czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 6

 Po powrocie chciałam od razu pójść do swojego pokoju, ale usłyszałam jakiś głos dobiegający z kuchni. Byli to moi rodzice. Po prostu chcieli porozmawiać.
- Już jestem. Stało się coś ? Czemu mnie tu zawołaliście ? - powiedziałam
- Mel, razem z ojcem myśleliśmy nad twoim dalszym wykształceniem. Masz 16 lat, skończyłaś właśnie gimnazjum, wyniki z testów poszły ci bardzo dobrze... Mamy już połowę lipca a ty jeszcze nigdzie nie zgłosiłaś podania - powiedziała zmartwiona mama.
- Też nad tym myślałam. Najlepiej na egzaminach poszedł mi język polski i planowałam już coś z tym językiem, ale nie wiem, czy to da mi jakąś przyszłość. Zastanawiałam się też nad matematyką i chyba ten przedmiot mi posłuży.
- No dobrze, ale co chciałabyś robić po szkole matematycznej ? - spytał tata
- Dobrze dogaduję się z dziećmi, więc myślałam, żeby uczyć w przyszłości.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych czasach trudno o pracę nauczyciela, tak Melanie ?
 - Oj tato, w dzisiejszych czasach jest trudno o jakąkolwiek pracę !!
- A wiesz, na jaką odpowiedzialność się zdajesz ? - spytała mama
- Hmm chyba mnie nie zrozumieliście do końca... chciałabym uczyć się matematyki, pójść na studia związane z matematyką, ale nie jestem jeszcze pewna co do nauczania innych. Co prawda, dobrze dogaduję się z dziećmi, dobrze radzę sobie z matematyką, ale przecież mnie znacie... do końca tygodnia znajdę jeszcze 10 innych zawodów związanych z tym przedmiotem. :)
- Co prawda to prawda - powiedział tata i spojrzał na mamę z uśmiechem. - A zastanawiałaś się, do jakiej szkoły chcesz iść ?
- W ostatnim tygodniu miałam przejrzeć strony z placówkami, ale... ale... <spojrzałam na mamę gwałtownie>, nie miałam czasu, bo ta cała impreza i... musiałam się spotkać z Shanem .
- Mel, czy coś się stało ? Tak dziwnie odpowiadasz... - powiedział tata
- Nie tato, nic mi nie jest :)
- Dobrze, więc może idź już do siebie, bo my z ojcem musimy pogadać - powiedziała mama " puszczając mi oko ". Zrozumiałam ten przekaz bez żadnego problemu. Po porostu chciała mnie spławić, żebym nie musiała wymyślać nowych historyjek z Shanem. Heh... i za to ją kocham ♥
Poszłam do swojego pokoju i myślałam o tym co mówili mi rodzice . Nie powinnam lekceważyć tego wszystkiego, bo od tego, jaką będę miała zachciankę, będzie zależała moja przyszłość. Włączyłam internet i zaczęłam szukać jakichś dobrych uczelni niedaleko mojego domu. Mieszkam w centrum miasta więc to nie będzie akurat duży problem. Szukałam tak i szukałam... w końcu ! Jest ! Znalazłam świetną uczelnię. Ma bardzo dobre opinie, a tak poza tym, to kiedyś chodziła tam siostra Susan, mojej drugiej najlepszej przyjaciółki, która wyjechała chwilowo do Szwecji. Ojciec Susan zmarł w zeszłym roku i jej matka nie mogła się z tym pogodzić. Postanowiła, że oddali się na jakiś czas z rodziną od Anglii i wyjedzie gdzieś. Wybrała akurat Szwecję. Za kilka dni minie rok, kiedy Susi i jej rodziny nie ma tu. Wracając do tematu... siostra Susi chwaliła sobie tą szkołę i to bardzo. Zawołałam rodziców do mojego pokoju, pokazałam im stronę główną tej szkoły i szczerze mówiąc... chyba byli zadowoleni. Powiedzieli, że ta szkoła jest dla mnie odpowiednia pod względem wymagań. Poprosili też, żebym jeszcze dzisiaj zaniosła podanie. Wykręciłam się mówiąc, że szkoła jest otwarta tylko do 14:00 a jest już 16:30 i powiedziałam, że jutro tam na pewno pójdę. Nie miałam ochoty oglądać mojej nowej szkoły po takim dniu pełnym wrażeń.
 Pomyślałam, że nie spędzę reszty dnia w domu przed komputerem, zwłaszcza że są wakacje. Miałam ochotę na spacer, więc wzięłam mojego psa Toffika i wyszłam z domu. Nie wiem dlaczego, ale Toffik strasznie węszył. Pokazywał mi, że chce iść w prawą stronę. Była tam dróżka prowadząca do lasku. Poszliśmy tam i po chwili mój pies strasznie zaczął szczekać. Jak zawsze na spacerze, zdjęłam mu smycz, żeby sobie pobiegał, a ja spacerowałam sobie. Tym razem nie chciał biegać. Było widać, że się czegoś bał, ale cały czas kierował mnie do przodu. Zapięłam mu smycz i szliśmy dalej. Po 5 minutach drogi Toffi przestał się bać i chciał pobiegać. Spuściłam go znowu i w oddali zobaczyłam jakiegoś chłopaka siedzącego na drzewie. Przypominał Chrisa...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz