środa, 31 lipca 2013

Rozdział 30, cz. 1.



   Mama była tak samo zachwycona moim wyglądem, jak ja. Od zawsze uważała, że mam gust. Byłam jej wdzięczna za te ciepłe słowa. Ściągnęłam kreację i schowałam do szafy. Założyłam poprzednie ubrania i poszłam do kuchni. Chciałam jeszcze powiedzieć mamie o nocowaniu i Rose.
- Hej mamo. Może ci w czymś pomóc ? – spytałam.
- Hmm… możesz mi pomóc w robieniu kolacji .
- Ok., więc co mam robić ?
- Ty naszykuj do stołu, a ja zajmę się sałatką – odpowiedziała mama. U nas zawsze kolacja była o 18:00. Widocznie sporo czasu mi minęło na przymierzaniu tych ubrań, bo jest już 17:45, a do domu przyszłam o 16:00.
- Dobrze. - Wzięłam talerze oraz sztućce i zaczęłam nakrywać. Po 5 minutach wszystko było gotowe. Zostało tylko postawić potrawy na stole i możemy jeść . W moim domu akurat ważne były wspólne posiłki. Zawsze, kiedy wszyscy byli w domu, jedliśmy w jednym pomieszczeniu, przy jednym stole.
- Mamo… czy mogę dzisiaj nocować u Rose ? Chciałyśmy jeszcze obmówić imprezę ;)
- A pytałaś taty ?
- Nie, jeszcze nie. Jak przyszłam na dół, to od razu przyszłam do kuchni.
- No dobrze, ja pozwalam. Ale dla upewnienia spytaj jeszcze taty, dobrze ? 
- Jasne, dziękuję – powiedziałam, po czym podeszłam i pocałowałam mamę w policzek. Nie nocuję tak często u dziewczyn, jak one u mnie, więc po prostu wolałam zapytać dla upewnienia, choć wiedziałam, że mama się zgodzi. Co do taty to nie byłam taka pewna. Jedna pod wpływem dobrego humoru pozwolił mi. Bardzo się ucieszyłam. Powiedziałam jeszcze tacie, że jest już kolacja i żeby przyszedł do jadalni. Kiwnął mi tylko głową i wrócił do swoich papierów.
   Kolacja minęłam nam bardzo dobrze. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wspominaliśmy. Rodzice dali mi jeszcze wskazówki, jak mam się zachowywać podczas imprezy i jaki chcą zastać dom, kiedy wrócą. Zapewniłam ich, że wszystko będzie w porządku. W końcu zaprosiłam spokojne towarzystwo. 8 osób nie zdemoluje przecież domu. Znaczy… tak myślę, że 8. Patrick i David pytali mnie, czy mogą zaprosić jeszcze kilku ludzi. Niechętnie, ale zgodziłam się. Nie znałam tych osób, o niektórych nawet nie słyszałam. Ale wytłumaczyłam nieco chłopakom, że to ma być spokojna impreza i jeśli coś się w tym domu stanie, nie wybaczę im tego. Rozmawialiśmy tak podczas naszego wspólnego spaceru, kiedy powiedziałam, że robię urodziny. Na moje słowa pokiwali tylko głowami i uśmiechnęli się szyderczo.
   Podziękowałam za kolację i odeszłam od stołu. Poszłam do łazienki. Tam umyłam się, a potem wzięłam szczoteczkę do zębów, pastę oraz szczotkę do włosów. Potem poszłam do pokoju i spakowałam do torebki przyniesione kosmetyki, piżamę i czyste ubrania na jutro. Potem pożegnałam się z rodzicami i wyszłam z domu. Na niebie zachodziło bardzo powoli słońce i pokazywał się księżyc. Jednak było jeszcze bardzo ciepło, jak na tą godzinę. Miałam jeszcze pół godziny, aby dojść do Rose, więc nie spieszyło mi się jakoś szczególnie.
   Dom Rose zawsze robił na mnie ogromne wrażenie. Jest to duży, jednopiętrowy budynek. Parter składa się z ogromnego salonu, kuchni i jadalni . Natomiast na piętrze mieszczą się : pokój państwa Gray, pokój Rose, jej młodszego brata Jacoba oraz dwa pokoje gościnne i dwie łazienki. Każde pomieszczenie urządzone jest bardzo gustownie. Salon ma ściany koloru szarego. Po lewej stronie od wejścia znajdują się schody prowadzące na górę. Po prawej natomiast, jedne drzwi prowadzą do jadalni, a drugie do kuchni. Na środku pokoju ustawiony jest biały, skórzany narożnik, a naprzeciw jednej jego części fotel, tego samego koloru. Pomiędzy nimi znajduje się biały stolik. Dodatkowo – naprzeciw drugiej części narożnika – stoi duży telewizor. Razem wszystko bardzo ciekawie się prezentuje. Za kompletem wypoczynkowym są drzwi prowadzące na taras, a zaraz za nim do ogromnego, bajecznego ogrodu. 
   Kuchnia wyglądała dosyć zwyczajnie : było to niewielkie pomieszczenie koloru białego, z ciemnobrązowymi meblami kuchennymi. W rogu znajdował się biały stół z czterema czarnymi krzesłami. Wszystko świetnie się komponowało. Światło padające z okna rozświetlało to pomieszczenie. Jadalnia także wyglądała ładnie. Była bladożółta. Na środku pomieszczenia znajdował się dziesięcioosobowy stół rodzinny. Za stołem, w kącie stał jakiś barek. Można było się domyśleć, że było to miejsce, gdzie pan Gray trzymał alkohol.
   Poszłyśmy z Rose na górę. Tego piętra nigdy nie zwiedzałam, poza pokojem rudej oczywiście. Rosi postanowiła mnie nieco oprowadzić, za co byłam jej wdzięczna. Byłam bardzo ciekawa, czy te pokoje są tak samo gustownie urządzone, jak pomieszczenia na dole. Najpierw zajrzałyśmy do łazienek. Obie były bardzo do siebie podobne. Kafelki miały kolor brązowo – kremowy. Właściwie niczym się od siebie nie różniły. Jedyna różnica była mało zauważalna. W jednej łazience kafelki były ułożone kolorem brązowym o góry do połowy, a od połowy w dół białe. W tej drugiej było na odwrót. Obie miały wanno-prysznic, umywalkę i toaletę oraz pralkę. Potem weszłyśmy do pokoju państwa Gray. Naprzeciw wejścia stało duże łoże, a nad nim okno. Po lewej stronie znajdowały się dwie komody, a po prawej biurko. Pokój był  kolorze bordowym. Naprawdę fajnie wyglądał. Potem zajrzałyśmy do pokoju Jacoba – był w środku i nie chciał nas wpuścić, mimo to zobaczyłam, że w pomieszczeniu panują barwy szarości i mocnej zieleni. Trochę to nawet pasowało do tego chłopaka. Potem weszłyśmy do pokoi gościnnych. Oba były takie same, tyle że jeden miał ściany w kolorze błękitnym, a drugi w fioletowym. Po lewej stronie pokoju widniało niewielkie łóżko, naprzeciw którego stała komoda. W prawym rogu natomiast  stały dwa niewielkie fotele i mały stolik. Na środku pokoju leżał dywan. Na samym końcu został pokój Rose. Był to przestronny, pomarańczowy pokój, na środku którego stało duże łóżko z baldachimem. Po lewej stronie stała wysoka, biała szafa i biurko, natomiast po prawej znajdowała się niewielka toaletka. Ten pokój lubiłam chyba najbardziej ze wszystkich. Już miałam tam wejść, kiedy nagle zatrzymała mnie Rose.
- A ty gdzie ? 
- Emm… do twojego pokoju. Myślałam, że tu dzisiaj śpimy O.o – powiedziałam nieco zaskoczona.  
- Po pierwsze, to mamy do oglądnięcia jeszcze jeden pokój, a po drugie… dzisiaj nocujemy w ogrodzie :D – powiedziała i się do mnie uśmiechnęła. Na tą informację akurat bardzo się ucieszyłam, ponieważ w ogrodzie nigdy nie byłam i nie zwiedzałyśmy go dzisiaj, a byłam ciekawa, jak wygląda. Uśmiechnęłam się także, po czym powiedziałam :
- To tu jest jeszcze jakiś pokój ?
- Tak. Należy do mojego starszego brata Erica. 
- Coo ?! To ty masz starszego brata ?! – nie kryłam zdziwienia. Rosi nigdy nie wspominała, że ma jeszcze jakiegoś brata.
- Em… nie wspominałam ?  - pokręciłam przecząco głową – Więc mówię teraz :D – powiedziała i w tym momencie na korytarz wszedł wysoki, przystojny brunet o niebieskich oczach.
- Rose, ktoś do cie... oj przepraszam, nie wiedziałem, że masz gościa  - powiedział Eric i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się zawadiacko, po czym dokończył : - Rosi, ktoś do ciebie dzwonił, powiedziałem, że zaraz zejdziesz na dół. – teraz zwrócił się w moją stronę – Jestem Eric, starszy brat Rose, a ty… to pewnie Susan ?
- Nie, ja jestem Melanie  - zaśmiałam się na jego pytanie.
- Ach, tak, Rose opowiadała o was obu. Najwyraźniej musiałem pomylić 
- Tak. 
- Mel, - teraz wtrąciła się Rose – ja idę odebrać ten telefon, a ty w tym czasie idioto – zwróciła się do brata – nie zamęcz mi swoimi nudnymi opowiadaniami przyjaciółki.J - uśmiechnęła się i poszła. Chciałam opanować swój śmiech, jednak mina przedrzeźniającego Erica mi nie pozwoliła. Mimo iż nie znam tego chłopaka, to nawet go lubię.
- Więc… co u nas dzisiaj robisz ? – spytał mnie Eric.
- Rose zaprosiła mnie dzisiaj do siebie na pogaduchy 
-Ach to dlatego po południu rozkładała namiot w ogrodzie.. 
- Namiot ? – spytałam zdziwiona. Jednak cieszyłam się. Bardzo lubiłam nasze nocowanie pod namiotami. Zawsze panowała taka fajna atmosfera i mogłyśmy sobie pogadać, jak to my. O wszystkim i o niczym.
- Rose jeszcze ci nie wspominała ?
- Nie, nic nie mówiła.
- Oj, najwidoczniej to miała być niespodzianka… sorka :/ - powiedział ze zdrętwiałą miną. Uśmiechnęłam się do niego.
- Nic nie szkodzi. Najwyżej będę udawać zaskoczenie :D – zaśmialiśmy się oboje.
- A co robiłyście przed moim pokojem ? Chciałyście się wkraść, czy co ? – znów się zaśmiałam. Żaden chłopak, jakiego znam, nie ma takiego poczucia humoru, jak Eric.
- Nie… Rosi pokazywała mi każdy pokój w tym domu, bo mimo tego, że byłam tu wiele razy, nigdy nie zwiedziłam tego domu. Został nam już tylko twój pokój i ogród.
- Więc zapraszam do mojego królestwa – powiedział i puścił mi oczko. Otworzył drzwi do pokoju i gestem zaprosił mnie tam. Weszłam i ujrzałam ciekawy pokój. Panował tam półmrok. Trzy ściany pomalowane były mocno szarym kolorem, natomiast na czwartej położona była czarna tapeta. W kącie stała czerwona, skórzana kanapa i telewizor. Po przeciwnej stronie znajdowało się łóżko. Nieopodal okna stała duża szafa. Tuż przy drzwiach było biurko i położony na nim laptop. Ciekawie to wyglądało, ale nie było w moim stylu.
Jesteś punkiem ? – spytałam całkiem poważnie widząc ten pokój i jego czarne ubranie na sobie.
- Nie  - zaśmiał się – po prostu lubię takie barwy.
- Ahaa… przepraszam za to pytanie, ale… tak mi się jakoś powiedziało, jak zobaczyłam to pomieszczenie.
- Nie szkodzi . Dosyć często spotykam się z tym pytaniem ;).
Rozmawialiśmy tak jeszcze przez ok. 10 minut, kiedy do pokoju nagle weszła Rosi. Była bardzo uśmiechnięta.
- Rose, co jest ? Coś ty taka uśmiechnięta ? – spytałam.
- Powiem ci potem . Teraz zapraszam do ogrodu. Rozumiem, że Eric się już wygadał, że śpimy pod namiotem ? – popatrzyła złośliwie na swojego brata.
- Tak.
- No trudno, najwyżej nie będzie niespodzianki 
- Ok., więc chodźmy – powiedział Eric, jakby nagle przypomniał nam o tym, że stoi tu z nami. Kierował się już w stronę drzwi, kiedy nagle…
- A ty gdzie ? – spytała Rose
- Jak to gdzie ? Do ogrodu, przecież dzisiaj nocujemy tam… - powiedział wyraźnie udając zaskoczenie.
- Ty nigdzie nie idziesz ! Nie zasłużyłeś sobie… w końcu wygadałeś się Mel. – powiedziała z uśmiechem, po czym pokazała bratu język i wyszłyśmy z pokoju.
Ja skierowałam się w stronę ogrodu, a Rose zaszła jeszcze do kuchni po miskę i chipsy. Kiedy wyszłam na taras, zaniemówiłam. Ujrzałam ślicznie rozplanowany ogród, o którym mogłam tylko pomarzyć, że taki kiedyś zobaczę. Na tarasie znajdował się niewielki stolik i 5 krzesełek. Dalej schodziło się po szerokich schodkach. Z lampek nocnych ułożone były trzy dróżki. Jedna prowadziła w część roślinną, gdzie znajdowało się mnóstwo rodzajów kwiatów, krzewów oraz małych drzewek. Naprzeciw schodków była dróżka prowadząca do niewielkiej altanki z grillem. Natomiast trzecia, ostatnia dróżka prowadziła do basenu. Zapadł już mrok, więc wszystkie lampki się włączyły. Ale to ślicznie wyglądało…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz