niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział 29



Minęło już kilka dni odm mojego powrotu z rodzinnych wakacji. Wielkim krokiem zbliżały się moje urodziny i związana z nimi impreza. Bardzo cieszyłam się, że będę mogła spędzić ten czas z moimi najlepszymi przyjaciółmi. Planowałam zaprosić parę osób spoza mojej paczki, ale nie miałam ochoty na inne towarzystwo. Był wtorek, w piątek rano wyjeżdżali moi rodzice, tego dni wieczorem urządzam imprezę. Do mojego pokoju wdrapywały się promienie słońca. Niechętnie otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek. Była dopiero 8:24. Zazwyczaj nie wstaję o takiej porze. Ale nie czułam zmęczenia na twarzy, wręcz przeciwnie. Poszłam do łazienki i wykonałam poranną toaletę. Następnie wróciłam do pokoju i podeszłam do szafy. Dzień zapowiadał się bardzo przyjemnie, pogoda powinna być tak wspaniała przez cały czas. Ubrałam się i zeszłam na dół. Rodzice jeszcze spali, więc pomyślałam, że dzisiaj śniadanie zrobię sobie sama. Ruszyłam w stronę kuchni. Miałam ochotę na naleśniki. Wyciągnęłam potrzebne produkty i zaczęłam gotować. Gotowe danie polałam jeszcze syropem i zaczęłam pałaszować. Nagle po kuchni rozszedł się dźwięk dzwonka mojego telefonu. Dzwoniła Susan :
- Hej Melanie, nie obudziłam cię ? – powiedziała.
- Hej, nie śpię już.
- Och, to dobrze . Słuchaj… mam sprawę – powiedziała, a w jej głosie dało się usłyszeć niepewność i smutek.
- Co się stało ?
- Chyba nie dam rady przyjść na twoje przyjęcie urodzinowe. Rozchorowałam się. Byłam u lekarza i powiedział mi, że to jedno z poważniejszych przeziębień. Teraz mam wyrzuty sumienia, dlaczego, pomimo złego samopoczucia, nie poszłam wcześniej do doktora.
- Nie obwiniaj się za to, bo nie wiedziałaś, że to jakaś poważniejsza choroba. Ale na pewno nie dasz rady przyjść na imprezę ? – powiedziałam. W moim głosie także było słychać smutek oraz zawód.
- Lekarz powiedział, że lepiej, żebym nie wychodziła z domu. Jeśli to przeziębienie przerodzi się w coś większego, to mogę trafić do szpitala.
- O matko !! Ale co ci dokładnie jest ?
- Od kilku tygodni miałam katar i kaszel. Myślałam po prostu, że to alergia, więc brałam tabletki przeciwalergiczne. No i jak ostatnio byłam z tobą i Rose, to jadłam jabłko, tyle, że to jabłko nie było umyte. Do mojego organizmu dostały się bakterie. W badaniach wyszła mi także, że to kaszel i katar to nie alergia, a nic innego, jak poważne przeziębienie.
- Przykro mi. Mam nadzieję, że jednak szybko wrócisz do zdrowia. –W moim głosie dało się wyczuć odrobinę szczęścia. – Jeśli uda mi się namówić Rose, wpadniemy do ciebie dzisiaj.
- Ale nie trzeba, jeszcze mi się tu zarazicie.
- Nie zarazimy, będziemy ostrożne. – Po mojej wypowiedzi blondynka zaśmiała się.
- Niestety, ale muszę kończyć. Mama idzie z porcją leków dla mnie. Bleee… - powiedziała, po czym tym razem obie się zaśmiałyśmy.
- Ok, do zobaczenia.
- Pa.
  Byłam trochę zwiedziona, że jedna z moich najlepszych przyjaciółek nie pojawi się na mojej imprezie urodzinowej. Jednak nie chciałam do niczego zmuszać Susi, bo źle może się to dla niej skończyć. Rozmyślając tak o zaistniałej rozmowie, przypomniałam sobie, że nie mam żadnej kreacji na moje urodziny. Umyłam po sobie brudne naczynia z gotowania i poszłam do mojego pokoju z nadzieją, że znajdę w szafie coś ciekawego. Pech chciał, że nie miałam żadnej sukienki na taką okazję. Poszłam więc z powrotem na dół, licząc, że rodzice już wstali. Może uda mi się wydusić od nich trochę pieniędzy na urodzinową kieckę. Tak, na pewno się zgodzą. Po jakichś 10 minutach wyszłam z kuchni, bardzo ucieszona. Rodzice postanowili dołożyć mi trochę do sukienki. Miałam własne oszczędności i muszę przyznać, nie było ich tam wcale mało. Jednak, żeby wyglądać olśniewająco, potrzebowałam jeszcze trochę grosza J.  Napisałam więc Rosi, że dzisiaj idę na zakupy w poszukiwaniu nowej kiecki i spytałam, czy nie poszłaby ze mną. Odpisała mi, że z chęcią połazi ze mną po sklepach i doradzi mi. Uśmiechnięta, wróciłam do swojego pokoju.
                                                            

                                                      ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ 


- Mel, a ta ? – Zawołała Rose, kiedy byłyśmy już na jednej z ulic, gdzie znajdowały się śliczne sukienki. Właśnie pokazywała mi kremową sukienkę na jedno ramię, która była wysadzona cekinami, od góry do połowy. Sięgała mi ¾ uda. Była bardzo ładna, ale coś mi podpowiadało, żebym jej nie kupowała.
- Jest bardzo ładna, ale nie, poszukam jeszcze. J
- Ok., jak tam sobie chcesz ;)
Po 30 minutach łażenia straciłam nadzieję na jakąś gustowną kreację na moje urodziny. Prosiłam nawet Rose, żebyśmy wróciły, bo niczego tu nie znajdę. Ruda znalazła sobie śliczną sukienkę do połowy ud. Kiecka była cała czarna i miała na sobie brzoskwiniowe róże. Na plecach krzyżowała się. Do tego Rosi znalazła czarne szpilki, całe pokryte cekinami. Rose powiedziała, żebym ja wybrała dodatki. Łatwo nie było, jednak znalazłam coś odpowiedniego. Wybrałam grubą, złotą bransoletkę z czarnymi kamyczkami. Do tego szare kolczyki róże, złoty naszyjnik z zawieszką w kształcie czarnej róży i pierścionek z czarnym kamieniem. Kiedy to wszystko przymierzała, wyglądała bajecznie. Jak zrobi coś jeszcze z włosami i doda makijaż, to na pewno przebije mnie wyglądem na własnych urodzinach !
                              
 
                                

- Mel, jeszcze tylko jeden sklep ! – powiedziała Rose błagalnym głosem i z miną szczeniaczka.
- No dobrze, ale to już ostatni ! – powiedziałam, po czym się uśmiechnęłam.
Weszłyśmy do sklepu. Rozglądałam się trochę, ale tak, jak w pozostałych sklepach, nie mogłam nic znaleźć. Jednak Rose zawołała mnie na chwilkę i pokazała ciekawą sukienkę. Kiedy ją zobaczyłam, zaniemówiłam. Była idealna ! Poszłam ją od razu przymierzyć. Gdy wyszłam z przebieralni, by zaprezentować się rudej, ona – tak jak ja – zaniemówiła z wrażenia. Sukienka była na grubych ramiączkach i sięgała mi do połowy ud. Była luźna. Kolor ciężko opisać : kiecka wyglądała tak, jak droga mleczna, czy kosmos. Miała na sobie niejeden kolor, lecz w oczy najbardziej rzucał się granat. Postanowiłam ją kupić. Teraz zostały mi tylko buty i dodatki i jestem już gotowa. Jestem dosyć szczupła i mam długie nogi, więc postawiłam na szpilki. Z butami akurat nie było większego problemu. Kupiłam wysokie szpilki w kolorze brudnej bieli, zapinane paskiem. Następnie zaszłyśmy do tego sklepu, gdzie Rose kupowała biżuterię. Upatrzyłam sobie wcześniej parę dodatków, ale nie wiedziałam, czy będą pasować do reszty. Miałam dobre przeczucia, wszystko wyglądało razem doskonale. Wybrałam czarną, zwykłą bransoletkę bez wzorków, kolczyki, które wyglądały jak dwa druciki rozchodzące się w dół, a na końcu widniały niebieskie kulki. Na szyję natomiast kupiłam długi wisiorek z zawieszką w kształcie skrzydeł. Pierścionka nie kupowałam. Nie miałam jakoś ochoty stroić się nie wiadomo jak bardzo. Wszystko całkiem nieźle się komponowało :


                                      

Byłam bardzo zadowolona z tych zakupów. Spędziłam miło czas z przyjaciółką, połaziłyśmy po sklepach, pooglądałyśmy ciekawe sukienki na przeróżne okazje. Było naprawdę bardzo miło. Po udanym wypadzie poszłyśmy jeszcze z Rose coś zjeść. Nie wiem, dlaczego, ale naprawdę byłam bardzo głodna. Potem ruda odprowadziła mnie do domu. 
- A co ty na to, żeby dzisiaj u mnie nocować ? Obgadałybyśmy jeszcze wszystkie szczegóły związane z imprezą, powspominały dobre czasy ? - spytała Rose.
- Hmm... tak właściwie to nie jest głupi pomysł :D - powiedziałam, po czym uśmiechnęłam się do Rose.
- Więc do wieczora ? 
- Tak, będę o 19:00 :)
- Do zobaczenia - powiedziała Rose i poszła. Ja natomiast wróciłam do domu i szybko doszłam do pokoju, by założyć jeszcze raz kupione rzeczy i sprawdzić, czy wszystko dobrze razem wygląda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz