sobie mój wzrok, więc odwrócił się w moją stronę. Miał bardzo głębokie, zielone oczy. Mogę dać ściąć sobie głowę, że znam to spojrzenie, te oczy. Popatrzyłam na ręce tego człowieka. Miał podwinięte rękawy. Na lewym przedramieniu widniał tatuaż ze smokiem. Chwila, już wiem, kto miał taki tatuaż ! Przecież to był
- Filip ! – Wyszeptałam, jednak na tyle głośno, by usłyszał mnie jego kolega. A tym drugim był Mike ! Chyba nie za bardzo kojarzycie, o kim teraz mówię. Przecież to byli ci dwaj, którzy dostawiali się do mnie i do Kate na plaży w Irlandii! Co oni tu robią ? Dlaczego zeszli na tą złą ścieżkę ? A Filip mówił, że mieszkają w Irlandii. Nienawidzę tych typów.
- Mel. – Odparł i zaczął zbliżać się do mnie. Szybko zmieniłam pozycję na siedzącą i zaczęłam się odsuwać w stronę boksów. Byle jak najdalej od niego. – Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy. – Powiedział bardzo cicho. Ale już nie szeptał.
- Nie wierzę ci ! Nie podchodź do mnie ! – Krzyczałam w niebogłosy. Miałam taką chorą nadzieję, że ktoś będzie chciał przyjść do tej kafejki, ale zauważy, co się dzieje i zadzwoni na policję. Gwałtownie popatrzyłam na drzwi. Filip jednak to zauważył, bo spojrzał w tą samą stronę, co ja.
- Ooo nie. Ty pojedziesz z nami, kochanie. – Odparł jadowitym głosem. W tym momencie dziękowałam mojemu nauczycielowi od wf-u, że nauczył mnie indywidualnie sztuk walki. Wiedziałam, że te lekcje nie pójdą na marne. A tak nie lubiłam na nie chodzić…
- Co ty kombinujesz malutka ? – Zapytał Mike, który nagle pojawił się koło nas. Chyba musiał zauważyć mój chytry wyraz twarzy i się zainteresował. Chwilę zastanawiałam się nad odpowiedzią i moimi czynami. To musi być jedna chwila, żeby wszystko się rozegrało.
- Malutka to może być twoja pała ! – Powiedziałam i kopnęłam go z całej siły w krocze. Potem wbiłam Filipowi kolano w brzuch. Wybiłam szybę w drzwiach wejściowych i wybiegłam na zewnątrz.
- LUDZIE ! TAM SĄ WŁAMYWACZE ! DZWONIĆ PO POLICJĘ ! – Krzyczałam. Miałam wrażenie, że połowa miasta mnie usłyszała. Nagle kilku mężczyzn wyciągnęło telefony w celu szybkiego dzwonienia na policję. Filip i Mike zorientowali się, co zrobiłam i co się zaraz stanie. Szybko wybiegli ze sklepu. Oczy o mało nie wyszły mi z orbit. Ja tu się drę, że tam są włamywacze, a ci sobie uciekają i nikt nie kwapi się nawet powstrzymać ich od ucieczki. Ni stąd, ni zowąd wybiegli Toby i… ku mojemu zdziwieniu Chris. Pognali za chłopakami i jednym ruchem uniemożliwili im dalszą ucieczkę. Ta ucieczka przerodziła się w ogromną bójkę. Chris walczył z Filipem i chyba nawet wiem, dlaczego. Toby natomiast zajął się Mike’m. Zorientowałam się, że po policzkach nadal płyną mi łzy.
            Po 5 minutach zjawiły się dwa radiowozy policyjne. Filip i Mike wsiedli do pierwszego, po czym odjechali razem z policjantami, zapewne na posterunek policji. Z drugiego natomiast wyszło dwóch policjantów, którzy kierowali się w moją stronę. Stach ogarnął mnie całą. Czyżby mnie też chcieli zatrzymać ?
- Dzień dobry. Nazywam się Fabian Wordsnack. Czy mogę złożyć od pani zeznania w tej sprawie ? – Zapytał przystojny, młody policjant. Nagle zjawił się Chris i mocno mnie przytulił. Oddałam ten uścisk ze zdwojoną siłą.
- Mel, skarbie… Nic ci nie jest ? – Zapytał Chris, ciągle mnie przytulając.
- Nie. Tak się bałam… - Powiedziałam cicho. Łzy znów popłynęły mi z oczu.
- Przepraszam bardzo, ale ta pani musi złożyć zeznania. – Odezwał się do Chrisa policjant.
- Chcę zostać przy tej rozmowie. Bo widzi pan, ta pni to moja dziewczyna. – Powiedział złośliwie Chris. Policjant miał nieprzekonaną minę, ale w końcu się zgodził. Odpowiedziałam dokładnie całą historię. Zastanawiałam się, czemu też to mnie spotkało. Mnóstwo ludzi podziękowało mi za pomoc w wydostaniu się z tego baru.
            Po pełnym emocji południu wróciłam do domu. Chris musiał wracać na uczelnię. Okazało się, że mieli wolną godzinę, bo jeden z nauczycieli zachorował. Tak więc ten czas postanowił spędzić na rynku. Rozmawiał z Tobym, którego o dziwo nie zna i nagle usłyszeli mój krzyk. Pobiegli szybko w moją stronę, ale zauważyli tych Filipa i Mike’a w kominiarkach. Złapali ich i szarpali się, ale nagle przyjechała policja. Chyba na jakiś czas nie będę odwiedzać tej kawiarenki.
            W domu opowiedziałam wszystko mamie. Była wstrząśnięta. Nie mogła sobie jakoś wyobrazić, żeby tak po prostu włamać się w biały dzień do zwyczajnego baru i ukraść sobie pieniądze. Oczywiście zabroniła mi tam chodzić. Uśmiechnęłam się na taką „karę”. Mama zawsze była opiekuńcza. Czasami może trochę za bardzo, ale dzięki temu wiedziałam, że się martwi i doceniam to.
            Poszłam do mojego pokoju, żeby się trochę pouczyć i odrobić lekcje na jutro. Miałam zadane tylko z matematyki, a uczyć się z polskiego. Uporałam się z wszystkim w godzinę, więc miałam wolne popołudnie. Przeszłam się z Toffikiem na spacer po lasku. Potem spotkałyśmy się z dziewczynami u Rose. Musiałam wszystko dokładnie i ze szczegółami opowiedzieć im tą historię.       
- Od dzisiaj wiem, do kogo dzwonić, jak ktoś mnie napadnie. – Żartowała Susi.
- A gdzie ty się tak w ogóle nauczyłaś sztuk walki ? – Zapytała Rose. Była troszkę zdziwiona moją opowieścią. Stwierdziła, że troszkę ją „ubarwiłam”.
- Pamiętacie, jak w gimnazjum wykręcałam się ze spotkań, bo miałam korki w szkole ? – Spytałam.
- Tak. Nigdy nie chciałaś powiedzieć, czego się uczysz i kto cię uczy. – Przypominała sobie Rosi.
- Wtedy uczyłaś się tych zapasów ? – Spytała Susan.
- To nie były żadne zapasy ! – Zaśmiałam się. – Ale tak, wtedy właśnie się uczyłam walczyć. – Odparłam.
- Czemu nam nie powiedziałaś ? To całkiem ciekawa sprawa. – Mówiła Rose.
- Właśnie ! Dołączyłybyśmy do ciebie ! – Zawtórowała jej Susan. Wyraźnie słyszałam, że się nabijały. Nagle zadzwonił mój telefon. Na wygaszaczu pisało „Lucas”. Ehh, nie jestem na niego wkurzona, ale poudaję trochę, będzie beka.
- Halo ? – Powiedziałam do słuchawki. Dziewczyny popatrzyły na mnie zdziwione.
- Hej Mel, chciałem…. – zaczął, ale nie było mu dane dokończyć, ponieważ gwałtownie mu przerwałam.
- To fajnie, że chciałeś, ale nie gadam z tobą. Paa. – Zakończyłam słodkim głosikiem i się rozłączyłam.
- Kto to był ? – Spytała Susi.
- I czego chciał ? – Dopytywała się Rosi.
- Lucas. – Odpowiedziałam krótko, jednak widząc miny moich przyjaciółek, które czekały na wyjaśnienia, musiałam im wszystko opowiedzieć. – No bo chodzi o to, że… - Opowiedziałam im wszystko dokładnie.
- Z dziewczynami pożegnałam się o 20:00. Potem ruszyłam do domu. Po drodze napotkałam Teodora. O nie, myślałam, znowu się zacznie. Ku mojemu zdziwieniu, brunet przeszedł tylko koło mnie, spuszczając głowę. Stanęłam jak wryta. To do niego nie podobne, żeby tak przejść i nie rzucić kąśliwej uwagi na mój temat. Ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy weszłam do domu.
- Już jestem ! – Krzyknęłam.
- Dobrze ! W kuchni stoi kolacja ! – Odkrzyknęła z salonu mama. Poszłam więc do kuchni i usiadłam przy stole. Zaczęłam pałaszować pyszne kanapki. Miło, że mamie chce się jeszcze robić dla mnie kolację, mimo, że mam skończone 16 lat. Doceniam takie gesty.
            Zjadłam kolację i udałam się do pokoju po rzeczy do kąpieli. Wzięłam szybki prysznic, umyłam dokładnie zęby i przebrałam się w ulubioną piżamkę z królikiem. Potem poszłam do pokoju, by znaleźć sobie jakieś ciuchy do szkoły. A następnie wskoczyłam na łózko i wzięłam sobie laptopa. Włączyłam na trochę czat, ale nie było nikogo ciekawego. Poprzeglądałam trochę memy, ale czułam już piasek pod oczami. Wyłączyłam laptopa i ułożyłam się wygodnie na łóżku. Przed zaśnięciem zastanawiałam się, czy czas już zawsze będzie mi tak szybko leciał. Moje powieki nie wytrzymały i opadły beztrosko, by otworzyć się następnego dnia rano.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz