Czas leci zdecydowanie za szybko.
Aż trudno sobie wyobrazić, że mamy już 15 grudnia. Przecież nie tak dawno był
ten napad na bar na rynku ! Jeszcze nie tak dawno kłóciłam się z Teodorem ! A
tu tyle się zmieniło… Nie wiem, czy mi uwierzycie. To naprawdę może być trochę…
dziwne. Ale sami oceńcie… Ostatnio mam takie głupie wrażenie, że Chris mnie
zdradza. W ogóle nie ma czasu spotykać się ze mną… pff, co ja gadam, on nie ma
czasu mnie dotykać ! Widzimy się może 2 razy na tydzień ! To skandal ! Ostatnio
spaliśmy ze sobą 4 tygodnie temu. Przykro mi trochę z tych powodów. Bardzo się
od siebie oddaliliśmy. Chris stwierdził nawet, że to ja go zdradzam ! Co
prawda, spędzam trochę czasu z Lucasem, ale nigdy nie posunęłabym się do czegoś
dalszego, niż tylko uśmiech ! W pewnym sensie to właśnie Luka zapełnia pustkę w
moim ciele i po części też w sercu. Jest tak jakby pocieszeniem po Chrisie, po
tym, że nie widujemy się. Choćby nie wiem, co, to nie zerwę kontaktów z
Lucasem. Nawet, jeśli Chris prosiłby na kolanach. A tak poza tym, to – co może
się wydawać jeszcze dziwniejsze – pogodziłam się z Teodorem. Przeprosił mnie za
te wyzwiska pod moim adresem. Interesowało mnie, dlaczego tak nagle odpuścił,
ale do tej pory nie znam prawdy. Oszczędzamy się do zwykłego „cześć” w szatni,
albo na przerwie. Taki obrót spraw właściwie trochę mi pasuje. Nie muszę się
już zamartwiać, jakimi obelgami dostanę następnego dnia od tego pajaca.
Jesteśmy skazani siedzieć razem na matematyce, więc musimy utrzymywać chociażby
minimalnie normalne stosunki, choćby nie wiem, co.
Hmmm, o czym to jeszcze wam nie
opowiadałam… a tak ! Możecie pojąć, że szkolne gwiazdy zaprosiły mnie do
swojego grona ? Tiffany i jej świta chciały przyjąć mnie do swojej paczki.
Stwierdziły, że jestem ciekawym okazem i że dobrze zaprezentowałabym się u ich
boku. Już na samym początku chciałam odrzucić ich propozycję, ale gwałtownie
przerwały mi, mówiąc, że się śpieszą i że pogadamy po wuefie we wtorek. Nie
byłam przeciwna. Jakoś się nie kwapiłam do rozmowy ze świtą, bo każdy mądry
wie, że tym pustym laleczkom nigdy się nie odmawia. Tak więc we wtorek
nadchodziła rozmowa ze śmiercią. Przed wuefem przebierałam się w szatni. Byłam
tylko ja i Tiffany. Po chwili doszły Maddie i Eliz, jej najlepsze kumpele.
Spuściłam głowę i wyszłam z szatni. Jednak miałam gumę w buzi, a nie można było
ćwiczyć z gumą, więc musiałam się wrócić do szatni, gdzie był kosz, żeby wyrzucić
jedzenie do kosza. Przyszłam w ciekawym momencie, bo wtedy, kiedy dziewczyny o
mnie rozmawiały.
- Myślisz, że ta Williams przyda się na coś w naszej paczce ? – Pytała Maddie Tiffany.
- Przecież to tylko jakiś poj*bany kujon. W niczym się nie przyda, a w dodatku jeszcze tylko zepsuje nam reputację ! – Do protestu dołączyła się Eliz.
- Już ja o to zadbam, żeby nie zepsuła nam reputacji. Ale dowiedziałam się ostatnio, że ona ma chłopaka w innej szkole… - Zaczęła Tiffany, jednak brutalnie jej przerwano.
- Co ?! Takie prześcieradło ma chłopaka ? On chyba musi być mega niedorozwinięty. – Oburzyła się Eliz. Słysząc te wszystkie słowa, miałam ochotę pójść tam i oszpecić każdej tę paskudną mordkę, ale resztkami rozsądku w głowie powstrzymałam się.
- Nie przerywaj mi Eli ! – Podniosła głos Tiffany, ale w obawie, że ktoś je usłyszy, zaraz się uciszyła. – Wiem, że to dziwne, ale korzystne dla mnie. Poszperałam trochę i wiem, że ten jej chłopak nazywa się Chris i chodzi niedaleko do szkoły. Ale najważniejsze jest to, że jest w klasie z moim ukochanym Brunem. – Powiedziała Tiffany i rozmarzyła się.
- To ten, który cię zostawił dla Cynthii ? – Spytała Maddie. Jednak widząc spojrzenie przyjaciółki, pożałowała tego pytania. Spuściła głowę.
- Kłótnie zostawmy na potem. – Wtrąciła się Eliz. – I niby jak Williams ma ci pomóc w ponownym zdobyciu Bruna ?
- To proste. Pogadam z nią i poproszę, żeby wyczaiła od tego swojego chłoptasia, czy Bruno ma jakąś dziewczynę i żeby dowiedziała się, gdzie mieszka. Jak dobrze pójdzie, to za najwyżej pół miesiąca ja wrócę do Bruna, a ją z powrotem wyrzuci się z grupy. – Powiedziała Tiffany, jakby to było oczywiste.
- Wszystkie panie z szatni na salę gimnastyczną ! – Usłyszałam głos pana Wooda. Szybko wybiegłam z szatni, by być niezauważoną i skierowałam się do szeregu, w którym stały już Julie i Clara.
To była dziwna akcja. W każdym bądź razie, odmówiłam im grzecznie, kiedy w szatni zostałyśmy po wuefie. Tiffany chciała zabić mnie wzrokiem, ale ja tylko wzruszyłam ramionami, wzięłam plecak i wyszłam z szatni. A tak poza tym, to domyśliłam się, o jakiego Bruna mogła walczyć Tiffany. To mógł być ten miły chłopak z mojej ulicy, który jest ode mnie o rok starszy. Pewnie nie zdał raz do klasy i teraz jest w niej z Chrisem. Mimo kilku dziwactw to całkiem go lubię. Musiał mieć zapewne jakiś powód, żeby zerwać z Tiffany i wcale nie wygląda mi na babiarza, żeby rzucić jedną dla drugiej, jak to określiła Eliz, więc nie chcę od nowa narażać go na towarzystwo tej pustej blondyny. Czasami zastanawiam się, czemu to zawsze złe charaktery muszą należeć do szkolnej elity… I jak one to zrobiły, że już na rozpoczęciu roku szkolnego zdobyły ten tytuł ? Nagle moje rozmyślania przerwał głos nauczycielki matematyki, pani Bane.
- Może pani Williams przypomni nam definicję ? – Zapytała. Cała klasa skierowała na mnie wzrok.
- Twierdzenie Pitagorasa. – Szepnął mi Lucas, który siedział ze mną w ławce. Zastanowiłam się chwilę, a potem płynnie odpowiedziałam.
- „Pole kwadratu zbudowanego na przeciwprostokątnej trójkąta prostokątnego jest równe sumie pól kwadratów zbudowanych na przyprostokątnych.” – Wyrecytowałam. Akurat jeśli chodzi o matematykę, to nie ma mi równych. Pani Bane zdziwiła się, że znałam tą regułkę.
- Brawo. Plusik dla pani. – Powiedziała do mnie i skierowała się w stronę dziennika, żeby wpisać zasłużonego plusa. Uśmiechnęłam się do siebie. Nauczycielka wróciła do monotonnego wykładu o danym twierdzeniu.
- Dzięki. – Szepnęłam do Luki i uśmiechnęłam się w jego kierunku. Chociaż na jednym przedmiocie to on dzisiaj nie marzył, tylko słuchał. Bo zazwyczaj to ja mu podpowiadam, kiedy nauczyciele zadają mu pytanie.
- Nie ma sprawy. Ty mi zawsze pomagasz, to dzisiaj ja. – Uśmiechnął się i puścił mi oczko. – A nad czym tak myślałaś, jeśli można wiedzieć ? – Zapytał.
- Długa historia, opowiem ci na przerwie. – Odszepnęłam mu.
- Ok. I tam kusimy pogadać. – Powiedział i popatrzył się przed siebie. Podążyłam za jego wzrokiem, ale uznałam, że patrzy się na tablicę. Domyśliłam się, że chce już zakończyć rozmowę, więc wzruszyłam ramionami i zaczęłam przepisywać przykłady z tablicy.
Po lekcji wyszłam na korytarz, uprzednio czekając na dziewczyny. Akurat teraz była przerwa obiadowa, która trwa aż godzinę. Planowałam po zjedzonym obiedzie wyjść z dziewczynami do supermarketu. Wpadłam na pomysł, żeby jeszcze przed świętami zrobić sobie taki babski wieczór z Julie, Clarą, Rose i Susi. Tak, żeby dziewczyny się trochę poznały. A co się wiąże, z babskimi wieczorami, nie mogło zabraknąć zdjęć. Tylko, że trzeba jeszcze zrobić dobre tło do tych zdjęć, więc chciałam kupić w sklepie pudełko białych i pudełko kolorowych lampek na choinkę. Taka świąteczna sesja. W stołówce usiadłyśmy z dziewczynami na naszym stałym miejscu : stolik po prawej stronie Sali, czwarty od ściany. Akurat tak się składa, że nigdy nie jest zajęty, więc uznałyśmy go za nasz. Dzisiaj na obiad była sałatka z kurczakiem i placki ziemniaczane. Same pyszności. Usiadłam przy stoliku. Zaraz dołączyły do mnie Julie i Clara, które wyszły już z kolejki ze swoim jedzeniem. Zaczęłyśmy się wesoło rozmawiać, jak to zawsze zresztą.
Właśnie miałam brać widelec do ust, kiedy ktoś nagle wbił palce pod moje żebra. Pisnęłam cicho i podskoczyłam. Okazało się, że owym sprawcą był Lucas, który właśnie zachodził się razem z Blaise’m ze śmiechu.
- Lucas, ty debilu ! Porąbało cię do reszty ?! – Krzyknęłam niezbyt głośno, jednak na tyle, by usłyszał mnie pan Claus, przechodzący właśnie koło naszego stolika.
- Młodzi i szaleni. – Mruknął do siebie nauczyciel angielskiego, po czym uśmiechnął się do nas i puścił mi oczko. Zaśmiałam się cicho pod nosem. W moje ślady poszli wszyscy siedzący obecnie przy stoliku i po chwili ciche śmiechy przerodziły się w ogromną burzę śmiechu, którą słyszało może pół sali. Lucas usiadł koło mnie, pocałował mnie w policzek i założył rękę na moje ramię.
- Ej, nie rozpędzaj się tak ! Ja mam chłopaka. – Powiedziałam i popatrzyłam na niego groźnie, ale moje wesołe iskierki w oczach zepsuły efekt. Zrzuciłam rękę Lucasa ze swojego ramienia.
- Ale pamiętam o tym kotek ! To tylko taka zabawa. – Powiedział do mnie i mruknął.
- Przykro mi to stwierdzać, ale wymyślałeś już lepsze. – Powiedziałam troszkę poirytowana.
- Mieliśmy pogadać. – Powiedział Lucas już trochę cisze, tak, żebym tylko ja usłyszała.
- No tak, zapomniałam. Pójdziesz ze mną do sklepu ? Muszę kupić lampki świąteczne. – Popatrzyłam na niego.
- Jasne. – Odparłam krótko. Wzięłam torbę i wstałam z siedzenia. Luka podążył w moje ślady.
- Gdzie idziecie ? – Spytała Julie.
- Do sklepu. Za niedługo jesteśmy. – Odparłam i uśmiechnęłam się ciepło.
Zeszliśmy do szatni. Przebrałam tam buty, ubrałam kurtkę i gruby szalik. Lucas był już gotowy, czekał tylko na mnie.
- To idziemy ? – Spytał.
- Jasne. – Uśmiechnęłam się. Wyszliśmy ze szkoły i skierowaliśmy się na skrzyżowanie, po którego drugiej stronie znajdował się supermarket. – To o czym chciałeś pogadać ? – Zapytałam. Wyciągnęłam z kieszeni komórkę, żeby sprawdzić godzinę. Zegarek wskazywał 14:10, co oznaczało, że mieliśmy jeszcze 40 minut. Spokojnie zdążymy, pomyślałam.
- Chciałem cię prosić o pomoc. – Po minie Luki widziałam, że jest speszony.
- Zamieniam się w słuch. – Powiedziałam z przekonaniem w głosie.
- Ta prośba może wydawać się trochę dziwna, ale zależy mi na tym, żebyś mi pomogła. Ta cała szopka z pocałunkiem w policzek i ramieniem w stołówce była udawana. A wszystko po to, żeby wzbudzić zazdrość pewnego osobnika płci żeńskiej na tej sali. – Nie wierzyłam własnym oczom ! Na policzki Lucasa wpłynęły rumieńce ! I na 99 % jestem pewna, że nie są one spowodowane chłodem otulającym nasze twarze. Grudzień w tym roku był wyjątkowo mroźny.
- Ooo, to urocze. Ale chyba nie do końca rozumiem twojego planu. – Uśmiechnęłam się i zachęciłam go spojrzeniem do dalszych wyjaśnień.
- No bo chodzi o to, że podoba mi się taka jedna dziewczyna. I chcę wzbudzić w niej zazdrość. Może wtedy mnie zauważy i zacznie się o mnie starać. Czasami ją przyłapuję, jak na mnie spogląda, więc gdzieś tam po cichu liczę, że też się jej podobam. No i do głowy mi przyszło, żeby o pomoc poprosić ciebie, bo się przyjaźnimy i w ogóle… - Zakończył swój monolog Lucas. Wchodziliśmy właśnie do sklepu. Z głośników leciały świąteczne piosenki. Tak, jak lubię. Od razu skierowałam się do półek z rzeczami świątecznymi.
- Słuchaj, z chęcią bym ci pomogła, ale niestety nie mogę. – Odpowiedziałam. Naprawdę było mi szkoda, że nie mogę nic zrobić w tej sprawie.
- Szkoda. A powiesz chociaż, dlaczego ? – Spytał Lucas zawiedzionym głosem. W jego oczach widniał smutek. O nie ! Co ja najlepszego narobiłam !
- Luka, przepraszam, ale nie dam rady ci pomóc w tej sprawie. Bo widzisz… w tej szkole są takie osoby, które bardzo dobrze znają się z Chrisem. Gdyby ktoś puścił plotkę, że ze sobą flirtujemy, to Chris mógłby sobie pomyśleć, że go zdradzam. Ja bym zaprzeczała, a on zapewne dalej byłby przy swoim. No i to by się przerodziło w jakąś dziką kłótnię i nie wiadomo, co dalej. – Wytłumaczyłam się i popatrzyłam na niego przepraszającym wzrokiem.
- Jasne, rozumiem cię. W tej sytuacji nie mam żalu. – Uśmiechnął się słabo. Ale chyba naprawdę mnie zrozumiał.
- Może poproś Julie albo Clarę ? – Zaproponowałam. Przy tym drugim imieniu Lucas nagle odwrócił wzrok.
- Julie nawet nie mam co prosić. Opowiadała przecież, że raz już tak pomogła swojemu znajomemu, to chłopak z nią zerwał. Wiem, że spotyka się z jakimś studentem, więc wolę nie ryzykować i jej nie prosić. – Powiedział Lucas.
- No tak. A Clara ? – Spytałam. Znów na twarz bruneta wpłynął rumieniec ! Czy ja o czymś przypadkiem nie wiem ?
- Wolałbym nie… - Wydukał speszony i nagle zaczął udawać, że Mikołaj wielkości rożka, śpiewający „Last christmas” jest bardzo interesujący.
- Luka, mów prawdę. Co jest między tobą, a Clarą ? – Rozkazałam i uśmiechnęłam się. Och, byłoby cudownie, gdyby ta dwójka była razem !
- Och, no bo Clara… podoba mi się. – Ostatnie trzy słowa powiedział tak cichutko, że ledwo co go dosłyszałam.
- Słucham ? Chyba nie dosłyszałam. – Powiedziałam i zaśmiałam się cicho pod nosem.
- Clara mi się podoba. – Powiedział już trochę głośniej, jednak nadal cicho.
- Coo ? – Przyłożyłam rękę do ucha, udając, że nadal nie słyszę.
- Clara mi się podoba, jasne ? – Powiedział normalnym, aczkolwiek dobitnym głosem Lucas, po czym odwrócił się i wyszedł z przedziału. Wzięłam do ręki dwa pudełka ze światełkami i pobiegłam za chłopakiem.
- Oj nie złość się Luka ! To cudownie ! Słodko byście wyglądali razem. – Wyszczerzyłam zęby w stronę Lucasa. Zwolnił trochę tępo, tak, żebyśmy równym krokiem szli do kasy. Nagle przypomniałam sobie ważną informację, jakiej dowiedziałam się zaraz na początku roku szkolnego. Aż przystanęłam w miejscu.
- Nie idziesz ? – Spytał zdziwiony Lucas, który zorientował się, że koło niego nie idę.
- Chwila, ty przypadkiem nie chodzisz z Alice ? – Zapytałam, a moje brwi powędrowały wysoko w górę.
- Zerwałem z nią dwa tygodnie temu. Okazało się, że zdradzała mnie z jakimś typem. – Odparł i aż skrzywił się, kiedy przypomniał sobie sytuację z ową dziewczyną. Doszłam do Lucasa. Dochodziliśmy już do kasy.
- Luka.. – Zaczęłam niepewnie. Nie chcę ranić mojego przyjaciela, ale uważam, że prawda była ważna. – ty to chyba nie znasz prawdy.
- Jakiej prawdy ? – Spytał troszkę zdziwiony chłopak.
- O Alice. Bo to nie ciebie zdradzała z jakimś tam chłopakiem, tylko jego z tobą. – Popatrzyłam na niego niepewnie.
- Ale jak to ? – Wydukał zszokowany. – I skąd ty o tym wiesz ?
- Alice chodziła z bratem przyrodnim mojej najlepszej przyjaciółki, Patrickiem. Spotykali się już szmal czasu. Na wakacjach wyglądali na naprawdę szczęśliwą parę. – Wydusiłam z siebie w końcu.
- Czyli Alice jechała na dwa fronty od początku naszego związku ? – Spytał Lucas. Ta informacja chyba trochę go przygasiła.
- Niestety, na to wygląda. – Odparłam. Wychodziliśmy już ze sklepu.
- Chyba się cieszę, że nie dałem jej drugiej szansy. – Ku mojemu zdziwieniu, Lucas się rozpromienił. – A poza tym, gdybym ciągle był z Alice, to teraz nie mógłbym pogadać z Clarą. – Uśmiechnął się ciepło.
- Wiesz co ? Uważam, że nie powinieneś robić jakichś głupich podchodów, tylko po prostu podejść po szkole i się umówić. – Zaproponowałam i puściłam mu oczko.
- Chyba tak zrobię. Dzięki Mel, jesteś najlepsza. – Uśmiechnął się promiennie Lucas. – A teraz niestety musimy odrobinę przyspieszyć tempo, bo do zamknięcia szatni zostało nam jakieś 8 minut ! – Powiedział i pociągnął mnie za rękaw kurtki.
Zdążyliśmy w ostatniej chwili. Nie rozumiem, jaki jest sens w zamykaniu szatni 15 minut przed dzwonkiem, skoro równie dobrze mogłaby być ona zamykana 5 minut przed czasem ! Ale woźny się uparł, że 15 to 15 ! No trudno. W każdym bądź razie, cieszę się, że zdążyliśmy. Akurat mieliśmy lekcje na parterze, więc w błyskawicznym tempie dotarliśmy pod klasę, gdzie siedzieli Julie, Clara, Theo i Blaise. Uśmiechnęłam się do wszystkich, po czym usiadłam obok dziewczyn.
- Nasze gołąbeczki już wróciły ? – Zażartował Blaise i uśmiechnął się.
- Właśnie ! Jak można robić zakupy przez 30 minut w sklepie, który znajduje się praktycznie po drugiej stronie ulicy ? – Dziwiła się Clara. Dlaczego w oczach i głosie uchwyciłam zazdrość ? Wyszczerzyłam zęby do samej siebie. Zarówno Julie, jak i Teodor skwitowali to podniesionymi brwiami.
- Nieważne. – Machnęłam do nich ręką i uśmiechnęłam się. – Kupiłam lampki świąteczne na nasz wieczór. Będzie sesyjka ! – Pomachałam pudełkiem białych lampek choinkowych, na co dziewczyny zaśmiały się i wydały okrzyk radości.
- A co to za wieczór ? Mogę się dołączyć ? – Spytał nagle Joshua, który przyszedł razem z Charliem. Usiedli przed nami.
- Właśnie ! My też chcemy świąteczną sesję zdjęciową ! – Zawtórował mu Teodor.
- Przykro nam, ale to tylko babski wieczór. – Powiedziała Julie, na co chłopcy jęknęli. My natomiast zaczęłyśmy śmiać się z ich reakcji.
- I myślicie, że taki wieczór w trójkę się uda ? – Spytał rozbawiony Charlie.
- A kto powiedział, że będziemy we trzy ? – Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- To będzie was tam więcej ? Mężczyźni też będą ? A może będziecie oglądać horrory ? Bo jak coś, to możemy tam z wami być. – Ogrom pytań zalewał nas z każdej strony. Uniosłam ręce w geście uciszenia.
- To będzie babski wieczór. Tylko. – Powiedziałam dobitnie, patrząc na Blaise’a, ale uśmiechnęłam się – będziemy my i jeszcze moje przyjaciółki, Susan i Rose. – Dodałam. – I nie, nie mamy w planach horrorów, więc nie będziecie nam potrzebni. – Tu spojrzałam na Charliego, który właściwie zachodził się śmiechem. Teodor już chciał nam przerwać, ale nagle zabrzmiał dzwonek na naszą ostatnią lekcję, więc grzecznie zamknął buzię. Uśmiechnęłam się w jego kierunku.
- Myślisz, że ta Williams przyda się na coś w naszej paczce ? – Pytała Maddie Tiffany.
- Przecież to tylko jakiś poj*bany kujon. W niczym się nie przyda, a w dodatku jeszcze tylko zepsuje nam reputację ! – Do protestu dołączyła się Eliz.
- Już ja o to zadbam, żeby nie zepsuła nam reputacji. Ale dowiedziałam się ostatnio, że ona ma chłopaka w innej szkole… - Zaczęła Tiffany, jednak brutalnie jej przerwano.
- Co ?! Takie prześcieradło ma chłopaka ? On chyba musi być mega niedorozwinięty. – Oburzyła się Eliz. Słysząc te wszystkie słowa, miałam ochotę pójść tam i oszpecić każdej tę paskudną mordkę, ale resztkami rozsądku w głowie powstrzymałam się.
- Nie przerywaj mi Eli ! – Podniosła głos Tiffany, ale w obawie, że ktoś je usłyszy, zaraz się uciszyła. – Wiem, że to dziwne, ale korzystne dla mnie. Poszperałam trochę i wiem, że ten jej chłopak nazywa się Chris i chodzi niedaleko do szkoły. Ale najważniejsze jest to, że jest w klasie z moim ukochanym Brunem. – Powiedziała Tiffany i rozmarzyła się.
- To ten, który cię zostawił dla Cynthii ? – Spytała Maddie. Jednak widząc spojrzenie przyjaciółki, pożałowała tego pytania. Spuściła głowę.
- Kłótnie zostawmy na potem. – Wtrąciła się Eliz. – I niby jak Williams ma ci pomóc w ponownym zdobyciu Bruna ?
- To proste. Pogadam z nią i poproszę, żeby wyczaiła od tego swojego chłoptasia, czy Bruno ma jakąś dziewczynę i żeby dowiedziała się, gdzie mieszka. Jak dobrze pójdzie, to za najwyżej pół miesiąca ja wrócę do Bruna, a ją z powrotem wyrzuci się z grupy. – Powiedziała Tiffany, jakby to było oczywiste.
- Wszystkie panie z szatni na salę gimnastyczną ! – Usłyszałam głos pana Wooda. Szybko wybiegłam z szatni, by być niezauważoną i skierowałam się do szeregu, w którym stały już Julie i Clara.
To była dziwna akcja. W każdym bądź razie, odmówiłam im grzecznie, kiedy w szatni zostałyśmy po wuefie. Tiffany chciała zabić mnie wzrokiem, ale ja tylko wzruszyłam ramionami, wzięłam plecak i wyszłam z szatni. A tak poza tym, to domyśliłam się, o jakiego Bruna mogła walczyć Tiffany. To mógł być ten miły chłopak z mojej ulicy, który jest ode mnie o rok starszy. Pewnie nie zdał raz do klasy i teraz jest w niej z Chrisem. Mimo kilku dziwactw to całkiem go lubię. Musiał mieć zapewne jakiś powód, żeby zerwać z Tiffany i wcale nie wygląda mi na babiarza, żeby rzucić jedną dla drugiej, jak to określiła Eliz, więc nie chcę od nowa narażać go na towarzystwo tej pustej blondyny. Czasami zastanawiam się, czemu to zawsze złe charaktery muszą należeć do szkolnej elity… I jak one to zrobiły, że już na rozpoczęciu roku szkolnego zdobyły ten tytuł ? Nagle moje rozmyślania przerwał głos nauczycielki matematyki, pani Bane.
- Może pani Williams przypomni nam definicję ? – Zapytała. Cała klasa skierowała na mnie wzrok.
- Twierdzenie Pitagorasa. – Szepnął mi Lucas, który siedział ze mną w ławce. Zastanowiłam się chwilę, a potem płynnie odpowiedziałam.
- „Pole kwadratu zbudowanego na przeciwprostokątnej trójkąta prostokątnego jest równe sumie pól kwadratów zbudowanych na przyprostokątnych.” – Wyrecytowałam. Akurat jeśli chodzi o matematykę, to nie ma mi równych. Pani Bane zdziwiła się, że znałam tą regułkę.
- Brawo. Plusik dla pani. – Powiedziała do mnie i skierowała się w stronę dziennika, żeby wpisać zasłużonego plusa. Uśmiechnęłam się do siebie. Nauczycielka wróciła do monotonnego wykładu o danym twierdzeniu.
- Dzięki. – Szepnęłam do Luki i uśmiechnęłam się w jego kierunku. Chociaż na jednym przedmiocie to on dzisiaj nie marzył, tylko słuchał. Bo zazwyczaj to ja mu podpowiadam, kiedy nauczyciele zadają mu pytanie.
- Nie ma sprawy. Ty mi zawsze pomagasz, to dzisiaj ja. – Uśmiechnął się i puścił mi oczko. – A nad czym tak myślałaś, jeśli można wiedzieć ? – Zapytał.
- Długa historia, opowiem ci na przerwie. – Odszepnęłam mu.
- Ok. I tam kusimy pogadać. – Powiedział i popatrzył się przed siebie. Podążyłam za jego wzrokiem, ale uznałam, że patrzy się na tablicę. Domyśliłam się, że chce już zakończyć rozmowę, więc wzruszyłam ramionami i zaczęłam przepisywać przykłady z tablicy.
Po lekcji wyszłam na korytarz, uprzednio czekając na dziewczyny. Akurat teraz była przerwa obiadowa, która trwa aż godzinę. Planowałam po zjedzonym obiedzie wyjść z dziewczynami do supermarketu. Wpadłam na pomysł, żeby jeszcze przed świętami zrobić sobie taki babski wieczór z Julie, Clarą, Rose i Susi. Tak, żeby dziewczyny się trochę poznały. A co się wiąże, z babskimi wieczorami, nie mogło zabraknąć zdjęć. Tylko, że trzeba jeszcze zrobić dobre tło do tych zdjęć, więc chciałam kupić w sklepie pudełko białych i pudełko kolorowych lampek na choinkę. Taka świąteczna sesja. W stołówce usiadłyśmy z dziewczynami na naszym stałym miejscu : stolik po prawej stronie Sali, czwarty od ściany. Akurat tak się składa, że nigdy nie jest zajęty, więc uznałyśmy go za nasz. Dzisiaj na obiad była sałatka z kurczakiem i placki ziemniaczane. Same pyszności. Usiadłam przy stoliku. Zaraz dołączyły do mnie Julie i Clara, które wyszły już z kolejki ze swoim jedzeniem. Zaczęłyśmy się wesoło rozmawiać, jak to zawsze zresztą.
Właśnie miałam brać widelec do ust, kiedy ktoś nagle wbił palce pod moje żebra. Pisnęłam cicho i podskoczyłam. Okazało się, że owym sprawcą był Lucas, który właśnie zachodził się razem z Blaise’m ze śmiechu.
- Lucas, ty debilu ! Porąbało cię do reszty ?! – Krzyknęłam niezbyt głośno, jednak na tyle, by usłyszał mnie pan Claus, przechodzący właśnie koło naszego stolika.
- Młodzi i szaleni. – Mruknął do siebie nauczyciel angielskiego, po czym uśmiechnął się do nas i puścił mi oczko. Zaśmiałam się cicho pod nosem. W moje ślady poszli wszyscy siedzący obecnie przy stoliku i po chwili ciche śmiechy przerodziły się w ogromną burzę śmiechu, którą słyszało może pół sali. Lucas usiadł koło mnie, pocałował mnie w policzek i założył rękę na moje ramię.
- Ej, nie rozpędzaj się tak ! Ja mam chłopaka. – Powiedziałam i popatrzyłam na niego groźnie, ale moje wesołe iskierki w oczach zepsuły efekt. Zrzuciłam rękę Lucasa ze swojego ramienia.
- Ale pamiętam o tym kotek ! To tylko taka zabawa. – Powiedział do mnie i mruknął.
- Przykro mi to stwierdzać, ale wymyślałeś już lepsze. – Powiedziałam troszkę poirytowana.
- Mieliśmy pogadać. – Powiedział Lucas już trochę cisze, tak, żebym tylko ja usłyszała.
- No tak, zapomniałam. Pójdziesz ze mną do sklepu ? Muszę kupić lampki świąteczne. – Popatrzyłam na niego.
- Jasne. – Odparłam krótko. Wzięłam torbę i wstałam z siedzenia. Luka podążył w moje ślady.
- Gdzie idziecie ? – Spytała Julie.
- Do sklepu. Za niedługo jesteśmy. – Odparłam i uśmiechnęłam się ciepło.
Zeszliśmy do szatni. Przebrałam tam buty, ubrałam kurtkę i gruby szalik. Lucas był już gotowy, czekał tylko na mnie.
- To idziemy ? – Spytał.
- Jasne. – Uśmiechnęłam się. Wyszliśmy ze szkoły i skierowaliśmy się na skrzyżowanie, po którego drugiej stronie znajdował się supermarket. – To o czym chciałeś pogadać ? – Zapytałam. Wyciągnęłam z kieszeni komórkę, żeby sprawdzić godzinę. Zegarek wskazywał 14:10, co oznaczało, że mieliśmy jeszcze 40 minut. Spokojnie zdążymy, pomyślałam.
- Chciałem cię prosić o pomoc. – Po minie Luki widziałam, że jest speszony.
- Zamieniam się w słuch. – Powiedziałam z przekonaniem w głosie.
- Ta prośba może wydawać się trochę dziwna, ale zależy mi na tym, żebyś mi pomogła. Ta cała szopka z pocałunkiem w policzek i ramieniem w stołówce była udawana. A wszystko po to, żeby wzbudzić zazdrość pewnego osobnika płci żeńskiej na tej sali. – Nie wierzyłam własnym oczom ! Na policzki Lucasa wpłynęły rumieńce ! I na 99 % jestem pewna, że nie są one spowodowane chłodem otulającym nasze twarze. Grudzień w tym roku był wyjątkowo mroźny.
- Ooo, to urocze. Ale chyba nie do końca rozumiem twojego planu. – Uśmiechnęłam się i zachęciłam go spojrzeniem do dalszych wyjaśnień.
- No bo chodzi o to, że podoba mi się taka jedna dziewczyna. I chcę wzbudzić w niej zazdrość. Może wtedy mnie zauważy i zacznie się o mnie starać. Czasami ją przyłapuję, jak na mnie spogląda, więc gdzieś tam po cichu liczę, że też się jej podobam. No i do głowy mi przyszło, żeby o pomoc poprosić ciebie, bo się przyjaźnimy i w ogóle… - Zakończył swój monolog Lucas. Wchodziliśmy właśnie do sklepu. Z głośników leciały świąteczne piosenki. Tak, jak lubię. Od razu skierowałam się do półek z rzeczami świątecznymi.
- Słuchaj, z chęcią bym ci pomogła, ale niestety nie mogę. – Odpowiedziałam. Naprawdę było mi szkoda, że nie mogę nic zrobić w tej sprawie.
- Szkoda. A powiesz chociaż, dlaczego ? – Spytał Lucas zawiedzionym głosem. W jego oczach widniał smutek. O nie ! Co ja najlepszego narobiłam !
- Luka, przepraszam, ale nie dam rady ci pomóc w tej sprawie. Bo widzisz… w tej szkole są takie osoby, które bardzo dobrze znają się z Chrisem. Gdyby ktoś puścił plotkę, że ze sobą flirtujemy, to Chris mógłby sobie pomyśleć, że go zdradzam. Ja bym zaprzeczała, a on zapewne dalej byłby przy swoim. No i to by się przerodziło w jakąś dziką kłótnię i nie wiadomo, co dalej. – Wytłumaczyłam się i popatrzyłam na niego przepraszającym wzrokiem.
- Jasne, rozumiem cię. W tej sytuacji nie mam żalu. – Uśmiechnął się słabo. Ale chyba naprawdę mnie zrozumiał.
- Może poproś Julie albo Clarę ? – Zaproponowałam. Przy tym drugim imieniu Lucas nagle odwrócił wzrok.
- Julie nawet nie mam co prosić. Opowiadała przecież, że raz już tak pomogła swojemu znajomemu, to chłopak z nią zerwał. Wiem, że spotyka się z jakimś studentem, więc wolę nie ryzykować i jej nie prosić. – Powiedział Lucas.
- No tak. A Clara ? – Spytałam. Znów na twarz bruneta wpłynął rumieniec ! Czy ja o czymś przypadkiem nie wiem ?
- Wolałbym nie… - Wydukał speszony i nagle zaczął udawać, że Mikołaj wielkości rożka, śpiewający „Last christmas” jest bardzo interesujący.
- Luka, mów prawdę. Co jest między tobą, a Clarą ? – Rozkazałam i uśmiechnęłam się. Och, byłoby cudownie, gdyby ta dwójka była razem !
- Och, no bo Clara… podoba mi się. – Ostatnie trzy słowa powiedział tak cichutko, że ledwo co go dosłyszałam.
- Słucham ? Chyba nie dosłyszałam. – Powiedziałam i zaśmiałam się cicho pod nosem.
- Clara mi się podoba. – Powiedział już trochę głośniej, jednak nadal cicho.
- Coo ? – Przyłożyłam rękę do ucha, udając, że nadal nie słyszę.
- Clara mi się podoba, jasne ? – Powiedział normalnym, aczkolwiek dobitnym głosem Lucas, po czym odwrócił się i wyszedł z przedziału. Wzięłam do ręki dwa pudełka ze światełkami i pobiegłam za chłopakiem.
- Oj nie złość się Luka ! To cudownie ! Słodko byście wyglądali razem. – Wyszczerzyłam zęby w stronę Lucasa. Zwolnił trochę tępo, tak, żebyśmy równym krokiem szli do kasy. Nagle przypomniałam sobie ważną informację, jakiej dowiedziałam się zaraz na początku roku szkolnego. Aż przystanęłam w miejscu.
- Nie idziesz ? – Spytał zdziwiony Lucas, który zorientował się, że koło niego nie idę.
- Chwila, ty przypadkiem nie chodzisz z Alice ? – Zapytałam, a moje brwi powędrowały wysoko w górę.
- Zerwałem z nią dwa tygodnie temu. Okazało się, że zdradzała mnie z jakimś typem. – Odparł i aż skrzywił się, kiedy przypomniał sobie sytuację z ową dziewczyną. Doszłam do Lucasa. Dochodziliśmy już do kasy.
- Luka.. – Zaczęłam niepewnie. Nie chcę ranić mojego przyjaciela, ale uważam, że prawda była ważna. – ty to chyba nie znasz prawdy.
- Jakiej prawdy ? – Spytał troszkę zdziwiony chłopak.
- O Alice. Bo to nie ciebie zdradzała z jakimś tam chłopakiem, tylko jego z tobą. – Popatrzyłam na niego niepewnie.
- Ale jak to ? – Wydukał zszokowany. – I skąd ty o tym wiesz ?
- Alice chodziła z bratem przyrodnim mojej najlepszej przyjaciółki, Patrickiem. Spotykali się już szmal czasu. Na wakacjach wyglądali na naprawdę szczęśliwą parę. – Wydusiłam z siebie w końcu.
- Czyli Alice jechała na dwa fronty od początku naszego związku ? – Spytał Lucas. Ta informacja chyba trochę go przygasiła.
- Niestety, na to wygląda. – Odparłam. Wychodziliśmy już ze sklepu.
- Chyba się cieszę, że nie dałem jej drugiej szansy. – Ku mojemu zdziwieniu, Lucas się rozpromienił. – A poza tym, gdybym ciągle był z Alice, to teraz nie mógłbym pogadać z Clarą. – Uśmiechnął się ciepło.
- Wiesz co ? Uważam, że nie powinieneś robić jakichś głupich podchodów, tylko po prostu podejść po szkole i się umówić. – Zaproponowałam i puściłam mu oczko.
- Chyba tak zrobię. Dzięki Mel, jesteś najlepsza. – Uśmiechnął się promiennie Lucas. – A teraz niestety musimy odrobinę przyspieszyć tempo, bo do zamknięcia szatni zostało nam jakieś 8 minut ! – Powiedział i pociągnął mnie za rękaw kurtki.
Zdążyliśmy w ostatniej chwili. Nie rozumiem, jaki jest sens w zamykaniu szatni 15 minut przed dzwonkiem, skoro równie dobrze mogłaby być ona zamykana 5 minut przed czasem ! Ale woźny się uparł, że 15 to 15 ! No trudno. W każdym bądź razie, cieszę się, że zdążyliśmy. Akurat mieliśmy lekcje na parterze, więc w błyskawicznym tempie dotarliśmy pod klasę, gdzie siedzieli Julie, Clara, Theo i Blaise. Uśmiechnęłam się do wszystkich, po czym usiadłam obok dziewczyn.
- Nasze gołąbeczki już wróciły ? – Zażartował Blaise i uśmiechnął się.
- Właśnie ! Jak można robić zakupy przez 30 minut w sklepie, który znajduje się praktycznie po drugiej stronie ulicy ? – Dziwiła się Clara. Dlaczego w oczach i głosie uchwyciłam zazdrość ? Wyszczerzyłam zęby do samej siebie. Zarówno Julie, jak i Teodor skwitowali to podniesionymi brwiami.
- Nieważne. – Machnęłam do nich ręką i uśmiechnęłam się. – Kupiłam lampki świąteczne na nasz wieczór. Będzie sesyjka ! – Pomachałam pudełkiem białych lampek choinkowych, na co dziewczyny zaśmiały się i wydały okrzyk radości.
- A co to za wieczór ? Mogę się dołączyć ? – Spytał nagle Joshua, który przyszedł razem z Charliem. Usiedli przed nami.
- Właśnie ! My też chcemy świąteczną sesję zdjęciową ! – Zawtórował mu Teodor.
- Przykro nam, ale to tylko babski wieczór. – Powiedziała Julie, na co chłopcy jęknęli. My natomiast zaczęłyśmy śmiać się z ich reakcji.
- I myślicie, że taki wieczór w trójkę się uda ? – Spytał rozbawiony Charlie.
- A kto powiedział, że będziemy we trzy ? – Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- To będzie was tam więcej ? Mężczyźni też będą ? A może będziecie oglądać horrory ? Bo jak coś, to możemy tam z wami być. – Ogrom pytań zalewał nas z każdej strony. Uniosłam ręce w geście uciszenia.
- To będzie babski wieczór. Tylko. – Powiedziałam dobitnie, patrząc na Blaise’a, ale uśmiechnęłam się – będziemy my i jeszcze moje przyjaciółki, Susan i Rose. – Dodałam. – I nie, nie mamy w planach horrorów, więc nie będziecie nam potrzebni. – Tu spojrzałam na Charliego, który właściwie zachodził się śmiechem. Teodor już chciał nam przerwać, ale nagle zabrzmiał dzwonek na naszą ostatnią lekcję, więc grzecznie zamknął buzię. Uśmiechnęłam się w jego kierunku.
♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥
Clara kończyła dzisiaj lekcje o 16:20. Normalnie kończy o 15:35, jak
pozostali z jej klasy, ale dzisiaj musiała zostać na dodatkowe zajęcia z
matematyki, ponieważ nie zaliczyła ważnego sprawdzianu z powodu nieobecności w
szkole. Ubrała w szatni swoje kozaki, kurtkę, długi szalik i rękawiczki, na
ramię założyła torbę i wyszła ze szkoły.
Nagle poczuła na plecach zimno i odbita kulkę. To jacyś kolesie robili
sobie żarty z uczniów zostających po godzinach i rzucali w nich śnieżkami.
Clara miała taką przewagę, że była od nich starsza. Dało się zauważyć, że byli
może w 2 gimnazjum.
- Ej, wy ! Spadajcie ! – Krzyknął nagle Lucas, który pojawił się ni stąd, ni zowąd. Clara w myślach podziękowała mu już za pomoc. Obawiała się, że gdyby nie on, to do domu mogłaby wrócić jako dosłowny bałwan.
- Nic ci nie jest ? – Spytał Lucas, który podszedł do Clary, by sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku.
- Tak, wszystko Ok. – Odparła z wdzięcznością i uśmiechnęła się. Na twarzy już czuła piekące rumieńce. Zawsze tak reagowała, kiedy rozmawiała z Lucasem.
- Może odprowadzę cię do domu ? – Zaczął Lucas, jednak widząc niepewną minę Clary, musiał coś szybko wykombinować. – No wiesz… w razie, gdyby te bachory przyszły i znów zaczęły rzucać w ciebie śnieżkami. – Uśmiechnął się szarmancko brunet. Clara natomiast roześmiała się szczerze.
- W takim razie… niech będzie. – Wesoło pokręciła głową. Razem z Luką ruszyli w stronę bramy szkolnej.
- Wyjeżdżasz gdzieś na święta ? – Spytał Lucas, by podtrzymać jakoś rozmowę.
- Tak, jadę do wujostwa, do Hiszpanii. – Uśmiechnęła się Clara. – A ty ?
- Ja zostaję w Anglii. Z resztą nie mam do kogo wyjechać. – Wzruszył ramionami Lucas. Teraz zorientował się, że temat świąt nie był najlepszym pomysłem na gadkę. Nie chciał przecież, żeby Clara mi współczuła !
- Ale jak to ? – Zapytała zdziwiona.
- Po prostu. Krewni od strony mamy nie żyją, a krewni od strony taty nie chcą mnie znać.
- Dlaczego ? – Pytała dalej Clara. Zauważyła zniesmaczone spojrzenie Lucasa. – Och… przepraszam, nie chciałam. – Odwróciła głowę speszona.
- Ale nie masz za co. Nie wstydzę się swojej historii. – Uśmiechnął się lekko Lucas.
- Opowiedziałbyś mi ją ? – Zapytała z nadzieją Clara. Ten temat zaczynał ją powoli kręcić.
- Jasne. Jeśli tylko nie będziesz się nudzić… - Odparł Lucas. Czekał na reakcję Clary.
- Przy tobie nigdy. – Odpowiedziała Clara, zanim zdążyła się ugryźć w język. Jej rumieńce na twarzy poszerzyły się dwuznacznie, natomiast na twarz Lucasa wpłynął promienny uśmiech. Czyli jej też zależy, pomyślał.
- No to tak… gdy miałem 8 lat, widziałem te wszystkie tortury, jakich ojciec używał na matce. Bił ją przy mnie, wyklinał, oczerniał publicznie. W nocy często słyszałem krzyki i płacz mamy. Nawet nie chcę się domyślać, o co mogło wtedy chodzić. – Lucas wzdrygnął się na to wspomnienie. – Mama w końcu nie wytrzymała. Złożyła na tatę donos na policji. Sprawa trafiła do sądu. Mama miała wystarczająco dobre argumenty, żeby wsadzić tatę do paki. Dostał 25 lat. Krewni taty obwinili mamę, że wsadziła niewinnego człowieka do więzienia na znaczną część swojego życia, dlatego też mama się ich wyparła. Obecnie uważam mamę za najdzielniejszą kobietę, jaką kiedykolwiek spotkałem w życiu i jestem dumny, że jest właśnie moją mamą. – Zakończył swój monolog i… ku zdziwieniu Clary, uśmiechnął się pogodnie.
- Współczuję ci… - Powiedziała skromnie Clara. Nie słyszała nigdy tak emocjonującej historii. Aż łezka kręciła się w oku.
- W porządku, nie masz czego. Uważam, że gdyby ojciec mnie wychowywał, to teraz najprawdopodobniej byłbym draniem bez uczuć. – Uśmiechnął się Luka.
- No tak, coś w tym jest. – Clara zaczęła się śmiać. Po chwili dołączył do niej sam Lucas. Oboje szli i śmiali się, jak opętani. Po raz kolejny, tego dnia.
Clara i Lucas szli tak jeszcze około 20 minut. Przez cały czas wesoło gawędzili. Zupełnie, jakby znali się od zawsze. W końcu doszli do niewielkiego, aczkolwiek bardzo ładnego domu. Clara przystanęła w miejscu. Lucas poszedł w jej ślady.
- To… tutaj mieszkam. – Powiedziała Clara i uśmiechnęła się.
- Jasne. Słuchaj… - Lucas był trochę nieśmiały, jeśli chodzi o takie rozmowy. – Może dałabyś się zaprosić w sobotę na spacer i kolację ? – Zapytał.
- Właściwie… czemu nie. A o której ? – Spytała Clara. W duchu cały dzień czekała na to jedno proste pytanie.
- 19:00 ?
- Świetnie. Niestety, ale muszę już iść. Mam zajmować się bratem. – Odparła Clara z nutą smutku w głosie. – To do jutra w szkole. – Uśmiechnęła się i pocałowała Lucasa w policzek. Odwróciła się szybko i poszła do domu.
Lucas natomiast stał w miejscu, nie wierząc za bardzo, co się przed chwilą stało. Clara pocałowała go w policzek ! Obecnie uznał siebie za najszczęśliwszego człowieka na świecie ! Jeśli taki pocałunek w policzek był magiczny, to jak będzie wyglądał pocałunek w usta ?! Normalnie, jak los na loterii. Ale Lucas nie myślał już o tym, nie chciał bowiem zapeszać. Z uśmiechem na ustach odwrócił się i poszedł w stronę domu.
- Ej, wy ! Spadajcie ! – Krzyknął nagle Lucas, który pojawił się ni stąd, ni zowąd. Clara w myślach podziękowała mu już za pomoc. Obawiała się, że gdyby nie on, to do domu mogłaby wrócić jako dosłowny bałwan.
- Nic ci nie jest ? – Spytał Lucas, który podszedł do Clary, by sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku.
- Tak, wszystko Ok. – Odparła z wdzięcznością i uśmiechnęła się. Na twarzy już czuła piekące rumieńce. Zawsze tak reagowała, kiedy rozmawiała z Lucasem.
- Może odprowadzę cię do domu ? – Zaczął Lucas, jednak widząc niepewną minę Clary, musiał coś szybko wykombinować. – No wiesz… w razie, gdyby te bachory przyszły i znów zaczęły rzucać w ciebie śnieżkami. – Uśmiechnął się szarmancko brunet. Clara natomiast roześmiała się szczerze.
- W takim razie… niech będzie. – Wesoło pokręciła głową. Razem z Luką ruszyli w stronę bramy szkolnej.
- Wyjeżdżasz gdzieś na święta ? – Spytał Lucas, by podtrzymać jakoś rozmowę.
- Tak, jadę do wujostwa, do Hiszpanii. – Uśmiechnęła się Clara. – A ty ?
- Ja zostaję w Anglii. Z resztą nie mam do kogo wyjechać. – Wzruszył ramionami Lucas. Teraz zorientował się, że temat świąt nie był najlepszym pomysłem na gadkę. Nie chciał przecież, żeby Clara mi współczuła !
- Ale jak to ? – Zapytała zdziwiona.
- Po prostu. Krewni od strony mamy nie żyją, a krewni od strony taty nie chcą mnie znać.
- Dlaczego ? – Pytała dalej Clara. Zauważyła zniesmaczone spojrzenie Lucasa. – Och… przepraszam, nie chciałam. – Odwróciła głowę speszona.
- Ale nie masz za co. Nie wstydzę się swojej historii. – Uśmiechnął się lekko Lucas.
- Opowiedziałbyś mi ją ? – Zapytała z nadzieją Clara. Ten temat zaczynał ją powoli kręcić.
- Jasne. Jeśli tylko nie będziesz się nudzić… - Odparł Lucas. Czekał na reakcję Clary.
- Przy tobie nigdy. – Odpowiedziała Clara, zanim zdążyła się ugryźć w język. Jej rumieńce na twarzy poszerzyły się dwuznacznie, natomiast na twarz Lucasa wpłynął promienny uśmiech. Czyli jej też zależy, pomyślał.
- No to tak… gdy miałem 8 lat, widziałem te wszystkie tortury, jakich ojciec używał na matce. Bił ją przy mnie, wyklinał, oczerniał publicznie. W nocy często słyszałem krzyki i płacz mamy. Nawet nie chcę się domyślać, o co mogło wtedy chodzić. – Lucas wzdrygnął się na to wspomnienie. – Mama w końcu nie wytrzymała. Złożyła na tatę donos na policji. Sprawa trafiła do sądu. Mama miała wystarczająco dobre argumenty, żeby wsadzić tatę do paki. Dostał 25 lat. Krewni taty obwinili mamę, że wsadziła niewinnego człowieka do więzienia na znaczną część swojego życia, dlatego też mama się ich wyparła. Obecnie uważam mamę za najdzielniejszą kobietę, jaką kiedykolwiek spotkałem w życiu i jestem dumny, że jest właśnie moją mamą. – Zakończył swój monolog i… ku zdziwieniu Clary, uśmiechnął się pogodnie.
- Współczuję ci… - Powiedziała skromnie Clara. Nie słyszała nigdy tak emocjonującej historii. Aż łezka kręciła się w oku.
- W porządku, nie masz czego. Uważam, że gdyby ojciec mnie wychowywał, to teraz najprawdopodobniej byłbym draniem bez uczuć. – Uśmiechnął się Luka.
- No tak, coś w tym jest. – Clara zaczęła się śmiać. Po chwili dołączył do niej sam Lucas. Oboje szli i śmiali się, jak opętani. Po raz kolejny, tego dnia.
Clara i Lucas szli tak jeszcze około 20 minut. Przez cały czas wesoło gawędzili. Zupełnie, jakby znali się od zawsze. W końcu doszli do niewielkiego, aczkolwiek bardzo ładnego domu. Clara przystanęła w miejscu. Lucas poszedł w jej ślady.
- To… tutaj mieszkam. – Powiedziała Clara i uśmiechnęła się.
- Jasne. Słuchaj… - Lucas był trochę nieśmiały, jeśli chodzi o takie rozmowy. – Może dałabyś się zaprosić w sobotę na spacer i kolację ? – Zapytał.
- Właściwie… czemu nie. A o której ? – Spytała Clara. W duchu cały dzień czekała na to jedno proste pytanie.
- 19:00 ?
- Świetnie. Niestety, ale muszę już iść. Mam zajmować się bratem. – Odparła Clara z nutą smutku w głosie. – To do jutra w szkole. – Uśmiechnęła się i pocałowała Lucasa w policzek. Odwróciła się szybko i poszła do domu.
Lucas natomiast stał w miejscu, nie wierząc za bardzo, co się przed chwilą stało. Clara pocałowała go w policzek ! Obecnie uznał siebie za najszczęśliwszego człowieka na świecie ! Jeśli taki pocałunek w policzek był magiczny, to jak będzie wyglądał pocałunek w usta ?! Normalnie, jak los na loterii. Ale Lucas nie myślał już o tym, nie chciał bowiem zapeszać. Z uśmiechem na ustach odwrócił się i poszedł w stronę domu.
♥ ~~ ♥ ~~♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥
Informacja od
autorki !!
Witam wszystkich odwiedzających tego bloga !!! Z góry chciałabym przeprosić. Pewnie teraz myślicie, za co ? Otóż za te ciągłe zmiany w blogu. Teraz zauważyłam, że zrobiłam chyba trochę za długi opis wakacji u Melanie. Już na początku bloga wiedziałam, że rozdziałów będzie nie więcej, jak 40. I tego się pilnuje. Dlatego to ciągłe przeskakiwanie z datami. Dwa rozdziały temu było rozpoczęcie roku szkolnego, w ostatnim rozdziale był październik, a dzisiaj już mamy grudzień ! Niestety, ale muszę tak przeskakiwać. Chciałam opisać jeszcze święta i sylwestra u Melanie, dlatego tak spieszę.
Witam wszystkich odwiedzających tego bloga !!! Z góry chciałabym przeprosić. Pewnie teraz myślicie, za co ? Otóż za te ciągłe zmiany w blogu. Teraz zauważyłam, że zrobiłam chyba trochę za długi opis wakacji u Melanie. Już na początku bloga wiedziałam, że rozdziałów będzie nie więcej, jak 40. I tego się pilnuje. Dlatego to ciągłe przeskakiwanie z datami. Dwa rozdziały temu było rozpoczęcie roku szkolnego, w ostatnim rozdziale był październik, a dzisiaj już mamy grudzień ! Niestety, ale muszę tak przeskakiwać. Chciałam opisać jeszcze święta i sylwestra u Melanie, dlatego tak spieszę.
Nowinka jest taka, że 1 tycznia
mija równiutkie pół roku, jak prowadzę tego bloga !! Trochę się cieszę, że
wytrwaliście ze mną te pół roku, to dla mnie ważne. Dlatego też, dla uczczenia
mojej pół-rocznicy, postanowiłam dodać epilog albo w sylwestra, albo w nowy
rok.
Pozdrowionka dla mojej BFF,
która zna cały epilog na pamięć, bo sobie to wymusiła ! Hahaha, to był ostatni
raz Angelika ! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz