poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział 14

Poszłam do swojego pokoju. Byłam trochę załamana tym, że nie spotkam się w ten piątek z Chrisem, ale też szczęśliwa, że nareszcie wyjeżdżam z rodziną. Byłam trochę zmęczona tym dniem i emocjami, jakie we mnie panowały. Szybko się umyłam i zaraz zasnęłam. Nigdy nie zdarzało mi się zasypiać o 22:00 i co najdziwniejsze, wstać o 10:00 rano. Zeszłam rano na śniadanie. Mama wypytywała mnie jeszcze, gdzie wyszłam wczoraj wieczorem. Odpowiedziałam, że kolega chciał się ze mną spotkać i pogadać. Mama węszy, czy nie mam przypadkiem chłopaka. Jest po prostu czujna po tym, jak skrzywdził mnie Shane. Tak też mi powiedziała. Nie wiem, dlaczego, ale ten chłopak cały czas jest gdzieś blisko mnie. Cały czas jest o nim mowa... to już wkurzające... no ale przecież nie powiem mamie, żeby się przymknęła bo mnie strasznie wkurza. Musiałam to przetrwać i oczywiście opowiedzieć każdą minutę tego spotkania. Nie miałam serca, by kłamać. Powiedziałam wszystko. Mama była trochę zła za to co robię, bo dopiero zerwałam z jednym i już randkuję z drugim i nawet go nie znam. Zapewniłam, że na tą randkę poszłabym tylko po to, żeby lepiej poznać Chrisa, no ale przecież jak pójdę, skoro w piątek wyjeżdżamy ?
- To dlatego pytałaś, czy nie możemy wyjechać w sobotę albo niedzielę ? Chciałaś spotkać się z tym chłopcem ? - spytała mama.
- Tak.
- Jeśli chcesz, to poproszę tatę, żeby przełożył wyjazd i pójdziesz na to spotkanie :)
- Dziękuję mamo, ale nie trzeba. Chris i tak nie mógłby się ze mną spotkać bo w piątek pilnuje młodszej siostry. Tak mi powiedział wczoraj. A ja nie jestem pewna co do tego, czy na pierwszą randkę iść do domu chłopaka.
- Oj co prawda, to prawda. :) - powiedziała mama i dodała - Ale nie martw się tą pierwszą randką. Nam z ojcem też się tak nie układało, jak byliśmy w twoim wieku. Na naszej pierwszej randce twój tata postanowił, że zabierze mnie na piknik. Po drodze przebiliśmy gwoździem oponę. No więc, zmiana planów, będzie romantyczny spacerek :). Po pół godzinie tego spacerku miałam straszne odciski na nogach od butów, więc powiedziałam twojemu tacie, że z tego nic nie będzie i że jest idiotą. Odwróciłam się i poszłam do domu. Byliśmy strasznie daleko od naszych domów, a moje nogi już nie wytrzymywały i wiedziałam, że nie dam rady dojść, więc jedynym rozwiązaniem było rozłożyć koc i przesiedzieć tak tę noc. Oscar wpadł na genialny pomysł i zadzwonił po kumpli, żeby go stamtąd zabrali. Kiedy znajomi po niego przyjechali, pomyślałam, że tata przyjdzie po mnie i razem wrócimy, a on się tylko zatrzymał koło mojego koca i powiedział, że z chęcią by mnie zabrał, ale nie ma już miejsca i pokazał taką głupią minę. Ja nie miałam wtedy komórki więc musiałam przesiedzieć całą noc na tym kocu i rano dopiero doszłam do domu. Nie miałam ochoty więcej widzieć Oscara na oczy, ale po kilku dniach przyszedł z takim wielki bukietem róż, przeprosił i postanowiłam, że dam mu drugą szansę. No i tak się ułożyło, że był tym na całe życie :).
- Ooo to takie romantyczne :D - powiedziałam
- A ile ja jeszcze miałam z nim przeżyć ? Nie zliczyłby...
- To opowiedz jeszcze jakieś :)
- Nie, to było już tak dawno...
- No to co ? Prrrroszę, opowiedz coś jeszcze !! :)
- No dobrze. Więc... to było w naszą drugą rocznicę. Ty miałaś już rok. Ojciec chciał zrobić nam obu prezent, bo tak wypada, że 28 mamy rocznicę ślubu i są moje urodziny, a 27 ty masz urodziny. Czyli trzy święta za jednym razem. No i (...) - siedziałyśmy tak z mamą w kuchni i rozmawiałyśmy jeszcze ze 2 godziny. Nie miałam planów na dzisiejszy dzień, nie byłam z nikim umówiona, więc chciałam spędzić trochę czasu z rodziną. Nie wiem właściwie, czemu tak postanowiłam, bo wyjeżdżamy na wakacje, a tam będę miała moich staruszków pod dostatkiem :). Dzisiaj postanowiłam, że pomogę tacie i poodkurzam w samochodzie, żeby był dosyć czysty, jak wyjedziemy. Mama zaproponowała, żebyśmy dzisiaj zjedli kolację razem, przy jednym stole. Zgłosiłam się oczywiście do pomocy w przygotowaniu tego posiłku, bo rzadko jemy przy jednym stole. Mama zaprosiła też swoich znajomych na ten wieczór. Państwo Dawson z córką. Hmm... o takich jeszcze nie słyszałam. Za robienie kolacji wzięłyśmy się z mamą o godzinie 16:00. Miło spędziłyśmy razem czas i pogadałyśmy przy okazji o różnych sprawach. Ja przygotowałam ciasto z owocami, a mama zajęła się resztą. Potem poszłam do pokoju bo musiałam znaleźć jakiś strój na ten wieczór. Przecież nie usiądę z gośćmi przy jednym stole w zachlapanej galaretką bluzce. Znalazłam jakiś ciuch, przebrałam się w niego i zeszłam na dół. Musiałyśmy jeszcze przygotować wszystko. Ding - dong !! To dzwonek do drzwi.
- Mel, otwórz drzwi ! - krzyknęła mama.
Szybko pobiegłam, otworzyłam drzwi i powiedziałam - Dzień dobry :)
- Dzień dobry ! - odpowiedziała cała trójka jednocześnie.
 Zaraz przyszła moja mama. Chyba powinnam powiedzieć, że na szczęście przyszła... sztywniacka rodzinka, której nie znam. Ale ta dziewczyna wyglądała całkiem spoko...
- Hej, jestem Melanie :) - powiedziałam do niej i wyciągnęłam rękę.
- Witaj Melanie, jestem Diana. - uścisnęła moją dłoń
- Aha... - pomyślałam - kolejna sztywniacka lala w moim wieku. kto normalny w tych czasach mówi "witaj" do rówieśnika ?! Ale i tak muszę przyznać, że ta Diana jest śliczna. Piękne, długie blond włosy i śliczny uśmiech. Jak tylko usłyszałam jej imię, to mi się przypomniał film "Ania z Zielonego Wzgórza" :).
 Po kolacji poszłyśmy z Dianą do mojego pokoju. Nie zapraszałabym jej tam, bo nie przypadła mi do gustu, ale tak wymagała kultura.
- Więc... to jest twój pokój Melanie ? - spytała
- Mów mi Mel :) Każdy tak na mnie woła. Tak, to moje małe królestwo :D.
- Masz niezły gust. Naprawdę :)
- Dzięki. :)
- Więc... opowiesz mi coś o sobie ? Gdzie wybierasz się do szkoły ?
- składałam podania do kilku szkół, przyszły mi potwierdzenia z dwóch, jestem przyjęta. Interesuję się matematyką i taki profil sobie wybrałam.
- Matematyka... ciekawy przedmiot. Nie jestem najlepsza z tej dziedziny, zdecydowanie wolę język polski.
- Też interesuję się tym językiem, ale pomyślałam, że w przyszłości łatwiej znajdę pracę po matematyce, niż po polskim.
- Co prawda, to prawda, ale ja od dzieciństwa planowałam swój zawód. Będę uczyć dzieci języka polskiego.
- Też planowałam nauczanie matematyki, ale i tak w dzisiejszych czasach trudno o zawód nauczyciela.
- Tu się akurat nie zgodzę, bo...
- Poczekaj! - przerwałam jej, bo czułam, że ta rozmowa nie doprowadzi do niczego dobrego. - Nie chcę się kłócić, po prostu ty masz swoje zdanie i ja mam swoje. Tyle.
- No tak... przepraszam, ale czasami trudno jest mi się pohamować.
- Nie szkodzi :) Może po prostu zmienimy temat ?
- Świetny pomysł.
I gadałyśmy tak jeszcze jakieś 15 minut, kiedy w końcu powiedziałam, żebyśmy zeszły na dół. Ta dziewczyna okropnie mnie wkurzała ! Była strasznie przemądrzała i bardzo się wywyższała. Nie lubię takich ludzi. Chciałam tylko na chwilę obecną, żeby ta rodzinka już sobie poszła z naszego domu i pragnęłam nigdy ich już nie zobaczyć. Moje myśli chyba jednak podziałały :D. Pani Dawson powiedziała, że muszą już iść, bo jutro z mężem idą wcześnie do pracy i muszą się wyspać. Jak zawsze, wymówka każdej jednej nieudanej imprezy dorosłych ludzi. Ale mi to wcale nie przeszkadzało, byłam wręcz zadowolona, że sobie poszli. Sama zresztą umyłam się i położyłam. Nie chciało mi się już nic dzisiaj, a tak poza tym to... cały czas myślałam o Chrisie. Chyba naprawdę się nim zauroczyłam. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz