Mama była tak samo
zachwycona moim wyglądem, jak ja. Od zawsze uważała, że mam gust. Byłam jej
wdzięczna za te ciepłe słowa. Ściągnęłam kreację i schowałam do szafy.
Założyłam poprzednie ubrania i poszłam do kuchni. Chciałam jeszcze powiedzieć
mamie o nocowaniu i Rose.
- Hej mamo. Może ci w czymś pomóc ? – spytałam.
- Hmm… możesz mi pomóc w robieniu kolacji .
- Ok., więc co mam robić ?
- Ty naszykuj do stołu, a ja zajmę się sałatką –
odpowiedziała mama. U nas zawsze kolacja była o 18:00. Widocznie sporo czasu mi
minęło na przymierzaniu tych ubrań, bo jest już 17:45, a do domu przyszłam o
16:00.
- Dobrze.
- Wzięłam talerze oraz sztućce i zaczęłam nakrywać. Po 5 minutach wszystko było
gotowe. Zostało tylko postawić potrawy na stole i możemy jeść . W moim domu
akurat ważne były wspólne posiłki. Zawsze, kiedy wszyscy byli w domu, jedliśmy
w jednym pomieszczeniu, przy jednym stole.
- Mamo… czy mogę dzisiaj nocować u Rose ? Chciałyśmy jeszcze
obmówić imprezę ;)
- A pytałaś taty ?
- Nie, jeszcze nie. Jak przyszłam na dół, to od razu
przyszłam do kuchni.
- No dobrze, ja pozwalam. Ale dla upewnienia spytaj jeszcze
taty, dobrze ?
- Jasne, dziękuję – powiedziałam, po czym podeszłam i
pocałowałam mamę w policzek. Nie nocuję tak często u dziewczyn, jak one u mnie,
więc po prostu wolałam zapytać dla upewnienia, choć wiedziałam, że mama się
zgodzi. Co do taty to nie byłam taka pewna. Jedna pod wpływem dobrego humoru
pozwolił mi. Bardzo się ucieszyłam. Powiedziałam jeszcze tacie, że jest już
kolacja i żeby przyszedł do jadalni. Kiwnął mi tylko głową i wrócił do swoich
papierów.
Kolacja minęłam nam
bardzo dobrze. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wspominaliśmy. Rodzice dali mi
jeszcze wskazówki, jak mam się zachowywać podczas imprezy i jaki chcą zastać
dom, kiedy wrócą. Zapewniłam ich, że wszystko będzie w porządku. W końcu zaprosiłam
spokojne towarzystwo. 8 osób nie zdemoluje przecież domu. Znaczy… tak myślę, że
8. Patrick i David pytali mnie, czy mogą zaprosić jeszcze kilku ludzi.
Niechętnie, ale zgodziłam się. Nie znałam tych osób, o niektórych nawet nie
słyszałam. Ale wytłumaczyłam nieco chłopakom, że to ma być spokojna impreza i
jeśli coś się w tym domu stanie, nie wybaczę im tego. Rozmawialiśmy tak podczas
naszego wspólnego spaceru, kiedy powiedziałam, że robię urodziny. Na moje słowa
pokiwali tylko głowami i uśmiechnęli się szyderczo.
Podziękowałam za
kolację i odeszłam od stołu. Poszłam do łazienki. Tam umyłam się, a potem
wzięłam szczoteczkę do zębów, pastę oraz szczotkę do włosów. Potem poszłam do
pokoju i spakowałam do torebki przyniesione kosmetyki, piżamę i czyste ubrania
na jutro. Potem pożegnałam się z rodzicami i wyszłam z domu. Na niebie
zachodziło bardzo powoli słońce i pokazywał się księżyc. Jednak było jeszcze
bardzo ciepło, jak na tą godzinę. Miałam jeszcze pół godziny, aby dojść do
Rose, więc nie spieszyło mi się jakoś szczególnie.
Dom Rose zawsze
robił na mnie ogromne wrażenie. Jest to duży, jednopiętrowy budynek. Parter
składa się z ogromnego salonu, kuchni i jadalni . Natomiast na piętrze mieszczą
się : pokój państwa Gray, pokój Rose, jej młodszego brata Jacoba oraz dwa
pokoje gościnne i dwie łazienki. Każde pomieszczenie urządzone jest bardzo
gustownie. Salon ma ściany koloru szarego. Po lewej stronie od wejścia znajdują
się schody prowadzące na górę. Po prawej natomiast, jedne drzwi prowadzą do
jadalni, a drugie do kuchni. Na środku pokoju ustawiony jest biały, skórzany
narożnik, a naprzeciw jednej jego części fotel, tego samego koloru. Pomiędzy
nimi znajduje się biały stolik. Dodatkowo – naprzeciw drugiej części narożnika
– stoi duży telewizor. Razem wszystko bardzo ciekawie się prezentuje. Za
kompletem wypoczynkowym są drzwi prowadzące na taras, a zaraz za nim do
ogromnego, bajecznego ogrodu.
Kuchnia wyglądała dosyć zwyczajnie : było to niewielkie
pomieszczenie koloru białego, z ciemnobrązowymi meblami kuchennymi. W rogu
znajdował się biały stół z czterema czarnymi krzesłami. Wszystko świetnie się
komponowało. Światło padające z okna rozświetlało to pomieszczenie. Jadalnia
także wyglądała ładnie. Była bladożółta. Na środku pomieszczenia znajdował się
dziesięcioosobowy stół rodzinny. Za stołem, w kącie stał jakiś barek. Można
było się domyśleć, że było to miejsce, gdzie pan Gray trzymał alkohol.
Poszłyśmy z Rose na górę. Tego piętra nigdy nie zwiedzałam,
poza pokojem rudej oczywiście. Rosi postanowiła mnie nieco oprowadzić, za co
byłam jej wdzięczna. Byłam bardzo ciekawa, czy te pokoje są tak samo gustownie
urządzone, jak pomieszczenia na dole. Najpierw zajrzałyśmy do łazienek. Obie
były bardzo do siebie podobne. Kafelki miały kolor brązowo – kremowy. Właściwie
niczym się od siebie nie różniły. Jedyna różnica była mało zauważalna. W jednej
łazience kafelki były ułożone kolorem brązowym o góry do połowy, a od połowy w
dół białe. W tej drugiej było na odwrót. Obie miały wanno-prysznic, umywalkę i
toaletę oraz pralkę. Potem weszłyśmy do pokoju państwa Gray. Naprzeciw wejścia
stało duże łoże, a nad nim okno. Po lewej stronie znajdowały się dwie komody, a
po prawej biurko. Pokój był kolorze
bordowym. Naprawdę fajnie wyglądał. Potem zajrzałyśmy do pokoju Jacoba – był w
środku i nie chciał nas wpuścić, mimo to zobaczyłam, że w pomieszczeniu panują
barwy szarości i mocnej zieleni. Trochę to nawet pasowało do tego chłopaka.
Potem weszłyśmy do pokoi gościnnych. Oba były takie same, tyle że jeden miał
ściany w kolorze błękitnym, a drugi w fioletowym. Po lewej stronie pokoju
widniało niewielkie łóżko, naprzeciw którego stała komoda. W prawym rogu
natomiast stały dwa niewielkie fotele i
mały stolik. Na środku pokoju leżał dywan. Na samym końcu został pokój Rose.
Był to przestronny, pomarańczowy pokój, na środku którego stało duże łóżko z baldachimem.
Po lewej stronie stała wysoka, biała szafa i biurko, natomiast po prawej
znajdowała się niewielka toaletka. Ten pokój lubiłam chyba najbardziej ze
wszystkich. Już miałam tam wejść, kiedy nagle zatrzymała mnie Rose.
- A ty gdzie ?
- Emm… do twojego pokoju. Myślałam, że tu dzisiaj śpimy O.o –
powiedziałam nieco zaskoczona.
- Po pierwsze, to mamy do oglądnięcia jeszcze jeden pokój, a
po drugie… dzisiaj nocujemy w ogrodzie :D – powiedziała i się do mnie
uśmiechnęła. Na tą informację akurat bardzo się ucieszyłam, ponieważ w ogrodzie
nigdy nie byłam i nie zwiedzałyśmy go dzisiaj, a byłam ciekawa, jak wygląda.
Uśmiechnęłam się także, po czym powiedziałam :
- To tu jest jeszcze jakiś pokój ?
- Tak. Należy do mojego starszego brata Erica.
- Coo ?! To ty masz starszego brata ?! – nie kryłam
zdziwienia. Rosi nigdy nie wspominała, że ma jeszcze jakiegoś brata.
- Em… nie wspominałam ?
- pokręciłam przecząco głową – Więc mówię teraz :D – powiedziała i w tym
momencie na korytarz wszedł wysoki, przystojny brunet o niebieskich oczach.
- Rose, ktoś do cie... oj przepraszam, nie wiedziałem, że
masz gościa -
powiedział Eric i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się zawadiacko, po czym
dokończył : - Rosi, ktoś do ciebie dzwonił, powiedziałem, że zaraz zejdziesz na
dół. – teraz zwrócił się w moją stronę – Jestem Eric, starszy brat Rose, a ty…
to pewnie Susan ?
- Nie, ja jestem Melanie
- zaśmiałam się na jego pytanie.
- Ach, tak, Rose opowiadała o was obu. Najwyraźniej musiałem
pomylić
- Tak.
- Mel, - teraz wtrąciła się Rose – ja idę odebrać ten
telefon, a ty w tym czasie idioto – zwróciła się do brata – nie zamęcz mi
swoimi nudnymi opowiadaniami przyjaciółki.J
- uśmiechnęła się i poszła. Chciałam opanować swój śmiech, jednak mina
przedrzeźniającego Erica mi nie pozwoliła. Mimo iż nie znam tego chłopaka, to
nawet go lubię.
- Więc… co u nas dzisiaj robisz ? – spytał mnie Eric.
- Rose zaprosiła mnie dzisiaj do siebie na pogaduchy
-Ach to dlatego po południu rozkładała namiot w ogrodzie..
- Namiot ? – spytałam zdziwiona. Jednak cieszyłam się. Bardzo
lubiłam nasze nocowanie pod namiotami. Zawsze panowała taka fajna atmosfera i
mogłyśmy sobie pogadać, jak to my. O wszystkim i o niczym.
- Rose jeszcze ci nie wspominała ?
- Nie, nic nie mówiła.
- Oj, najwidoczniej to miała być niespodzianka… sorka :/ -
powiedział ze zdrętwiałą miną. Uśmiechnęłam się do niego.
- Nic nie szkodzi. Najwyżej będę udawać zaskoczenie :D –
zaśmialiśmy się oboje.
- A co robiłyście przed moim pokojem ? Chciałyście się wkraść,
czy co ? – znów się zaśmiałam. Żaden chłopak, jakiego znam, nie ma takiego
poczucia humoru, jak Eric.
- Nie… Rosi pokazywała mi każdy pokój w tym domu, bo mimo
tego, że byłam tu wiele razy, nigdy nie zwiedziłam tego domu. Został nam już
tylko twój pokój i ogród.
- Więc zapraszam do mojego królestwa – powiedział i puścił mi
oczko. Otworzył drzwi do pokoju i gestem zaprosił mnie tam. Weszłam i ujrzałam ciekawy
pokój. Panował tam półmrok. Trzy ściany pomalowane były mocno szarym kolorem,
natomiast na czwartej położona była czarna tapeta. W kącie stała czerwona,
skórzana kanapa i telewizor. Po przeciwnej stronie znajdowało się łóżko. Nieopodal
okna stała duża szafa. Tuż przy drzwiach było biurko i położony na nim laptop.
Ciekawie to wyglądało, ale nie było w moim stylu.
Jesteś punkiem ? – spytałam całkiem poważnie widząc ten
pokój i jego czarne ubranie na sobie.
- Nie
- zaśmiał się – po prostu lubię takie barwy.
- Ahaa… przepraszam za to pytanie, ale… tak mi się jakoś
powiedziało, jak zobaczyłam to pomieszczenie.
- Nie szkodzi .
Dosyć często spotykam się z tym pytaniem ;).
Rozmawialiśmy tak jeszcze przez ok. 10 minut, kiedy do
pokoju nagle weszła Rosi. Była bardzo uśmiechnięta.
- Rose, co jest ? Coś ty taka uśmiechnięta ? – spytałam.
- Powiem ci potem .
Teraz zapraszam do ogrodu. Rozumiem, że Eric się już wygadał, że śpimy pod
namiotem ? – popatrzyła złośliwie na swojego brata.
- Tak.
- No trudno, najwyżej nie będzie niespodzianki
- Ok., więc chodźmy – powiedział Eric, jakby nagle
przypomniał nam o tym, że stoi tu z nami. Kierował się już w stronę drzwi,
kiedy nagle…
- A ty gdzie ? – spytała Rose
- Jak to gdzie ? Do ogrodu, przecież dzisiaj nocujemy tam… -
powiedział wyraźnie udając zaskoczenie.
- Ty nigdzie nie idziesz ! Nie zasłużyłeś sobie… w końcu
wygadałeś się Mel. – powiedziała z uśmiechem, po czym pokazała bratu język i
wyszłyśmy z pokoju.
Ja skierowałam się w stronę ogrodu, a Rose zaszła jeszcze do
kuchni po miskę i chipsy. Kiedy wyszłam na taras, zaniemówiłam. Ujrzałam
ślicznie rozplanowany ogród, o którym mogłam tylko pomarzyć, że taki kiedyś
zobaczę. Na tarasie znajdował się niewielki stolik i 5 krzesełek. Dalej schodziło
się po szerokich schodkach. Z lampek nocnych ułożone były trzy dróżki. Jedna
prowadziła w część roślinną, gdzie znajdowało się mnóstwo rodzajów kwiatów,
krzewów oraz małych drzewek. Naprzeciw schodków była dróżka prowadząca do
niewielkiej altanki z grillem. Natomiast trzecia, ostatnia dróżka prowadziła do
basenu. Zapadł już mrok, więc wszystkie lampki się włączyły. Ale to ślicznie
wyglądało…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz