Po tym obfitym śniadaniu mama powiedziała, żebym wzięła swoje bagaże z pokoju i przyszła do holu. Oni już tam będą czekać. Kiwnęłam głową i poszłam do pokoju.
- Emm... to wy jeszcze nie idziecie ? Przecież zaraz wyjeżdżamy z hotelu - powiedziałam do Kate i Tommy'ego siedzących na łóżku i rozmawiających o czymś. Kate wyglądała, jakby płakała.
- Zaraz zejdziemy na dół - wybełkotała.
- Spoko... - powiedziałam zdziwiona, wzięłam walizkę i wyszłam z pokoju.
Rzeczywiście, rodzice siedzieli w holu z państwem Jones i także o czymś rozmawiali. Mama była rozbita, podobnie jak Katie. O co tu do cholery chodzi ?! Wszyscy mają miny, jakby ktoś umarł. Pani Jones po policzkach spływały łzy. Nie chciałam się wtrącać do rozmowy dorosłych, więc powiedziałam mamie, że już jestem, odłożyłam walizkę koło taty i wyszłam przed hotel, mówiąc obojgu, że jeszcze idę na plażę i wrócę za niedługo. Mama powiedziała, żebym długo się nie włóczyła, ale w jej głosie wyraźnie słyszałam obojętność, jakby nie obchodziło jej, że istnieję. Wyszłam z hotelu. Poszłam na plażę i usiadłam na jednym z leżaków. Wiedziałam, że długo tego miejsca nie odwiedzę, a ponowne spotkanie rodziny Jones jest niemal niemożliwe. W tym momencie podszedł do mnie umięśniony chłopak trzymający w ręku bukiet kwiatów. Był to Filip.
- Heej - powiedziałam z lekkim przerażeniem.
- Cześć Melanie. Proszę to dla ciebie. - I wręczył mi bukiet pięknych różowych, niebieskich i herbacianych róż.
- Ojej, d-dziękuję, ale... z jakiej to okazji ?
- A musi być jakaś okazja ?
- Emm.. no wiesz, raczej tak, bo przecież po co obcy człowiek kupował kwiaty i to w dodatku tak piękne, jakiejś dziewczynie, której wcale nie zna. ?
- Bo ta dziewczyna nie jest mu obca i nieznana. - Powiedział z lekkim uśmiechem.
- Filip... - powiedziałam, gdy nagle przerwał mi.
- Poczekaj, pozwolisz, że dokończę. Więc...
- Nie zaczyna się zdania od więc :D
- Takie już moje przyzwyczajenie. No dobrze... wczoraj wieczorem Tommy był na imprezie i nagle powiedział, że musi wracać na plażę, bo ma takie pożegnalne spotkanie ze swoją i twoją rodziną. Spytałem, kiedy wyjeżdżają, a on powiedział, że jutro i poszedł, najwyraźniej się spieszył. Był na tej imprezie dosłownie kilka minut, gadał z jakąś panną, potem ze mną i poszedł. Jak powiedział, że jutro wyjeżdżacie, to poczułem pewien ucisk w brzuchu, na myśl o tobie oczywiście. Zrozumiałem, że nie jesteś mi obojętna i tak, wiem, że masz chłopaka. Jednak chciałem, żebyś mnie w jakiś sposób zapamiętała. Wiem, żę kwiaty zwiędną i o mnie zapomnisz, więc mam coś jeszcze. - Powiedział, podał mi jakieś pudełeczko i pocałował w policzek. Potem wstał i odchodził już, kiedy nagle odwrócił się i krzyknął do mnie " Do zobaczenia następnym razem, młoda ".
Kompletnie byłam zaskoczona tą sytuacją. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Patrzyłam jeszcze, kiedy odchodził i miałam lekko otworzone usta. W końcu ocknęłam się i zajrzałam do pudełka. Byłam oszołomiona... W środku była piękna bransoletka ze znaczkiem oznaczającym przyjaźń na zawsze <klik>. Z twarzy płynęły mi łzy. Wzruszyłam się tym mimo tego, że nie wiedziałam, co znaczy prezent. Otarłam łzy i wróciłam do hotelu myśląc o zaistniałej sytuacji. A może ja naprawdę znaczę coś dla Filipa ? Na to pytanie odpowiedź zapewne zna tylko on. No ale cóż.. muszę o tym zapomnieć. Schowałam pudełeczko do torebki, kiedy nagle przyszła mama, już w nieco lepszym humorze i powiedziała, że wyjeżdżamy. Nic nie mówiąc wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy na prom. Ze statku mięliśmy wysiąść o 19:00, więc kajuty nie były potrzebne. Czas mogliśmy spędzić na pokładzie. O dziwo, każde z nas siedziało osobno : Mama z tatą gdzie indziej, państwo Jones gdzie indziej, Kate gdzie indziej, Tommy gdzie indziej i ja, także z dala od wszystkich.
Usiadłam na czubie, skuliłam się, przyciągając głowę do kolan i myślałam. Czas minął mi szybko i przez cały rejs w milczeniu. Wszyscy wydawali się być na mnie obrażeni. Jedyną osobą, która się do mnie odezwała, był tata. Podszedł do mnie i powiedział, żebym weszła do restauracji, bo zrywa się wiatr, a ja jestem przeziębiona, ale odpowiedziałam, że mi tu wygodnie i nigdzie się nie ruszam. Tata odszedł bez słowa. Nie miałam pojęcia, z jakiego powodu, ale byłam smutna. Kiedy myślałam o Chrisie, na twarzy miałam uśmiech i szczęście. Gdy w myślach miałam Tommy'ego, panował chaos, zagubienie i niepewność. Myśląc o Filipie, płynęły mi łzy - zarówno szczęścia jak i smutku. Nie wiem właściwie, dlaczego myślałam o całej trójce, skoro kochałam jednego i nie trudno się domyśleć, kogo.
Na zewnątrz robiło się coraz ciemniej, pojawiły się burzowe chmury. Z restauracji dobiegała smutna, wolna muzyka. Moje powieki stawały się coraz cięższe. Kiedy zamknęłam oczy, nie miałam ochoty ich otwierać. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudziłam się w naszym samochodzie, jeszcze na statku. Popatrzyłam na zegarek w komórce - 18:30. Nie było sensu wychodzić, bo i tak za pół godziny wyjeżdżamy. Jeszcze dzisiaj znajdę się w swoim pokoju, w swoim łóżku, pod swoją kołdrą. Pomyślałam jednak, że trzeba by napisać Chrisowie, czy Rose, że wracam. Szybko wysłałam wiadomości, wyciągnęłam z kieszeni słuchawki i włączyłam muzykę. Zamknęłam oczy, próbowałam zasnąć, lecz na marne. Usłyszałam dźwięk dzwonka z telefonu. Rose dzwoni :
- Halo... - Powiedziałam obojętnym głosem. Byłam zła, że przez cały czas nie odzywała się do mnie.
- Hej Mel, to Rose. - Powiedziała bardzo radośnie.
- Słyszę ...
- Melanie ? Czy coś się stało ? Czemu jesteś smutna ?
- Ty pytasz, CZEMU ? Wysłałam do ciebie z 50 wiadomości i na żadną nie raczyłaś odpowiedzieć ! Martwiłam się, że coś ci jest.. - powiedziałam i poczułam ucisk w gardle. Znów traciłam głos.
- Ale..
- Nie, teraz nie chcę z t-tobą gadać. Jestem chora, nie mogę mówić. Cześć Rose.. - I rozłączyłam się.
Po mojej twarzy spływały słone łzy. Jeszcze nigdy nie czułam czegoś takiego... Każdy się ode mnie odwrócił, nikt - w tym przypadku poza Rose, która dzwoniła jeszcze 5 razy, ale nie odbierałam - się mną nie interesował. Ja, nawet gdybym była bardzo zajęta, to dałabym jakiś znak, a nie tak jak oni. Zaledwie Chris wysłał mi jednego SMSa i Rose raczyła zadzwonić. Tyle. Nie spodziewałam się tego po nich.
W końcu doszła godzina 19:00. Prom dobił do brzegu, a na dolnym pokładzie, gdzie stoją samochody, zaczęli schodzić ludzie, szukający swojego pojazdu. Rodzice pożegnali się jeszcze z państwem Jones i przyszli do naszego auta. Ruszyli, nic nie mówiąc. Mama tylko obejrzała się za siebie, sprawdzając, czy śpię. Ja szybko przymknęłam oczy, udając. Samochodem jechaliśmy godzinę, więc w domu byliśmy około 20:00. Tata już otwierał tylne drzwi, żeby wziąć mnie na ręce i zanieść do domu. Jednak ja sama wstałam, wzięłam mój bagaż i weszłam do domu, który przed chwilą otworzyła mama. Od razu skierowałam się do pokoju. Czekała tam na mnie pewna niespodzianka...
~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~ ♥ ~~
Hej wszystkim :) Przepraszam, żę wczoraj nie dodałam rozdziału, jak obiecałam, że nadrobię, ale kompletnie nie mam weny. Wasze wejścia mnie też trochę motywują. Z dniem jest ich coraz więcej, za co oczywiście dziękuję. Rozdział jest krótki i średnio mi się podoba, ale nie chcę was tak trzymać w niepewności :*. Jeśli nie jeszcze dzisiaj, to jutro na pewno dodam kolejną notkę. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz