wtorek, 31 grudnia 2013

Epilog




Cześć ! Tak się cieszę, że to już koniec. Jutro minie równiusieńkie pół roku, odkąd prowadzę tego bloga. Niestety, ale żegnam się z wami tym epilogiem. Nie na długo. W niedalekiej przyszłości (czytaj: gdzieś tak w styczniu :D) powinna pojawić się jeszcze notka zawierająca link do mojego nowego bloga. Z góry mówię, że jest to tematyka „Dramione” z Harrego Pottera. Nie wiem, czy będziecie czytać i czy spodoba się wam, ale myślę, że zostaniecie ze mną. Jeśli chodzi o dzisiejszy ostatni rozdział, to informuję z góry, że jest on pisany z perspektywy narratora, a nie Melanie, jak zawsze. Reszty dowiecie się, czytając. Udanego sylwestra życzę i szczęśliwego nowego roku ! Do zobaczenia.
♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~
3 lata później.
               
 Melanie nigdy, ale to prze nigdy nie spodziewała się, że czas może lecieć tak szybko. Tyle się wydarzyło w przeciągu tych trzech ostatnich lat… Teraz jest już dorosłą dziewiętnastolatką. Wyładniała i to bardzo. Jej włosy nadal przybierają kolor kasztanowy, jednak teraz sięgają jej za pośladki. Oczy nadal się nie zmieniły. Zawsze będą czekoladowe. Talia Mel także jest niczego sobie. Dziewczyna miała trochę czasu, by zaokrąglić kształty tu i ówdzie. Ostatnimi czasy bardzo polubiła sport. W pierwszej klasie oczywiście go nienawidziła, ale uświadomiła sobie, że jak teraz się za siebie nie weźmie, to w wieku sześćdziesięciu lat skończy jako siwiejąca staruszka ze skrzywieniem kręgosłupa. Tak więc często odwiedza siłownię. Parę miesięcy temu skończyła liceum. Egzaminy zdała olśniewająco. Wszystko poszło jej świetnie. Bez problemów dostanie się na wyższą uczelnię. W Londynie oczywiście. Póki co, nie chciała opuszczać na razie rodziców. Zrobiła sobie niedawno prawo jazdy. Tata kupił jej na osiemnastkę nowiusieńki samochód, volkswagena garbusa. Melanie zawsze podobały się takie samochody, choć tanie to one nie były.
                Mel właśnie szykowała się na randkę. Były wakacje. Dużo się pozmieniało u niej w życiu, ale jedno zostało : ona nadal kocha Chrisa, a Chris nadal kocha ją. Przynajmniej tak jej się wydawało. Robiła sobie właśnie makijaż. Rzęsy wytuszowała na czarno, następnie namalowała czarne, grubsze kreski i do tego nałożyła brązowe cienie. Na twarz nałożyła podkład, a usta lekko musnęła błyszczykiem. Potem poszła do pokoju i przebrała się w sukienkę z kwiatowymi wzorami i brązowe koturny. Na rękę założyła zegarek, na szyję naszyjnik, a na uszy kolczyki i tak gotowa wyszła z domu. Była bardzo szczęśliwa, bowiem dzisiaj obchodzi trzecią rocznicę z Chrisem. Kupiła mu całkiem kosztowny zegarek. Myśli, że spodoba mu się. Wyszła dom, uprzednio go zamykając. Rodzice wyszli na spacer. To takie urocze, że pomimo swojego dojrzałego wieku nadal pokazują na każdym kroku swoją miłość. Nawet takie badziewne gesty, jak pocałunek w policzek, czy chodzenie za rękę, robią wielkie wrażenie.
 Mel szła wolnym krokiem do ich ulubionej kafejki. To tutaj mieli się spotkać. Chris mówił, że to, gdzie pójdą potem, to niespodzianka. Dlatego brunetka miała problem z doborem butów. Ale postawiła na koturny. Trudno. Tak więc szła na umówione miejsce, cała w skowronkach. Wiedziała, że jej chłopaka stać na wielkie rzeczy. W ich pierwszą rocznicę przygotował romantyczny dzień tylko we dwoje w domku na plaży, w drugą rocznicę natomiast zaplanował rejs statkiem z bukietem przepięknych róż i kolacją. Dzisiaj także będzie zapewne ciekawie. Do kawiarenki dotarła piętnaście minut prze czasem. Przy wejściu zauważyła jakąś całującą się parę. Chłopak był odwrócony tyłem do Melanie. Widać było, że ta dwójka ma się ku sobie i chyba się kochają. Ten pocałunek nawet z drugiej strony ulicy wygląda bardzo namiętnie. Tyle, że Mel miała takie prze dziwne uczucie, że skądś zna tego chłopaka. Te włosy. Tak kurtka. Identyczną Mel dała Chrisowi na ich pierwszą rocznicę. Skórzana z czarnym pasem na dole. Chwila… chłopak w tym momencie odwrócił się do Melanie. Cały świat tej biednej dziewiętnastolatki runął w jednym momencie. Okazało się, że ten chłopak, który tak namiętnie całował tą blondynkę, to Chris ! Melanie szybko ściągnęła buty i wzięła je do ręki, a potem wzięła nogi za pas. Uciekała najszybciej, jak tylko potrafiła. Oczywiście Chris dogonił ją bez problemu.
- Mel, poczekaj ! To nie tak, jak myślisz ! – Próbował złapać ją za nadgarstek, jednak nadaremnie. Dziewczyna wyrywała się z całych sił.
- Zostaw mnie ty dupku ! Jak mogłeś ?! W naszą trzecią rocznicę ! Nie chcę cię znać, nienawidzę cię ! – Krzyczała wniebogłosy Melanie. Przyciągała tym na siebie spojrzenia prawie każdego przechodnia na tej ulicy, ale to się dla niej nie liczyło. Pobiegła do lasku, niedaleko swojego domu. Znalazła tam swój ukochany mostek. Usiadła. Wcześniej kapały jej pojedyncze łzy, ale teraz dopiero dała im upust. Słone kropelki lały się z jej oczu strumieniami. Była załamana. Nie sądziła, że Chris posunie się do czegoś takiego, jak zdrada. Zawsze był taki uroczy, kochany… nikt nie spodziewałby się po nim czegoś takiego. Nikt, poza Melanie. Dziewczyna już od dawna zauważała, że chłopak nie ma dla niej czasu, ale tłumaczyła się tym, że pomaga ojcu lub przygotowuje się do wyjazdu. Miał wyjeżdżać do Ameryki na studia. Nagle brunetka usłyszała jakieś kroki. Odwróciła się i ujrzała… Shane’a. Chyba nie miała ochoty z nim rozmawiać. Najlepiej olałaby cały świat. Chłopak przyuważył, że jego była płacze. Chciał zapytać, o co chodzi, ale z własnego doświadczenia wie, że ludzie, którzy mają doła, nie znoszą pytań tego typu. Usiadł koło niej. Melanie, bez zastanowienia przytuliła się do niego. Objął ją ramieniem i wtulił w siebie. Trwali tak przez pewien czas, póki dziewczyna nie uspokoiła się.
- Przepraszam. – Powiedziała cicho dziewczyna, głosem zachrypniętym od płaczu.
- Ale nie masz za co. – Powiedział śmiejącym się głosem Shane.
- Poplamiłam ci tuszem koszulę. – Brązowooka przetarła kciukiem koszulę, na której była czarna plama.
- Nie szkodzi, mam w domu pralkę. – Uśmiechnął się chłopak. Chciał dodać Mel trochę odwagi, by w końcu sama się przyznała, dlaczego tak płakała. Jednak nic takiego nie nastąpiło. – Powiesz ? – Zapytał krótko. Wiedział, że dziewczyna już go rozumie. Ostatnimi czasy od nowa zaczęli przyjaźń. Kilka razy w miesiącu spotykali się właśnie w lasku na mostku i opowiadali sobie różne rzeczy. Oboje za sobą bardzo tęsknili, jednak żadne się do tego nie przyznało, bo bało się reakcji drugiego.
- Chris mnie zdradził. – Powiedziała Melanie. Głowę cały czas miała spuszczoną. Shane na samą to wiadomość aż zacisnął pięści ze złości. Okropnie żałował tej zdrady sprzed trzech lat. Uświadomił sobie, że Mel to świetna dziewczyna, a on popełnił błąd życia.
- A to dupek… Współczuję. – Odparł Shane i ponownie objął ramieniem Melanie.
- Czemu ja muszę mieć takiego pecha w życiu ? Zawsze trafiam na samych zdrajców. – Powiedziała jakby do siebie Mel, ale dopiero teraz zdała sobie sprawę z obecności Shane’a, który posmutniał. – Oj, ni chciałam. – Tłumaczyła się. – Oczywiście, wybaczyłam ci, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Najpierw ty, potem Chris… - Zamyśliła się. I jak ona ma ufać ludziom, skoro przez cały czas jest oszukiwana i okłamywana ?
- Sam wiem, co czujesz…
- Doprawdy ?
- Niestety. Jakieś pół roku po naszym rozstaniu zdradziła mnie dziewczyna. Potwornie się wtedy czułem. Uświadomiłem sobie, że ty czułaś się identycznie. Od tamtej pory się zmieniłem. Próbowałem cię przeprosić, ale jakoś nigdy nie mogłem cię złapać. Życie zawsze toczyło się i nie stawało w miejscu. Odpuściłem. Ale sumienie kazało mi walczyć. Walczyłem. I wywalczyłem sobie przyjaźń z tobą. Teraz mogę być najdumniejszym człowiekiem na świecie. – Odpowiedział Shane zgodnie z prawdą. Odwrócił głowę w przeciwną stronę, bowiem na jego twarzy zakwitły lekkie rumieńce. Melanie uśmiechnęła się pod nosem.
- Też się cieszę, że znów rozmawiamy.  Ale teraz niestety, chcę wrócić do domu. W poduszkę się lepiej wypłaczę, niż w deskę od oparcia mostku. – Uśmiechnęła się słabo.
- Może cię odprowadzę ?  - Zaproponował Shane.
- Jasne, czemu nie. – Oboje wstali. Mel wzięła do ręki swoje buty i razem z brunetem poszli w stronę wyjścia od lasku. Szli w ciszy, ale nie była to krępująca cisza. To była cisza, której potrzebowali oboje. Musieli pomyśleć. Kiedy doszli pod dom Mel, spotkała ich niespodzianka. Chris stał koło furtki. Melanie odruchowo złapała Shane’a za rękę.
- Widzę, że szybko się pocieszyłaś. – Syknął Chris i odszedł w drugą stronę. Dwójka trzymających się za ręce wzdrygnęła się w tym samym momencie. Shane użył tych samych słów, kiedy zrywał z Mel.
- Dzięki, że mnie odprowadziłeś. – Odezwała się Mel. – Dalej sobie poradzę. Do zobaczenia. – Powiedziała krótko i udała się w stronę furtki.
                W domu panowała błoga cisza. Taka, jakiej Melanie właśnie potrzebowała. Buty zostawiła w korytarzu i zaraz udała się do swojego pokoju. Wzięła do ręki bokserkę i spodenki i udała się w kierunku łazienki. Najpierw zmyła z siebie makijaż, a potem weszła pod prysznic. Wraz ze strumieniami wody spłynął cały stres. Brunetka wiedziała, że nie na długo, ale lepsze te 10 minut, niż wcale. Umyła dokładnie włosy, wcierając w nie szampon o zapachu miodu, a potem odżywkę i spłukała. Potem umyła ciało. Następnie wyszła i wytarła się. Na mokrych włosach zaplotła warkoczyka, dzięki czemu potem pojawią się małe fale, i poszła do pokoju. Włączyła z laptopa swoją ulubioną składankę dołujących piosenek i położyła się na łóżku. Łzy znów spływały po jej policzkach. Patrzyła się tępo w okno. Wzrok miała nieobecny. Nie zakocham się już nigdy w życiu, myślała. To za bardzo boli. W pewnym sensie miała rację. Bo łatwiej jest wyrzucić tysiące rubli z kieszeni, aniżeli jedno przywiązanie z serca. Ale była też trochę wdzięczna Chrisowi. Pokazał jej swoje prawdziwe oblicze. Dobrze, że dowiedziała się teraz, a nie na przykład po ich ślubie. Melanie bardzo często stwarzała w swojej głowie scenariusze, jak brała ślub z Chrisem, albo jak bawili razem gromadkę ich uroczych dzieciaczków. Teraz już wie, że to nigdy nie nastąpi. Nagle dziewczyna usłyszała jakieś odgłosy na dole. To pewnie rodzice wrócili.
- Mel już jest. – Mel usłyszała głos taty.
- Tak szybko ? Miała iść z Chrisem na randkę rocznicową. – Mimo, że Mel nie widziała mamy, to słyszała jej zdziwienie w głosie. – Pójdę sprawdzić, co z nią. – O nie ! Mama przecież nie może zobaczyć Mel w takim stanie ! Pewnie zacznie się wypytywanie. Dziewczyna chciała schować się w łazience, ale było za późno. Drzwi do jej pokoju otworzyły się…
- Mel ? Kochanie, co się stało ? – Mama w zawrotnie szybkim tempie podeszła do łóżka, na którym leżała zapłakana dziewczyna. Mel, widząc mamę, rozpłakała się jeszcze bardziej. Zawsze tak było, jak płakała i spojrzała na rodzicielkę.
- Mamo… - tyle zdołała z siebie wykrztusić dziewczyna. Szlochanie w ramię własnej matki działa na dziecko najlepiej.
- Ciii, nie płacz kochanie. Już dobrze. – Pani Williams głaskała swoją córkę po głowie.
- Zdradził mnie. – Wyszlochała Mel i znów się przytuliła do jedynej osoby w tym pokoju. Jaka była w tym czasie mina pani Williams ? Szok wymalowany na twarzy. Nie mogła pojąc, jak ten miły chłopak, który często odwiedzał Melanie i był wobec niej kochany i czuły, mógł ją zdradzić.
- Nie płacz słonko. Nie jest wart twoich łez. – Głos mamy Mel był bardzo kojący i uspokajający. Brunetka ostatnimi siłami podniosła się, otarła łzy z policzków i uśmiechnęła blado.
- Dziękuję. – Wyszeptała.
- Oczywiście. Pójdę na dół i przygotuję ci gorącą czekoladę, co ? – Zapytała i uśmiechnęła się pocieszająco.
- Tak. – Pokiwała głową Mel. Pani Williams wstała i wyszła z pokoju. Brunetka natomiast znów położyła się na łóżku i wpatrywała w drzewo za oknem.
                Melanie siedziała w swoim pokoju, a raczej leżała, od dwóch godzin. Poprosiła mamę, żeby nikt nie wchodził do jej pokoju, bo chce pomyśleć o tym, co zrobi dalej. Wiedziała. Pójdzie do Chrisa, przywali mu w twarz i powie, że jest świnią i że to koniec. To najlepsze rozwiązanie w tym wypadku. Mel jest typem osoby, która bardzo rzadko kiedy daje drugą szansę chłopakowi, który ją zdradził. I pilnuje się tej zasady. Shane’ owi wybaczyła, ale 1) to był jedyny w swoim rodzaju wyjątek, a poza tym 2) przecież nie chodzi z blondynem. Są dobrymi przyjaciółmi i tego będą się trzymać. Ni stąd, ni zowąd, dziewczyna poczuła zapach dymu i spalenizny. Jakby gdzieś był pożar. Nie ukrywała, była odrobinę przestraszona. Bo nawet najgorszemu wrogowi nie życzyłaby pożaru. Spojrzała przez okno, ale nigdzie nie widziała dymu. I nagle… ujrzała dym wlatujący do jej pokoju przez szparkę od drzwi. O nie ! Ten pożar jest u niej ! Szybko otworzyła drzwi, ale zaraz tego pożałowała. Chmara szarej mgły wpadła do pomieszczenia. Mel opanował straszliwy kaszel. Podeszła do okna i otworzyła je na oścież. Potem zajrzała do szafy i wyciągnęła z niej pierwszą lepszą bluzkę. Zakryła sobie usta ubraniem i wyszła do pokoju. Prawie nic nie widziała. Na wyczucie zeszła po schodach. Ogień dochodził z kuchni. Mel pomyślała o rodzicach. Mama mówiła jej, że wychodzi do sklepu, bo wieczorem chce upiec jakieś ciasto i potrzebuje składników. A tata ? Zauważyła jego koszulę. Siedział na kanapie. Podbiegła do niego najszybciej, na ile było to możliwe. Ogień powoli dochodził do salonu. Brunetka była wyczerpana. Dym rozszarpywał jej płuca od środka, powoli się dusiła. Odrzuciła bluzkę, którą zatykała sobie usta, na bok. Od razu zjadł ją ogień. Wzięła tatę pod pachy i zaciągnęła do drzwi. Nie do końca się jej to udało. W połowie drogi poczuła mrowienie w nogach. Puściła tatę i sama odleciała. Ciemność pogłębiała się z każdą chwilą. Ostatnie, co usłyszała, dźwięki wozu strażackiego. Zemdlała.
Obudziła się w karetce przed swoim domem. Okropnie bolała ją głowa. Powoli podniosła się do pozycji siedzącej.
- Wybudziła się pani. Świetnie. Proszę zostać, podamy pani zastrzyk na truciznę. Pani organizm jest pewnie bardzo zatruty przez wdychany dym. – Młody lekarz stojący koło niej gadał jak najęty. Nie miała ochoty go słuchać.
- Proszę ode mnie odejść. Nie chcę żadnych zastrzyków. – Odparła mało kulturalnie Mel i wstała. Wyszła z karetki. Zauważyła jej mamę rozmawiającą ze strażakiem. Kiedy pani Williams ją ujrzała, od razu do niej pobiegła i wtuliła się w jej ramiona.
- Och Mel… nic ci nie jest ? – Pytała mama. Była cała zapłakana.
- Nie, jest w porządku. Co z tatą ?
- Przed chwilą został przewieziony do szpitala. Jest nieprzytomny. Mocno uderzył się w głowę, jak upadł. Strażacy znaleźli was na środku salonu. Jest w krytycznym stanie. – pani Williams była bardzo przejęta.
- Leżałam u siebie  pokoju i poczułam dym. Ulatniał się do mojego pokoju przez szparę w drzwiach. Było go mnóstwo, więc otworzyłam okno i wyciągnęłam bluzkę z szafy, żeby zatkać buzię. Szukałam was wszędzie. Przypomniałam sobie, że ty wyszłaś do sklepu, a tatę ujrzałam cudem. Chciałam go wyciągnąć z domu, więc wzięłam go pod pachy i kierowałam do wyjścia, ale sama zemdlałam w połowie drogi.
- Matko boska. Dobrze, że nic ci nie jest. Może pójdziesz się zbadać do karetki ? – Zanim Melanie zdążyła odpowiedzieć, podszedł do nich lekarz.
- Pani Williams, zapraszam na zastrzyk do karetki. – Powiedział blondyn w lekarskim kitlu.
- Kochanie, przebadaj się. – Powiedziała mama.
- To w szpitalu, ale teraz zastrzyk. – Nalegał lekarz.
- To moja córka, proszę pana i nie będzie mi pan mówił, co najpierw ! – pani Williams powoli podnosiła głos.
- Owszem, jednak pozwolę sobie potwierdzić, że to ja jestem lekarzem i lepiej wiem, co powinno być lepsze dla pani córki. – Lekarz także nie ukrywał już zdenerwowania. Kłóciliby się tak dalej, gdyby nie Melanie, która całkiem odruchowo dotknęła swojej kieszeni. Poczuła tak kluczyki od samochodu i…
- PRZESTAŃCIE W KOŃCU ! – Ryknęła młoda dorosła. – Musicie się kłócić w tej chwili ? Nie wiadomo, czy tata przeżyje, a tu toczy się rozmowa, czy zastrzyk powinien być pierwszy  ?! Mam dość ! – Krzyczała Mel. Nie zważając na nikogo, pobiegła do garażu. Wsiadła do swojego samochodu i ruszyła. Nie wiedziała, dokąd jechać. Najlepiej przed siebie. Pomyślała, że pojedzie na obrzeża miasta. Tam nikt jej nie znajdzie. Wróci jutro, może będzie lepiej. Poczuła brzęczenie w prawej kieszeni spodenek. To pewnie mama do niej dzwoniła. Ale nie będzie odbierać. Tata uczył ją, że nie odbiera się podczas jazdy.
 
  Jechała bardzo, bardzo szybko. Nie patrzyła na licznik, bo bała się własnej reakcji. To się stało tak szybko. Była na stromym zboczu. Akurat był ostry zakręt w prawo, a z naprzeciwka jechała duża ciężarówka. Bardzo panikowała. Próbowała zwolnić, ale hamulce zepsuły się właśnie w tej chwili. Była wstrząśnięta. Wiedziała, co ją czeka, wiedziała, że to koniec. Telefon nadal nie dawał jej spokoju. Słońce zaświeciło w szybę, oślepiając ją tym. I stało się. Nie słyszała już nic. Żadnej ciężarówki, żadnego telefonu. Nie widziała już nic. Żadnej drogi, słońca, czy zbocza. Była tylko ciemność.

Trzy tygodnie później

Melanie leżała w szpitalu. Słyszała tylko jakieś szmery i szepty. Wydawało jej się, że jest u siebie w pokoju. Ostatnie, co pamięta to pożar w domu. Co było dalej ? Usłyszała głos taty.
- Patrzcie, budzi się. – Powiedział słabym od płaczu głosem. Mel w ogóle nie miała ochoty otwierać oczu. Było jej tak dobrze, kiedy nie musiała niczego słyszeć i widzieć.
- Mel, słońce, otwórz oczy. – Błagała pani Williams. Też płakała. Brunetka musiała się przełamać. Uchyliła powieki, jednak zaraz tego pożałowała, bowiem było bardzo jasno. Słońce zaświeciło w szybę, oślepiając ją tym. Powoli przypominała sobie wszystkie elementy z tego wypadku. Serce zaczęło walić jej, jak szalone.
- Mamo… tato… - tylko tyle zdołała wyszeptać Melanie. Mimo, że miała zamknięte oczy, popłynęła z nich samotna łza.
- Nie płacz kochanie, już wszystko dobrze. – Szeptała mama. Mel znów otworzyła oczy. Powoli, przyzwyczajała się do jasności.
- Tato… wszystko w porządku ? – Głos Mel nie brzmiał całkiem, jak jej głos. Był słaby i zachrypnięty.
- O mnie się nie martw, wyjdę z tego. Jak się czujesz ? – Pan Williams złapał swoją córkę za rękę. Mel poczuła, że chce jej się pić. Pani Williams musiała to zauważyć, bo jak na zawołanie wzięła szklankę z wodą i małą łyżeczką wlała do buzi Mel trochę płynu. Dziewczyna przyjęła go z ulgą.
- Nie wiem.- Powiedziała całkiem nieobecna. Ale naprawdę nie wiedziała, jak się czuła. Czyżby zapomniała, jak działają ludzkie uczucia ? Omiotła wzrokiem pomieszczenie, w którym się znajdowali. Poza nią i rodzicami przy jej łóżku stał Shane. Jak on się dowiedział ? – A tak w ogóle ile ja tu leżę ? Jaki jest dzień ?
- Dzisiaj mija równe trzy tygodnie od wypadku. Jest sobota. – Powiedziała jakaś kobieta, która leżała na drugim końcu Sali. Była bardzo spokojna.
- Trzy tygodnie ? – Chciała się podnieść, ale poczuła nieprzyjemny ból w kręgosłupie. Aż syknęła.
- Nie wstawaj kochanie. Masz złamany kręgosłup. – Powiedziała mama.
- Przespałam trzy tygodnie ? – Melanie nie dowierzała.
- Byłaś w śpiączce farmakologicznej. – Odezwał się nagle lekarz, który wszedł do Sali. Powoli robił się mały tłum. – Prosiłbym państwa o opuszczenie Sali. Chcemy zrobić pacjentce podstawowe badania. – Poprosiły wysoki blondyn. Melanie przypomniała sobie, że to on był w karetce, kiedy zemdlała po pożarze. Rodzice brunetki wyszli razem z Shane’m.
                Po pół godzinie badań rodzice i Shane znów mogli wejść.
- Państwa córka nie trzyma się najgorzej. Ma jedynie złamany kręgosłup i nogę. Melanie, czy pamiętasz, co się wydarzyło parę tygodni temu ? – Zapytał się nagle doktor młodej dziewczyny.
- Był pożar… zemdlałam… potem wsiadłam do samochodu i miałam wypadek… co z tym kierowcą ? – Spytała Mel, przypominając sobie kierowcę ciężarówki.
- Jakim kierowcą ? – Wszyscy na Sali byli bardzo zdziwieni.
- Prawie że zderzyłam się z kierowcą ciężarówki. Co z nim ? – Nagle olśniło lekarza prowadzącego.
- Ach tak. Wyszedł cało, nic mu się nie stało. To on zadzwonił po karetkę. – Powiedział całkiem pogodnie lekarz. Na jego plakietce widniały słowa : Aleksander Brown.   Nagle Mel popatrzyła na Shane’a. Pani Williams to widocznie zauważyła, bo szturchnęła męża i powiedziała.
- Chodź Oscar, chyba chcą porozmawiać. – I zaraz znikli za drzwiami. Pan Williams chyba nie był z tego faktu zadowolony, bowiem obiecał sobie, że będzie trochę bardziej pilnował córki po tym wypadku z Chrisem. Oczywiście Shane’a lubił najbardziej z jej wszystkich chłopaków, ale.. spójrzmy prawdzie w oczy, ten chłopak także skrzywdził jego córkę. Pan doktor uśmiechnął się i także wyszedł. Kobieta leżąca na drugim końcu Sali odwróciła się do nich plecami, udając, że idzie spać. Shane natomiast podszedł do Mel, przyklęknął przy łóżku i wziął rękę dziewczyny.
- Jest dobrze. – Odezwała się Melanie. Postawa, w jakiej obecnie znajdował się chłopak, trochę ją śmieszyła. Wyglądało to, jak zaręczyny. Parsknęła śmiechem. Zdziwiony blondyn nie wiedział, o co chodzi, jednak zaraz się poprawił i sam się uśmiechnął.
- Bez urazy, ale nie będę ci się jeszcze oświadczał. – Oboje zaśmiali się na tą uwagę. Brunetka dobrze przetworzyła w głowie jego słowa i nagle spoważniała.
- Jeszcze. – Powiedziała jakby do siebie. Wzrok miała nieobecny.
- Tak. Jeszcze. – Shane był raczej zadowolony, że powiedział to słowo.
- Shane, co ty kombinujesz ? – Mel przybrała na twarz zdziwiony uśmiech.
- Ożenić się z tobą, mieć gromadkę dzieci, przeżyć wspaniały miesiąc miodowy i zestarzeć się, a przy śmierci powiedzieć, że żałuję zdrady i jestem głupi. – Powiedział uśmiechnięty Shane.
- Co ? – Brunetka była bardzo zdziwiona, bowiem nic nie zrozumiała z tej wyliczanki blondyna.
- Kocham cię, Melanie Williams. – I nie zważając na nic, pocałował ją słodko w usta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz