Witam ! Dzisiaj szkolna wigilia !! Zostałam w domu, bo jakby tego brakowało, rozchorowałam się na same święta. Nie mogłam spędzić tego ostatniego dnia szkolnego w tym roku z moją klasą, ale plusy są takie, że napisałam nowy rozdział !!! Ostatni powinien pojawić się najpóźniej w Boże Narodzenie. A epilog w sylwestra oczywiście. Tak, jak obiecałam. Ale nie zanudzam już. Zapraszam do czytania i komentowania.
Ps. Ten rozdział powstał przy pomocy świetnej piosenki, która dała mi inspirację do napisania.
♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥
Dzisiaj
obudziłam się nietypowo wcześnie, bo o 4:15. Niestety. Toffik chciał wyjść na
pole, więc przyszedł do pokoju i zaczął lizać mnie po ręce. Zawsze tak robi,
jak czegoś chce. Dlatego też musiałam wstać i otworzyć mu drzwi na pole. A
potem jeszcze poczekać i go wpuścić. Zeszłam na dół, wypuściłam psa i poszłam
do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki karton z mlekiem, a z szafki szklankę i
nalałam zimnego płynu do kubka. Potem schowałam mleko i usiadłam na wysokim
krześle. Powoli sączyłam płyn, myśląc, jak będą wyglądały te święta. Dzisiaj
jest pierwsza wigilia z klasą. Trochę krepująca spawa. Nie wiesz, do kogo
podejść i podzielić się opłatkiem. Nie wiesz, czy wszyscy cię lubią. Nie wiesz,
czy ktoś przypadkiem cię nie wyśmieje. To trudne. Na pewno złożę życzenia
ludziom z naszej paczki. Ale nasza paczka liczy mnie, Julie, Clarę, Lucasa,
Blaise’a, Joshuę, Charliego i od niedawna Teodora. Jest nas 8. A klasa liczy 32
osoby. Zostało jeszcze 24 osoby. Do Tiffany, Eliz i Maddie na pewno nie
podejdę, więc jest jeszcze 21 osób. Na pozór wydają się to być miłe osoby,
jednak kto wie… przecież pozory mylą. Usłyszałam cichutkie drapanie dochodzące
z korytarza. Toffi drapał w drzwi, żeby wpuścić go do domu. Kiedy otworzyłam
drzwi, zauważyłam coś nadzwyczaj dziwnego. Pies przybiegł do domu i zaraz
położył się na swoim dywaniku. Ale na śniegu były ślady i to nie jego. Ludzkie
odciski butów. Wyjrzałam przez drzwi, jednak nikogo nie zauważyłam. Czułam się
trochę, jak w horrorze. Zamknęłam drzwi na dwór, zgasiłam światło w kuchni i
poszłam do siebie do pokoju. Tam… prawie umarłam ze strachu. Na moim łóżku
leżały czekoladki. Ale jak ?! Okno balkonowe było zamknięte, przez drzwi też
nikogo nie wpuszczałam. Teraz to naprawdę się bałam. I to okropnie. Nogi
miałam, jak z waty. Weszłam na środek pokoju i rozglądnęłam się wkoło. Wszystko było tak, jak dawniej.
Nagle ktoś przyłożył mi rękę do ust. Moje oczy chciały wyjść z orbit. Chciałam
piszczeć, ale sprawca całego zdarzenia mi to uniemożliwił. Szarpałam się z
całych sił, a po moim policzku spłynęła samotna łza. Nie miałam szans, by
rodzice mnie usłyszeli, bo przecież spali.
- Spokojnie, przecież to ja. – Szepnął mi ktoś do ucha. W jednej chwili strach przerodził się w złość. Byłam tak wściekła, że miałam ochotę rozszarpać wszystko dookoła.
- Chris !!!! Ty… ty… ty debilu !! Nienormalny jesteś ! Wystraszyłeś mnie na zawał ! Myślałam naprawdę, że ktoś się włamał ! – Próbowałam nie podnosić głosu, by nie obudzić rodziców. Ale złość emanowała ze mnie już wyglądem. A ten dupek, jak gdyby nigdy nic, śmiał się w najlepsze.
- Przepraszam kochanie, ale tęskniłem. Nie widzieliśmy się już tydzień. Kupiłem czekoladki… Pomyślałem, że spędzimy ten ranek razem… - Poruszył sugestywnie brwiami. On jest śmieszny ! Czy naprawdę myślał, że po tym, jak wystraszył mnie na śmierć, zaproszę go do własnego łóżka ?
- Chyba śnisz. Myślisz, że mnie przelecisz po takiej akcji ?! Niestety, ale mylisz się kotek. – Uśmiechnęłam się wrednie. Chris powoli przysuwał się do mnie. Co prawda, dawno nie spędzaliśmy razem nocy, ale karę jakąś za to, to on musi mieć. – A teraz spadaj z mojego domu. – Wskazałam palcem na balkon. Domyśliłam się, że wszedł właśnie tamtędy.
- Ale kotek… No weź ! Nie zaszkodzi nam… - Chris robił oczy kota ze Shreka. Mnie nie nabierze, już się uodporniłam.
- Nie ma mowy ! Kara musi być. Następnym razem kulturalnie wejdź przez drzwi, a nie zakradaj się, jak zabójca, to pogadamy inaczej. Miłej nocy. – Odsunęłam się, by zrobić mu przejście do balkonu. Wygrałam. Chris ze spuszczoną głową podszedł do balkonu. Ja już się kierowałam do łóżka, kiedy nagle mój chłopak podszedł do mnie jednym susem i odwrócił w swoją stronę, a potem złożył na ustach słodki pocałunek. Długi i namiętny. Ooo tak, brakowało mi tego.
- Myślałaś, że pójdę tak bez pożegnania ? – Uśmiechnął się szelmowsko Chris. Potem pocałował mnie krótko i poszedł do balkonu, by wyjść. Na koniec odwrócił się jeszcze, by powiedzieć – Branoc. – i zniknął. Ja natomiast położyłam czekoladki na biurku i położyłam się na łóżku. Zastanawiałam się teraz, co odpowiedzieć rodzicom, kiedy sami zobaczą te kroki na podwórku. A zobaczą na pewno. Bo w końcu kto by nie zauważył odcisków stóp na takiej warstwie śniegu ? A właśnie… wspominałam wam, że mamy piękną zimę ? Co noc pada śnieg, dlatego rano tak pięknie się mieni w promieniach słońca. Ale nie topnieje. I cieszę się. Bo w końcu co to za święta, bez śniegu ?
Do godziny 6:00 leżałam na łóżku, rozmyślając o prze najróżniejszych rzeczach. Potem wstałam i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Następnie zrobiłam sobie lekki makijaż i – wracając do pokoju w samym ręczniku – stanęłam przed szafą, zastanawiając się, co na siebie ubrać. Trzeba być ubranym na galowo. Najpierw mamy jasełka, na których dyrektor zapewne wygłosi przemowę trwającą około godziny, potem artyści wykonają utwory i idziemy do klas, by podzielić się opłatkiem i pośpiewać kolędy. Uwielbiam święta. Tak więc wybrałam białą sukienkę z czarnym paskiem na dole, brązowy żakiet i kremowe jazzówki. Ubrałam jeszcze naszyjnik z przebitym sercem, czarno białą bransoletkę na rękę i kolczyki. Tak ubrana wyszłam z pokoju. Moim nowym marzeniem na chwilę obecną było pójść w tych butach do szkoły i nie zaliczyć gleby ani ich nie rozwalić.
- Cześć mamo. – Powiedziałam, kiedy weszłam do kuchni. W zlewie leżała jeszcze moja szklanka po mleku. Uśmiechnęłam się do siebie na przypomnienie tej akcji z nocy.
- Cześć kochanie. Wstawałaś w nocy ? – Zapytała mama. Na stole leżały kanapki z sałatą, wędliną, ogórkiem i pomidorem. Usiadłam na krześle i wzięłam jedną do ręki.
- Tak. Toffik chciał wyjść na dwór. – Odpowiedziałam krótko. Chyba nie chciałam opowiadać o wizycie Chrisa .
- Ach, to dobrze. Słuchaj… mam takie wrażenie, że słyszałam jakieś głosy dobiegające z twojego pokoju.. – Powiedziała niepewnie mama.
- Niee, pewnie ci się zdawało albo przyśniło. – Uśmiechnęłam się lekko. Nienawidzę kłamać własnych rodziców, ale obawiam się, że gdyby dowiedzieli się o takiej wizycie, to mogliby „lekko” zacząć panikować, że nie mamy w domu dobrych zabezpieczeń przed włamywaczami.
- Może. – Mama zamyśliła się. Miałam teraz dobrą okazję, by nie ciągnąc tej rozmowy. Najwyżej wcześniej będę w szkole. Lekko odchrząknęłam, by mama mnie posłuchała.
- Mamuś, ja już będę iść. Lucas ma być wcześniej w szkole razem z dziewczynami, chciałam z nimi spędzić jeszcze trochę czasu przed świętami. – Odparłam, po czym wstałam od stołka.
- Dobrze. A o której będziesz ? Chciałam, żebyś pomogła mi dzisiaj trochę z ostatecznymi porządkami. W końcu w sobotę wigilia. – Spytała mama. Tak dla uściśnięcia, dzisiaj był wtorek. Dosyć nietypowy dzień na wigilię szkolną, ale wigilia wypada w sobotę, a przed świętami zawsze mamy 4 dni wolnego.
- Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że na 11:30 powinnam już być w domu. – Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- OK. Miłego dnia kochanie. – Odparła mama i uśmiechnęła się, po czym poszła do salonu. Ja natomiast brałam w korytarzu czarny płaszczyk i szalik w białym kolorze. Na ręce zaciągnęłam rękawiczki i wyszłam z domu, uprzednio zabierając opłatek. Cieszę się, że w końcu święta. Zawsze panuje taka rodzinna atmosfera. W tym roku będą u nas Mathew ze swoją narzeczoną Gabriele i ich maluśkim synkiem Teddy’m. Urwis jest przesłodki. Ma dopiero miesiąc. Moje rozmyślania przerwało trąbienie jakiegoś samochodu. Odwróciłam się do tyłu, a tam ujrzałam Matiego. Parkował pod naszym domem, czyli miał jakąś sprawę do rodziców. Pomachałam mu, po czym odwróciłam się i poszłam dalej.
W szkole byłam już o 7:30. Do akademii miałam jeszcze godzinę. Ale miałam przeznaczyć tą godzinę dla przyjaciół, tak, jak obiecałam. Jak się spodziewałam, byli już Julie, Clara, Blaise i Lucas. Dlaczego mi się zdaje, że Blaise zarywa do Julie ? Aż potrząsnęłam głową.
- Hej wszystkim.- Powiedziałam u uśmiechnęłam się. Luka trzymał Clarę za rękę, natomiast Julie opierała się o Blaise’a. Wszyscy stali na polu. Chyba czekali na mnie.
- Siemanko. – Odparł Lucas. – Widocznie był bardzo z czegoś zadowolony.
- Hej. – Odpowiedziały chórem dziewczyny. Obie zaśmiały się do siebie.
- A dzień doberek. – Dodał jeszcze Blaise.
- A co wy wszyscy w takich szampańskich humorach ? Przecież sylwester dopiero za półtora tygodnia. – Uśmiechnęłam się szeroko.
- Każdy poczuł już magię świąt. – Powiedział Blaise, który był cały w skowronkach.
- To znaczy ? Wyjaśni mi tu ktoś coś ? – Popatrzyłam znacząco na Julie, która tylko się zarumieniła. Niemożliwe ! Czyżby i tak dwójka miała się ku sobie ? Blaise puścił mi oczko. – Wy jesteście razem. ? – Zapytałam, patrząc na przytulonych do siebie. Julie poczerwieniała jeszcze bardziej, natomiast Blaise wyszczerzył tylko zęby, ukazując tym równiusieńki rząd białych zębów. – Och, to wspaniale ! Gratuluję wam ! – Ucieszyłam się, by potem podejść do brunetki i uściskać ją z całej siły. Ciemnoskóremu puściłam tylko oczko.
Wszyscy weszliśmy do szkoły i poszliśmy do szatni. Dziewczyny miały całkiem wysokie szpilki. Ja dzisiaj wybrałam płaskie, bowiem nie brałam butów zmiennych. I tak jestem już wysoka, więc nie potrzebne mi wyższe buty. Chłopcy byli ubrani w garnitury. Wyglądali bardzo przystojnie. Całą piątką poszliśmy pod naszą salę, czyli na pierwsze piętro. Ciągle zdziwią mnie, jak ta szkoła jest taka wielka.
- Gdzie spędzacie sylwestra ? – spytał Luka. On oczywiście spędzał go w towarzystwie Clary. Ta dziewczyna baaardzo zmieniła się od początku roku. Bardzo. Na naszym pierwszym wuefie, kiedy się poznałyśmy, myślałam, że ta blondynka jest bardzo energiczną i szaloną kobietą, kochającą sport. A tu okazało się, że Clara to bardzo spokojna, ale urocza dziewczyna, która ma głowę do każdego przedmiotu. Dobrze myślałam rano, pozory mylą.
- A właśnie ! – Odezwał się Blaise. – Moi rodzice wyjeżdżają do Francji na sylwestra, do ciotki i mam wolną chatę. Gadałem już z nimi, mogę zrobić taką niewielką domówkę. Przyjdziecie ? – Zapytał się nas. Wiadome było, że Julie już się zgodziła.
- Idziemy ? – Spytał Lucas Clary. Przypomniał mi się drugi dzień szkoły, kiedy leczyłam niesfornego kaca tego debila.
- Nie mam żadnych planów, więc.. czemu nie. Będziemy. – Uśmiechnęła się Clara. Jaka wielka szkoda, że ja nie mogę dołączyć do tej ekipy…
- A ty Mel ? Będziesz ? – Spytał się mnie Blaise.
- Bardzo bym chciała, ale nie mogę. Brat się żeni w sylwestra i muszę być na jego ślubie i weselu. – Oczywiści powiedziałam prawdę. Matthew bierze z Gabriele ślub w sylwestra. To ma być niewielkie przyjęcie. Tylko rodzina i najbliżsi znajomi. Razem około 70 osób. Ale wiem, że nie trzeba mnóstwa ludzi, by się dobrze bawić. I z tego jestem zadowolona. Uśmiechnęłam się przepraszająco.
- Jasne, rozumiem. Więc życzę udanej zabawy i szczęścia młodej parze. – I on uśmiechnął się do mnie.
- A kto jeszcze będzie ? – Zapytał Luka.
- Zaproszę jeszcze Joshuę, Teodora i Charliego. – Charlie chodzi z nami do klasy. Poznałam go na wuefie, kiedy podszedł do mnie i Clary. Nie utrzymuję z nim jednak takich kontaktów, jak z naszą paczką. Mówimy sobie tylko „cześć” i to wszystko w tym temacie. Ale to nam wystarcza. Na pewno złożymy sobie dzisiaj życzenia.
Rozmawialiśmy tak sobie aż do 8:30. Potem wszyscy poszliśmy na aulę, gdzie odbyło się przedstawienie. Jak się spodziewałam, na początku było przemówienie dyrektora. A potem występy. Nie wiedziałam, że mamy w szkole takie talenty. Mnóstwo osób ślicznie śpiewa. I nie są to same dziewczyny. Występowało także kilku chłopaków. Potem poszliśmy do klasy. Zgodnie z tradycją, przeczytaliśmy kawałek pisma świętego. A potem podzieliliśmy się opłatkiem. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy zauważyłam, że Tiffany szuka wzrokiem swoich przyjaciółek, a potem – gdy zauważa, że rozmawiają z chłopakami z klasy – podchodzi do mnie ?
- Słuchaj Melanie. Ja wiem, nie zaczęłyśmy najlepiej, ale głupio mi trochę z tego powodu. Bo widzisz, ja zostałam zmuszona do tej akcji, wtedy, kiedy próbowałam się z tobą zaprzyjaźnić. Wcale nie mi chodziło o tego chłopaka z klasy twojego kolegi. Ja miałam już jednego takiego debila i wydawało mi się, że on mnie kocha, ale potem wyszło na to, że wykorzystał mnie tylko po to, by się przekonać, że jest gejem. Dowiedział się jakimś cudem, że mam namiary na tego chłopaka z innej szkoły i że mam załatwić do niego numer, albo inaczej ten mój chłopak mnie zgwałci. Naprawdę się bałam. Gdybym załatwiła ten numer, to nie byłoby tej całej akcji i nie zaczepiałabym cię. Ale rozum wrócił mi do głowy i podałam tego palanta na policję. Siedzi teraz za kratkami, a ja nareszcie się nie boję. Właściwie to moja historia może cię zanudzać na śmierć, ale ja musiałam ci to opowiedzieć. Nie jestem złym człowiekiem i nie gardzę innymi. Tak więc, wesołych świąt ci życzę i szczęścia w miłości. – Skończyła swój monolog Tiffany i wyciągnęła swój opłatek w moją stronę. Byłam bardzo zszokowana, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- Ja tobie także życzę, żebyś nie trafiała na takich świrów i żeby święta ci się udały. – Uśmiechnęłam się. Ułamałam kawałek opłatka Tiffany, która po chwili zrobiła to samo co ja i odeszłyśmy w dwie różne strony. Wyszłam na chwilę z klasy, bowiem szok nie dawał mi spokoju. Nie do wiary, że słynną Tiffany stać na takie wyznania ! I to jeszcze do mojej osoby ! Ale to znak, że ludzie jednak się zmieniają. I znowu „pozory mylą”. Te słowa towarzyszą mi praktycznie od przebudzenia. Wow. Wróciłam do klasy. Zaczęło się właśnie śniadanie wigilijne. Wszyscy pałaszowali smacznie. Siedziałam pomiędzy Clarą, a Julie. Nagle ta druga zbliżyła się w moją stronę i szepnęła
- Mel, to prawda, że Tiffany była u ciebie z życzeniami ?
- Tak. Przeprosiła mnie i życzyła wesołych świąt. – Odparłam jak gdyby nigdy nic. To jednak trochę zszokowało Julie, która po chwili wyprostowała się i w zamyśleniu zaczęła jeść rybę.
Ten dzień minął mi bardzo przyjemnie. Wróciłam do domu o 12:00. Pomogłam mamie ugotować obiad. Potem tata wrócił z pracy i wszyscy zjedliśmy wspólnie. Następnie poszłam do swojego pokoju, by zrobić ostateczne porządki przed świętami. Trochę roboty było, ale uporałam się w półtorej godziny. Potem poszłam do kuchni, by pomóc mamie w robieniu ciast. Zrobiłam szarlotkę, a mama makowca. Resztę zrobi się jutro. Potem posprzątałyśmy w jadalni. A na koniec dnia była najlepsza część mojej pomocy. Ubieranie choinki. Tata włączył w moim laptopie kolędy i całą trójką wzięliśmy się za dekorowanie świątecznego drzewka. Potem pogasiliśmy wszystkie światła i włączyliśmy choinkę, co nadawało jej tylko nastroju. To był cudowny dzień.
- Spokojnie, przecież to ja. – Szepnął mi ktoś do ucha. W jednej chwili strach przerodził się w złość. Byłam tak wściekła, że miałam ochotę rozszarpać wszystko dookoła.
- Chris !!!! Ty… ty… ty debilu !! Nienormalny jesteś ! Wystraszyłeś mnie na zawał ! Myślałam naprawdę, że ktoś się włamał ! – Próbowałam nie podnosić głosu, by nie obudzić rodziców. Ale złość emanowała ze mnie już wyglądem. A ten dupek, jak gdyby nigdy nic, śmiał się w najlepsze.
- Przepraszam kochanie, ale tęskniłem. Nie widzieliśmy się już tydzień. Kupiłem czekoladki… Pomyślałem, że spędzimy ten ranek razem… - Poruszył sugestywnie brwiami. On jest śmieszny ! Czy naprawdę myślał, że po tym, jak wystraszył mnie na śmierć, zaproszę go do własnego łóżka ?
- Chyba śnisz. Myślisz, że mnie przelecisz po takiej akcji ?! Niestety, ale mylisz się kotek. – Uśmiechnęłam się wrednie. Chris powoli przysuwał się do mnie. Co prawda, dawno nie spędzaliśmy razem nocy, ale karę jakąś za to, to on musi mieć. – A teraz spadaj z mojego domu. – Wskazałam palcem na balkon. Domyśliłam się, że wszedł właśnie tamtędy.
- Ale kotek… No weź ! Nie zaszkodzi nam… - Chris robił oczy kota ze Shreka. Mnie nie nabierze, już się uodporniłam.
- Nie ma mowy ! Kara musi być. Następnym razem kulturalnie wejdź przez drzwi, a nie zakradaj się, jak zabójca, to pogadamy inaczej. Miłej nocy. – Odsunęłam się, by zrobić mu przejście do balkonu. Wygrałam. Chris ze spuszczoną głową podszedł do balkonu. Ja już się kierowałam do łóżka, kiedy nagle mój chłopak podszedł do mnie jednym susem i odwrócił w swoją stronę, a potem złożył na ustach słodki pocałunek. Długi i namiętny. Ooo tak, brakowało mi tego.
- Myślałaś, że pójdę tak bez pożegnania ? – Uśmiechnął się szelmowsko Chris. Potem pocałował mnie krótko i poszedł do balkonu, by wyjść. Na koniec odwrócił się jeszcze, by powiedzieć – Branoc. – i zniknął. Ja natomiast położyłam czekoladki na biurku i położyłam się na łóżku. Zastanawiałam się teraz, co odpowiedzieć rodzicom, kiedy sami zobaczą te kroki na podwórku. A zobaczą na pewno. Bo w końcu kto by nie zauważył odcisków stóp na takiej warstwie śniegu ? A właśnie… wspominałam wam, że mamy piękną zimę ? Co noc pada śnieg, dlatego rano tak pięknie się mieni w promieniach słońca. Ale nie topnieje. I cieszę się. Bo w końcu co to za święta, bez śniegu ?
Do godziny 6:00 leżałam na łóżku, rozmyślając o prze najróżniejszych rzeczach. Potem wstałam i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Następnie zrobiłam sobie lekki makijaż i – wracając do pokoju w samym ręczniku – stanęłam przed szafą, zastanawiając się, co na siebie ubrać. Trzeba być ubranym na galowo. Najpierw mamy jasełka, na których dyrektor zapewne wygłosi przemowę trwającą około godziny, potem artyści wykonają utwory i idziemy do klas, by podzielić się opłatkiem i pośpiewać kolędy. Uwielbiam święta. Tak więc wybrałam białą sukienkę z czarnym paskiem na dole, brązowy żakiet i kremowe jazzówki. Ubrałam jeszcze naszyjnik z przebitym sercem, czarno białą bransoletkę na rękę i kolczyki. Tak ubrana wyszłam z pokoju. Moim nowym marzeniem na chwilę obecną było pójść w tych butach do szkoły i nie zaliczyć gleby ani ich nie rozwalić.
- Cześć mamo. – Powiedziałam, kiedy weszłam do kuchni. W zlewie leżała jeszcze moja szklanka po mleku. Uśmiechnęłam się do siebie na przypomnienie tej akcji z nocy.
- Cześć kochanie. Wstawałaś w nocy ? – Zapytała mama. Na stole leżały kanapki z sałatą, wędliną, ogórkiem i pomidorem. Usiadłam na krześle i wzięłam jedną do ręki.
- Tak. Toffik chciał wyjść na dwór. – Odpowiedziałam krótko. Chyba nie chciałam opowiadać o wizycie Chrisa .
- Ach, to dobrze. Słuchaj… mam takie wrażenie, że słyszałam jakieś głosy dobiegające z twojego pokoju.. – Powiedziała niepewnie mama.
- Niee, pewnie ci się zdawało albo przyśniło. – Uśmiechnęłam się lekko. Nienawidzę kłamać własnych rodziców, ale obawiam się, że gdyby dowiedzieli się o takiej wizycie, to mogliby „lekko” zacząć panikować, że nie mamy w domu dobrych zabezpieczeń przed włamywaczami.
- Może. – Mama zamyśliła się. Miałam teraz dobrą okazję, by nie ciągnąc tej rozmowy. Najwyżej wcześniej będę w szkole. Lekko odchrząknęłam, by mama mnie posłuchała.
- Mamuś, ja już będę iść. Lucas ma być wcześniej w szkole razem z dziewczynami, chciałam z nimi spędzić jeszcze trochę czasu przed świętami. – Odparłam, po czym wstałam od stołka.
- Dobrze. A o której będziesz ? Chciałam, żebyś pomogła mi dzisiaj trochę z ostatecznymi porządkami. W końcu w sobotę wigilia. – Spytała mama. Tak dla uściśnięcia, dzisiaj był wtorek. Dosyć nietypowy dzień na wigilię szkolną, ale wigilia wypada w sobotę, a przed świętami zawsze mamy 4 dni wolnego.
- Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że na 11:30 powinnam już być w domu. – Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- OK. Miłego dnia kochanie. – Odparła mama i uśmiechnęła się, po czym poszła do salonu. Ja natomiast brałam w korytarzu czarny płaszczyk i szalik w białym kolorze. Na ręce zaciągnęłam rękawiczki i wyszłam z domu, uprzednio zabierając opłatek. Cieszę się, że w końcu święta. Zawsze panuje taka rodzinna atmosfera. W tym roku będą u nas Mathew ze swoją narzeczoną Gabriele i ich maluśkim synkiem Teddy’m. Urwis jest przesłodki. Ma dopiero miesiąc. Moje rozmyślania przerwało trąbienie jakiegoś samochodu. Odwróciłam się do tyłu, a tam ujrzałam Matiego. Parkował pod naszym domem, czyli miał jakąś sprawę do rodziców. Pomachałam mu, po czym odwróciłam się i poszłam dalej.
W szkole byłam już o 7:30. Do akademii miałam jeszcze godzinę. Ale miałam przeznaczyć tą godzinę dla przyjaciół, tak, jak obiecałam. Jak się spodziewałam, byli już Julie, Clara, Blaise i Lucas. Dlaczego mi się zdaje, że Blaise zarywa do Julie ? Aż potrząsnęłam głową.
- Hej wszystkim.- Powiedziałam u uśmiechnęłam się. Luka trzymał Clarę za rękę, natomiast Julie opierała się o Blaise’a. Wszyscy stali na polu. Chyba czekali na mnie.
- Siemanko. – Odparł Lucas. – Widocznie był bardzo z czegoś zadowolony.
- Hej. – Odpowiedziały chórem dziewczyny. Obie zaśmiały się do siebie.
- A dzień doberek. – Dodał jeszcze Blaise.
- A co wy wszyscy w takich szampańskich humorach ? Przecież sylwester dopiero za półtora tygodnia. – Uśmiechnęłam się szeroko.
- Każdy poczuł już magię świąt. – Powiedział Blaise, który był cały w skowronkach.
- To znaczy ? Wyjaśni mi tu ktoś coś ? – Popatrzyłam znacząco na Julie, która tylko się zarumieniła. Niemożliwe ! Czyżby i tak dwójka miała się ku sobie ? Blaise puścił mi oczko. – Wy jesteście razem. ? – Zapytałam, patrząc na przytulonych do siebie. Julie poczerwieniała jeszcze bardziej, natomiast Blaise wyszczerzył tylko zęby, ukazując tym równiusieńki rząd białych zębów. – Och, to wspaniale ! Gratuluję wam ! – Ucieszyłam się, by potem podejść do brunetki i uściskać ją z całej siły. Ciemnoskóremu puściłam tylko oczko.
Wszyscy weszliśmy do szkoły i poszliśmy do szatni. Dziewczyny miały całkiem wysokie szpilki. Ja dzisiaj wybrałam płaskie, bowiem nie brałam butów zmiennych. I tak jestem już wysoka, więc nie potrzebne mi wyższe buty. Chłopcy byli ubrani w garnitury. Wyglądali bardzo przystojnie. Całą piątką poszliśmy pod naszą salę, czyli na pierwsze piętro. Ciągle zdziwią mnie, jak ta szkoła jest taka wielka.
- Gdzie spędzacie sylwestra ? – spytał Luka. On oczywiście spędzał go w towarzystwie Clary. Ta dziewczyna baaardzo zmieniła się od początku roku. Bardzo. Na naszym pierwszym wuefie, kiedy się poznałyśmy, myślałam, że ta blondynka jest bardzo energiczną i szaloną kobietą, kochającą sport. A tu okazało się, że Clara to bardzo spokojna, ale urocza dziewczyna, która ma głowę do każdego przedmiotu. Dobrze myślałam rano, pozory mylą.
- A właśnie ! – Odezwał się Blaise. – Moi rodzice wyjeżdżają do Francji na sylwestra, do ciotki i mam wolną chatę. Gadałem już z nimi, mogę zrobić taką niewielką domówkę. Przyjdziecie ? – Zapytał się nas. Wiadome było, że Julie już się zgodziła.
- Idziemy ? – Spytał Lucas Clary. Przypomniał mi się drugi dzień szkoły, kiedy leczyłam niesfornego kaca tego debila.
- Nie mam żadnych planów, więc.. czemu nie. Będziemy. – Uśmiechnęła się Clara. Jaka wielka szkoda, że ja nie mogę dołączyć do tej ekipy…
- A ty Mel ? Będziesz ? – Spytał się mnie Blaise.
- Bardzo bym chciała, ale nie mogę. Brat się żeni w sylwestra i muszę być na jego ślubie i weselu. – Oczywiści powiedziałam prawdę. Matthew bierze z Gabriele ślub w sylwestra. To ma być niewielkie przyjęcie. Tylko rodzina i najbliżsi znajomi. Razem około 70 osób. Ale wiem, że nie trzeba mnóstwa ludzi, by się dobrze bawić. I z tego jestem zadowolona. Uśmiechnęłam się przepraszająco.
- Jasne, rozumiem. Więc życzę udanej zabawy i szczęścia młodej parze. – I on uśmiechnął się do mnie.
- A kto jeszcze będzie ? – Zapytał Luka.
- Zaproszę jeszcze Joshuę, Teodora i Charliego. – Charlie chodzi z nami do klasy. Poznałam go na wuefie, kiedy podszedł do mnie i Clary. Nie utrzymuję z nim jednak takich kontaktów, jak z naszą paczką. Mówimy sobie tylko „cześć” i to wszystko w tym temacie. Ale to nam wystarcza. Na pewno złożymy sobie dzisiaj życzenia.
Rozmawialiśmy tak sobie aż do 8:30. Potem wszyscy poszliśmy na aulę, gdzie odbyło się przedstawienie. Jak się spodziewałam, na początku było przemówienie dyrektora. A potem występy. Nie wiedziałam, że mamy w szkole takie talenty. Mnóstwo osób ślicznie śpiewa. I nie są to same dziewczyny. Występowało także kilku chłopaków. Potem poszliśmy do klasy. Zgodnie z tradycją, przeczytaliśmy kawałek pisma świętego. A potem podzieliliśmy się opłatkiem. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy zauważyłam, że Tiffany szuka wzrokiem swoich przyjaciółek, a potem – gdy zauważa, że rozmawiają z chłopakami z klasy – podchodzi do mnie ?
- Słuchaj Melanie. Ja wiem, nie zaczęłyśmy najlepiej, ale głupio mi trochę z tego powodu. Bo widzisz, ja zostałam zmuszona do tej akcji, wtedy, kiedy próbowałam się z tobą zaprzyjaźnić. Wcale nie mi chodziło o tego chłopaka z klasy twojego kolegi. Ja miałam już jednego takiego debila i wydawało mi się, że on mnie kocha, ale potem wyszło na to, że wykorzystał mnie tylko po to, by się przekonać, że jest gejem. Dowiedział się jakimś cudem, że mam namiary na tego chłopaka z innej szkoły i że mam załatwić do niego numer, albo inaczej ten mój chłopak mnie zgwałci. Naprawdę się bałam. Gdybym załatwiła ten numer, to nie byłoby tej całej akcji i nie zaczepiałabym cię. Ale rozum wrócił mi do głowy i podałam tego palanta na policję. Siedzi teraz za kratkami, a ja nareszcie się nie boję. Właściwie to moja historia może cię zanudzać na śmierć, ale ja musiałam ci to opowiedzieć. Nie jestem złym człowiekiem i nie gardzę innymi. Tak więc, wesołych świąt ci życzę i szczęścia w miłości. – Skończyła swój monolog Tiffany i wyciągnęła swój opłatek w moją stronę. Byłam bardzo zszokowana, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- Ja tobie także życzę, żebyś nie trafiała na takich świrów i żeby święta ci się udały. – Uśmiechnęłam się. Ułamałam kawałek opłatka Tiffany, która po chwili zrobiła to samo co ja i odeszłyśmy w dwie różne strony. Wyszłam na chwilę z klasy, bowiem szok nie dawał mi spokoju. Nie do wiary, że słynną Tiffany stać na takie wyznania ! I to jeszcze do mojej osoby ! Ale to znak, że ludzie jednak się zmieniają. I znowu „pozory mylą”. Te słowa towarzyszą mi praktycznie od przebudzenia. Wow. Wróciłam do klasy. Zaczęło się właśnie śniadanie wigilijne. Wszyscy pałaszowali smacznie. Siedziałam pomiędzy Clarą, a Julie. Nagle ta druga zbliżyła się w moją stronę i szepnęła
- Mel, to prawda, że Tiffany była u ciebie z życzeniami ?
- Tak. Przeprosiła mnie i życzyła wesołych świąt. – Odparłam jak gdyby nigdy nic. To jednak trochę zszokowało Julie, która po chwili wyprostowała się i w zamyśleniu zaczęła jeść rybę.
Ten dzień minął mi bardzo przyjemnie. Wróciłam do domu o 12:00. Pomogłam mamie ugotować obiad. Potem tata wrócił z pracy i wszyscy zjedliśmy wspólnie. Następnie poszłam do swojego pokoju, by zrobić ostateczne porządki przed świętami. Trochę roboty było, ale uporałam się w półtorej godziny. Potem poszłam do kuchni, by pomóc mamie w robieniu ciast. Zrobiłam szarlotkę, a mama makowca. Resztę zrobi się jutro. Potem posprzątałyśmy w jadalni. A na koniec dnia była najlepsza część mojej pomocy. Ubieranie choinki. Tata włączył w moim laptopie kolędy i całą trójką wzięliśmy się za dekorowanie świątecznego drzewka. Potem pogasiliśmy wszystkie światła i włączyliśmy choinkę, co nadawało jej tylko nastroju. To był cudowny dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz